piątek, 31 marca 2017

32.

[Emily]
Do domy wróciliśmy w niedzielę wieczorem, czyli wczoraj. Ku wielkiej radości naszych bliskich, oficjalnie ogłosiliśmy, że jesteśmy w związku i planujemy razem zamieszkać, w naszym, wspólnym mieszkaniu. Oczywiście od razu pojawiły się pytania, o ślub i dzieci, ale przecież my nawet nie jesteśmy zaręczeni! Dopiero co udało nam się dogadać i wyznać nasze uczucia, a wszyscy dookoła chcą, żebyśmy jeszcze bardziej wszystko przyspieszali. Ja chcę, żeby wszystko było w swoim czasie, bez presji i nacisków. Jeśli Marco będzie chciał mi się kiedyś oświadczyć, to na pewno to zrobi, a ja z radością, kolejny razem powiem “tak”. I tym razem wszystko się uda. Zostanę Panią Reus i będę to ogłaszać całemu światu. A potem zostanę Mamą. I wreszcie będziemy rodziną. Wszystko będzie na swoim miejscu
-Halo? - odebrałam połączenie, od mojej przyjaciółki
-Cześć - powiedziała radośnie - wstałaś już?
-Tak, właśnie się maluję - zerknęłam na swoje odbicie w lustrze
-Fantastycznie! Może skoczymy na jakieś śniadanko?
-Pewnie - uśmiechnęłam się - ale o 12 idziemy z Marco oglądać mieszkania
-W porządku, jest jeszcze mnóstwo czasu. Przyjadę po Ciebie za pół godziny, wyrobisz się?
-Bez problemu - zachichotałam - do zobaczenia!
-Do zobaczenia! - poczekałam, aż się rozłączy, po czym wsunęłam telefon do kieszeni szlafroka
Dokończyłam robić delikatny makijaż, rozplątałam włosy, które w nocy miałam związane w warkocza i teraz były pięknie pofalowane i psiknęłam się jeszcze ulubionymi perfumami. Na zewnątrz było bardzo gorąco, więc założyłam szarą, długą, obcisłą sukienkę, z rozcięciem na nodze i wyciętymi plecami, a do tego białe Conversy i skromny naszyjnik. Do średniej, czarnej torby wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy i kurtkę jeansową, gdybym późno wracała, a zrobiłoby się już chłodno. Teraz to różnie bywa wieczorami. Zdążyłam jeszcze umyć szybko zęby, po czym musiałam już wychodzić, bo Pani Gotze pojechała pod dom.
-Nie wiem, kiedy będę! - zawołałam do domowników i wyszłam na zewnątrz, nie czekając na odpowiedź
Przeszłam przez podwórko, otworzyłam furtkę i po kilku minutach siedziałam już w samochodzie, na miejscu pasażera.
-Dzień dobry - cmoknęłam blondynkę w policzek, na co uśmiechnęła się szeroko
-Dzień dobry, ślicznie wyglądasz
-Normalnie - zaśmiałam się, patrząc na siebie
-Służy Ci bycie kobietą Marco Reusa - mrugnęła do mnie zadowolona
-A co takiego się we mnie zmieniło od czasu, gdy nią nie byłam? - uniosłam pytająco jedną brew
-Byłaś piękna, ale teraz jesteś kwitnąca. Bije od Ciebie niesamowity blask, cieszą Ci się oczy i cały czas masz na twarzy delikatny uśmiech. Uwielbiam Cię w takim wydaniu
-Trochę przesadzasz - machnęłam ręką - ale niech Ci będzie
-Jedziemy na smoothie bowls?
-Bardzo chętnie - ściszyłam nieco radio, żebyśmy mogły spokojnie rozmawiać
-To opowiadaj mi wszystko od początku! - zarządziła - chcę znać, absolutnie wszystkie szczegóły
-Nie ma dużo do opowiadania - skłamałam - po tym jak się pokłóciliśmy, to wybiegł za mną i powiedział mi, że mnie kocha i wszystko. Wróciliśmy do siebie
-Wiesz … - zaczęła rozbawiona - to nie są wszystkie szczegóły. Co dokładnie Ci powiedział?
-Że mnie kocha, że jestem najważniejszą kobietą w jego życiu, że chcę założyć ze mną rodzinę i tak dalej - spojrzałam na swoje niepomalowane paznokcie - przez niego stałam się taka płaczliwa
-Dlaczego? - roześmiała się
-Ciągle mówi mi takie cudowne rzeczy, że od razu się wzruszam i płaczę
-Marco romantyk - zachichotała - cieszę się, że wreszcie poszliście po rozum do głowy i jesteście szczęśliwi
-Tak, jesteśmy - potwierdziłam - teraz nie pozwolę, żeby coś się spieprzyło
-Nie spieprzy się - odparła pocieszającym głosem - jesteście dla siebie stworzeni
-A jak Pani układa w małżeństwie, Pani Gotze? - postanowiłam zmienić temat
-Och, jest cudownie - powiedziała taka rozmarzona, że aż zachichotałam - niby nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko
-Teraz jesteście jednością, na dobre i na złe - zdążyłam powiedzieć i modelka zaparkowała pod restauracją
-Wiem i to jest fantastyczne! Ciągle myślę o naszym ślubie i jakbym mogła to odtwarzałabym ten dzień w kółko! Musicie z Marco szybko brać ślub! Na pewno nie pożałujecie
-Ann my dopiero od kilku dni jesteśmy razem. Nie staniemy od razu przed ołtarzem - przewróciłam oczami - wszystko w swoim czasie
-No wiem - jęknęła - ale pamiętaj, że nie jesteście młodsi!
-Pamiętam, spokojnie - przepuściłam ją w drzwiach, a sama weszłam zaraz za nią
-Gdzie siadamy?
-Obojętnie, tam gdzie jest miejsce
Zajęłyśmy wolny, dwuosobowy stolik, kelner podał nam menu i ulotnił się na chwilę.
-Wszystko wydaje się takie pyszne - westchnęła - jak zwykle nie mogę się zdecydować
-Weź wszystko - zachichotałam - możesz sobie na to pozwolić
-Yhmm - wywróciła z rozbawieniem oczami
Kilka razy przeczytałam niewielką kartę potraw, aż w końcu się zdecydowałam i odłożyłam ją na stolik, odchylając się na oparcie krzesła.
-Czy mogę przyjąć zamówienie? - uśmiechnął się do nas młody mężczyzna, w stroju kelnera
-Pewnie - kiwnęłam głową - ja poproszę choco bowl i zieloną herbatę
-A ja acai bowl i latte
-Oczywiście - zanotował wszystko na karteczce, zabrał od nas menu i odszedł
Spojrzałam na blondynkę, która uśmiechała się szeroko, przez co sama nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Nawet nie wiedziałam, z czego się cieszymy. Ze wspólnego śniadania? Z kelnera?
-Jesteście pewni, że chcecie kupić mieszkanie, a nie dom?
-Nie myśleliśmy o domu - przyznałam
-Dlaczego? Skoro chcecie być rodziną, to musicie myśleć przyszłościowo
-Ann, póki co wystarczy nam mieszkanie. Może kiedyś będziemy chcieli się przeprowadzić, ale na razie nie potrzebujemy domu
-Rozumiem - mruknęła - ale zawsze wyobrażałam Was sobie w domu z ogródkiem
-I bardzo dobrze - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej - bo zawsze marzyłam o dużym domu z ogródkiem. Wiesz, mój duży pies musi mieć miejsce, żeby się wybiegać
-Na razie na horyzoncie, ani domu, ani psa. Jedynie Marco - zażartowała, a ja roześmiała się tak głośno, że kilka osób się na nas spojrzało
-Ups - zakryłam usta dłonią - to Twoja wina!
-Oj tam! - machnęła ręką, cicho chichocząc
-Pani Gotze, a kiedy na świat przyjdzie mój chrześniak lub chrześnica?
-Nie prędko - bąknęła - nie chcemy się spieszyć. Zresztą, może jestem egoistką, ale nie chcę jeszcze kończyć kariery
-Nie jesteś egoistką - złapałam ją za rękę, którą trzymała na stoliku - widocznie nie jesteś jeszcze gotowa, żeby tak wiele poświęcić
-Chcę mieć dzieci, chcę mieć je z Mario, z moim mężem - spuściła wzrok - ale nie chcę mieć ich już teraz. Ciągle coś się dzieje, ciągle jesteśmy w rozjazdach, ciągle się mijamy. Jeszcze tylu rzeczy nie zrobiliśmy tylko my. Tylko nasza dwójka
-Mario Cię kocha i na pewno to rozumie. A poza tym jest młodszy od Ciebie i możliwe, że też nie jest gotowy. Dziecko to wielka radość i szczęście, ale też wielka odpowiedzialność. Wszystko się zmieni
-A Ty? Chciałabyś mieć teraz dziecko?
-Teraz? - spytałam zamyślona - nie wiem. Nie. Jeszcze nie
-Boisz się?
-Jak cholera - przyznałam - boję się, że nigdy nie urodzę dziecka i zawiodę wszystkich dookoła
-Nie możesz tak myśleć - zbeształa mnie - przecież nie masz problemów. Będziesz mogła zajść w ciążę i urodzić
-Tak twierdzą lekarze - westchnęłam - ale co jeśli za każdym razem coś się będzie działo? Co jeśli …
-Przestań - przerwała mi - nic się nie stanie. Nie myśl teraz o tym
-Nie wiem, czy Marco będzie chciał ze mną być, jeśli nie będziemy mieć dzieci - wypuściłam ze świstem powietrze - wiem, że on marzy o byciu ojcem i ja też chcę mieć dzieci, ale jeśli coś pójdzie nie tak. Kolejny raz, to nie wiem, czy będę w stanie próbować znowu
-Emily, przepraszam, że o to zapytałam. Nie mówiłaś mi wcześniej co czujesz, myślałam, że może już to wszystko jakoś przetrawiłaś - skrzywiła się - ale wiem, że nie masz powodu do zmartwień. Marco Cię kocha, jesteś dla niego najważniejsza i on będzie z Tobą zawsze. Zawsze, rozumiesz? - popatrzyła na mnie z wyczekiwaniem i kontynuowała, dopiero gdy delikatnie skinęłam głową - jeśli nie będziecie mieć swojego dziecka, to zawsze możecie je adoptować
Chciałam coś powiedzieć, ale nagle kelner przyniósł nasze zamówienie, a mój telefon oznajmił nadejście nowej wiadomości. Podziękowałyśmy za śniadanie, które moja przyjaciółka od razu zaczęła konsumować, a ja wygrzebałam telefon z torebki. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Marco. Akurat teraz. Cholera.

“Dzień dobry skarbie, o której mam po Ciebie przyjechać? Kocham, Marco”

“Jestem na śniadaniu z Ann, spotkajmy się na miejscu”
Moja wiadomość, aż emanowała chłodem, ale nie mogłam się zmusić do napisania czegokolwiek innego. Dobry, sielankowy nastrój ulotnił się tak szybko, że nawet nie zdążyłam się zorientować.
-Jedz Em - zachęciła mnie blondynka - jest naprawdę pyszne
-Chyba nie jestem głodna - wysiliłam się na uśmiech i upiłam łyk gorącej herbaty
-Musisz jeść - westchnęła, patrząc na mnie smutnym wzrokiem - przepraszam, że przeze mnie masz teraz taki podły nastrój
-Przepraszam, że zrujnowałam nam poranek - mruknęłam
-Ze mną jest wszystko w porządku, chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie
-Nic mi nie będzie - zapewniłam ją, odczytując wiadomość od piłkarza

“Przyjadę po Ciebie. Gdzie jesteście?”
“Nie musisz, dam sobie radę”
“Emily, powiedz mi gdzie jesteście albo zadzwonię do Ann i ona mi powie”
“Juice Press People*”
“Będę tam za kwadrans”
-Marco będzie tu za chwilę - jęknęłam chowając twarz w dłoniach - i co ja mu teraz powiem?
-Cholera Em, nie możecie się przeze mnie pokłócić. Powiedz mu prawdę, nie możesz kłamać. On będzie wiedział, że coś jest nie tak
-Już wie - podałam jej telefon, a ona szybko przeczytała wszystkie sms, marszcząc brwi
-Każdy może mieć zły dzień, on zrozumie. Nie zbywaj go, musicie być szczerzy
Momentalnie przypomniałam sobie słowa Marco sprzed tygodnia: “Żadnych kłamstwa i tajemnic. Już nigdy.”. Obiecałam mu to. Obiecałam, że będę szczera do bólu.
-Zacznij w końcu jeść - poprosiła pani Gotze
-Yhmm - sięgnęłam po łyżkę i zaczęłam powoli jeść
Usłyszałam dźwięk dzwonka, który oznajmił, że ktoś wszedł do środka i automatycznie się odwróciłam. Marco wszedł do środka, ubrany w krótkie, jeansowe spodenki, szary t-shirt i białe, sportowe buty. Na głowie miał czapkę z daszkiem, a na oczach okulary przeciwsłoneczne, które zdjął, gdy szukał mnie wzrokiem. Z daleka widziałam, że jest zdenerwowany, spięty, ale też niepewny. I to wszystko z mojego powodu. Poczułam, że ból chwyta mnie za serce i robi mi się gorąco, czy słabo, tak jakbym miała zaraz zemdleć. Piłkarz spokojnym krokiem, ruszył w moim kierunku, uśmiechnął się delikatnie i stanął w końcu przy naszym stoliku. Najpierw przywitał się z Ann, która szepnęła mu coś do ucha, na co kiwnął głową i dopiero spojrzał na mnie.
-Cześć skarbie - pocałował mnie w czoło i usiadł obok mnie
-Hej - odparłam cicho
-Powiesz mi co się stało? - pogładził mnie czule po policzku - widzę, że coś jest nie tak
-Nie teraz - westchnęłam, dopijając herbatę - zbieramy się?
-Najpierw zjedz - wskazał na moje ledwo tknięte śniadanie
-Zjem później, teraz nie jestem głodna - spojrzałam morderczym wzrokiem na blondynkę, żeby się nie odzywała
-Emily, nie mam pojęcia co się stało, ani o co chodzi, ale przysięgam, że się dowiem. Wczoraj wieczorem było wszystko w porządku, co się stało teraz? - wyszeptał mi do ucha, po czym odsunął się, żeby spojrzeć mi w oczy - cokolwiek się stało, musisz jeść. Jesteś strasznie blada
Nie miałam pojęcia, jak mam mu odmówić, skoro patrzył na mnie zmartwiony i wściekły jednocześnie.
-Dobrze - kiwnęłam głową, biorąc miskę do ręki, a on nieco się rozluźnił
-Jak się masz Marco? - uśmiechnęła się nasza przyjaciółka - opaliłeś się
-W porządku, dzięki - zaśmiał się - mieliśmy ładną pogodę i korzystaliśmy. A Ty jak się miewasz?
-U mnie też w porządku - zachichotała, po czym przeniosła na mnie zmartwione spojrzenie - oprócz tego, że z samego rana zepsułam humor Twojej dziewczynie
-Ann - rzuciłam ostrzegawczo - przestań
-Co się tu dzieje? - spytał w końcu Reus
-To nic takiego - położyłam mu dłoń na ramieniu - obiecuję, że wszystko Ci opowiem, ale nie tutaj i nie teraz. Proszę
-Żadnych kłamstw i tajemnic, pamiętasz? - spojrzał mi w oczy - obiecałaś mi
-Pamiętam - przygryzłam wargę, żeby się nie rozpłakać - wyjdźmy stąd i porozmawiajmy
-Najpierw dokończ śniadanie - założył mi kosmyk włosów za ucho - a ja pójdę uregulować Wasz rachunek
-Same możemy za siebie zapłacić - zaprotestowała Ann
-Nie kłóć się - puścił jej oczko - bo powiem Twojemu mężowi
-Ależ się boję - zaśmiała się odrzucając głowę do tyłu
Szybko dokończyłam jeść śniadanie, odsunęłam od siebie miskę i razem z modelką wstałyśmy od stolika. Marco dołączył do nas przy drzwiach, gdzie objął mnie w talii i delikatnie pocałował mnie w szyję.
-Dobrze misiaczki - zaczęła blondynka - lecę do domu, a Wy jedźcie kupić sobie wspaniałe mieszkanie
-Pozdrów Mario - cmoknęłam ją w policzek
-Wpadnijcie do nas wieczorem, jeśli będziecie mieli ochotę - przytuliła jeszcze na pożegnanie Marco, po czym nam pomachała i odeszła w stronę swojego samochodu
-Jesteś na mnie bardzo zły?
-Martwię się o Ciebie - objął mnie mocniej, prowadząc mnie do swojego sportowego samochodu - i nie wiem co mam myśleć
-Rano było w porządku, po prostu podczas rozmowy z Ann zeszłyśmy na niewłaściwy tor i straciłam humor, a potem Ty napisałeś i …
-W porządku - westchnął - chcesz żebyśmy omówili to teraz czy może później?
-Później - zatrzymałam się, a on razem ze mną - kocham Cię
-Kochasz mnie? - uśmiechnął się, pochylając się nade mną
-Kocham Cię - zarzuciłam mu ręce na szyję, a następnie go pocałowałam
-Ja też Cię kocham - wymruczał prosto w moje usta
-Obiecasz mi coś?
-Zależy co to takiego - odchrząknął, idąc dalej, tylko tym razem trzymał mnie za rękę
-Nie złość się na mnie, po tym co Ci powiem - poprosiłam - boję się, że Cię zranię, a bardzo bym tego nie chciała
-Mogę Ci obiecać, że zanim zareaguję to przetrawię Twoje słowa i dam Ci dokończyć - cmoknął mnie w skroń - a po za tym, nie mogę się na Ciebie długo złościć
-Sprawdźmy te mieszkania i kupmy coś ładnego - uśmiechnęłam się, chcąc ukryć zdenerwowanie
-Tak, świetny pomysł - odwzajemnił mój uśmiech
Pocałowałam go jeszcze raz, gdy pomagał mi wsiąść do samochodu, a potem przez całą drogę na osiedle Phoenix See przyglądałam mu się zadowolona. Był mój. I nie stracę go. Powiem mu prawdę, o tym co czuję i o czym rozmawiałam z Ann. A on … on mnie nie zostawi. Bo mnie kocha.
-Nie odfruwaj mi, mała - położył mi dłoń na udzie, a ja splotłam nasze dłonie
-Przepraszam, zamyśliłam się - przeczesałam palcami włosy - dzisiaj jestem nie do zniesienia, co?
-Nie mów tak - pokręcił przecząco głową - dziś wieczorem nie pójdziemy do Ann i Mario
-Dlaczego?
-Obawiam się, że będę musiał Ci coś wyjaśnić, a Ty będziesz musiała mnie wysłuchać - bąknął, a ja omal nie dostałam zawału
-A czy to jest ważne?
-Tak - kiwnął głową - tylko nie panikuj, proszę
Łatwo powiedzieć. Ostatnio ciągle mam w głowie najczarniejsze scenariusze. Boję się, że Marco mnie zostawi, że zrobię coś nie tak albo, że mu się znudzę. I nie powinnam tak myśleć, bo wiem, że mnie kocha, a ja kocham jego, ale się boję. To taki wewnętrzny niepokój. Najgorsze jest to, że jeśli mu to powiem, to go zranię. Kolejny raz. Ile razy to zniesie? Ile razy mi na to pozwoli?
-Na żywo prezentuje się jeszcze lepiej, niż na zdjęciach - powiedział parkując, przed okazałym apartamentowcem - jak Ci się podoba?
-Podoba mi się - pociągnęłam za klamkę, a następnie wysiadłam z auta
Okolica jest wspaniała. Zawsze mi się tu podobało. Chciałabym tu mieszkać.
-Nie chcesz, żebym był dżentelmenem, co? - objął mnie od tyłu i roześmiał się, a ja cicho zachichotałam
-Podziwiałam okolice - wyjaśniłam, uznając to za dobrą formę “przeprosin”
-Panie Reus - podeszła do nas wysoka, młoda kobieta z czarnymi włosami i uroczym uśmiechem - byliśmy umówieni. Nazywam się Sylvia Kerrington, jestem właścicielką biura nieruchomości, które współpracuje z firmą deweloperską. Pokażę Panu mieszkania, które Pana interesują
Myślałam, że kobieta zwróci w końcu na mnie uwagę, ale była tak zapatrzona w mojego faceta, że nie spojrzała w moją stronę nawet, gdy parsknęłam śmiechem. Marco nie był tak rozbawiony jak ja, raczej zirytowany. Mocniej ścisnął moją dłoń, pocałował mnie w policzek i spojrzał na agentkę nieruchomości. Chyba dopiero zorientowała się, że nie jest sam.
-Emily Brown - wyciągnęłam dłoń w jej kierunku - miło mi Panią poznać Pani Kerrington
-Och, oczywiście. Mnie również jest miło - wykrztusiła - zapraszam do środka. Jakie dokładnie interesują Państwa mieszkania? Raczej te mniejsze czy większe? Mają państwa preferencje co do piętra? Ilość pomieszczeń?
-Największe - warknął Marco - na wyższych piętrach, z widokiem na jezioro, ilość pomieszczeń nie gra roli, jeśli mieszkanie będzie wystarczająco dużo
-Oczywiście - spuściła wzrok i zaczęła przeglądać swoje dokumenty - pierwsze mieszkanie, które chciałabym Państwu pokazać znajduje się na 5 piętrze, ma powierzchnię 220 metrów kwadratowych i częściowy widok na jezioro
-Cudownie - uśmiechnęłam się, chcąc dodać jej otuchy
Oglądaliśmy kolejne mieszkania, ale żadne nie skradło naszego serca. Jedne były za małe, inne na złym piętrze, a jeszcze inne miały zły widok. Zostało nam przedostatnie piętro i ostatnie mieszkanie i już szczerze mówiąc traciłam nadzieję. Marco był niezbyt miły dla Sylvii, przez co mocno ją krępował. W końcu postanowiłam zareagować. Gdy kobieta szła przed nami, to pociągnęłam blondyna za koszulkę, a gdy się zatrzymał, to stanęłam przed nim z groźną miną.
-Musisz w końcu przestać - westchnęłam - bądź dla niej miły, chociaż przez chwilę. To jej praca
-Co jest jej pracą? To, że Cię olała?
-Była po prostu Tobą oczarowana, ale teraz się poprawiła. Przecież nic wielkiego się nie stało, nie jestem zła, ani nic w tym rodzaju. Rozbawiła mnie
-A mnie nie - bąknął
-Przestań - zachichotałam, dotykając jego policzka - bądź miły. Zrób to dla mnie, proszę
-W porządku - wypuścił ze świstem powietrze - ale jak znowu coś zrobi to już nie zamierzam być miły. Niech skupi się na pracy i będzie profesjonalna
-Dziękuję - stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta - to nasza ostatnia szansa, jeśli chcemy mieszkać w tym budynku
-Są jeszcze dwa inne - przewrócił oczami
-Ale ten jest najładniejszy - jęknęłam
Dogoniliśmy Panią Kerrington, która czekała już na nas pod drzwiami, z numerem 32. Gdy nas zobaczyła to uśmiechnęła się z ulgą, przekręciła zamek w drzwiach i wpuściła nas do środka, nawijając o mieszkaniu. Ja jej jednak nie słuchałam, chodziłam jak zaczarowana i rozglądałam się dookoła. Agentka oprowadziła nas po wszystkich pomieszczeniach, po piętrze, pokazała balkony, omówiła większość technicznych spraw. Nie wszystkie słowa do mnie trafiały, ale widziałam, że Marco z uwagą ich słucha. Najwyżej on mi później wszystko przekaże.
-Budynek ma kształt bryły, przez co większa część mieszkania i cały balkon wychodzą na jezioro. Jeśli Państwo chcą, to mogą Państwo wyjść na zewnątrz i porozmawiać. Może podjęli już Państwo jakąś decyzję - dotarły do mnie jej ostatni słowa, ale nic nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową na znak zrozumienia
-Zaraz damy Pani znać - uśmiechnął się piłkarz
Mężczyzna otworzył przede mną przesuwane drzwi tarasowe, a gdy oboje byliśmy już na zewnątrz to zamknął je delikatnie.
-To mieszkanie mi się podoba - wyznałam - naprawdę mi się podoba. Moglibyśmy wprowadzić trochę zmian, ale większość mi się podoba. Jest ogromne, ale jak je urządzimy i wyremontujemy to będzie idealne
-Chcesz je kupić?
-Tylko jeśli Ty też tego chcesz - pozwoliłam się objąć - to ma być nasze wspólne mieszkanie. Oboje musimy je lubić
-Ja chcę tego samego co Ty - pocałował mnie w szyję - i też jestem zdania, że to mieszkanie jest dla nas idealne. Mielibyśmy miejsce dla ewentualnych gości czy dziecka
Dziecka.
-Tak - przytaknęłam - kupmy je. Nasze nowe, wspólne mieszkanie
-Nasz nowy początek - pocałował mnie, przypierając mnie do szklanej barierki
*****
* Juice Press People - POLECAM!!! <3 

piątek, 24 marca 2017

31.

[Emily]
Obudziły mnie promienie letniego słońca, wpadające przez ogromne okno prosto do sypialni. Otworzyłam zaspane oczy, przeciągnęłam się i rozejrzałam po pustej sypialni. Mój wzrok zatrzymał się na zegarku, który pokazywał, że jest już prawie dziesiąta. Marco pewnie wstał już jakiś czas temu i nie chciał mnie budzić. Leniwie podniosłam się z łóżka, stanęłam przy oknie i wtedy go zobaczyłam. Siedział na pomoście w samych bokserkach, a po chwili wstał i wskoczył do wody. Postanowiłam, że do niego dołączę, więc szybko przebrałam się w czarny, prosty kostium, założyłam na niego luźną sukienkę i związałam włosy w luźnego koka. Zgarnęłam jeszcze ręcznik, po czym wyszłam z domu przez drzwi tarasowe i skierowałam swoje kroki w stronę jeziora.
-Dzień dobry - powiedziałam podchodząc bliżej
-Dzień dobry, skarbie - uśmiechnął się z wody
-Mogę do Ciebie dołączyć?
-Zapraszam - odparł zachęcająco, kiwając przy tym głową
Odłożyłam ręcznik na leżak, rozebrałam się i zadowolona wskoczyłam do wody. Zimnej wody!
-Zimna! - pisnęłam, a on się roześmiał - kiedyś była cieplejsza
-Na pewno nie - podpłynął do mnie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję i objęłam go nogami w pasie - dobrze Cię mieć od rana w ramionach
-Od kilku dni masz mnie codziennie - potarłam swoim nosem o jego, na co się uśmiechnął - nie znudziłam Ci się jeszcze?
-Nigdy mi się nie znudzisz - cmoknął mnie w usta - jak się spało?
-Dobrze - wzruszyłam ramionami - ale zdecydowanie wolę się budzić, gdy jesteś obok mnie
-Wiem, przepraszam - skrzywił się nieznacznie - nie obudziłem Cię, bo zbyt słodko spałaś
-I chciałeś popływać sam w jeziorze - zażartowałam, dźgając go palcem w twardy brzuch
-Właśnie tak - przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował mnie w szyję - jadłaś coś?
-Jeszcze nie - pokiwałam przecząco głową - ale chyba nie jestem na razie głodna
-Nie przekonuje mnie to specjalnie - westchnął
-Popływajmy chwilę, a później wrócę do domu i zjem coś - przeczesałam palcami, jego jasne włosy - co Pan na to, Panie Reus?
-Może być - delikatnie odstawił mnie w miejsce, gdzie miałam grunt, a za chwilę ode mnie odpłynął
Zachichotałam cicho, poprawiłam kostium, po czym sama zanurzyłam się w wodzie i zaczęłam płynąć. Uwielbiam pływać. Jezioro jest czyste, przyjemne, a w dodatku w tym miejscu puste. Większość turystów jest po drugiej stronie, a tutaj jest cisza i spokój. Z tego wszystkiego nawet nie zorientowałam się jak daleko odpłynęłam. Złapałam kilka oddechów, a następnie znowu się zanurzyłam, tym razem żeby wrócić bliżej pomostu i Marco.
-Już Ci cieplej? - nagle wynurzył się tuż za mną, jak tylko się zatrzymałam i przestraszył mnie nie na żarty
-Marco - zbeształam go - nie możesz tak robić
-Jak robić? - uśmiechnął się pod nosem
-Tak mnie straszyć - mruknęłam
-Nie chciałem tego - pocałował mnie w głowę - to jak?
-Z czym? - zmarszczyłam brwi
-Pytałem, czy już jest Ci cieplej?
-Tak - pokiwałam twierdząco głową, odwracając się w jego stronę - już się przyzwyczaiłam
-A zgłodniałaś? - położył dłoń na mojej talii
-Nie - pokręciłam przecząco głową - ale skoro obiecałam, to chodźmy coś zjeść
-Kocham Cię, piękna kobieto - pocałował mnie czule, a ja rozpłynęłam się w środku jak czekolada
-Kocham Cię, przystojny mężczyzno - uśmiechnęłam się - naprawdę bardzo Cię kocham
-Jestem tu. Cały Twój - wziął mnie na ręce, wrócił do pomostu i mnie na nim posadził, po czym pocałował moje udo - a Ty jesteś tu cała moja i … cała mokra
-Zboczeniec - kopnęłam delikatnie jego bark, a on posłał mi rozbawione spojrzenie i pokręcił z niedowierzaniem głową
-Doigrasz się kiedyś - pogroził mi palcem wskazującym
-Obiecanki cacanki - pokazałam mu język
Piłkarz wyszedł z wody, usiadł obok mnie, a ja się do niego przytuliłam.
-Trochę się już opaliłeś - wskazałam na jego brzuch
-Wciąż mi dużo do Ciebie brakuje - pogładził moje ramię
-Ja byłam jeszcze na Barbados - przypomniałam mu
Chwilę siedzieliśmy jeszcze, mocząc nogi w wodzie, aż w końcu podnieśliśmy się z miejsca i odziani jedynie w kostiumy wróciliśmy do domu. Na drewnianej podłodze zostały ślady naszych mokrych stóp, ale żadne z nas specjalnie się tym nie przejęło.
-Na co masz ochotę? - spytał zaglądając do lodówki
-Obojętnie mi - westchnęłam siadając na blacie - może najpierw kawa?
-Sok - wyjął dzbanek i mi go podał, a ja wyjęłam ze zmywarki szklankę - naleśniki?
-Chcesz, żebym się roztyła? - zażartowałam
-Pewnie - roześmiał się - ja dalej Cię będę kochał, a przynajmniej pozbędę się konkurencji
-Bardzo sprytne posunięcie - prychnęłam - naleśniki mogą być, ale z owocami
-Okej, jak sobie życzysz - uśmiechnął się
-Dużo zostało nam jedzenia?
-Trochę - zamknął lodówkę, po wyjęciu wszystkich składników - będziemy musieli to zabrać do Dortmundu
-Fantastycznie - jęknęłam - zabierzesz to do siebie, bo u mnie w domu zawsze jest pełna lodówka
-Dziwnie będzie spać bez Ciebie - stanął pomiędzy moimi nogami, a ja się do niego przytuliłam
-Możesz czasem wpadać do mnie - uśmiechnęłam się pod nosem - a po za tym jak kupimy mieszkanie, to za kilka miesięcy będziesz miał mnie na co dzień
-Już nie mogę się doczekać - odparł swoim seksownie zachrypniętym głosem
-Wyjeżdżamy jutro rano?
-Jeśli chcesz, to możemy zostać jeszcze na dwa dni - pogładził mnie po plecach
-Ale mieliśmy iść jutro wieczorem do opery - przypomniałam mu
-Tak wiem. Możemy zmienić rezerwacje biletów na przyszły tydzień - założył mi kosmyk, mokrych włosów za ucho - chyba, że bardzo chcesz iść jutro
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - może faktycznie przełóżmy to, a jeszcze dwa dni tu zostaniemy
-Okej, potem zmienię rezerwacje - pocałował mnie w czoło
-Nie jesteś zły? - spytałam, unosząc pytająco jedną brew
-Nigdy w życiu - uśmiechnął się - ważne, że spędzimy wieczór razem. Tutaj czy w operze, to nie jest ważne
-Masz rację - rozpromieniłam się - to co z tym śniadaniem
-Się robi - odsunął się ode mnie, po to, żeby zaczął gotować, a ja siedziałam na blacie, beztrosko machałam nogami i przyglądałam mu się - fajny widok, co?
-Mój ulubiony - wymruczałam zadowolona
-I niech tak lepiej zostanie - spojrzał na mnie przez ramię i puścił mi oczko
-Dobrze, panie Reus – zachichotałam
Kilka minut później kuchni wypełniła się zapachem pysznych, świeżych naleśników, a mi aż ciekła ślinka. Nie mogłam się doczekać, kiedy ich spróbuję. Marco przygotował dla mnie naleśniki z nutellą, truskawkami, malinami i borówkami. A dla siebie z jogurtem i tymi samymi owocami.
-Chcę takie codziennie – jęknęłam przeżuwając kawałek
-Ja robię śniadania, ale Ty musisz zajmować się kolacjami
-Okej, kolacje są moje – uśmiechnęłam się szeroko
-A obiady możemy jeść na mieście – zaśmiał się
-Ewentualnie u rodziców – pokazałam u język – założę się, że bardzo się ucieszą
-Tak, to prawda
-Wiesz co – odsunęłam od siebie talerz – jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że zamieszkamy razem dopiero za jakiś czas. Nawet jeszcze nie kupiliśmy tego mieszkania, niewiadomo ile potrwają wszystkie formalności i czy w ogóle to mieszkanie nam się spodoba. A remont może potrwać kilka miesięcy albo się przedłużyć i będziemy w tym tkwić strasznie długo
-Kochanie, musisz przestać – westchnął – poważnie musisz przestać być taką pesymistką, bo inaczej będę musiał Ci zrobić jakąś kurację optymistyczną
-Kurację optymistyczną? – uniosłam pytająco jedną brew
-Tak – zaśmiał się
-A na czym będzie ona polegała? – pochyliłam się nad stołem, uśmiechając się wesoło
-Jeszcze nie wiem – machnął ręką – ale na pewno wymyślę coś stosownego
-Może wezmę pod uwagę tę kurację. Tak profilaktycznie – mrugnęłam do niego
-Dobry pomysł – posłał mi delikatny uśmiech – a co do Twoich wątpliwości, to zapewniam Cię, że damy sobie ze wszystkim radę. Kilka lat żyliśmy osobno i nic nam nie było, a teraz to tylko kilka miesięcy
-Wtedy byliśmy dzieciakami – przypomniałam mu
-A masz jakiś lepszy pomysł? – spytał zaciekawiony
-Nie – skrzywiłam się – u Ciebie mogę bywać, ale nie chcę tam nocować, ani mieszkać. Hotel odpada, bo to tylko niepotrzebny wydatek, a Twoja przeprowadzka do moich rodziców byłaby niezręczna. Nie chcę, żebyś poczuł się urażony, ale byłoby nam ciasno, zero prywatności, a po za tym jesteś przyzwyczajony do większych przestrzeni dla siebie
-Masz rację – odchrząknął – tylko, że ja też nie mam pomysłów. Możemy wprowadzić się do mieszkania, jak tylko ogarniemy podstawowy remont, ale spanie na materacu i urządzanie się powoli będzie na dłuższą metę męczące
-Okej, musimy to przetrwać – jęknęłam
-Chyba, że ... – przerwał, aby się rozejrzeć – jest jeszcze jedna opcja
-Tak?
-Możemy zamieszkać tutaj na czas remontu. Razem
-Nie – pokręciłam przecząco głową – nie możemy
-Dlaczego? Uwielbiasz ten dom Em
-Oczywiście, że tak, ale stąd do Dortmundu jedzie się około godziny! Nie możesz tracić tyle czasu na dojazd rano na trening, a potem, żeby wrócić tu z powrotem – powiedziałam piskliwym głosem
-Ty też musiałabyś dojeżdżać do pracy do Dortmundu
-Owszem, ale ja nie jestem sportowcem i nie potrzebuję, aż tyle odpoczynku
-Skarbie, nie martw się tylko o mnie. Dojazdy nie są takie straszne, czasem po mieście tyle jeździmy. Chodzi o to, że będziemy daleko od rodziny i znajomych?
-Nie, nie chodzi o to – przewróciłam oczami – naprawdę chodzi mi o dojazdy. Ja mam do pracy na 9, więc dla mnie to nie problem, ale jak Ty musisz czasem dojechać na trening na 7, to pomyśl o której musiałbyś wstawać, żeby zdążyć! W końcu miałbyś dość i odbiłoby się to na nas
-Emily zapamiętaj sobie raz na zawsze, że moje zmęczenie i samopoczucie nie odbije się na nas i naszym związku – mruknął urażony – jestem przyzwyczajony do życia w biegu. Jeśli drobne utrudnienia mają być ceną tego, że codziennie będę miał Cię blisko siebie, to kompletnie mi to nie przeszkadza
-Ale mi to przeszkadza – westchnęłam – możesz mnie mieć codziennie blisko, nawet jeśli będziemy mieszkać osobno. Przynajmniej będziemy się wysypiać i będziemy na miejscu
-Okej – ustąpił – jeśli tak wolisz, to w porządku. Po prostu chciałem podrzucić jakiś pomysł
-Możemy tu przyjeżdżać na niektóre weekendy. Naprawdę lubię ten dom i lubię tu przebywać. Możemy wrócić do niektórych starych nawyków
-Pewnie, możemy – wstał i zebrał nasze talerze, a ja jęknęłam cicho i położyłam głowę na stole – idziemy na zewnątrz?
-Yhmm – mruknęłam
-Nie chcę się kłócić – poczułam jego ciepły oddech na szyi, a po chwili dotyk jego ust – i nie gniewam się. Pewnie masz racje, co do tego wszystkiego. Musisz po prostu pamiętać, że cholernie za Tobą szaleję i dla Ciebie jestem w stanie zrobić wszystko. Nawet jeśli codziennie musiałbym dojeżdżać na treningi po kilka godzin
-Wiem wiem – podniosłam na niego wzrok – ale ja nie chcę tego wykorzystywać. Nie chcę, żebyś zadowalał mnie kosztem siebie. Tak nie będziesz szczęśliwy
-Jeśli Ty jesteś szczęśliwa, to ja też jestem – pogładził mnie po policzku – w poniedziałek obejrzymy mieszkania, zdecydujemy się na to, które najbardziej będzie nam się podobało i od razu je kupimy. Tu nie potrzeba wielkich formalności, pamiętaj, że nie musimy się martwić kredytem, ani niczym takim
-Pamiętam – roześmiałam się – ale chcę się dołożyć do tego mieszkania
-Jeszcze o tym porozmawiamy – przewrócił oczami – a jak tylko kupimy mieszkanie to zaprojektujesz nam wnętrze i zaczniemy remont. Pasuje?
-Pasuje – kiwnęłam głową
-To uśmiechnij się, myśl pozytywnie i chodź ze mną na pomost – dał mi pstryczka w nos, a ja nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie uśmiechnąć
-Chodźmy – przytuliłam się do niego – złapiemy jeszcze trochę słońca i naładujemy baterie
-I pozytywne myśli – pocałował mnie w czoło
-Tak, to też – zachichotałam
Z powrotem wyszliśmy na zewnątrz, skierowaliśmy swoje kroki na pomost, gdzie Marco od razu wskoczył do wody, a ja dla odmiany położyłam się na jednym z leżaków. Co prawda nie musiałam się specjalnie wystawiać na słońce, bo byłam już wystarczająco opalona. I pewnie będę opalona do połowy jesieni, a może opalenizna wytrzyma do zimy? Byłoby super!
-Pewnie mnie zabijesz, jak się na Ciebie położę, co? – usłyszałam nad sobą i automatycznie otworzyłam oczy – jestem taki mokry
-Nawet nie próbuj! – wyciągnęłam rękę, żeby go powstrzymać
Blondyn uśmiechnął się jak mały chłopiec tuż przed tym jak próbuje coś nabroić i w jednej chwili pochylił się nade mną i zaczął strzepywać wodę z włosów na mój brzuch. A ja zaczęłam piszczeć i tak się wiercić, że aż spadłam z leżaka i obiłam sobie cały bok i ... pupę. Jak na złość piłkarz zaczął się śmiać.
-Jesteś okropny – warknęłam – to wszystko przez Ciebie!
-Chodź tutaj – wyciągnął dłoń w moim kierunku, żeby mi pomóc
-Przez Ciebie będę cała poobijana – bąknęłam, wstając przy jego pomocy
-Nie chciałem, przepraszam – pocałował mnie w nos – później Cię wymasuję
-Siniaków się nie masuje – zrobiłam naburmuszoną minę, a on zaśmiał się jeszcze głośniej – idź stąd!
-Moja kobieta jest agresywna – klepnął mnie w pośladek, oczywiście ten, na który upadłam
-Zabiję. Cię. – zagroziłam – Ty lepiej nie zasypiaj w nocy, bo możesz się już nie obudzić
-Grozisz mi? – błysnął uśmiechem
-Tak – zbliżyłam się do niego z bojową miną, a on wykorzystał ten moment i mnie pocałował – czasem mnie denerwujesz, wiesz?
-Skarbie, gdybym Cię nie denerwował, to Twoje życie byłoby nudne – odparł jak zwykle pewny siebie
-Kocham Cię – szepnęłam przytulając się do niego
-Ja też Cię kocham – pocałował mnie w czubek głowy
Chwilę staliśmy przytuleni do siebie, aż w końcu wzięłam głęboki wdech i używając całej swojej siły spróbowałam odepchnąć od siebie Marco, tak żeby wpadł do wody. Oczywiście, nie do końca to przemyślałam i skończyło się na tym, że w wodzie wylądowałam ja. Mój ukochany natomiast stał na pomoście i aż zginał się ze śmiechu. To zdecydowanie ostatni śmiech jego życia.
-Nie mogłeś już wpaść do tej wody ? – jęknęłam – ja spadłam przez Ciebie na twardy pomost!
-Sama spadłaś, ja Ci nie pomagałem – prychnął
-Kłamca – zmrużyłam oczy, usiłując wygrzebać się z powrotem na pomost, nie używając przy tym drabinki – weź mi pomóż, a nie tylko się śmiejesz!
-Boję się, że jak podam Ci rękę to mnie wciągniesz do jeziora – usiadł na leżaku i patrzył na mnie rozbawiony
-Panie Reus, zachowuje się Pan bardzo niestosownie – udało mi się w końcu wyjść z zimnej wody – i muszę się w końcu na Panu zemścić
-A co Pani planuje, panno Brown? – uśmiechnął się
-Jeszcze nie wiem – podeszłam do niego i zanim zdążył zareagować to na nim usiadłam
-Cholera – zaśmiał się – zdążyłem trochę wyschnąć!
-To trudno – położyłam się na nim tak, że schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi
-Skarbie – położył dłoń na moich plecach – jesteś jeszcze na mnie zła?
-Oczywiście, że tak – zażartowałam
-A jak mogę Cię poprosić? – przesunął dłonie na moje pośladki, a ja aż przygryzłam wargę, żeby się nie uśmiechnąć
-Na pewno coś wymyślisz – zachichotałam jak nastolatka
Przez kilka godzin na zamianę leżeliśmy na leżaczkach i kąpaliśmy się w jeziorze. W końcu postanowiliśmy wrócić do domu, gdzie najpierw wzięliśmy wspólny prysznic, a następnie przygotowaliśmy jakiś szybki obiad. Pogoda na zewnątrz była fantastyczna, ale zazwyczaj tak jest na przełomie. Żeby jak najbardziej z tego skorzystać to późnym popołudniem wybraliśmy się na długi spacer. I nikt nam nie przeszkadzał, nikt nas nie zaczepiał. Mogliśmy bez skrępowania okazywać sobie czułości i nie martwiliśmy się paparazzi. Na nasze szczęście nikt jeszcze nie wyśledził, że blondyn ma swój dom nad jeziorem, a skoro będziemy tu teraz częściej bywać to całkiem dobra wiadomość.

piątek, 17 marca 2017

30.

[Emily]
Leżałam wtulona w blondyna, wsłuchując się w bicie jego serca, które powoli odzyskiwało swój regularny rytm. Piłkarz natomiast obejmował mnie, a palcami rysował różne kształty na moich nagich plecach.
-Zamieszkaj ze mną - powiedział nagle, a ja z wrażenia uniosłam się odrobinę i spojrzałam na niego
-Słucham?
-Chcę, żebyś ze mną zamieszkała - założył mi kosmyk włosów za ucho - chcę mieć Cię codziennie przy sobie
-A gdzie mielibyśmy zamieszkać? - uniosłam pytająco jedną brew - bo chyba zdajesz sobie sprawę, że nie w Twoich mieszkaniu
-Oczywiście, że nie - skrzywił się - wynajmiemy albo kupimy coś naszego
-Naszego? - uśmiechnęłam się, po czym stwierdziłam - naprawdę chcesz to zrobić
-Tak, chcę - pogładził mnie po policzku - chcę spędzać z Tobą, każdą wolną chwilę
-To da się zrobić - pochyliłam się, żeby go pocałować, ale on się odsunął - o co chodzi?
-Najpierw się zgódź - posłał mi swój pewny siebie uśmiech - proszę. Proszę zamieszkajmy razem
-Skoro prosisz, to się zgadzam - odparłam po prostu, a on obrócił mnie sprawnie na plecy, tak że znajdował się nade mną i pocałował mnie namiętnie - jesteś nienormalny, wiesz?
-Jestem zakochany - cmoknął mnie w nos i wstał z łóżka, kompletnie nagi
-Gdzie idziesz?
-Po laptopa. Zaraz wracam - puścił mi oczko
Zmarszczyłam brwi, owinęłam się kołdrą i odprowadziłam blondyna wzrokiem, aż zniknął za drzwiami. W domu było tak cicho, że słyszałam jego kroki na schodach, najpierw jak po nich schodził, a następnie wchodził. Po chwili z powrotem był już w sypialni. Ułożył się obok mnie i włączył laptopa.
-Możesz mi powiedzieć, co Ty w ogóle robisz? - zajrzałam mu przez ramię - będziesz szukał czegoś konkretnego?
-Będę szukał nam mieszkania - wzruszył ramionami - na co masz ochotę?
Pokręciłam z niedowierzaniem głową, oparłam głowę o jego ramię i patrzyłam na ekran, na którym co kilkanaście sekund pojawiały się kolejne mieszkania. Małe. Duże. Stare. Nowe. Brzydkie. Ładne. Umeblowane. Nieumeblowane. Było ich tak wiele, że nie pamiętałam, co było kilka mieszkań wcześniej.
-Patrz na to - podsunął mi pod nos laptopa, żebym mogła obejrzeć mieszkanie
-Ale to jest w stanie deweloperskim - skrzywiłam się - będziemy musieli wszystko zrobić sami
-Tak, ale będzie dokładnie takie jak sobie wymarzymy
-Phoenix See? - zerknęłam na lokalizację
-Tak - przytaknął - budynek oddają w przyszłym tygodniu. Kupmy jedno z mieszkań, Emily
-Nie będziesz się mógł rozmyślić - uśmiechnęłam się do niego
-Nie zamierzam - zaśmiał się - to co?
-Podoba mi się. Tylko te mieszkania są różne. Musiałabym je zobaczyć na żywo - westchnęłam - i wtedy dopiero zdecydujemy
-Zadzwonię do biura i zapytam, kiedy w przyszłym tygodniu możemy coś obejrzeć i wybrać
-Teraz? - spytałam
-Po co czekać - pocałował moją dłoń i znowu wstał z łóżka
-Dokończę robić kolacje - zakomunikowałam, na co kiwnął głową i złożył jeszcze szybkiego całusa na moich ustach
-Kocham Cię - powiedział cicho i wyszedł z sypialni
Założyłam majtki, jego koszulkę, która sięgała mi do połowy ud i związałam włosy w artystycznego koka. Zresztą nic lepszego by z tego nie wyszło. Zeszłam na dół i widziałam przez uchylone drzwi, że Marco kręci się po gabinecie. Cholera. Mógłby się chociaż ubrać. Widok jego nagiego ciała … to najlepszy widok na świecie, ale też bardzo rozpraszający. W kuchni włączyłam sprzęt do gotowania na parze, nakryłam do stołu i wyjęłam z lodówki butelkę wina. Kilkanaście minut później wszystko było już gotowe.
-Marco! - zawołałam - kolacja gotowa
-Już idę, idę - ku mojemu zdziwieniu podszedł do mnie ubrany w luźne, dresowe spodnie - mam otworzyć wino?
-Tak, poproszę - posłałam mu swój słodki uśmiech
Blondyn nalał nam do kieliszków odrobinę trunku, usiedliśmy przy stole naprzeciwko siebie i złapaliśmy się za dłonie.
-Pasuje Ci poniedziałek?
-Pewnie - kiwnęłam głową - im szybciej, tym lepiej
-Zróbmy szybki remont i się wprowadźmy. Możemy je wykończyć, jak będziemy tam już mieszkać
-Na razie nic nie kupiliśmy - upiłam łyk wina - i wiesz, że nigdzie Ci nie ucieknę? Nie musisz się martwić
-Nie martwię się tym, po prostu nie wyobrażam sobie, że kilka miesięcy mamy jeszcze żyć na dwa domy
-Wytrzymaliśmy kilka lat - uśmiechnęłam się
-Tak, ale nigdy oficjalnie razem nie mieszkaliśmy. Najwyższa pora
-To prawda - skrzywiłam się - a co jak będzie do dupy?
-Emily od kiedy jesteś taką pesymistką? - zaśmiał się wesoło, w ogóle nie zrażony moim pytaniem - oficjalnie nigdy razem nie mieszkaliśmy, ale zdarzało nam się razem pomieszkiwać, pamiętasz? A po za tym ostatnio byłem z Tobą w Ga-Pa, nad jeziorem, teraz też jesteśmy tu razem. Nigdy nie narzekałem. Nie będzie do dupy, a nawet jak będzie to jakoś sobie poradzimy. Zawsze sobie radzimy
-Masz rację - kiwnęłam głową - czemu znowu musisz mieć rację?
-Skarbie, ja mam zawsze rację
-Nie prawda - rzuciłam w niego serwetką, którą on sprawnie złapał i odłożył na bok
-Ja posprzątam - zaoferował się, gdy odsunęłam od siebie talerz
-Pomogę Ci - zaśmiałam się - co będziemy potem robić?
-A na co masz ochotę?
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami, zapakowując zmywarkę - cokolwiek będziemy robić razem, będzie w porządku
-Cokolwiek - przyciągnął mnie do siebie za swoją koszulkę - podoba mi się to
-Jesteś nienasycony - przygryzłam wargę i przymknęłam oczy, gdy zaczął całować moją szyję
-Nigdy nie będę wystarczająco Tobą nasycony - jego słowa oblane były taką czułością, że aż zmiękło mi serce, a zamknięte oczy wypełniły się łzami
-Kocham Cię - powiedziałam cicho, a spod moich powiek wypłynęły pojedyncze łzy
-Ja też Ci … - przerwał, gdy usłyszał moje ciche szlochanie i od razu obrócił mnie przodem do siebie - dlaczego płaczesz?
Nawet na niego nie patrząc, pokręciłam przecząco głową i przytuliłam się do niego, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi
-Emily - pogładził mnie po plecach - powiedz mi o co chodzi. Zrobiłem coś nie tak?
-Dokończ - poprosiłam
-Co mam dokończyć?
-To co mówiłeś wcześniej - jęknęłam
-O to chodzi? - spytał rozbawiony - okej. Ja też Cię kocham. Kocham Cię całą i kocham każdą pojedynczą cząstkę Ciebie. Kocham Twoje oczy, kocham Twoje usta, kocham Twój nos, kocham Twoją szyję, kocham Twój zapach, kocham Twoje ciało, kocham Twoją duszę. Kocham Ciebie, Emily Brown
-I właśnie dlatego płaczę - kolejny raz pociągnęłam nosem - bo doprowadzasz mnie do płaczu
-Ja? - zaśmiał się - ja Cię doprowadzam do płaczu?
-Tak - mruknęłam - ale to cholernie dobry płacz
-Cholernie dobry płacz - powtórzył za mną - czyli nie mam się czym martwić?
-Nie - odsunęłam się od niego i wytarłam mokre policzki, w mało kobiecy i seksowny sposób
-Kocham Cię, moja mala płaczliwa kobieto - odparł rozbawiony i cmoknął mnie w nos
-Wypraszam sobie - dźgnęłam go palcem w brzuch, ale on się nawet nie skrzywił
-Czego sobie wypraszasz? - pochylił się nade mną - tego, że jesteś moja?
-Nigdy w życiu - szepnęłam - zawsze byłam i będę Twoja
-Dobra odpowiedź - uśmiechnął się


Siedzieliśmy na kanapie, oglądając jakąś nudną, amerykańską komedię. Marco siedział oparty, a nogi położył na stoliku do kawy, ja natomiast ułożyłam nogi na jego udach i pozwoliłam sobie, co jakiś czas go zaczepiać.
-Mam problem - ściszył głos w telewizorze i teraz tylko migały nam przed oczami sceny
-Tak? - skrzywiłam się patrząc na niego
-Nie mogę sobie przypomnieć, do której bazy dotarłem ostatnio na tej kanapie - uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach ujrzałam iskierki rozbawienia i radości
-Myślisz, że to pamiętam? - zaśmiałam się - wiem, że na pewno nie zdobyłeś punktu
-W lutym to chyba była tylko pierwsza baza, nie?
-Chyba tak - skinęłam głową w celu potwierdzenia
Piłkarz odłożył pilot na stolik, wyprostował się i wciągnął mnie na swoje kolana. Zarzuciłam mu ręce na szyję, po czym spojrzałam mu prosto w oczy. Nieco pociemniałe, z rozszerzonymi źrenicami, ale to wciąż były oczy, w których się zakochałam.
-Licz - pogładził mnie po policzku
-Dobrze - pokiwałam głową z podekscytowaniem, jak pieprzona nastolatka
Delikatnie musnął swoimi ustami moje, a mimo to po moich plecach przeszedł dreszcz. Zrobił to drugi raz i trzeci, aż w końcu gdy zupełnie już się pogubiłam w jego intencjach to pogłębił nasz pocałunek, wsuwając mi język do buzi. Wplotłam palce w jego włosy, pozwalając mu, żeby dominował w namiętnym tańcu naszych języków. Zawsze mu pozwalam.
-Pierwsza baza - odchrząknęłam, gdy odsunął się ode mnie delikatnie i ułożył mnie na kanapie na plecach - zaliczona
Nie musiałam mówić nic więcej. To mu wystarczyło. Przeniósł usta na moją szyję, jednocześnie wkładając dłonie pod koszulkę, którą miałam na sobie. Brak górnej części bielizny wiele mu ułatwił, bo całując moją szyję, mógł pieścić moje piersi, które coraz bardziej domagały się jego dotyku. Byłam jak narkomanka na głodzie, za każdym razem, gdy na chwilę przestawał mnie dotykać.
-Zbędna część garderoby - zdjął mi przez głowę t-shirt, po czym przyglądał się mojemu ciału - jesteś tak cholernie seksowna i piękna. Jesteś. Kurwa. Idealna.
-Och! - wyjęczałam, gdy zaczął ssać mój sutek, a drugi pieścił kciukiem - Marco!
-Licz Emily - przypomniał mi, całując mój brzuch, a ja wiłam się z rozkoszy
-Zaliczone - pociągnęłam go za włosy - druga baza
Gdy zaczął gładzić moje nogi, od dołu do góry, to wręcz go błagałam, żeby dotknął mnie tam, gdzie najbardziej tego pragnęłam. Ale on był nieugięty, powolny i cholernie pociągający. Drżałam pod jego najmniejszym, najdelikatniejszym dotykiem, czy nawet czując jego oddech na swojej nagiej, rozgrzanej skórze.
-Proszę Marco! Proszę! - spojrzałam mu w oczy - dotknij mnie
-Trochę cierpliwości - przesunął kciukiem, po mojej dolnej wardze - daj mi się sobą nacieszyć
-Nie wytrzymam już - powiedziałam płaczliwie, wyciągając ręce w jego kierunku
-Emily. Poczekaj - pocałował mnie w czoło, jednocześnie zdejmując mi majtki - skarbie, jesteś taka mokra
-O cholera - jęknęłam jak tylko mnie dotknął - trzecia baza
-Co? - warknął
-Zaliczona - przyciągnęłam go do siebie, całując go mocno, z pasją - kocham Cię
Nerwowo i szybko zaczęłam ściągać mu spodnie, dotykając go przy tym najlepiej jak umiałam. Byłam go tak spragniona, że nie mogłam nad sobą zapanować, ale on też nie mógł utrzymać rąk przy sobie. Jak to Marco. Mój Marco.
-Jesteś moją
-Jestem Twoja - powtórzyłam
-Kocham Cię
-Kocham Cię - uśmiechnęłam się delikatnie
-Home run - wymruczał wsuwając się we mnie, a ja wbiłam mu paznokcie w plecy
Home run. O tak. Zaliczone.


Kilka godzin później siedzieliśmy naprzeciwko siebie na łóżku i rozmawialiśmy. O wszystkim. O przeszłości. O teraźniejszości. O naszych planach. O nas.
-Ann coś wspominała, że zaczynasz pracę
-Miałam zacząć po ich ślubie, ale plany mi się trochę zmieniły - zaśmiałam się - zaczynam od sierpnia
-Gdzie? - uśmiechnął się
-W pracowni architektonicznej - oparłam się o zagłówek - nic wielkiego
-Jasne - przewrócił oczami - zawsze tak mówisz, wiesz?
-Bo zawsze tak myślę - zachichotałam
-Zaprojektujesz nam mieszkanie?
-A zapłacisz mi? - zażartowałam
-Pewnie. W naturze - puścił mi oczko, na co uśmiechnęłam się szeroko
-Okej, mogę się na to zgodzić - odparłam swobodnie - w przyszłym roku raczej nie będziesz miał wakacji, prawda?
-Coś na pewno będę miał - posłał mi delikatny uśmiech - tylko mniej niż teraz
-Francja Ci to wynagrodzi - sięgnęłam po poduszkę i przytuliłam ją do siebie - i wygrana
-Skąd wiesz, że wygramy?
-Wierzę w Was. W Ciebie - powiedziałam cicho
-Chodź tutaj - rozłożył szeroko ramiona, a ja z rozkoszą się do niego przemieściłam i pozwoliłam się objąć - ja też w Ciebie wierzę
-Wiem - cmoknęłam go w szyję
-Do Francji jedziemy dopiero w czerwcu, więc jeszcze wszystko się może wydarzyć - pocałował mnie w głowę - w zeszłym roku nauczyłem się, żeby nie planować
Westchnęłam ciężko, nie za bardzo wiedząc co mam powiedzieć. Słyszałam o tym co się stało i było mi go tak strasznie szkoda. Oglądałam zdjęcia w internecie i patrzenie na jego cierpienie wyżerało mnie od środka, ale nigdy nie poruszaliśmy tego tematu.
-Nie smuć się - szepnął mi do ucha - już dawno się z tym pogodziłem
-Dlaczego Ci nie wierzę? - pogładziłam go po policzku - to wciąż w Tobie siedzi, prawda?
-Tylko troszkę - odchrząknął, po chwili - ale czasu nie cofnę i nie mogę tego wciąż roztrząsać
-Od tego czasu częściej łapiesz kontuzje, mam rację?
-Śledzisz moją karierę? - błysnął uśmiechem
-Możliwe - oparłam czoło o jego ramię
-Jest trudniej, bo wciąż coś mi się dzieje - zaśmiał się, ale nie był to wesoły śmiech - ale wydaje mi się, że zaczęło się to wcześniej. Po prostu nie zwracałem na to wielkiej uwagi, co było ogromnym błędem
-Żałujesz, że nie pojechałeś do Brazylii?
Jestem głupia. Nie mogłam zadać gorszego pytania. Muszę przestać najpierw mówić, a dopiero potem myśleć
-Żałowałem - przytaknął - ale teraz już nie
-Dlaczego?
-Bo gdybym pojechał, to wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej - westchnął
-Chcesz zmienić temat? - zachichotałam zerkając na niego
-Może czas skończyć rozmowę? - potarł nosem moje ramię
-I iść spać? - uśmiechnęłam się
-Spać będzie później - ugryzł mnie, a ja pisnęłam cicho
-To bolało - odepchnęłam go, a on się zaśmiał
-I z tego bólu się śmiejesz i cieszą Ci się oczy? - uniósł pytająco jedną brew, na co pokiwałam twierdząco głową
-Bardzo dobrze mnie znasz - uśmiechnęłam się szeroko
-Chciałbym znać Cię lepiej
-I vice versa - ziewnęłam
-Wymęczyłem Cię - pocałował mnie w czoło - kładź się spać
-A co z Twoimi obietnicami? - spytałam sennie
-Nie martw się. Na wszystko przyjdzie czas - ułożył nas na łyżeczkę, przykrył kołdrą i pocałował w skroń
-Dobranoc skarbie
-To nasza pierwsza wspólna noc od dawna - szepnęłam jeszcze
-Wiem. Długo na to czekałem - objął mnie mocniej
-Dobranoc - wtuliłam się w niego i pozwoliłam Morfeuszowi, żeby wciągnął mnie do swojej krainy

piątek, 24 lutego 2017

29.

[Emily]
W moim brzuchu wirowało stado motyli, które nie uspokoiły się, ani trochę nawet, gdy Marco przestał mnie całować. Odsunął się nieznacznie, oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął się szeroko.
-Kocham Cię - szepnęłam 
-Wiem - odparł wesoło, a gdy dźgnęłam go palcem w brzuch to się roześmiał - i ja też Cię kocham
-Obiecaj mi, że teraz już będzie dobrze - poprosiłam
-Będzie lepiej - powiedział czule i pogładził mnie po plecach - obiecuję
-Nie tak to miało wyglądać - zaśmiałam się, po krótkiej chwili ciszy - wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej
-Nie chciałaś pokłócić się przy moich rodzicach? - zażartował, na co przewróciłam oczami
-Teraz już zdecydowanie mają o czym gadać - westchnęłam 
-Chcemy tam wracać? - obejrzał się przez ramię, w kierunku domu swoich rodziców
-Niekoniecznie - uśmiechnęłam się delikatnie 
-To dobrze - puścił mi oczko - bo w najbliższym czasie nie zamierzam się Tobą z nikim dzielić
-Masz jakiś inny plan, co będziemy robić? 
-Bardzo chętnie zaszyję się z Tobą u siebie i odetnę nas od świata - cmoknął mnie w czoło - co Ty na to?
Do siebie ... czyli do swojego mieszkania? Do mieszkania, w którym jeszcze do niedawna mieszkał ze swoją narzeczoną? Kobietą, które mnie nienawidzi i próbowała nam obojgu zrujnować życie? Czy byłabym w stanie to znieść? Gotować w tej samej kuchni, jeść przy tym samym stole, kąpać się w tej samej łazience i ... spać w tym samym łóżku? W łóżku, które przez długi czas dzielił z inną kobietą. Nie. Nie mogłabym tego znieść. To byłby cios prosto w serce. Nie potrafię tam jechać i po prostu udawać, że nie wiem, kto wcześniej tam bywał. Codziennie.
-Emi? - uniósł delikatnie moją brodę i spojrzał mi w oczy - wszystko w porządku?
-Nie chcę jechać do Twojego mieszkania - jęknęłam - przepraszam, ale chodzi o to, że mieszkałeś tam z ...
-Rozumiem - odchrząknął, przerywając mi - co powiesz na domek nad jeziorem?
-Nasz domek? - upewniłam się
-Tak, nasz domek - przytaknął - będziemy tam sami, będziemy mieli ciszę i spokój. Może nawet stracimy zasięg
-Brzmi fantastycznie - powiedziałam podekscytowana - tylko muszę wziąć kilka rzeczy z domu 
-W porządku. Podrzucę Cię i sam pojadę do siebie na chwilę - złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę domu rodziców
-Ale nie wystawisz mnie, prawda? - spytałam cicho, jak mała, zagubiona dziewczynka 
-Słucham? - obejrzał się na mnie, ale gdy zobaczył moją minę to zatrzymał się gwałtownie - o co chodzi?
-Boję się, że znikniesz - wyznałam - a ja znowu będę sama
-Emily - założył mi kosmyk włosów za ucho - nie zamierzam Cię wystawiać. Ani teraz, ani nigdy więcej. Obiecuję, przysięgam, że nie będziesz sama. Masz mnie. Zawsze. Kocham Cię i zamierzam Ci to udowadniać, każdego dnia do końca życia
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia, po czym przytuliłam się do niego mocno, wplatając palce w jego blond włosy. Piłkarz objął mnie mocniej, przyciągając mnie bliżej do siebie i delikatnie pocałował mnie w szyję. 
-Nigdy w nas nie wątp - wyszeptał do mojego ucha - jesteśmy dla siebie stworzeni 
-Dobrze - bąknęłam zawstydzona swoim zachowaniem - to teraz idziemy po Twój samochód, potem zgarniamy swoje rzeczy i jedziemy nad jezioro?
-Dokładnie tak - uśmiechnął się 
-Chcemy komuś o tym powiedzieć?
-Nie - zaśmiał się - nigdy w życiu 
-Zamkniesz mnie w wieży i ukryjesz przed światem? - zażartowałam 
-W złotej wieży ze złotym księciem - wsunął dłoń w tylną kieszeń moich jeansowych spodenek 
Kilkanaście minut później byliśmy już w drodze do mojego rodzinnego domu. Słuchaliśmy radia, podczas gdy nasze telefony nie przestawały dzwonić. W końcu nasi przyjaciele postanowili sprawdzić jak potoczyły się nasze losy, po opuszczeniu domu państwa Reus. Marco oczywiście nie wytrzymał długo i wyłączył swojego iPhone'a. Ja natomiast obracałam swój telefon w dłoniach i co chwila zerkałam, na zmieniające się imię na wyświetlaczu. 
-Po prostu zrób to samo - westchnął - dobrze wiesz, że nie przestaną dzwonić, dopóki nie odbierzesz
-Musimy być pod telefonem. W razie, gdyby coś się stało - nieudolnie próbowałam go przekonać
-Nie będziesz wiedziała, czy coś się stało, jeśli i tak nie zamierzasz odebrać - położył dłoń na moim nagim kolanie i wystukiwał palcami rytm piosenki, lecącej w radiu 
-Hmm ... to prawda - skrzywiłam się - to jednak wyłączę. Chyba sobie bez nas poradzą
-Zuch dziewczyna - uśmiechnął się 
-To się obróci przeciwko nam - zachichotałam
-Trudno - przewrócił oczami - jesteśmy dorośli i będziemy robić, co nam się podoba
-A kto jeszcze ma klucze? Bo obawiam się, że mogą się szybko domyślić, gdzie jesteśmy
-Jeśli są chociaż trochę rozsądni to nie przyjadą - odparł nonszalancko - a oboje dobrze wiemy, że są
-Są równie ciekawscy, co rozsądni - zaśmiałam się
Gdy blondyn zaparkował przed moim domem, to cmoknęłam go szybko w policzek, ostatni raz upewniłam się, że po mnie wróci, po czym pobiegłam do domu. Z wejściem do środka, poczekałam, aż samochód mojego ... hmm ... Marco zniknął mi z pola widzenia. W końcu otworzyłam drzwi i od razu skierowałam swoje kroki na górę do sypialni. Do niewielkiej torby wrzuciłam trochę ubrać, kosmetyków i różnych, innych potrzebnych rzeczy. Na chwilę usiadłam na łóżku i cofnęłam się myślami o kilkadziesiąt minut. Deklaracje Marco wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale też wzruszenie. Nie spodziewałam się, że dzisiejszy dzień będzie taki ... pełen wrażeń. Wybiegając z domu państwa Reus, nie myślałam o konsekwencjach swoich słów. Po prostu byłam wściekła i zraniona i za wszelką cenę chciałam udowodnić Marco jak bardzo się myli. A potem marzyłam już, tylko o tym, żeby uciec gdzieś daleko i zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że piłkarz za mną pobiegnie i wyzna mi miłość. A może gdzieś głęboko w podświadomości właśnie tego pragnęłam? Słowa Marco rozjaśniły wszystko dookoła i sprawiły, że było dobrze. Bardzo dobrze. Idealnie. 
-Emily! - z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego ukochanego
-Na górze! - zawołałam, podnosząc się gwałtownie 
-Czekam na Ciebie i czekam, a Ty się nie pojawiasz - wszedł do mojej sypialni, a ja skupiłam się na jego zmieonych ubraniach
-Przepraszam - bąknęłam - zamyśliłam się i kompletnie straciłam poczucie czasu
-W porządku. Gotowa?
-Tak, możemy jechać - wzięłam swoją torbę, którą on szybko przechwycił - przebrałeś się
-Jakoś miałem dość garnituru - zaśmiał się, łapiąc mnie za rękę 
Wyszliśmy na zewnątrz, zamknęłam za nami drzwi i po chwili siedzieliśmy już w sportowym aucie blondyna. Nie minęło nawet kilkanaście minut podróży, gdy usłyszałam znajomą piosenkę. "I won't give up" utwór, który śpiewa Jason Mraz to jeden z moich ulubionych utworów. Mimowolnie zaczęłam śpiewać, od czasu do czasu zerkając na Marco, który uśmiechał się pod nosem. 
-"I won't give up on us
Even if the skies get rough
I'm giving you all my love
I'm still looking up"
-Oto i ona. Moja prywatna piosenkarka - powiedział piłkarz, gdy tylko skończyłam śpiewać - uwielbiam Twój głos, wiesz?
-Nawet jak fałszuję?
-Nawet jak fałszujesz - zaśmiał się wesoło - chociaż wcale tego nie robić
-Sprawdzałam Cię - zachichotałam, uderzając go lekko w ramię 
-Zdałem?
-Powiedzmy - puściłam mu oczko - nie powinniśmy zrobić jakiś zakupów?
-Pewnie tak, bo raczej nie znajdziemy dużo jedzenia - podrapał się po brodzie - nie pomyślałem o tym
-Zatrzymaj się w jakimś sklepie, kupimy coś na szybko i będzie z głowy 
-Tak jest, proszę Pani - spojrzał na mnie rozbawiony, a ja uśmiechnęłam się szeroko 
-Byłeś tam od zimy? - spytałam zaciekawiona - no wiesz ... od kiedy ostatnim razem byliśmy tam we dwoje 
-Mówisz o tych lutowych, dniach, kiedy się na mnie rzuciłaś? - zażartował, na co pacnęłam go delikatnie w głowę - nie byłem. Jakoś się nie złożyło 
-Ty mnie wtedy pocałowałeś - prychnęłam
-Z tego co pamiętam, to było trochę inaczej - upierał się przy swoich 
-Ty mnie pocałowałeś i Ty mnie odepchnąłeś Marco - stwierdziłam gorzko - oboje dobrze wiemy, że tak właśnie było 
Cholera. Mogłam sobie darować, ale zanim zdążyłam się zastanowić nad swoimi słowami, to już je wypowiedziałam. Już chciałam przeprosić, ale blondyn odezwał się pierwszy.
-Byłem idiotą. I przepraszam Cię za to - westchnął ciężko - zwodziłem Cię i robiłem różne głupie rzeczy. Nie wiedziałem jak mam Ci powiedzieć, że dalej Cię kocham. Wydawało mi się, że jesteś szczęśliwa z Theo, a potem jak się rozstaliście to zaczęłaś się dziwnie zachowywać. Teraz już wiem, że chodziło o tę sytuację z Caroline. Trochę nam zajęło powiedzenie sobie prosto w oczy prawdy, co?
-Tak - przyznałam mu racje - i dużo w tym mojej winy. Wiedziałam, że Cię kocham i pewnie dużo wcześniej powiedziałabym Ci co czuję, ale ciągle coś się komplikowało. Najpierw okazało się, że jestem w ciąży, potem Theo był o Ciebie zazdrosny, poroniłam, odrzuciłeś mnie - przerwałam, żeby pozbierać myśli - mogłabym tak wymieniać i wymieniać 
-Dlaczego wtedy wyjechałaś?
-Kiedy? - zmarszczyłam brwi 
-Po walentynkach. Do Seattle - sprecyzował - dlaczego wtedy wybrałaś jego?
-Marco ja nie wybrałam wtedy jego. Wybrałam Ciebie  - jęknęłam, a on spojrzał na mnie zaskoczony, po czym zjechał na pobocze
-Mów dalej - poprosił, obracając się w moją stronę
-Nie złapałam Cię pod operą i w sumie nie miałam pewności, że to Ty. Miałam jednak nadzieję, chciałam Ci wyznać co czuję, ale musiałam być fair, wobec Theo. Poleciałam tam, żeby z nim porozmawiać. Już pierwszego wieczoru powiedziałam mu, że kocham Ciebie i rozstaliśmy się w przyjaźni. Zostałam dłużej, bo chciałam odpocząć, odetchnąć i zebrać myśli. Prosto z lotniska pojechałam do Ciebie, bo chciałam Ci wreszcie powiedzieć co czuję, a Ty ...
-A ja oświadczyłem się Caro - warknął, uderzając w kierownicę - strasznie wtedy spieprzyłem, co?
-Miałeś prawo pomyśleć, że ... no wiesz, że wybrałam Theo - złapałam go za rękę i spojrzałam mu o oczy - wiele razy chciałam Ci powiedzieć co czuję, ale Caro zaczęła mną manipulować i w końcu tego nie zrobiłam
-Wtedy na urodzinach mojej mamy mnie okłamałaś. Dlatego, że przyszła Caro?
-Tak - kiwnęłam głową - byłam gotowa, żeby wszystko Ci powiedzieć, ale wtedy ona się pojawiła i spanikowałam. Przepraszam. Wiem jak bardzo Cię wtedy zraniłam. Nawet nie wiesz jak ważne było dla mnie to, że oświadczyłeś się jej dlatego, że myślałeś, że Cię odrzuciłam
-Chodź tutaj - pociągnął mnie tak, że po chwili znalazłam się na jego kolanach i w jego ramionach - przepraszam, że tak długo się docieraliśmy
-Ja też przepraszam - oparłam czoło o jego ramię - cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy
-Kocham Cię - pocałował mnie w szyję - zawsze Cię kochałem
-Kocham Cię - szepnęłam - i zawsze będę Cię kochać
-Żadnych kłamstw i tajemnic. Już nigdy 
-Obiecuję - uśmiechnęłam się delikatnie - będę szczera do bólu 
-Oczywiście, że będziesz - zaśmiał się
-Marco, czy możemy być razem? - spytałam niepewnie - co jeśli Caro się o tym dowie i złoży apelacje? Co jeśli wtedy przegrasz i ...
-Emily - przerwał mi, zanim zdążyłam się rozkręcić i odsunął mnie od siebie, na tyle, żeby spojrzeć mi w oczy - to czy jestem z Tobą, czy nie ... nie ma dla sądu żadnego znaczenia. Nie tego dotyczyła rozprawa. A żadne z nas nie skłamało w zeznaniach. No prawie - roześmiał się - nie byliśmy razem dzisiaj rano. Wszystko stało się już po rozprawie i nie ma wpływu na apelacje sądu. Szczerze mówiąc, cokolwiek teraz zrobi Carolinie, nie zmieni to wyroku. Nie przejmuj się tym, dobrze?
-Dobrze - przytaknęłam 
-Zresztą nie dam im nas rozdzielić - pocałował mnie w czoło 
-Na to liczę - pocałowałam go w policzek
-Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, czy możemy już jechać? 
-Nie - pokiwałam przecząco głową - a Ty chcesz mi coś jeszcze powiedzieć?
-Zupełnie nic - pogładził mnie po policzku - no może tylko, że bardzo Cię kocham
Uśmiechnęłam się szeroko, po czym pocałowałam go namiętnie, chcąc w ten sposób powiedzieć mu, że ja też go kocham. Cholernie mocno. I teraz będę mogła mu to mówić cały czas, będę mogła go całować, przytulać i patrzeć na niego bez skrępowania. Bo jest mój. Kilka minut później wróciłam na swoje miejsce, a Marco z powrotem ruszył w stronę naszego domku nad jeziorem. Pod drodze zrobiliśmy szybkie zakupy i jak byliśmy na miejscu, to powoli się ściemniało. Mężczyzna zabrał nasze rzeczy do środka, do swojej sypialni, a ja rozpakowałam zakupy i zabrałam się za przygotowywanie kolacji.
-Pięknie pachnie - przytulił mnie od tylu i oparł brodę o moje ramie
-To tylko kurczak z warzywami - roześmiałam się, obracając się w jego stronę
-Nie ważne - pochylił się, żeby mnie pocałować 
-Yhmm - zarzuciłam mu ręce na szyję, a on sprawnie mnie podniósł i posadził na blacie 
-W zasadzie nie jestem głody - wyłączył sprzęt do gotowania na parze, po czym znowu mnie podniósł i skierował się w stronę schodów
Pisnęłam cicho, gdy ścisnął moje pośladki, a potem, gdy rzucił mnie na łóżko. To łóżko, w którym pierwszy raz się kochaliśmy. Dawno, dawno temu. 

piątek, 17 lutego 2017

28.

[Emily]
-Ty mi dziękujesz? - spytałam patrząc na niego z niedowierzaniem
-No wiesz - uśmiechnął się - za wszystko. Za to, że zeznawałaś i tak o mnie walczyłaś. Nie musiałaś tego robić
-Oczywiście, że musiałam - oburzyłam się - to w końcu moja wina
-Em nie mów tak - mruknął - to nigdy nie była Twoja wina
-Z mojego powodu pokłóciłeś się z Caroline - upierałam się przy swoim - a ona zrobiła to co zrobiła
-Jest nienormalna i dlatego to zrobiła - bąknął - zresztą Tobie też się oberwało
-Dałam radę - machnęłam ręką, patrząc pod nogi
-Emily - złapał mnie za łokieć, żebym się zatrzymała i stanął przede mną, tak że mogłam wpatrywać się w czubki jego eleganckich butów - proszę, spójrz na mnie
Jego głos był błagalny, ale ja nie byłam w stanie na niego patrzeć. Bałam się tego co zobaczę w jego oczach i co mogę od niego usłyszeć. Nie chciałam, żeby obwiniał się za to, co Caroline ze mną robiła.
-Uparta jak zawsze, co? - uniósł moją brodę palcami i patrzyłam teraz prosto w jego hipnotyzujące oczy - dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
-Co miałam Ci powiedzieć? - jęknęłam - sama na początku się nie zorientowałam o co jej chodzi, a potem było już za późno. Wpadłam w jej sidła i dałam sobą manipulować jak małe dziecko. Chciałam, żebyś był szczęśliwy, a ona dawała Ci szczęście
-Ty - powiedział cicho
-Co ja? - zmarszczyłam brwi
-Ty dawałaś mi szczęście - wyjaśnił
-Och - czułam, że policzki mi się czerwienią
-Caroline była tylko złudną nadzieją szczęścia, po tym jak straciłem Ciebie
-Wiesz, że nie miałam o tym pojęcia, cały czas wydawało mi się, że między Wami układa się dobrze. Potem Caro zaczęła szaleć i na weselu pokazała swoją prawdziwą twarz. Zrozum, że ja nie chciałam rozbijać Waszego związku. Byłam pewna, że będziecie mieć dziecko, a wiem jak bardzo kochasz dzieci
-Dowiedziałem się, że jest bezpłodna całkiem niedawno. Na początku myślałem, że mi powie, ale ona uparcie milczała, więc zacząłem coraz częściej mówić o dzieciach. Nic nie sprawiło, że chciała mi powiedzieć, podłapywała moje tematy i rozmawialiśmy jakby wszystko było okej
-Ale nie było - dokończyłam za niego, na co on kiwnął głową
-Wtedy po poprawinach wpadłem w szał, miałem ochotę rozwalić wszystko dookoła, a to wszystko była wina Caroline. Była akurat pod ręką, więc mogłem się na niej wyżyć. Krzyczałem, rozbijałem rzeczy, które miałem pod ręką i cieszyłem się, że mówiła mi wszystko szczerze, bo się mnie bała. Zachowałem się jak pieprzony drań i chyba nigdy o tym nie zapomnę, ale wtedy nie myślałem do końca racjonalnie i …
-Marco - przerwałam mu - byłeś zły i zraniony. Miałeś prawo do takiego zachowania. Nie skrzywdziłeś jej, nie podniosłeś na nią ręki, po prostu dałeś się ponieść emocjom. To się zdarza
-Mi się zdarzyło pierwszy raz
-I na pewno ostatni - posłałam mu pocieszający uśmiech - nie zaręczaj się tym proszę
-Skoro prosisz - zaśmiał się, siadając na ławce, więc ja zrobiłam to samo - chyba czas zmienić temat, co?
-Zdecydowanie - zachichotałam
-Co robisz w sobotę?
-Nie mam żadnych planów - wzruszyłam ramionami - a dlaczego pytasz?
-Bo już masz plany - spojrzał na mnie zadowolony
-Mogę chociaż wiedzieć jakie? - uniosłam pytająco jedną brew
-Zabieram Cię do opery, na naszą spóźnioną, walentynkową randkę
-Czyli przyznajesz się, że to Ty? - błysnęłam uśmiechem - a gdzie kwiaty i liściki?
-Nie mogłem się już dłużej ukrywać - pogładził mnie po policzku - chcesz kwiatów i liścików?
-Możliwe - wzruszyłam ramionami
-To będziesz miała kwiaty i liściki - uśmiechnął się
Spojrzałam na niego spod swoich długich, starannie wytuszowanych rzęs. Mogłabym całymi dniami podziwiać jego uśmiech, delikatne dołeczki i błyszczące oczy. Zawsze jak na niego patrzyłam to miałam ochotę się uśmiechać, śmiać, a nawet rzucić się na niego. Teraz mogłam się tylko uśmiechnąć lub zaśmiać, bo rzucanie się na niego w miejscu publicznym byłoby dość niezręczne.
-Jak było na Barbados? - spytał w końcu
-Bardzo dobrze - posłałam mu uśmiech, cofając się o kilka dni - tam jest naprawdę fantastycznie
-Ale musiałaś wrócić wcześniej
-Nie szkodzi. Wystarczająco odpoczęłam i odetchnęłam od tego wszystkiego
-Może i tak, ale znowu to wszystko na nas spadło - mruknął - czujesz się tak wspaniale jak tam?
-Nie - pokiwałam przecząco głową - ale nie mamy na to wpływu
-Zaraz wracam do treningów - westchnął - może skoczę, gdzieś na weekend
-A jak Ty się czujesz Marco? - spytałam w końcu, o to co mocno mnie dręczyło
-Zdezorientowany - wzruszył ramionami - ale też szczęśliwy, że to wszystko się już skończyło i jest w porządku
-Nie powinnam pytać jak było w areszcie, prawda?
-Nie powinnaś - mruknął - ale i tak zapytasz, co?
-Tak, może kiedyś spytam - poklepałam go po ramieniu - ale teraz bardzo chętnie przejdę się dalej. Jak się na to zapatrujesz?
-Dobry pomysł - poczekał, aż wstanę i wtedy on również wstał - wybierzesz się ze mną do moich rodziców, prawda?
-Nie planowałam tego - odparłam zgodnie z prawdą
-Dlaczego? - skrzywił się
-Powinniście być sami i spędzić trochę czasu razem, po tym co się stało
-Ann i Mario też na pewno będą - uśmiechnął się, chcąc mnie przekonać - nie daj się prosić
-W porządku, ale muszę się przebrać - roześmiałam się - jest mi za gorąco w tych eleganckich ciuchach
-Tak, ja też powinienem - spojrzał na siebie, po czym zdjął krawat i rozpiął górny guzik białej koszuli - od razu lepiej
-Ściągaj marynarkę Reus - puściłam mu oczko, a gdy wykonał moje polecenie to uśmiechnęłam się szeroko i podwinęłam rękawy od jego koszuli - a teraz chodźmy do mnie
-Po tym jak mnie rozebrałaś, brzmi to całkiem dwuznacznie - spojrzał na mnie rozbawiony
-Głodnemu chleb na myśli - bąknęłam - muszę zmienić buty, na jakieś wygodniejsze
-Chcesz, żebym Cię poniósł?
Myślałam, że żartuje, ale patrzył na mnie tak poważnie, że było to po prostu niemożliwe. Uśmiechnęłam się jak mała dziewczynka, po czym niepewnie kiwnęłam głową. Piłkarz zaśmiał się wesoło, stanął do mnie tyłem i pochylił się, abym mogła wskoczyć mu na plecy.
-Ale jesteś ciężka - jęknął żartobliwie
-A Ty jesteś subtelny - zachichotałam - a po za tym wcale nie jestem ciężka
-Masz rację, nie jesteś
-Bardzo lubię, gdy się pan ze mną zgadza, panie Reus - wyszeptałam mu do ucha
-Panno Brown, odnoszę wrażenie, że pani ze mną flirtuje
-Bo jest pan bardzo inteligentny, panie Reus - przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać - jedziemy autobusem?
-Yhmm - kiwnął głową - mój samochód jest u rodziców
-To przynajmniej będziesz miał czym wrócić do domu i przy okazji odwieźć mnie - wplotłam palce w jego blond włosy - cieszysz się, co?
-No jasne - na przystanku odstawił mnie na ziemię, a chwilę później podjechał nasz autobus
-Ludzie zaraz oszaleją z radości - szepnęłam do niego - a te dziewczyny padną na zawał
-Zazdrosna? - uśmiechnął się
-Chciałbyś - dźgnęłam go w brzuch, uśmiechając się jak wariatka - pewnie podejdą do Ciebie za chwilę. Albo wysiądą na tym samym przystanku co my
-A ja myślę, ale nie podejdą - wzruszył ramionami - tylko zrobią mi milion zdjęć z ukrycia
-To prawda - zaśmiałam się - ale starają się być subtelne
-Starają się - objął mnie i położył głowę na moim ramieniu - może zaprosimy Twoich rodziców i Annie na obiad?
-Rodzice podobno mają już plany na dziś, a Annie pewnie już tam jest. Chyba nie myślisz, że Twoi rodzice dali jej tak po prostu wyjść z sądu?
-Masz rację - przesunął dłoń z moich pleców na biodro, tak że spokojnie mógł muskać palcami moją pupę
-Jak zawsze – wtuliłam się w niego – chyba nie znikniesz szybko z pierwszych stron gazet. Tylko nagłówki się zmienią
-Teraz szczególnie mi to nie przeszkadza - odparł lekko – kto by się przejmował takimi duperelami?
Kilka przystanków później wysiedliśmy z zatłoczonego autobusu, Marco znowu postanowił mnie nieść i powoli zmierzaliśmy do mojego domu rodzinnego. Na podjeździe nie było samochodu rodziców, więc szybko zorientowałam się, że będziemy z blondynem sami. O cholera.
-Chcesz coś do picia? – spytałam wchodząc do środka
-Nie dziękuję. Przebierz się tylko i lecimy
-Okej – uśmiechnęłam się, zdejmując szpilki – będę za pięć minut
-Bez pośpiechu – machnął ręką – mamy jeszcze trochę czasu
Mimo zapewnień piłkarza, pobiegłam szybko do siebie do sypialni, rozebrałam się i weszłam w bieliźnie do garderoby. Założyłam jeansowe, krótkie i lekko postrzępione spodenki, czarną koszulkę na ramiączka, z głębszym dekoltem i wzięłam do ręki szarą marynarkę i biało-czarne wzory. Zamiast szpilek, które zostały na dole, założyłam czarne balerinki i byłam gotowa. Jeszcze tylko psiknęłam się perfumami, przeczesałam palcami włosy i zeszłam na dół. Na szafce w przedpokoju stała moja mała, czarna torebka Chanel na złotym łańcuszku, więc z dużej torby przełożyłam do niej najważniejsze rzeczy.
-Możemy iść – uśmiechnęłam się – jestem gotowa
-Panie przodem – przepuścił mnie w drzwiach
-Nie jesteś dżentelmenem, jeśli przepuszczasz mnie w drzwiach, żeby popatrzeć na mój tyłek – zachichotałam
-Pudło – zaśmiał się, by po chwili coś dodać – podziwiałem Twoje nogi
-Przynajmniej jesteś szczery – przewróciłam oczami – ale to i tak nie czyni z Ciebie dżentelmena
-No cóż – przyglądał mi się, jak zamykałam drzwi – zazwyczaj nim jestem, ale dzisiaj Twoje nogi wybiły mi z głowy wszystkie dżentelmeńskie nawyki
-Więc podziwiasz tylko moje nogi? – uniosłam pytająco jedną brew
-Nie tylko – uśmiechnął się
-A co jeszcze? – ciągnęłam go za język, chociaż wiedziałam, że za wiele to mi nie powie
-Dowiesz się ... niedługo – złapał mnie za dłoń, idąc w stronę przystanku autobusowego
-Powiesz mi czy ... – zawahałam się, ale tylko na chwilę – czy pokażesz?
-A co byś wolała? – spytał z magicznym błyskiem w oku
-Domyśl się – przygryzłam dolną wargę – chyba umiesz czytać w myślach, co?
-W Twoich zawsze – puścił mi oczko
Na początku chciałam puścić jego dłoń, ale na przystanku i tak nikogo nie było, więc nie mógłby nas zobaczyć. A nawet jeśli to co by się stało? Oboje jesteśmy wolni i możemy robić co nam się żywnie podoba. Chociaż dopiero co zeznałam w sądzie, że nic oprócz przyjaźni nie łączy mnie z Marco, a teraz paraduję z nim za rękę po mieście i nie staram się tego ukrywać. Co jeśli Caroline odwoła się od wyroku i jakimś cudem wygra? Nie. To chyba niemożliwe. Nie po zeznaniach sąsiadki piłkarza.
-Zaraz mózg Ci zacznie parować – zażartował – co się dzieje?
-Nic – wzruszyłam ramionami – takie tam lekkie przemyślenia
-Emi – spojrzał mi w oczy – jeśli myślisz, o dzisiejszym dniu i o Caroline to po prostu przestań. Było minęło
-Łatwo Ci mówić – szepnęłam, chociaż to nie była prawda
-Nie skarbie, nie jest łatwo – przyciągnął mnie do siebie i pocałował czubek mojej głowy – ale nie możemy ciągle żyć przeszłością, bo to przeszłość i nie da rady jej zmienić. Skupmy się na teraźniejszości i przyszłości
-Chyba jestem w stanie to zrobić – wysiliłam się na uśmiech
Kilkadziesiąt minut później dotarliśmy wreszcie do domu państwa Reus, gdzie wszyscy już na nas czekali. Mama Marco podała obiad na tarasie, żeby dzieci mogły spokojnie bawić się w ogrodzie, a dorośli wdychać świeże, letnie, lipcowe powietrze. Usiedliśmy przy stole obok siebie, a wszyscy dookoła patrzyli na nas z niecierpliwością. Nie miałam pojęcia o co im może chodzić, ale później się domyśliłam. Czekali, aż ich poinformujemy, że jesteśmy razem. Ups. Nic bardziej mylnego moi drodzy.
-Nic się nie stało – zaśmiałam się, nalewając sobie wody – byliśmy na spacerze, porozmawialiśmy i jesteśmy tutaj ...
-Możecie przestać się tak gapić – dokończył za mnie blondyn
-Myśleliśmy, że ... – zaczęła Mela – no wiecie ...
-Nie ważne – odchrząknęła pani domu – podam obiad, bo na pewno wszyscy jesteśmy głodni
-Fantastyczny pomysł – uśmiechnął się Marco – a ja przywitam się z Nico
Blondyn nie zdążył nawet odejść kilku metrów, gdy moja najlepsza przyjaciółka usiadła na jego miejscu i zaczęła nawijać jak szalona.
-Byłam pewna, że wyznacie sobie miłość i padniecie w ramiona. Czekaliśmy na Was jak na szpilkach, a Wy mówicie, że nic się nie stało?! Emily!
-Myślę, że potrzebujemy jeszcze trochę czasu – skrzywiłam się – a w sobotę idziemy do opery
-Dopiero w sobotę? – jęknęła
-Ann on dopiero co uwolnił się od swojej szalonej ex
-To nic nie zmienia – przewróciła oczami
-Porozmawiajmy o tym innym razem – cmoknęłam ją w policzek – opowiedz mi lepiej jak podróż poślubna
-Przecież dobrze wiesz – uśmiechnęła się szeroko
-Chcę usłyszeć więcej pikantnych szczegółów – zachichotałam
Kilka minut później mama Marco podała obiad, więc wszyscy usiedliśmy do stołu. Nico siedział naprzeciwko nas i ciągle robił śmieszne miny do swojego wujka, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Uwielbiam tego chłopca. Jest cudowny. I jest oczkiem w głowie swojego chrzestnego. Po ogromnym i pysznym obiedzie, przyszedł czas na deser. Byłam pewna, że nie dam rady już nic więcej zjeść. Myliłam się. Desery pani Reus są jedyne w swoim rodziaju. Pyszne. Idealne. Razem z Ann, Annie i siostrami Reus posprzątałyśmy po obiedzie, po czym znowu siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy na różne tematy. Głównie te zabawne. Śmiałam się właśnie z kolejnego dowcipu taty Marco, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz iPhone’a, a potem na blondyna.
-Theo – szepnęłam
Podniosłam się z miejsca, odeszłam kawałek od stołu i dopiero wtedy odebrałam połączenie.
-Witaj Emily
-Cześć Theo – uśmiechnęłam się
-Jak sprawy z Marco?
-Powoli – westchnęłam
-A w sądzie? Czytałem newsy, że wszystko się wyjaśniło i już jest okej
-Tak. Na szczęście wszyscy skończyło się dobrze
-Teraz bez żadnych przeszkód, możecie być razem
-Chciałabym, ale wydaje mi się, że on potrzebuje czasu
-Emily on może myśleć to samo o Tobie
-Wiem – skrzywiłam się
-Chcę, żebyś była z nim wreszcie szczęśliwa. Działaj i walcz o niego. To miłość Twojego życia
-Dobrze, proszę pana – zaśmiałam się – a co u Ciebie?
-Jestem w Londynie. Przyjechałem na kilka dni, żeby odpocząć
-Koniec z pracoholizmem? – zachichotałam wesoło
-Staram się – wybuchł śmiechem – a Ty nie masz ochoty wybrać się do Anglii ?
-Dopiero co wróciłam z wakacjii. Co prawda byłam krócej, niż zakładałam, ale trochę odpoczęłam
-Zajrzyj w kalendarz i może uda Ci się wyrwać. Chętnie się z Tobą spotkam
-Och, ja też – uśmiechnęłam się – stęskniłam się za Tobą. To do kiedy zostajesz w Londynie?
-Na pewno do końca tygodnia, ale szczerze mówiąc ... – przerwał na chwilę - ... szczerze mówiąc chyba zostanę tu jeszcze na następny tydzień
-O! To by mi odpowiadało – odparłam zadowolona – wiesz ... mam już plany na weekend, ale potem nic jeszcze nie planowałam
-W takim razie przemyśl to, zdzwonimy się i coś ustalimy. Bardziej szczegółowo
-Jasne – usłyszałam w tle głos jego mamy, więc domyśliłam się, że to koniec rozmowy
-Muszę kończyć – westchnął – obowiązki syna wzywają
-Leć – zaśmiałam się – i pozdrów rodziców
-Oczywiście. Trzymaj się Emily
-Ty również, Theo – rozłączyłam się
Stałam i patrzyłam na swój telefon przez, który przed chwilą rozmawiałam z Theo. Wiele się zmieniło. Doceniam fakt, że mimo rozstania wciąż potrafimy ze sobą rozmawiać. To wiele dla mnie znaczy. Nawet się przyjaźnimy. Nie sądziłam, że może do tego dojść, w końcu mógłby być na mnie wściekły. Niecały rok. Niecały rok temu przyjechałam do Dortmundu. Wystarczyło tylko tyle, żeby moje życie znowu obróciło się o 180 stopni. Czy gdybyśmy się tu nie przeprowadzili to nadal bylibyśmy razem ? Sama nie wiem. W końcu to życie i wszystko może się zdarzyć. Chyba nie ma co gdybać. Czasu nie cofnę. W sumie mogłabym się z nim spotkać. Na co dzień mieszka w Seattle, ale teraz jest u rodziców w Londynie. A ja dawno nie piłam kawy ... w Londynie.

[Marco]
Rozmowy przy stole ucichły i wszyscy skupieni byli na Emily. Ja sam patrzyłem na nią zafascynowany. Myślałem, że szybko skończy rozmowę ze swoim byłym facetem i do nas wróci, ale ona stała nieruchomo i patrzyła na swój telefon. Byłem bardzo ciekawy o czym myśli. Może usłyszała od niego, że wciąż ją kocha i teraz nie wie co ma z tym zrobić. Nie. Ona jest moja. Im dłużej stała, tym ja gorzej się czułem. Nie mogę pozwolić, żeby była nieszczęśliwa. A najwidoczniej teraz, tutaj tak właśnie jest. Sam nie wierzyłem w jakim kierunku brnęły moje myśli, ale nic nie mogłem na to poradzić. Wstałem powoli i ruszyłem w jej stronę.
-Jak chcesz to jedź do niego
-Słucham ? - podniosła na mnie wzrok
-Powiedziałem ...
-Wiem co powiedziałeś - machnęła lekceważąco ręką - nie rozumiem tylko dlaczego
-Obserwuje Cię Emily i mam wrażenie, że nie chcesz tu być
-Bo rozmawiałam z Theo ? - prychnęła - dorośli ludzie dzwonią do siebie od czasu do czasu, Marco
-Od dłuższej chwili stoisz i patrzysz na swój telefon. O czym myślisz ? Dalej go kochasz ?
-Czy gdybym go kochała to przyszłabym tu z Tobą?!
-Nie wiem - wzruszyłem ramionami - bywasz nieprzewidywalna
Spojrzała na mnie zdumiona, a ja pożałowałem swoich słów. Zerknąłem kątem oka na swoją rodzine i przyjaciół. Wszyscy na nas patrzyli. Czy my jesteśmy kurwa jakimiś aktorami i właśnie trwa przedstawienie ?! Nie !
-Skoro bywam nieprzewidywalna to trzeba było mnie nie zapraszać
-Przepraszam Em, chodziło mi o to, że ...
-Jestem tu, bo kocham Ciebie, a nie Theo czy Matta czy kogokolwiek innego ! Tylko Ciebie ! Przyjechałam, bo uwielbiam Twoją rodzine ! Przyjechałam, bo miałam nadzieje, że coś się między nami zmieni ! Jak widzę, bardzo się myliłam. A szkoda. Powinieneś czasem pomysleć nad tym co mówisz, bo najwidoczniej tego nie robisz ! Dorośnij Marco, bo Twoja zazdrość jest śmieszna i szczeniacka jednocześnie ! Nawet nie wiem co do mnie czujesz! Nie masz prawa być zazdrosnym o kogokolwiek! - powiedziała prawie na jednym wdechu, a zaraz potem odwróciła się i wybiegła
Zaskoczyła mnie. Nie byłem w stanie ruszyć się z miejsca. Czy ona przed chwilą powiedziała, że mnie kocha ? Nareszcie ! Spojrzałem na miejsce, w którym przed chwilą stała. Chciałem się uśmiechnąć, ale nie potrafiłem. Uciekła.
-Na co czekasz Marco ?! - warknęła Melanie - biegnij za nią zanim znowu zniknie na trzy lata czy na Bóg wie ile !
Miała racje. Czym prędzej ruszyłem w stronę wyjścia. Wybiegłem z domu, rozejrzałem się, ale nigdzie jej nie widziałem. Cholera Emi, gdzie się podziałałaś ?! Wytężyłem wzrok i wtedy ją ujrzałem. Była już prawie na końcu ulicy. Nie zastanawiając się nad niczym ruszyłem w jej stronę. Biegłem coraz szybciej byleby ją tylko dogonić.
-Emily - złapałem ją za rękę
-Puść mnie Marco - próbowała się wyrwać
-Nie - powiedziałem stanowczo stając przed nią
-Czego ode mnie chcesz ?!
-Ciebie. Chce Ciebie
Podniosła na mnie wzrok i dopiero teraz zauważyłem drobne łzy, które bardzo powoli spływały po jej cudownej twarzy. O nie. Nie powinna przeze mnie płakać. Nienawidzę patrzeć na jej łzy.
-Nie płacz - kciukiem otarłem jedną z łez - proszę
-Mam dość tego Marco - westchnęła - mam tego dość
-O czym Ty mówisz ?
-Powrót tutaj był błędem. Nie powinno mnie tutaj być
-Emily co chcesz zrobić ? - spytałem przerażony
-Nie wiem – wzruszyła ramionami odsuwając się ode mnie
-Posłuchaj - złapałem ją z powrotem za ramiona i spojrzałem jej w oczy - kocham Cię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Chce przy Tobie zasypiać i się przy Tobie budzi. Chce wracać do domu i mieć Cie przy sobie. Chce Cię wreszcie poślubić, a potem chce mieć z Tobą gromadkę dzieci. Chce dawać Ci szczęście, kochać Cię, pocieszać, ochraniać. Chce być jedynym facetem w Twoim życiu. Chce, żebyś mnie kochała i, żebyś za kilka lat wiedziała, że było warto. Chce Ciebie Emily. W całości. Jesteś idealna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Jesteś jedyną kobietą na tej planecie, która mnie uszczęśliwia. Nie chce nikogo innego. Chce Ciebie. Na zawsze.
-Och Marco - zakryła usta dłonią wybuchając głośnym płaczem, a zaraz potem rzuciła mi się w ramiona - ja też Cię kocham. Najbardziej na świecie !
-Jesteś moja - szepnąłem jej do ucha - od zawsze ...
-... na zawsze - dokończyła
Odsunąłem ją od siebie, delikatnie wziąłem jej twarz w swoje dłonie, a potem ją pocałowałem. Czule, delikatnie i słodko. Tak jakby to był nasz pierwszy pocałunek. Pierwszy pocałunek nowego początku.