piątek, 18 listopada 2016

19.

[Emily]
Po długiej i męczącej podróży doleciałam do Seattle przed południem, we wtorek dwudziestego czwartego lutego. Theo odebrał mnie z lotniska, szczęśliwy że przyleciałam, ale chyba nieco się zraził widząc, że jestem oschła i obojętna na jego zaloty. Do tego wszystkiego doszło moje ogromne zmęczenie, po całej podróży ledwo stałam na nogach. Gdy Theo przywiózł mnie do swojego dość dużego mieszkania, od razu zajęłam sypialnię gościnną i położyłam się spać. Cholerny jet lag. Obudziłam się późnym wieczorem, na zewnątrz było już ciemno, a w mieszkaniu panowała cisza. Ciekawe, czy mój jeszcze obecny chłopak mnie zostawił, czy może już śpi. Moje wątpliwości ulotniły się, gdy tylko weszłam do salonu.
-Cześć śpiochu – powitał mnie uśmiechem – już lepiej ?
-Tak, dziękuję – kiwnęłam głową – dobrze było zasnąć w łóżku
-Mam, tylko nadzieję, że będziesz spała w nocy – zaśmiał się
-O to się nie martw – posłałam mu uśmiech, siadając na kanapie – ładne mieszkanie
-Dostałem na czas trwania szkolenia, było już urządzone
-Rozumiem – rozejrzałam się dookoła
-Widzę, że coś Cię trapi – powiedział w końcu – trochę Cię już znam
-Chciałam z Tobą porozmawiać – wyjaśniłam
-I dlatego przyleciałaś ? – dopytał
-Yhmm – mruknęłam
-Już myślałem, że się stęskniłaś – skrzywił się
-Przepraszam, oczywiście, że się stęskniłam. Po prostu musimy porozmawiać
-Brzmi groźnie – podniósł się z miejsca – masz ochotę się czegoś napić albo coś zjeść? Mogę coś zamówić
-Chętnie coś zjem – westchnęłam – zamów cokolwiek
-Oczywiście – zniknął w kuchni
Skorzystałam z tego, że mężczyzna jest zajęty i wyjęłam z kieszeni telefon. Ani razu od wylotu z Dortmundu go nie włączałam, więc nie zdziwiło mnie, że mam mnóstwo nieodebranych połączeń i wiadomości. Kilka od mamy, kilka od siostry, kilka od Amy i całą listę od Ann. Mogłam się domyślić. W Dortmundzie było jeszcze wcześnie rano, więc wysłałam sms do mamy, że jestem w Seattle i jest w porządku. Dopiero później zabrałam się za wiadomości otrzymane od przyjaciółki.
„Czemu się do mnie nie odzywasz ? :P”
„Emily ?”
„Musimy porozmawiać. Zadzwoń do mnie.”
„Zaczynam się o Ciebie martwić. Nie ma z Tobą kontaktu.”
„Emily to nie jest zabawne. Byłam u Ciebie w mieszkaniu, ale nikt mi nie otworzył. Twój samochód stoi na parkingu. Masz wyłączony telefon. O co chodzi ?”
„Mam zadzownić na policję ?”
„Jeśli zaraz do mnie nie zadzwonisz to przysięgam, że Cię zabiję.” 
„EMILY!”
Och Ann. Tak bardzo Cię kocham i to słodkie, że tak się o mnie martwisz. Nic mi nie jest. Po prostu idę za głosem serca. Westchnęłam zastanawiając się nad odpowiedzią, ale dziewczyna i tak mi nie odpisze. Obliczyłam sobie szybko w myślach, że jak u nas będzie rano to w Niemczech będzie już wieczór. Wtedy do niej zadzwonię albo napiszę.
„Wszystko w porządku, nie musisz się o mnie martwić :) Odezwę się wieczorem <3”
-Zamówiłem pizze, jest niedaleko, więc będzie szybko. A do tego jest smaczna
-Wspaniale – powiedziałam odkładając telefon na stolik – podoba Ci się tutaj ?
-Emily – pokręcił z niedowierzaniem głową
-Po prostu chcę najpierw porozmawiać na luźne tematy – spojrzałam na niego błagalnie – skoro tu jestem to chcę wiedzieć jak Ci tu jest
-Jest dobrze, dużo pracy, ale podoba mi się – powiedział dość przekonująco – chcą mi zaproponować pracę na stałe
-Och, to fantastycznie
-Czyżby ? – zmarszczył brwi
-To dla Ciebie ogromna szansa, już raz zrezygnowałeś z Seattle
-Masz racje, ale teraz po szkoleniu będę mógł rozwinąć się w Dortmundzie
-Gdyby nie ja to ... – przerwałam szukając odpowiednich słów – to, gdzie byłbyś teraz ?
-Nie wiem – wzruszył ramionami – nie lubię za bardzo gdybać
-Pamiętam – szepnęłam
-A Ty gdzie byś była gdyby nie ja ? – spytał przyglądając mi się uważnie
Z Marco. U Marco. Tam, gdzie Marco.
-To zależy – powiedziałam wymijająco
-Zapytam inaczej – uśmiechnął się ironicznie – z kim byś była ?
-Theo – westchnęłam – nie stawiaj tak sprawy
-Po prostu pytam Emily
-Wiem – spojrzałam na swoje niepomalowane paznokcie
-Dalej go kochasz, prawda ?
-Kogo ? – spytałam głupio
-Marco. Dalej go kochasz – bardziej stwierdził niż zapytał, chociaż patrzył na mnie oczekując odpowiedzi
-Tak – powiedziałam cicho – dalej go kocham
-Od kiedy ?
-Od zawsze – wzruszyłam ramionami – myślę, że nigdy nie przestałam
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej ? – westchnął ciężko
-Bo wiedziałam, jaki jesteś o niego zazdrosny i nie chciałam Cię ranić – jęknęłam – a po za tym byłam z Tobą w ciąży i nie chciałam tego wszystkiego psuć
-Teraz chcesz ? – spojrzał na mnie smutno
-Naprawdę mi przykro – westchnęłam – bardzo mi pomogłeś, wspierałeś mnie, pokochałam Cię, ale to było zupełnie co innego niż z Marco. No i nie wiedziałam, że moje uczucia do niego wciąż są tak samo mocne
-Czy on też Cię kocha ?
-Nie jestem pewna. Chciałam najpierw z Tobą porozmawiać, a dopiero później z nim
-W porządku – obrócił w dłoniach szklankę – rozumiem
-Jesteś zły ? – spytałam cicho
-Em ... – nie zdążył dokończyć, bo po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka – przepraszam na chwilę
-Jasne – mruknęłam
Kilka minut później prawnik wszedł do pomieszczenia z pudełkiem pizzy w jednej ręce i talerzami w drugiej. Podał mi jeden talerz, a pudełko postawił na środku stolika do kawy. Nałożyłam sobie jeden kawałek i konsumowałam go powoli rozmyślając o naszej rozmowie. Mężczyzna do niej nie wracał, więc nie wiedziała, czy ja też powinnam. W końcu, gdy myślalałam, że już nie wytrzymam to on pierwszy odłożył talerz na stolik i spojrzał na mnie.
-Oczywiście, że nie jestem na Ciebie zły Emily. Gdy, tylko Cię poznałem i zobaczyłem jak cierpisz to ociecałem sobie, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Przez jakiś czas udawało mi się Ciebie uszczęśliwiać, ale jak widać przestało Ci to wystarczać. Nie mogę mieć do Ciebie żalu, to Twoje uczucia i nie mogę nic zrobić, żeby je zmienić. Kocham Cię i nie wiem, kiedy przestanę, ale rozumiem. Nie jestem miłością Twojego życia i nie wiem, czemu kiedykolwiek się łudziłem, że jest inaczej – powiedział z nutką żalu w głosie – widziałem, że wciąż Was do siebie ciągnie. Widziałem to, ale jednak wciąż wmawiałem sobie, że jest inaczej, że to nie prawda
-Przepraszam, że Cię okłamywałam – skrzywiłam się
-Nie szkodzi, rozumiem dlaczego to robiłaś – posłał mi nieco wymuszony uśmiech – życzę Wam szczęścia
-Co to znaczy ? – spytałam lekko zdezorientowana
-To znaczy Emily, że jeśli naprawdę go kochasz i jesteś z nim szczęśliwa to walcz o niego. Walcz o swoją miłość
-Dziękuję – szepnęłam czując, że w oczach gromadzą mi się łzy – nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy
-Chyba nie ma sensu, żebym wracał do Dortmundu, co ?
-Theo, jeśli zostaniesz to będzie bardzo miło. Naprawdę nie musisz uciekać
-To nie jest miasto moich marzeń Em. Skończę szkolenie, pozamykam sprawy w Niemczech i się przeprowadzę
-Gdzie ?
-Albo wrócę do Londynu albo ... – przerwał rozglądając się dookoła
-Albo wrócisz tutaj – dokończyłam za niego – mam racje ?
-Tak, masz racje – westchnął – ale liczę na to, że kiedyś jeszcze mnie odwiedzisz. Że razem mnie odwiedzicie
-Oczywiście, że Cię odwiedzę – uśmiechnęłam się – tak łatwo się mnie nie pozbędziesz ze swojego życia!
-A jego ? – zażartował
-To, że go kocham nie znaczy, że będziemy razem – bąknęłam – nawet nie wiem, czy on czuje to samo
-Widziałem jak na Ciebie patrzy, musi Cię kochać – uśmiechnął się pokrzepiająco
-Dopóki nie wrócisz to zostanę w naszym mieszkaniu – zmieniłam temat – a potem możemy je wystawić na sprzedaż
-Daj spokój, możesz tam mieszkasz – powiedział oburzony – nie wyrzucam Cię
-Wrócę do rodziców – zaśmiałam się – może dobrze zrobi mi powrót na stare śmieci
-A może przeniesiesz się do Marco – upił łyk trunku ze swojej szklanki
-Teraz nie dasz mi spokoju, co ? – przewróciłam oczami
-Lubię patrzeć na iskierki w Twoich oczami
-Słucham ? – zakrztusiłam się z wrażenienia
-Masz w oczach takie iskierki. Radości, miłości, szczęścia. Zawsze jak mówisz o Marco to one tańczą jak szalone, a ja lubię na nie patrzeć. Dziwne, że wcześniej tego nie skojarzyłem
-Ale to Cię rani – skrzywiłam się – jak możesz lubić coś co Cię rani ?
-Patrzenie na Twoje szczęście Em nigdy nie będzie mnie raniło – odparł uśmiechnięty – no chyba, że będziesz usiłowała zabić mnie dostarczając mi patrzenia na Twoją miłość z tym blondynem
-Głupek – rzuciłam w niego poduszką śmiejąc się jak wariatka
-Z tego wszystkiego zapomniałem Ci złożyć życzeń z okazji walentynek, ale teraz już chyba trochę za późno, co ?
-W tym roku walentynki były do dupy – jęknęłam – i po walentynkach też było do dupy
-Coś się stało ?
-Długa historia – machnęłam ręką
-Mamy czas – spojrzał na zegarek – do pracy mam, dopiero na dziewiątą
-Musisz się jeszcze wyspać – powiedziałam rozbawiona
-Opowiadaj – ponaglił mnie
Przez chwilę się zawahałam, ale potem słowa wypłynęły ze mnie jak szalone i nie mogłam przestać mówić. Bez skrępowania opowiedziałam wszystko co zdarzyło się czternastego lutego, a potem następnego dnia. Mówiłam o swoich uczuciach i emocjach jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. A on słuchał mnie uważnie od czasu do czasu zerkając na mnie z uśmiechem. Zastanawiałam się, dlaczego tak się bałam tej rozmowy. Theo okazał się bardzo wyrozumiały i choć znam go od dawna to w życiu bym się tego nie spodziewała. Nie po tych jego scenach zazdrości o Marco.
-Dalej nie wiesz kto to był, tak ?
-Tak – kiwnęłam głową
-A Twoim jedynym typem był Marco ?
-Myślałam też o Tobie – powiedziałam rumieniąc się – i o Mario. Nikt więcej nie przychodzi mi do głowy
-Na pewno to nie byłem ja – roześmiał się – i Mario też raczej nie
-Rozmawiałam z nim o kwiatach i to nie on je wysłał – potwierdziłam
-Zostaje, więc tylko Marco
-Albo ktoś o kim nie pomyślałam – westchnęłam
-Raczej wątpię – zmarszczył brwi
-Ann twierdzi, że tego dnia Mario widział się z Marco. Więc mogę się mylić i to wcale nie był Reus
-Oni się przyjaźnią Em – pokręcił z niedowierzaniem głową – pomagają sobie, w każdej sytuacji, a potem chronią sobie wzajemnie tyłki. Co Twoim zdaniem Marco miał powiedzieć swojej dziewczynie ? Że zabiera Cię na walentynkową randkę ?
-O tym nie pomyślałam – zmarszczyłam nos, a on się uśmiechnął – w zasadzie nie miałam okazji porozmawiać o tym z Marco, ani nawet z Mario
-Więc jak wrócisz to go zapytaj
-Wiem, chcę z nim porozmawiać od razu – spuściłam wzrok patrząc w dywan – może pojadę do niego prosto z lotniska
-A kiedy w ogóle chcesz wracać ?
-Jeszcze nie wiem, nie zarezerwowałam lotu powrotnego
-Mogę Ci pomóc jutro – uśmiechnął się – żebyś już nie musiała się tyle razy przesiadać
-Dzięki – zachichotałam – byłoby miło
-Idziemy spać ? – zaproponował – chyba oboje jesteśmy padnięci
-Tak, idziemy spać – uśmiechnęłam się przytulając się do niego po kumpelsku – ale śpimy osobno!
-No ba! – zaśmiał się

[Marco]
Siedzieliśmy z Mario w jego mieszkaniu i graliśmy w Fife. Jak zwykle wygrywałem. Dobra, nie jak zwykle. Chciałem zabrać ze sobą Caroline, ale po pierwsze już była umówiona z jakąś swoją koleżanką, a po drugie miałem nadzieję, że spotkam tu Emily. Planowałem to zrobić, od kiedy nie pojawiła się pod operą dzień po walentynkach, ale ciągle nie mogłem jej dorwać. A teraz na dodatek Ann twierdzi, że nie ma z nią kontaktu. Znaczy podobno nie odbiera telefonów i nie wiadomo, gdzie się znajduję, ale pisała, że wszystko w nią w porządku. Może jest zajęta albo wyjechała, gdzieś żeby odpocząć. Może nad jezioro ... wcześniej o tym nie pomyślałem.
-Em chciała się wtedy z Tobą spotkać – powiedział mój przyjaciel, gdy zrobiliśmy sobie chwilę przerwy
-Słucham ? – spojrzałem na niego zaskoczony
-Ann powiedziała mi dopiero teraz – westchnął – były razem, to Em przywiozła Ann do domu. No i wcześniej była z nią na policji
-Ale ja na nią czekałem – powiedziałem zdezorientowany – i to dość długo czekałem
-Minęliście się dosłownie o kilka minut – poklepał mnie po ramieniu – opowiadała Ann, że była na miejscu kwadrans po dziewiątej, ale jedyne co zastała to bukiet w śmietniku
-Cholera – warknąłem wściekły na siebie, że nie poczekałem dłużej – ja pierodole
-Musisz z nią pogadać, powiedzieć, że to byłeś Ty i wszystko będzie dobrze
-Wciąż nie mogę jej złapać. Unika mnie ?
-Raczej unika wszystkich – skrzywił się – od weekendu nie miała dla nas czasu, a teraz sam wiesz, że gdzieś zniknęła
-Może znów jest nad jeziorem – zastanowiłem się na głos – powinniśmy to sprawdzić
-Już nie dzisiaj – spojrzał na mnie – jutro, ok ?
-Jasne – wzruszyłem ramionami
-Ułoży się między Wami, zobaczysz. Ona ...
-GDZIE TY KURWA JESTEŚ ?! – usłyszeliśmy krzyk narzeczonej szatyna i oboje, aż podskoczyliśmy – JESTEM NA CIEBIE TAKA WŚCIEKŁA EM!
Cholera. Jak, tylko usłyszałem imię mojej byłem narzeczonej to poderwałem się z miejsca i pobiegłem do kuchni, a za mną mój kumpel. Modelka chodziła po kuchni z telefonem przy uchu i, aż kipiała ze złości.
-NIE MOGĘ UWIERZYĆ, ŻE NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ!
-...
-TAK PO PROSTU ?! TAK PO PROSTU?! – wyrzucała z siebie słowa jak z karabinu maszynowego – TAK PO PROSTU TO JA MYŚLAŁAM, ŻE SIĘ PRZYJAŹNIMY!
-...
-NIE USPOKAJAJ MNIE! ZACHOWAŁAŚ SIĘ TAK BEZMYŚLNIE!
-...
-NO JA MYŚLĘ, ŻE NIC CI NIE JEST!
-...
-KIEDY WRACASZ ?
-...
-JAK TO NIE WIESZ ?! JAK MOŻESZ NIE WIEDZIEĆ ?
-...
-JESTEM SPOKOJNA! –zawołała, a my z Mario mimo wszystko się zaśmialiśmy
-...
-POWIEDZ MI TERAZ!
-...
-TO WEJDĘ NA SKYPE!
-...
-ŚWIETNIE – prychnęła
-...
-OK! - rzuciła do słuchawki, po czym się rozłączyła
Chcieliśmy odczekać chwilę z Mario, aż kobieta się uspokoi, ale nic nie wskazywało na to, że to szybko nastąpi.
-To była Emily ? – spytałem, żeby się upewnić
-Tak – westchnęła
-Co się stało ?
-Jak to co się stało ? – spojrzała na mnie wkurzona – wszystko spieprzyłeś
-Ja ?
-Tak Ty!
-Ann ... – zaczął Gotze
-Jest w Seattle – powiedziała nagle, a ja poczułem, że grunt usuwa mi się spod nóg - poleciała do Theo, nie wie kiedy wraca i nie chce mi powiedzieć, o co chodzi
-Kiedy ?
-Co kiedy ? – przewróciła oczami
-Kiedy do niego poleciała ? – sprecyzowałem pytanie czując gulę w gardle
-W poniedziałek w nocy – jęknęła – ale to był pierwszy wolny termin jak rezerwowała bilety tydzień wcześniej
-Tydzień czyli jakoś po walentynkach ? – spytał jej narzeczony, a ja poczułem jakbym dostał cios prosto w serce
-Tak – bąknęła – zdecydowała się lecieć do Theo po walentynkach i nic mi nie powiedziała i ...
Zanim modelka zdążyła dokończyć zdanie to wściekły na siebie, na Emily i cały świat ruszyłem do wyjścia. Zgarnąłem z biegu swoje rzeczy, po czym opuściłem mieszkanie przyjaciół, głośno trzaskając drzwiami.

[Emily]
Tym razem miałam jedną przesiadkę i w dodatku leciałam pierwszą klasą, więc nie czułam się bardzo zmęczona. Theo o mnie zadbał i byłam mu za to bardzo wdzięczna. Spędziłam w Seattle cudowne dziesięć dni, odpoczęłam, nabrałam dystansu. Co prawda mój były już chłopak nie miał dla mnie za wiele czasu, ale to co mi oferował w zupełności wystarczyło. Przy okazji zwiedziłam piękne miasto, mimo kiepskiej pogody było fantastycznie. Dogadałam się też z Ann, która na początku była na mnie cholernie wściekła. Jakimś cudem nie domyśliła się, czemu poleciałam do Stanów. Nie chciałam jej tego mówić przez telefon, ale w końcu dałam się namówić na szczerą rozmowę przez Skype. Nie wiem, kto się najbardziej cieszył, że rozstałam się z prawnikiem. Ja, Ann czy Ama. Moja mama domyśliła się wszystkiego, więc jej radość się nie liczy. Podekscytowana odebrałam swój bagaż i ruszyłam do wyjścia z lotniska włączając przy okazji telefon. Mimo, że moja przyjaciółka wiedziała o moim locie to i tak dzwoniła i jeszcze wysłała mi dziwnego sms.
„Zadzwoń do mnie jak, tylko wylądujesz! Muszę Ci coś powiedzieć! To ważne!” 
Przykro mi Ann. Kocham Cię bardzo, ale teraz muszę załatwić coś innego. Pojechałam taksówką na chwilę do swojego mieszkania, gdzie zostawiłam walizki, po czym tą samą taksówką ruszyłam do mieszkania Marco. Pewnie nie wyglądałam najlepiej, ale nie chciałam zostawiać tego na później. Wielokrotnie będąc u Theo zastanawiałam się, czy nie powinnam zadzwonić do blondyna, ale doszłam do wniosku, że takich spraw nie załatwia się przez telefon.
-Dziękuję bardzo – uśmiechnęłam się płacąc kierowcy
-Miłego dnia – powiedział radośnie tuż przed tym jak wysiadłam
-Mam nadzieję, że będzie miły – pomyślałam idąc do apartamentowca
Na moje szczęście ktoś akurat wychodzi, więc szybko wbiegłam do środka i nie czekając na windę pobiegłam na górę. W głowie układałam sobie przemowę, ale wciąż coś mi nie pasowało. Postanowiłam, że będę kierowała się sercem, a nie rozumem. I to prosto z serce wypłyną moje słowa. Stojąc przed drzwiami wzięłam kilka głębokich oddechów, a później zapukałam.
-Emily! Co za niespodzianka – drzwi otworzyła mi dziewczyna blondyna
-Cześć Caroline – wysiliłam się na uśmiech – przepraszam, że przeszkadzam. Jest Marco ?
-Niestety – skrzywiła się - wysłałam go przed chwilą na zakupy
Znowu się minęliśmy. Fantastycznie.
-Och, jasne – westchnęłam – to złapię go później
-A może coś mu przekażę ? – spytała wesoło – coś ważnego ?
-Chciałam ... chciałam z nim porozmawiać o weselu Ann i Mario – powiedziałam na poczekaniu – w końcu oboje jesteśmy świadkami
-Oczywiście – uśmiechnęła się – spróbuj do niego zadzwonić, to umówicie się na jakieś spotkanie
-Dzięki – mruknęłam – to uciekam
-Poczekaj – złapała mnie za rękę, gdy odwróciłam się, aby odejść
-Tak ? – spojrzałam na nią wyczekująco
-Może wpadniesz do nas dziś wieczorem ? Urządzamy kolacje – kolejny raz „nagrodziła” mnie swoim szerokim uśmiechem i już miałam go serdecznie dość
-Jest jakaś specjalna okazja ? – spytałam mając nadzieję, że uda mi się porozmawiać z piłkarzem
-Tak – omal nie pisnęła i wyciągnęła w moim kierunku dłoń, a na jednym z jej palców lśnił ogromny, diamentowy pierścionek – Marco mi się oświadczył!

piątek, 11 listopada 2016

18.

[Emily] 
Obudziłam się podekscytowana jak nigdy w życiu. Zupełnie jakbym znowu miała kilkanaście lat i byłabym przed pierwszą, poważną randką. Tak samo jak wtedy nie wiem, czego się spodziewać. Ani kogo. Chciałabym, żeby wyszło idealnie, żeby to był jeden z piękniejszych wieczorów w moim życiu. Żeby spełniły się moje najskrytsze pragnienia i sny. Nosiło mnie od rana, więc założyłam strój do biegania, związałam włosy w kucyka i od razu po rozgrzewce ruszyłam do biegu. Wsłuchując się w rytm muzyki lecący ze słuchawek przebiegałam kolejne kilometry, mijając po drodze ludzi, którzy postanowili zrobić sobie niedzielny spacer. Po przebiegnięciu siedmiu kilometrów mimo zmęczenia czułam się wspaniale. Uspokoiłam skołatane nerwy, wyluzowałam się i ustaliłam plan działania na cały dzień. W końcu wieczorem muszę wyglądać jak bogini.
-Cześć rodzinko – pomachałam do państwa Walker, którzy właśnie wyszli z naszego apartamentowca
-Emily! – zawołała Olivia – mój tata wrócił!
-Wiem słoneczko – podeszłam bliżej nich i cmoknęłam dziewczynkę w czoło – poznałam go wczoraj
-Ja byłam u dziadków – skrzywiła się
-Jak tam samopoczucie ? – spytała Ama
-Idę dzisiaj do opery – uśmiechnęłam się
-Z kim ? – zaciekawiła się
-Sama nie wiem – wzruszyłam ramionami
-Chyba nie rozumiem – zmarszczyła brwi, a ja zachichotałam
-Wychodzi na to, że mam randkę w ciemno z moim tajemniczym wielbicielem
-Z Marco ? – uśmiechnęła się
-Taką mam nadzieje – mrugnęłam do niej
-Jak się biegało ? – zapytał żołnierz
-Fantastycznie, dobrze jest się trochę zmęczyć
-Masz jakąś ulubioną trasę ?
-Niekoniecznie. Po prostu biegnę tam, gdzie mnie nogi poniosą
-Rozumiem – uśmiechnął się – musimy kiedyś pobiegać razem
-Pewnie – przytaknęłam – a teraz nie zabieram Wam już czasu i lecę do siebie. Bawcie się dobrze na spacerze
-Dzięki i udanego wieczoru
-Pa Emily – Oli pomachała mi, po czym złapała za rękę swojego tatę
Uśmiechnęłam się patrząc jak trzyosobowa rodzina oddala się ode mnie. Ama i Brian szli objęci, a Olivia trzymała swojego tatę za rękę dumnie jak paw. Musiała mieć niesamowitą niespodziankę rano. Kiedyś się zastanawiałam, czy ona w ogóle go pamięta, ale na tyle na ile poznałam Amę to mogłam spokojnie stwierdzić, że nie ma takiej możliwości, aby pozwoliła córce zapomnieć o ojcu. Weszłam do budynku, gdy tylko rodzina zniknęła mi z pola widzenia. Zaczęłam się rozbierać zaraz po wejściu do mieszkania i marzyłam już, tylko o szybkim prysznicu i pożywnym śniadaniu. Zbliżała się godzina dwunasta, więc teoretycznie do „randki” miałam jeszcze kilka godzin. Ale wiadomo, że czas lubi uciekać przez palce. Wzięłam ekspresowy prysznic, żeby trochę opłukać się po bieganiu, a po nim ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i zeszłam do kuchni. Oczywiście zaczęłam od kawy, a zaraz potem zabrałam się za przygotowywanie śniadania, czyli owsianki z dodatkami. Bardzo zdrowo i bardzo pysznie. Moje ulubione śniadanie po bieganiu. Cały czas zastanawiałam się, w co powinnam się ubrać i jak się umalować. Chciałam wyglądać pięknie. Zaraz po zjedzonym posiłku zgarnęłam z kosmetyczki lakier do paznokci i zabrała się za ich malowanie. Postawiłam na lakier w kolorze róż, które wczoraj dostałam, czyli krwista-czerwień. Do tego wybiorę jakąś czarną sukienkę i będzie idealnie. Mała czarna zawsze się sprawdza. Siedziałam na kanapie, machając dłońmi i bojąc się zrobić cokolwiek, aby nie rozmazać lakieru na paznokciach. Jedyna czynność jaką wykonałam to było włączenie telewizora. Nie chciałam zanudzić się na śmierć. Na jednym z kanałów muzycznych leciała właśnie piosenka Ed’a Sheeran’a „Photograph”, więc uśmiechnęłam się smutno śpiewając razem z wokalistą. To prawda, że miłość może ranić, ale mimo wszystko nas wciąż do niej ciągnie. Chcemy być szczęśliwi, choć przez chwilę, chcemy poczuć, że żyjemy. A potem ... potem pozostają nam, tylko wspomnienia, wyryte w naszych głowach lub uwiecznione na fotografiach. Jednak miłość to coś więcej niż zranione uczucia czy wspomnienia. To coś co przydarza nam się w najmniej oczekiwanym momencie, to coś co sprawia, że oddychamy, to coś co sprawia, że nic inne się nie liczy. To coś o czym pragnie każdy. Ja to miałam. I straciłam to na własne życzenie. A teraz to odzyskam. Za wszelką cenę.


„And if you hurt me
Well that’s okay baby, only words bleed
Inside these pages you just hold me
And I won’t ever let you go” 

Półtorej godziny później leżałam w wannie pełnej wody rozkoszując się zapachem moich czekoladowych świeczek zapachowych. I w tamtym momencie nic więcej nie było mi potrzebne. Na spokojnie zrobiłam sobie peeling, ogoliłam dokładnie nogi i umyłam włosy. Spłukałam z siebie całą pianę, wytarłam skórę puszystym ręcznikiem i wysmarowałam całe ciało kokosowym balsamem do ciała. Uwialbiam jego zapach. I nie, tylko ja. Owinięta ręcznikiem zabrałam się za włosy. W pierwszej kolejności potraktowałam je specjalną pianką, po czym je wysuszyłam i nałożyłam odrobię olejku. Nie tylko wspaniale pachniały, ale były też miękkie i puszyte. Czyli wprost idealne. Założyłam czarne koronkowe majtki, cieliste pończochy i przeszłam do garderoby. Leżąc w wannie wpadłam na pomysł co powinnam założyć. Zdjęłam z wieszaka sukienkę, którą kupiła dla mnie moja najlepsza przyjaciółka, założyłam ją i przejrzałam się w lustrze. Powinno być dobrze. Do tego czarne klasyczne szpilki i niewielka kopertówka. Na koniec został mi do zrobienia jedynie makijaż. Na powiekach namalowałam eyelinerem czarne, identyczne, cienkie kreseczki, a usta podkreśliłam czerwoną szminką. Całość prezentowała się naprawdę dobrze. Było dopiero kilka minut po osiemnastej, a ja już byłam gotowa. Cholera, czy wypada mi jechać wcześniej i poczekać ? Moje wątpliwości chwilowo rozwiał dzwoniący telefon. Zerknęłam na wyświetlacz i widząc zdjęcie uśmiechniętej Ann, szybko przesunęłam palcem po wyświetlaczu.
-Cześć – powiedziałam wesoło
-Em – załkała do słuchawki
-Co się stało ? – spytałam zaniepokojona
-Musisz mi pomóc
-Dobrze, ale najpierw wyjaśnij mi o co chodzi
-Utknęłam w lesie, bez samochodu i pieniędzy – powiedziała wciąż płacząc - Mario nie odbiera telefonów
-Ann spokojnie, wyślij mi sms, gdzie dokładnie jesteś, a ja po Ciebie przyjadę – chciałam ją jakoś uspokoić, ale przez telefon to wcale nie jest takie proste – okej ?
-Okej – powiedziała cicho
-Wychodzę z domu i jadę po Ciebie. Niczym się nie przejmuj i spróbuj się uspokoić – powiedziałam chwilę przed tym, jak się rozłączyłam
Wrzuciłam do kopertówki wszystkie potrzebne rzeczy, założyłam czarny płaszcz i wyszłam z mieszkania zamykając je na klucz. Kilka minut później jechałam już swoim samochodem na miejsce, które wskzała mi modelka. To, tylko trzydzieści kilometrów od Dortmundu, na pewno uda mi się wrócić na czas i pójść do opery. A do tego zostanie mi jeszcze trochę czasu, aby pocieszyć przyjaciółkę i oddać ją w ręce narzeczonego. Może to zbyt egoistyczne i powinnam z nią zostać i odpuścić sobie opere. Przecież, jeśli mojemu tajemniczemu wielbicielowi zależy na naszym spotkaniu to znajdzie inny sposób, aby do niego doszło. Prawda ? Niecałe czterdzieści minut później zatrzymałam samochód i wypadłam z niego jak z procy.
-Kochanie – przytuliłam mocno zapłakaną modelkę – już jestem
-Och Emily – zawyła wtulając się we mnie
-Nie płacz proszę – pogładziłam ją w włosach – wsiądziemy do auta, porozmawiamy i potem zawiozę Cię do domu, dobrze ?
-Chcę porozmawiać z Mario – wyszeptała
-Oczywiście, niedługo spotkasz się z Mario
-Ale on nie odbiera ode mnie telefonów – pociągnęła nosem – i Marco też nie
-Co Marco ma z tym wspólnego ? – spytałam przez zaciśnięte gardło
-Są razem – ledwo zauważalnie wzruszyła ramionami – umawiali się na dziś już jakiś czas temu
-Och – westchnęłam – rozumiem
Wsiadłyśmy do samochodu, gdzie Ann odrobinę się uspokoiła i spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczami.
-Powiesz mi jak to się stało, że tu utknęłaś ?
-Miałam jechać do sklepu, ale mój samochód jest w serwisie, więc wezwałam taksówkę. Ten facet od początku wydawał się taki podejrzany – ukryła twarz w dłoniach
-Zrobił Ci coś ? – dotknęłam jej ramienia, chcąc dodać jej otuchy
-Nie – pokręciła przecząco głową – no może oprócz tego, że przywiózł mnie tutaj i okradł
-Cholera, tak mi przykro – objęłam ją – zgłosimy sprawę na policje
-On ma wszystko – jęknęła – pieniądze, karty, dokumenty, klucze od mieszkania
-Dobrze, w takim razie od razu jedziemy na policje – zarządziłam odpalając samochód – a Ty dzwoń do banku
Najszybciej jak się dało wróciłam z powrotem do miasta, podjechałam pod komisariat główny i razem z przyjaciółką weszłam do środka. Ann musiała złożyć obszerne zeznania i pomóc przy sporządzaniu rysopisu mężczyzny. A potem kazali nam czekać.
-Wszystko będzie dobrze – posłałam jej blady uśmiech
-Emily, mogę Cię o coś zapytać ?
-Pewnie
-Dlaczego jesteś tak elegancko ubrana ? Wyglądasz niesamowicie, masz jakieś plany na wieczór
-Raczej miałam – westchnęłam widząc, że wskazówki zegara pokazują dwudziestą dwanaście
-Opowiedz mi o tym – poprosiła
-Zaczęło się wczoraj. Kurier przywiózł mi ogromny bukiet kwiatów z okazji walentynek, w środku był bilecik, ale nikt się nie podpisał. Myślałam może, że to Twój Mario, ale on wszystkiego się wyparł. Ale, przecież jeden bukiet nic nie znaczy, prawda ? – spojrzałam na nią – ale gdy w nocy wracałam od Amy to na mojej wycieraczce leżał kolejny bukiecik, tylko dużo mniejszy i bilety do opery na dzisiaj. Miałam się tam spotkać z moim tajemniczym wielbicielem
-Powinnaś jechać
-Już jest za ...
-Pani Brommel, mam dla pani dwie wiadomości. Dobrą i złą – podszedł do nas policjant – pozwoli pani ze mną ?
-Proszę powiedzieć tutaj, nie mam tajemnic przed przyjaciółką – westchnęła
-Od której wiadomości powinienem zacząć ?
-Od dobrej – powiedziała, a ja złapałam ją za rękę
-Udało nam się namierzyć tego mężczyznę i odzyskać pani rzeczy
-W takim razie jaka jest zła wiadomość ? – spytała przerażona
-Znaleźliśmy go piętnaście kilometrów dalej. Jego samochód rozbił się o drzewo.
O cholera. Poczułam jak Ann mocno ściska moją dłoń, a z jej oczu wypłynęły kolejne łzy.
-Czy on żyje ? – spytała drżącym głosem
-Został przetransportowany do szpitala w stanie ciężkim. Nic więcej nie wiem
-Dziękuję – powiedziała – czy mogę już wrócić do domu ?
-Chwileczkę – zniknął na moment, po czym wrócił z torebką blondynki – może to pani wziąć
-Do widzenia – powiedziała wlokąc się do wyjścia
-Ja to wezmę – sięgnęłam po torebkę – dziękujemy i do widzenia
-Do widzenia – powiedział wzdychając ciężko
Ann przez całą drogę do domu nie odzywała się do mnie ani słowem. Martwiłam się o nią, to wszystko bardzo nią wstrząsnęło. A na dodatek, żadna z nas nie mogła dodzwonić się do Mario. Cholera jasna. To miał być takie piękny wieczór.
-To może wejdę na herbatkę ? – zażartowałam
-Nie musisz, dam sobie radę sama
-Wiem, że to co się stało ...
-Emily szkoda mi tego faceta, ale to nie była moja wina i nie będę się obwiniać – westchnęła – po prostu jestem wciąż zestresowana, zaskoczona i bardzo zmęczona
-Nie chcę Cię zostawiać samej
-Powinnaś – uśmiechnęła się – może jeszcze zdążysz na swojego spotkanie z tajemniczym wielbicielem
-Ty jesteś dla mnie ważniejsza – westchnęłam – poważnie. Może to tylko jakiś głupi żart
-A może to ktoś warty uwagi
-Nie
-Skąd wiesz, że nie ? – oburzyła się
-Bo, tylko Marco jest warty uwagi – zawołałam – a sama powiedziałaś, że on jest razem z Mario
-No tak – skrzywiła się – ale to nie znaczy, że to nie on
-Wiem – powiedziałam cicho
-Jest za kwadrans dziewiąta – powiedziała – może jeszcze na Ciebie czeka
-Sprawdzę to – posłałam jej uśmiech – na pewno nie chcesz, żebym z Tobą została ?
-Absolutnie – machnęła ręką – wezmę gorącą kąpiel i położę się spać. A jutro porozmawiam z Mario
-W razie czego dzwoń – poprosiłam – nie wyciszę telefonu
-Dobrze – przytuliła mnie – dziękuję, za to co dla mnie zrobiłaś
-Od tego są przyjaciółki – zachichotałam – zawsze Ci pomogę
-Powodzenia mała – odparła wysiadając – trzymam kciuki
-Pa ! – pomachałam jej
Odjechałam dopiero, gdy kobieta weszła do domu, a światło w przedpokoju się zapaliło. Chciałam, żeby on tam jeszcze na mnie czekał, żeby wszystko się udało. Żeby to był Marco. Wciąż miałam nadzieje, a przecież nadzieja umiera ostatnia. Niestety nic nie szło po mojej myśli. Utknęłam w jakimś dziwnym, niedzielnym korku, więc na miejsce dojechałam, gdy było piętnaście po dziewiątej. Rozglądałam się dookoła, ale nikogo nie było. Kompletne pustki. W budynku dowiedziałam się, że wszyscy weszli do sali i nikt nie czekał. Zrezygnowana stanęłam na chodniku i zła na siebie rozpłakałam się jak dziecko. Nie zdążyłam. Straciłam swoją szasnę na poznanie swojego tajemniczego wielbiciela. Wytarłam chusteczką mokre policzki i wydmuchałam nos. I gdy chciałam ją wyrzucić do śmietnika to coś przykuło moją uwagę. Bukiet krwistoczerwonych róż. Wepchnięty do śmietnika. Był tutaj. Czekał na mnie, a ja się nie pojawiłam. I odszedł.

[Marco] 

-Dokąd się wybierasz ? – spytała moja dziewczyna, gdy zakładałem w przedpokoju kurtkę
-Umówiłem się z Mario – skłamałem – pewnie wrócę późno
-Akurat dziś ? – jęknęła – myślałam, że może spędzimy razem wieczór
-Wczoraj spędziliśmy cały dzień razem – pocałowałem ją w czoło
-Wiem i było bardzo przyjemnie – uśmiechnęła się – musisz wychodzić ?
-Obiecałem
-W porządku – odpuściła – bawcie się dobrze
-Nie czekaj na mnie! – powiedziałem wychodząc
Wszedłem do windy, zjechałem na parking podziemny i wsiadłem do swojego sportowego auta. Odjechałem z piskiem opon, w kierunku stadionu. Jednak po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni.
-Dzień dobry – uśmiechnąłem się do florystki
-Dzień dobry – powiedziała uprzejmie – w czym mogę panu pomóc ?
-Poproszę o bukiet czerwonych róż, najlepiej duży i najpiękniejszy jaki uda się pani zrobić
-Oczywiście – uśmiechnęła się – dla ukochanej ?
-Tak – przytaknąłem
-W takim razie zabieram się do pracy – odparła zadowolona
Dziesięć minut później podała mi idealny bukiet, za który zapłaciłem i opuściłem kwiaciarnię. Na stadion nie miałem daleko, więc pojawiłem się tam dość szybko. Wszedłem przy pomocy wejściówki, wcześniej rozmawiając ze swoim ulubionym ochroniarzem.
-No Reus nie śpieszyłeś się – zaśmiał się Mario, gdy wszedłem do szatni
-Musiałem jeszcze kupić kwiaty – wyjaśniłem
-Spodobają jej się – uśmiechnął się – wstaw je do wazonu
-Dziękuję, że mi pomagasz
-Sam, przecież nie dasz rady zawiązać sobie krawata – zaśmiał się, a ja przewróciłem oczami
-Czuję się, jakbym zdradzał Caroline
-W pewnym sensie to właśnie robisz
-Miałem nadzieje, że jakoś mnie pocieszyć
-A jak mam Cię pocieszyć ? Znasz moje zdanie w tej kwestii – westchnął – powinieneś ją rzucić w cholerę i związać się z Emily
-Mario nie wiem, czy Emily mnie chce
-I, dlatego wolisz mieć otwarte obie furtki ? – przewrócił oczami
-Nie do końca, o to chodzi – ukryłem twarz w dłoniach – po prostu nie chcę ranić Caroline
-Prędzej, czy później będziesz musiał
-Jak jest między Em i Theo ? – spytałem zmieniając temat
-On jest tam, a ona jest tu. Nie zanosi się, żeby było inaczej – wzruszył ramionami
-Czyli ona nie chcę do niego lecieć ?
-Nie, dam sobie rękę uciąć, że modli się, aby ten nie wracał zbyt szybko
-Jest tak źle ?
-Ich związek wisi na cienkim włosku Marco – mruknął – jeśli ona poleci do niego albo on przyleci tutaj wcześniej to znaczy, że będą o to walczyć, ale mi się nie wydaję, żeby do tego doszło
-Rozumiem – kiwnąłem głową
-A po za tym, po dzisiejszym wieczorze wątpię, żeby Emily myślała o Theo – wyszczerzył zęby w uśmiechu
-Mogłem najpierw porozmawiać z Caroline – westchnąłem
-Będziesz miał jeszcze czas – poklepał mnie po ramieniu – a teraz masz go nie za wiele
-Cholera – zerknąłem na zegarek – muszę się szykować
-No co Ty nie powiesz ? – zaśmiał się
-Masz mój garnitur ? – spytałem rozbierając się pospiesznie
-Oczywiście, że tak
-Dobra, to lecę szybko pod prysznic
-Migusiem – zawołał śmiejąc się
Pięć minut. Tylko tyle wystarczyło mi, żeby wziąć prysznic. Kolejne pięć, żeby się ubrać. Czarny garnituru, biała koszula i czarny, cienki krawat. Czyli standardowo. Mam nadzieję, że Emily się spodoba. A jak nie to przekonam ją czymś innym niż swoim nienagannym wyglądem. Ale, żeby taki był musiałem ułożyć jeszcze włosy. To zajęło mi zdecydowanie najwięcej czasu.
-Gotowy – westchnąłem – jak wyglądam ?
-Pięknie ptysiu – zażartował robiąc do mnie maślane oczy
-Jesteś idiotą – zaśmiałem się
-Emily padnie jak Cię zobaczy – puścił mi oczko – albo się na Ciebie rzuci
-Chyba wolę to drugie – sięgnąłem po płaszcz – ile mam czasu ?
-Kwadrans – zerknął na zegarek
-W porządku, zdążę dojechać – wziąłem do ręki kwiaty
-Powodzenia Reus
-Dzięki Gotze – uśmiechnąłem się
-Informuj mnie na bieżąco ! – zawołał zanim wyszedłem Zadowolony opuściłem stadion, pożegnałem się z ochroniarzem dziękując mu, że pozwolił mi się tu przygotować i skierowałem swoje kroki na parking. Wsiadłem na miejsce kierowcy, położyłem kwiaty na miejscu pasażera i odpaliłem samochód. Na miejsce dojechałem dwie minuty przed czasem, więc nie zastanawiając się długo zaparkowałem na pierwszym wolnym miejscu i wysiadłem z samochodu. Stanąłem tuż koło wejścia, czekając na swoją „spóźnioną walentynkę”. Bałem się, że ludzie będą podchodzili do mnie oczekując autografów i zdjęć, ale na szczęście byli tak zaaferowani sobą i pośpiechem, że nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi. Nie dostrzegłem też, żadnych fotoreporterów, więc mogłem być spokojny. Nasze zdjęcia nie trafią jutro na żadne okładki. Z każdą kolejną minutą byłem coraz bardziej zestresowany. Już dawno powinniśmy być w środku, a kobiety jak nie było tak nie ma. Spojrzałem na zegarek, a jego wskazówki pokazywały, że jest ósma trzydzieści. Nawet, jeśli Emily się pojawi to do opery jej nie zabiorę. Czas mijał, a nadzieja znikała. Rozglądałem się jak wariat marząc o tym, żeby ujrzeć w oddali szatynkę, ale po prostu nic nie ujrzałem. W promieniu kilkuset metrów nie było żywej duszy. Starałem się nie myśleć, o tym, że kobieta po prostu zdecydowała się nie przyjść, ale coś nagle jej wypadło. Ale, gdy zobaczyłem na zegarku, że jest dziesięć po dziewiątej to zrezygnowany wyrzuciłem kwiaty do śmietnika i powlokłem się do samochodu. Kilka minut siedziałem jeszcze, opierając głowę o kierownice, aż w końcu odpaliłem samochód i odjechałem w stronę domu.
*****

Trzymamy kciuki za naszą Reprezentację! Do boju chłopaki!

piątek, 4 listopada 2016

17.

[Emily]
Jęknęłam patrząc na datę w kalendarzu. Czternasty dzień lutego. Święto zakochanych. Walentynki. W moim przypadku to chyba walę w tynki. No dobrze, oficjalnie nie jestem singielką, więc powinnam się cieszyć i obchodzić uroczyście ten dzień. Jednak moje relacje z Theo są na tyle skomplikowane, że mogę nazwać się półsingielką. Nie chciało mi się wstawać, najchętniej przeleżałabym cały dzień w łóżku i udawała, że nie wiem jaki jest dzień. No ewentualnie mogłabym odebrać kwiaty od jakiegoś tajemniczego wielbiciela albo chociaż czekoladki. Mogłabym wtedy zajeść mój podły nastój. Po obejrzeniu chyba wszystkich programów śniadaniowych i powtórek seriali sprzed dziesięciu lat w końcu podniosłam się z łóżka. Skoro i tak nie zamierzałam nigdzie wychodzić, to założyłam czarne leginsy i obcisłą koszulkę na ramiączka. Na zewnątrz jest bardzo zimno, w końcu to środek lutego, ale w mieszkaniu jest prawie, że gorąco. Włosy związałam standardowo w koka, zgarnęłam telefon i książkę z szafki nocnej, po czym przeszłam do salonu. Jeszcze zrobiłam sobie kawę, przykryłam się kocem i mogłabym tak siedzieć do jutra. Niestety, gdy byłam w połowie piątego rozdziału do drzwi zadzwonił dzwonek. Poderwałam się z miejsca, pobiegłam do przedpokoju i podniosłam słuchawkę domofonu.
-Słucham ?
-Dzień dobry, poczta kwiatowa. Mam przesyłkę dla pani Emily Brown
Och.
-Proszę, czwarte piętro, mieszkanie numer szesnaście - powiedziałam otwierając drzwi wejściowe od apartamentowca
Dosłownie dwie minuty później powitałam kuriera przed drzwiami od swojego mieszkania. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłam jak wielki bukiet trzyma mężczyzna w dłoniach.
-Pani Emily Brown ?
-Tak, to ja - uśmiechnęłam się
-To dla pani - podał mi bukiet - proszę tutaj pokwitować
-Oczywiście - złożyłam podpis na specjalnej karcie - czy mogę wiedzieć kto jest nadawcą ?
-Przykro mi, ale nadawca chciał zostać anonimowy
-Och, oczywiście. Bardzo dziękuje
-Miłego dnia - posłał mi profesjonalny uśmiech i zniknął w windzie
Dopiero, gdy zamknęłam drzwi to zaczęłam zachwycać się nad kwiatami. Ogromny bukiet krwistoczerwonych, długich róż. Bez żadnych niepotrzebnych dodatków, no chyba, że liścik jest dodatkiem. Miałam nadzieje, że ktoś się podpisał, ale niestety na karteczce było napisane jedynie: „Wesołych Walentynek". Cholera. Chciałam kwiaty od tajemniczego wielbiciela to dostałam. Udało mi się znaleźć jakiś duży wazon, nalałam do niego zimnej wody i włożyłam kwiaty. Były tak niesamowicie piękne, że postawiłam je w salonie na stoliku do kawy. Potem wzięłam do ręki telefon i wykręciłam jeden z trzech numerów osób, o których pomyślałam.
-Cześć mała, co tam ?
-Cześć Mario - zachichotałam - mam do Ciebie pytanko
-Wal śmiało - zachęcił mnie
-Czy to Ty wysłałeś mi kwiaty walentynkowe ?
-Słucham ? - zaśmiał się, a ja poczułam, że się rumienie
-Dostałam kwiaty, ale nie wiem od kogo - westchnęłam - szukam winnego
-To nie ja, przykro mi
-Rozumiem, dzięki
-Jakieś plany na dzisiejszy dzień ?
-Siedzę w domu i czytam książkę, a Ty coś ciekawego zaplanowałeś ?
-Zabieram Ann na kolacje i do teatru
-Fantastycznie - uśmiechnęłam się sama do siebie - bawcie się dobrze
-Dzięki, mam nadzieje, że Twój wieczór będzie równie udany co nas
-Trzymaj kciuki - zaśmiałam się - i za wszelką cenę nie pozwalaj Ann tutaj do mnie przyjeżdżać
-Ależ ja nie mam nic przeciwko, żebyśmy wpadli po teatrze
-Ale ja mam - jęknęłam - nie musicie ciągle mnie pocieszać i dotrzymywać mi towarzystwa. Dam sobie radę, a Wy ten wieczór spędźcie, tylko we dwoje
-Jesteś pewna ?
-Oczywiście
-W porządku, ale nie obiecuje, że uda mi się ją powstrzymać - zażartował
-Okej - zachichotałam
Już chciałam się żegnać, ale wtedy Mario coś mruknął do słuchawki.
-Może te kwiaty są od Ma... cholera! To bolało! - usłyszałam, po czym połączenie się przerwało
-Mario ? Halo ? Mario ?! - spróbowałam jeszcze, ale odpowiedziała mi głucha cisza
Ehh. Pewnie jest na treningu i wygłupiają się z chłopakami. Nie do końca przemyślałam wydzwanianie do niego. Odłożyłam telefon na stolik, znów odkryłam się kocem i po krótkim przyglądaniu się różom, wróciłam do czytania książki. Jak na złość był to romans i akcja między głównymi bohaterami zaczęła się rozkręcać. Chociaż lubię czytać, a szczególnie takie powieści to w walentynki (a przynajmniej tegoroczne) drażni mnie wszystko co jest związane z miłością i zakochanymi w sobie ludźmi. No może oprócz dostawania kwiatów od tajemniczego wielbiciela, chociaż nie mam pewności, że to mężczyzna, ani, że ten ktoś jest we mnie zakochany. Zawsze może się okazać, że to Ann jest nadawcą. Gdy skończyłam czytać to na zewnątrz było już ciemno, ale wcale nie tak późno. Długo zastanawiałam się co ze sobą zrobić. Aż w końcu nie przebierając się nawet wyszłam z mieszkania zgarniając wcześniej butelkę wina. Zeszłam, jedynie piętro niżej i zapukałam do drzwi numer dziewięć.
-Hej - uśmiechnęłam się do kobiety
-Hej, co Cię do mnie sprowadza ?
-Walentynki - westchnęłam wskazując na butelkę - napijesz się ze mną ?
-Bardzo chętnie – zaśmiała się – Oli jest u dziadków, więc siedzę sama
-Cudownie! – powiedziałam wchodząc do środka – pogadamy sobie
-Dobry pomysł, już nie mam z kim gadać – westchnęła
Zdjęłam buty w przedpokoju, po czym razem ruszyłyśmy do kuchni. Kobieta podała nam kieliszki, ale nie mogła nigdzie znaleźć korkociągu, a gdy wreszcie go znalazła to okazało się, że to jakiś staruszek i będzie trudno otworzyć nasz trunek.
-Wiesz ile razy w życiu otwierałam wino ? – zaśmiałam się – zaledwie kilka, a jak już to robiłam to czymś bardziej nowoczesnym
-Kochana ja w Ciebie wierzę – puściła mi oczko – nie wiem, gdzie są inne korkociągi
-Może nie miałaś innych – zażartowałam
-Pewnie zagubiły się przy przeprowadzce ... – przerwała na chwilę - ... kilka lat temu
Obie głośno się roześmiałyśmy, ale musiałam się opanować, bo chciałam się napić, a otworzenie wina nie zajmie mi dwóch minut. Zajęło dosłownie dziesięć i to jakimś cudem. Wyrzuciłam to gówno, gdy tylko butelka była otwarta.
-Sory Ama – powiedziałam patrząc na nią przepraszająco – kupię Ci kilka normalnych, ale nie używaj już tego
-Okej – zachichotała – trzymam Cię za słowo
-Moje słowo jest wiele warte – uśmiechnęłam się szeroko – możesz mi zaufać
-Dobra, a teraz mów, o czym chciałaś rozmawiać
-O wszystkim – westchnęłam – dostałam dzisiaj kwiaty
-Walentynkowe ? – spytała uśmiechnięta
-Dokładnie tak – upiłam łyk trunku
-Od kogo ?
-Nie mam bladego pojęcia – jęknęłam – liścik nie był podpisany, a kurier powiedział, że nadawca chciał zostać anonimowy
-A masz jakieś pomysły ? – spytała zaciekawiona
-Dzwoniłam do Mario, ale to nie on, a Theo odpada na sto procent – westchnęłam ciężko – a nawet, jeśli to by się podpisał
-To może Marco ? – zasugerowała to, o czym starałam się nie myśleć
-Na pewno nie – odparłam niepewnie – nie, po tym co się ostatnio stało
-A może jednak ? To w końcu on Cię pocałował i to dwa razy
-Tak, ale jednak potem stwierdził, że nie możemy się spotykać. Dlaczego, więc nagle chciałby wysyłać mi kwiaty w Święto zakochanych ? Ma swoją dziewczynę i to z nią powinien obchodzić to święto
-Em, a może on tak lubi na dwa fronty
-Nie Ama, znam go na tyle długo, że wiem, że to nie jest prawda. Poważnie, to nie jest ten typ
-Okej, rozumiem. Masz racje, w końcu ja też go poznałam
-Chciałabym, żeby on kochał mnie tak bardzo jak ja go kocham – przekręciłam kieliszek w dłoniach – czemu wydawało mi się, że udało mi się pozbierać i ułożyć na nowo życie skoro to jemu się to udało ? Moje życie, tylko się wali. Od góry do dołu
-On Cię kocha – zaświergotała – ja to wiem i Ty to wiesz i wszyscy to wiedzą. Nawet on to wie, tylko po prostu się oszukuję
-Fantastycznie powiedziane – przewróciłam oczami
-Powiem Ci więcej – zaśmiała się sama w siebie – jakaś blond kulka przysłania mu widok. Jest jak klapki na oczach
-Jesteś okropna – zaśmiałam się – to było straszne
-Słuchaj Em są Walentynki, możesz się upić, zadzwonić do niego i wyznać mu miłość. Jeśli Cię kocha to zareaguje, a jeśli jednak nie to zawsze możesz zrzucić wszystko na alkohol
-A jak odbierze Caroline to zaliczę wtopę
-Zrzucisz na alkohol albo powiesz, że chciałaś zadzwonić do Theo
-Kobiety naprawdę są takie przebiegłe ? – skrzywiłam się
-Jeśli chodzi o miłość ich życia to tak
-A Ty byś tak zrobiła ?
-Nie wiem – przyznała szczerze – ale myślę, że walczyłabym jak lwica, jeśli tylko by trzeba było
-Głupio mi – położyłam głowę na stole jęcząc cicho – jestem taka głupia
-Chyba coś chcesz mi jeszcze powiedzieć, prawda ?
-Caroline chce się ze mną zaprzyjaźnić – powiedziałam szybko
-ŻE CO ? – zawołała głośno
-To trochę skomplikowane – mruknęłam
-Nie kochana to nie jest skomplikowane, to jest pojebane – powiedziała oburzona – co ona sobie wyobraża ?
-Ona sobie wyobraża, że ja już nie kocham jej faceta i nic do nigo nie mam. No może oprócz przyjaźni, czy coś w tym stylu
-W tym stylu to jest też sex bez zobowiązań – zaśmiała się, a ja przewróciłam oczami
-Śmiem twierdzić, że już się upiłaś moja droga – uśmiechnęłam się
-Posłuchaj Emily może to co powiem wyda Ci się głupie, ale zastanów się nad tym na spokojnie. Jutro. W poniedziałek. A nawet za miesiąc – spojrzała mi w oczy – Caro doskonale zdaje sobie sprawę, że Ty i Marco się kochacie, więc teraz zrobi dosłownie wszystko, żeby nie dopuścić do Waszego pojednania. Pierwszym krokiem jest uśpienie Twojej czujności i zaprzyjaźnienie się z Tobą. Prawda jest taka, że jeśli załapiecie kontakt to nie będziesz chciała odbierać jej Marco, bo uznasz, że to jest nie fair. Kolejnym krokiem będzie wplątanie go w coś zagmatwanego. Może nie w kredyt, ale może w ślub czy dziecko. A na końcu doprowadzi do tego, że będzie chciała znaleźć Ci nową miłość. Chociaż zważając na fakt, że raczej czeka na to, aż Marco jej się oświadczy to najpierw poszuka Ci faceta. Wiesz co Ty musisz zrobić ? Musisz wziąć dupę w troki i pogadać z nim, powiedzieć mu co czujesz i błagać go o kolejną szansę. On potrzebuje impulsu, jeśli nie dostanie go od Ciebie to nic nie zrobi. A potem oboje do końca życia będziecie nieszczęśliwi
-Masz rację, naprawdę masz racje – zamknęłam na chwilę oczy – ale dalej pozostaje mi niewyjaśniona sprawa z Theo
-W takim razie najpierw załatw z nim wszystkie sprawy, a potem idź do Marco. Zrób to jak najszybciej
-Okej – posłałam jej uśmiech – jutro postaram zarezerwować się lot do Seattle
-I tak właśnie masz działać – zachichotała – szybko!
-Miłość nie będzie na mnie czekać, co ?
-Myślę, że wystarczająco długo już czekała – westchnęła
-A Ty nie za długo już czekasz ?
-Zdecydowanie, ale wciąż mam nadzieje – uśmiechnęła się smutno – ja wiem, że on wróci
-Boisz się o niego, prawda ?
-Jak cholera – przyznała – każdego dnia modlę się, żeby nikt tu nie przyjechał, żeby poinformować mnie, że on nie żyje
-Żyje i walczy, a kiedyś wróci do Was i będziecie znowu w komplecie
-Obyś miała racje – odchyliła się na krześle i wtedy właśnie niefortunnie oblała się winem – cholera!
-Idź szybko do łazienki i to zapierz, bo inaczej nie zejdzie
-To moja ulubiona koszulka – jęknęła
-Idź – ponagliłam ją – ja tu poczekam
Kobieta zdążyła zamknąć się w łazience, gdy do moich uszu dobiegło ciche pukanie do drzwi wejściowych. Dziwne, już jest strasznie późno. Niechętnie podniosłam się z krzesła i podeszłam do drzwi, aby otworzyć. Ku mojemu przerażeniu za drzwiami stał młody, wysportowany mężczyzna w mundurze US Army. Od razu pomyślałam, o tym co przed chwilą powiedziała mi Ama i o tym jak ją pocieszałam. Nie. Jeśli jej mąż nie żyje to ona nie może dowiedzieć się dzisiaj, nie teraz, nie w takim momencie. Przełknęłam ciężko ślinę przyglądając się mężczyźnie. Był naprawdę przystojny, choć na jego twarzy można było zauważyć drobne blizny. W jego oczach widziałam trud walki na wojnie, ale także zmęczenie i pewien rodzaj zdziwienia. Nie wiem, dlaczego, ale amerykańskie mundury wojskowe zawsze mnie fascynowały. I wtedy właśnie to zobaczyłam. Aż dziwne, że dopiero teraz. Po prawej stronie wyszyte czarnymi, drukowanymi literami było nazwisko. WALKER. O kurwa. To jest mąż Amy. Tata Olivii. To jest Brian Walker.
-Brian – wyszeptałam – to Ty jesteś Brian
-Tak, to ja – powiedział niepewnie – a Ty kim jesteś ?
-Emily Brown – przedstawiłam się – jestem sąsiadką i mieszkam na górze
-Racja – uśmiechnął się – Ama coś mi wspominała
-Wróciłeś ? – spytałam patrząc na jego rzeczy – na stałe ?
-Tak – potwierdził – czy moja żona jest w domu ?
Cholera. Nie odpowiadając na jego pytanie rzuciłam mu się w ramiona przytulając go mocno i śmiejąc się wesoło. On naprawdę wrócił. Teraz. Wrócił do swojej rodziny. Już na stałe.
-Emily ? Czy coś się ... – kobieta przerwała w pół słowa – o mój Boże
-Witaj kochanie – przemówił żołnierz tuż po tym jak się od niego odsunęłam
-Brian – powiedziała wzruszona – co Ty tutaj robisz ?
-Wróciłem – wzruszył ramionami – i chciałem Cię zapytać, czy zgodzisz się zostać moją walentynką ?
-Ale ...
-Masz jakieś czterdzieści sekund na odpowiedź – powiedział zerkając na zegarek – w przeciwnym razie będzie już po walentynkach
-Tak! Tak! Tak! – zawołała rzucając się na niego – oczywiście, że się zgadzam
-Kocham Cię – pocałował ją
-Ja już pójdę – powiedziałam cicho – zgadamy się za kilka dni
-Dziękuję za towarzystwo Em ! – zwróciła się jeszcze do mnie – i powodzenia !
-Dobrej nocy – mrugnęłam do nich i uciekłam do siebie na górę
Zdecydowanie to jest dzień, w którym wszystko mnie zaskakuje. I to w dodatku, na każdym kroku. Na mojej wycieraczce leżał bukiecik mini różyczek, a obok koperta. Zaciekawiona sięgnęłam najpierw po nią, wyjęłam z niej bilety do opery i krótki liścik.

„Po prostu przyjdź. I bądź moją spóźnioną walentynką”
Rozejrzałam się po klatce schodowej, ale nikogo nie zauważyłam. Widocznie to musiało zostać tu podrzucone niedługo po tym jak wyszłam do mojej sąsiadki. Kurcze. Czemu ten mój „tajemniczy wielbiciel” nie podpisuje się nawet pierwszą literką imienia, ani nie piszę odręcznie. Gdyby to był ktoś kogo znam ... Marco, czy Mario, a nawet Theo to rozpoznałabym pismo. A tak mam zagadkę. Ale jedno wiem na pewno. Jutrzejszy wieczór spędzę w operze. Zabrałam kopertę i bukiecik do mieszkania, włożyłam kwiaty do małego wazonu i razem z nimi udałam się do sypialni. Miło będzie rano otworzyć oczy i spojrzeć na róże stojący na szafce nocnej. Nawet, jeśli są dużo mniejsze od tych w salonie. I tak je kocham. Jeszcze bardziej kochałabym je, gdybym wiedziała od kogo są ... ale wytrzymam do jutra i wtedy się dowiem.
Chciałabym, żeby to był Marco. Mimo wszystko.
Proszę, żeby to był on.
Do późna leżałam w łóżku i szukałam biletu na jeden z najbliższych lotów do Seattle. Było mi obojętnie, gdzie będę musiała się przesiadać. Jednak do końca przyszłego tygodnia wszystkie bilety zostały wykupione, a potem loty są ciężkie i niebyt przyjemnie. Ale nie miałam na to wpływu, musiałam się poświęcić. Dla miłości. Zarezerwowałam lot na poniedziałek dwudziestego trzeciego lutego. Będę musiała lecieć w nocy, przesiadać się w Monachium, a potem znowu w Londynie. To będzie naprawdę długa podróż. Zastanawiałam się, czy jest sens informować Theo o moim przyjeździe, ale przecież nie mogę tam lecieć bez uprzedzenia go. On też musi mieć czas, żeby zorganizować tam sobie dla mnie trochę czasu. Chociaż ja dużo go nie potrzebuję. Wystarczy mi kilkanaście minut na poważną rozmowę. Ale na pewno nie przeprowadzę jej na spontanie. Przygotuję sobie długą, szczerą przemowę i nauczę się jej na pamięć. I zrobię wszystko, aby przekonać prawnika, że naprawdę coś do niego czułam. Tylko nie mogę już dłużej walczyć ze swoimi najważniejszymi uczuciami, tymi, które żywię jedynie do mojego byłego narzeczonego. A jak już porozmawiam sobie z Theo i jakoś go przekonam, to wrócę do Dortmundu i jeśli będzie trzeba to na kolanach będę błagać piłkarza, żeby wyznał mi miłość i był ze mną do końca naszych dni. Tak jak to kiedyś planowaliśmy.

Po załatwieniu wszystkich formalności odłożyłam laptopa na drugą stronę łóżka, rozebrałam się do bielizny i ułożyłam się w łóżku. Morfeusz dopadł mnie niezwykle szybko i zamienił mój sen w coś cudownego. Tej nocy śniłam o Marco Reusie ... Miłości mojego życia. 
*****

Kochani ... zazwyczaj się nie tłumaczę, ale dzisiaj ... dzisiaj zawalił Blogger. Walczyłam z nim kilka godzin, ponieważ postanowił usunąć wszystkie posty. Na szczęście wszystko udało mi się odzyskać. I spokojnie ... komentarze zostały <3 Na pewno ucieszy to mojego ulubionego Anonimowego Hejterka :D Pozdrawiam Cię kolego ... lub koleżanko :) 
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku ;)

piątek, 28 października 2016

16.

[Emily]
Samolot do Londynu z Theo na pokładzie odleciał godzinę temu, a ja siedziałam na kanapie owinięta grubym kocem i wpatrywałam się w wyłączony telewizor. Cały czas rozmyślałam nad tym, czy dobrze zrobiłam nie przeprowadzając z moim mężczyzną poważnej rozmowy o naszej przyszłości. Oczywiście nie powiedziałam mu też o tym, że całowałam się z byłym narzeczonym. Dwukrotnie. I dwukrotnie zostałam odrzucona.
-Nie uważasz, że to okropne, że dwa razy zostałam odrzucona przez tego samego faceta ? – spytałam krzątającej się po kuchni Ann
-Uważam, że to bezczelne, bo to on Cię pierwszy pocałował. I to w dodatku dwukrotnie – westchnęła
-On zaczął i on skończył – powiedziałam cicho
-To niech lepiej on to naprawi – mruknęła wchodząc do salonu – zbieraj się, wychodzimy
-Gdzie ?
-Przejdziemy się na spacer albo do jakiejś kawiarni
-Nie chcę, nigdzie wychodzić Ann – pokręciłam przecząco głową
-Oj przestań, chcesz tu zgnić ?
-Tak – zachichotałam – na zewnątrz jest zimno, szaro i nieprzyjemnie. Po co mamy wychodzić ?
-To może zadzwonię do Mario, żeby przyjechać i coś razem porobimy – zaproponowała
-Pewnie, będzie miło – uśmiechnęłam się – ale niech ten Twój głupi narzeczony nie wpadnie na pomysł ściągnięcia tu swojego przyjaciela
-Spokojnie. Wybiję mu to z głowy – posłała mi pokrzepiający uśmiech – a po za tym i tak byśmy go tu nie wpuściły
-True – zaśmiałam się
-Posuń się – wcisnęła się koło mnie i zabrała mi pół koca
-Miałaś dzwonić do Mario – położyłam głowę na jej ramieniu
-Wysłałam sms, napisał, że wpadnie i przyniesie nam coś do jedzenia
-Fantastycznie, bo ja mam za mało rzeczy w lodówce – przewróciłam oczami – Theo wykupił pół sklepu, żebym nie głodowała, a mama chciała mi zrobić obiady w słoikach
-Dlaczego ? – wybuchła śmiechem
-Z tego samego powodu, dla którego jesteś tutaj ze mną. Boicie się, że jak będę sama to się załamię i będzie problem
-Wiesz, że to nie prawda – skrzywiła się
-Yhmm
-A po za tym Twoja mama na pewno nie myśli, że się załamiesz – szturchnęła mnie – widziała Cię z Marco
-Tak i zauważyła, że się całowaliśmy – jęknęłam
-Wszyscy to zauważyli
-Nie pocieszasz mnie
-A powinnam ? – zażartowała
-Zdecydowanie – zachichotałam
-Theo prosił, żebyśmy o Ciebie dbali, ale nie będziemy z Tobą cały czas Em
-To dobrze – odetchnęłam z ulgą – serio, bardzo się cieszę, że będę miała trochę wolności
-A wymyśliłaś już jak i kiedy powiesz Theo o tym, że całowałaś się z Marco ?
-Na razie nie – westchnęłam – cały czas się zastanawiam
-Powinnaś to zrobić jak najszybciej, może jak wybierzesz się do niego do Seattle
-Jeszcze nie wiem, czy w ogóle się wybiorę – zamknęłam na chwilę oczy – nie chcę, żeby wyglądało to tak jakby bardzo mi na nim zależało
-Okej, ale przez telefon tego nie załatwisz – stwierdziła
-Wiem, a jakbym poczekała, aż on wróci ?
-Wróci za dwa miesiące, do tego czasu zamierzasz udawać ?
-Nie będę nic udawać – oburzyłam się
-Poleć do niego za dwa tygodnie, powiedz mu i po sprawie – doradziła mi – nie możesz w kółko go zwodzić, a jak chcesz zawalczyć o Marco to najwyższa pora
-Daj spokój Ann. Nie zamierzam o nikogo walczyć
-Jesteś pewna ? – zmarszczyła brwi
Chciałam coś opowiedzieć, ale zanim zdążyłam zastanowić się nad tym co powiem to modelka poderwała się z kanapy i pobiegła otworzyć drzwi. Słyszałam jak rozmawia z Mario w przedpokoju, ale na szczęście słyszałam, tylko ich. Będziemy we trójkę.
-A co to za piękna istota na kanapie – usłyszałam
-Księżniczka – powiedziałam dziecięcym głosem – co mi przywiozłeś?
-Same pyszne rzeczy – wskazał na papierowe torby, które trzymał w rękach
-Pytam o konkrety – mruknęłam wygrzebując się z koca
-Zrobimy sobie sushi i może suflety. Co Ty na to ?
-Wspólne gotowanie ? – spytałam uśmiechając się szeroko – z Tobą zawsze!
-No to dawaj tu ten swój wielki tyłek
-Wypraszam sobie! – prychnęłam
-Zdemolujemy Ci kuchnie, ale co tam – zaśmiała się przyszła pani Gotze
-Trochę demolki nikomu jeszcze nie zaszkodziło – machnęłam ręką
Wszyscy ubraliśmy fartuchy, rozpakowaliśmy zakupy zrobione przez piłkarza i zabraliśmy się do gotowania. Oczywiście najpierw przygotowaliśmy sobie wszystkie potrzebne rzeczy, ale przecież w kuchni improwizacja też jest potrzebna. Chyba, że coś nie wyjdzie to wtedy powinno zajrzeć się do książki kucharskiej. A z Mario to raz wychodzi, a raz nie. Nigdy nic nie wiadomo. Na początku zabraliśmy się za sushi, bo przecież suflety robi się tylko kilkanaście minut. Ile mieliśmy przy tym zabawy! Śmialiśmy się tak długo, że brzuch mnie bolał, ale w pozytywnym znaczeniu oczywiście.
-To co dajemy jeszcze ?
-Wystarczy, następny zrobimy może z łososiem – uśmiechnęłam się patrząc jak Gotze sprawnie sobie radzi
-Wino mam, mam wino! – zawołała Ann-Kathrin pokazując nam butelkę – na trzeźwo nie powinno się gotować
-Coś czuję, że będę Was zbierał z podłogi – zażartował szatyn
-Ja chyba podziękuję – skrzywiłam się – jakoś ostatnio nie mam dobrych skojarzeń z alkoholem
-Z alkoholem może nie, ale z Marco na pewno – mężczyzna poruszył znacząco brwiami
-Drań! – rzuciłam w niego pałeczkami
-Spokojnie dzieci, to jeszcze nie czas na kłótnie
-Jak idą przygotowania do ślubu ? – spytałam – ja to chyba powinnam zacząć szykować wieczór panieński
-Żadnych wieczorów! Moja narzeczona nie będzie patrzyła na półnagich facetów w lateksowych strojach!
-Masz racje – zachichotałam – nie będzie facetów w lateksowych strojach ...
-Ej! – oburzyła się blondynka
-Będą faceci bez lateksowych strojów – dokończyłam śmiejąc się głośno
-I to mi się podoba! – powiedziała kobieta
Obie nie mogłyśmy już złapać oddechu tak mocno się śmiałyśmy, a Mario patrzył na nas udając złość i krzywiąc się z obrzydzeniem. Nie mam jeszcze pomysłu na wieczór panieński, ale na pewno wymyślę coś spektakularnego. Och i nie będzie to wodospad alkoholu z dodatkiem striptizerów. Może pojawią się jacyś wspaniali policjanci albo strażacy. Chociaż my z Ann najbardziej chciałybyśmy piłkarzy ...
-Zamyśliłaś się księżniczko – stwierdził Mario wkładając mi do ręki kieliszek z winem
-Myślałam, o Waszym ślubie – skłamałam – dziękuję za wino
-Cała przyjemność po mojej stronie – posłał mi braterski uśmiech
Kilkanaście minut później udało nam się dokończyć całą masę pysznego sushi, które ułożyliśmy na kilku talerzach i postawiliśmy na blacie.
-Zróbmy suflety czekoladowe – zaproponowałam – albo serowe
-Chyba Cię Bóg opuścił moja droga – usłyszałam – żadne serowe suflety nie wchodzą w grę. Czekolada, czekolada i jeszcze raz czekolada
-Ktoś ma chyba cheat meal – zachichotałam
-Mój grubasek – modelka cmoknęła go w policzek – będzie więcej ciałka do kochania
-Ja Ci dam grubasku! – zawołał „zły” łapiąc ją za biodra – doigrałaś się
-NIE! – zaśmiała się usiłując się wyrwać
-Teraz to już Cię nie puszczę – przycisnął ją do blatu
Uśmiechnęłam się blado, patrząc na nich i na to jacy są szczęśliwi. Wspaniała z nich para. Wycofałam się nieco, gdy moi przyjaciele zaczęli się całować i zamknęłam się w łazience. Ogarnęłam się trochę po gotowaniu, obmyłam twarz zimną wodą i umyłam ręce. Po kilku minutach wróciłam do kuchni, gdzie o dziwo wielkie love store się zakończyło.
-Gdzieś nam zniknęłaś mała
-Byłam w toalecie gołąbeczki – uśmiechnęłam się – to co robimy deser ?
-Zdecydowanie
-A możemy potem od niego zacząć ? Ania tak robi
-Ania nie je sufletów z czekolady i mąki – zaśmiałam się – ale pewnie zaczniemy od sufletów, bo nie powinny za długo stać
Piłkarz wydał z siebie okrzyk radości, a my zachichotałyśmy wesoło. Wspólnymi siłami przygotowaliśmy suflety, ale gdy były w piekarniku to zaczęliśmy rzucać się mąką. Chciałam się schować za wyspą, ale i tak byłam cała brudna, a raczej biała.
-Będziecie to sprzątać! – pogroziłam im palcem
-Ostrzegałam! – broniła ich kobieta – mówiłam, że tak będzie
-Jedna wielka katastrofa – rozejrzałam się po pomieszczeniu – ale podoba mi się to!
-That’s my girl! – zawoła modelka
Zaśmiałam się kolejny raz, a wtedy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Nieco zestresowana swoim wyglądem ruszyłam do przedpokoju. Ciekawe co sobie pomyśli osoba stojąca po drugiej stronie drzwi, gdy otworzę ubrana w dresy, dużą, męską bluzę, fartuch i cała w mące. No cóż.
-Co Ty tu robisz ? – wykrztusiłam, po kilkunastu sekundach widząc przed sobą Caroline
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – uśmiechnęła się
-W zasadzie to przeszkadzasz – za moimi plecami odezwał się głos
-Ann! – zbeształam ją
-Powinnam Cię uprzedzić, ale nie mam do Ciebie kontaktu – skrzywiła się nowa dziewczyna mojego byłego chłopaka
-Nie ma problemu – machnęłam ręką – jeśli masz ochotę coś zjeść to zapraszam
-Dziękuję – weszła do przedpokoju i rozebrała się z wierzchniego ubrania
-Powiem Mario, żeby wstawił wodę na kawę – westchnęła modelka
Zostałam sama z nieco pulchną blondyneczką, więc posłałam jej z lekka wymuszony uśmiech. Jeśli poruszy temat pocałunku to chyba umrę. Nie. Marco na pewno nic jej nie powiedział.
-Pewnie zastanawiasz się co tu robię – powiedziała jakby czytając mi w myślach
-Trochę tak – zaśmiałam się nerwowo
-Wiem, że dużo znaczysz dla Marco i chciałabym Cię lepiej poznać. Może kiedyś się zaprzyjaźnimy
-Może – odpowiedziałam niepewnie
-Jeśli martwisz się tym co się wydarzyło to spokojnie. Ja już wszystko wiem i naprawdę rozumiem
-Marco Ci powiedział ? – spytałam zaskoczona
-Nie mamy przed sobą tajemnic – uśmiechnęła się
-Och, jasne
-Wiem w jakiej byłaś sytuacji i, że potrzebowałaś wsparcia. Na początku byłam zła, ale potem długo o tym myślałam i nie potrafiłam postawić się w Twojej sytuacji. To co się zdarzyło musiało być dla Ciebie straszne. Jeśli, tylko będzie trzeba to możesz liczyć na moją i Marco pomoc
Zaraz. Zaraz. Chyba się pogubiłam. O czym ona do mnie mówi ? O czym ona wie ? Bo chyba nie o tym, że całowałam się z jej facetem.
-Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy
-I może wybierzemy się kiedyś razem na lunch
-Pewnie – odpowiedziałam mało podekscytowana – a na razie zapraszam na kawę i suflet
-Na pewno ? Nie chcę Wam zawracać głowy
-Daj spokój, przecież zapraszam
Moi przyjaciele nie byli zbyt zadowoleni, gdy we dwie weszłyśmy do kuchni, ale przecież nie mogłam jej wyprosić. To nie wyglądałoby zbyt ciekawie.
-Czekamy na Was z sufletami, ja już nie mogę się doczekać – powiedział Mario
-Chcesz kawę czy herbatę? – spytała Ann
Brawo. Stara się
-Herbata będzie w porządku, dzięki
-Marco wie, że tu jesteś ?
-Nie miałam okazji mu jeszcze powiedzieć – westchnęła – zaraz po treningu pojechał do Melanie
-Rozumiem – pokiwałam głową
Siedząc obok Caroline czułam, jak wzrastają moje wyrzuty sumienia i nie mogłam się z tym pogodzić. To było duszące, paraliżujące i tak straszne, że nie mogłam tego znieść. Ani wino, ani suflet, ani nawet rozbawiający nas Mario nie pomagał. Nie wiem, czy blondynka zdawała sobie z tego sprawę czy może sama czuła się podobnie. Nie, wróć. Nie podobnie. Ona nie dobierała się do mojego faceta, ani on do niej.
-W porządku. Bardzo dziękuję za gościnę, ale czas już się zbierać – spojrzała na zegarek – mam nadzieje, że kiedyś to powtórzymy. Teraz zapraszam do nas
O nie. Jeszcze bardziej niezręcznie ? No way.
-Pewnie, jakoś się zgadamy – posłałam jej sztuczny uśmiech – odprowadzę Cię do drzwi
-Ja to zrobię – powiedział piłkarz –a Ty oddzwoń do mamy, bo dzwoniła kilka razy, gdy rozmawiałyście w przedpokoju
-Hmm, pewnie. To może być coś ważnego
-Oczywiście, mną się nie przejmuj! Do zobaczenia
Gdy sięgnęłam po telefon, a dziewczyna Marco i Gotze zniknęli z kuchni to Ann powstrzymała mnie kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Ściemniał, chyba wystarczy Ci już towarzystwa Caro
-Dałabym sobie z nią radę – zapewniłam przyjaciółką
-Oczywiście, że tak, ale po co ? Masz nas, a my zawsze Ci pomożemy
-Za to Was kocham – przytuliłam ją – zaczęłam mieć wyrzuty sumienia
-Jak to ?
-Przez to, ze całowałam się z Marco – jęknęłam – ona tu przyszła, chcę być miła, a ja ... ja całowałam się z jej facetem i ona nic o tym nie wie
-Całowałaś się z jej facetem, bo się kochacie, a nie dlatego, że chcieliście dokopać Caroline
-Pocieszyłaś mnie, nie ma co
-Emily tu nie chodzi o to, żeby Cię pocieszać czy nie – westchnęła – zrozum, że nawet, jeśli zaprzyjaźnisz się z Caro to i tak będzie ciągnęło Cię do Marco
-Więc wspaniale, że jego do mnie nie ciągnie – powiedziałam cicho – połowa problemu z głowy
-On Cię odrzuca, bo Cię kocha
-To prawda – powiedział szatyn stając koło mnie – Marco Cię kocha
-Skąd ta pewność Gotze ?
-Jest moim najlepszym przyjacielem, znam go
-Czy chociaż raz od mojego powrotu powiedział Ci, że mnie kocha ?
-No nie – odpowiedział, po dłuższej chwili milczenia – ale ja wiem, że to prawda
-Zjedzmy sushi – powiedziałam – to lepsze, niż te rozmowy
-Jesteś pewna ?
-Nie – pokręciłam przecząco głową – ale na pewno jestem wściekle głodna
-W takim razie jemy – zarządziła Ann podając nam talerze
-Jeszcze wina ?
-Cały kieliszek – zachichotałam – zdecydowanie się przyda
-Przydadzą to się jeszcze dwie butelki
-I tabletki na kaca na jutro – dodał sportowiec
-I dużo wody – uśmiechnęłam się
Każde z nas wzięło sobie pałeczki i powoli konsumowaliśmy przygotowane przez nas danie. Pamiętam jak pierwszy raz jadłam sushi pałeczkami. Masakra. Nie najadłam się zbyt wiele, ale przynajmniej miałam frajdę.
-O czym myślisz księżniczko ?
-O tym jak pierwszy raz jadłam pałeczkami sushi
-Jak Ci szło ?
-Gorzej niż źle – powiedziałam rozbawiona – ale jak widać ... praktyka czyni mistrza
-To prawda – uśmiechnął się piłkarz – ja na przykład nie jestem dobry w graniu w piłkę, ale wciąż się uczę
-I jak Ci idzie ? – podjęłam jego szaloną grę – na pewno za dwadzieścia lat będziesz poziom wyżej niż amator
-Całe szczęście – położył sobie dłoń na sercu – już myślałem, że zajmę mi to z trzydzieści lat
-Nie nie, spokojnie – puściłam mu oczko
-Wciąż się zastanawiam jak to możliwe, że ja z Wami wytrzymuję – kobieta pokręciła z niedowierzaniem głową – powinnam dostać za to Nobla
-Mówisz i masz skarbie. Ja Ci to załatwię – zażartował szatyn
-To ja chcę Oscara! – powiedziałam
-Nie za dużo tych życzeń?
-Nie – uśmiechnęłam się – przecież Ty wszystko potrafisz i jesteś taki doskonały
-Pieścisz moje ego mała – uśmiechnął się
-Uważaj, bo jak spadniesz z jego poziomu na poziom swojej inteligencji to mocno się poobijasz – zażartowała jego narzeczona, a on się skrzywił
-Dziękuję Ci bardzo, będziesz coś ode mnie chciała – chciał jej pokazać środkowy palec, ale złapałam go za rękę
-Ja Cię nie przenocuję w razie czego – ostrzegłam go – pamiętaj o solidarności jajników
-Solidarność dzieli się na dwa typy Emily – spojrzał mi w oczy – męską i damską, więc nie groź mi swoją świtą, bo ja Ci pogrożę swoją
-Okej – śmiejąc się uniosłam ręce w geście poddania się – nie będę się kłócić, bo się Ciebie boję
-Tak ma być – pokazał mi uniesionego w górę kciuku
-Dał mi lajka Ann – zawołałam
-Zasłużyłaś – zachichotała
Niby dorośli, niby dojrzali, a jak przyjdzie co do czego to zachowujemy się jak małe dzieci. Taki nasz urok. Tak się zachowują przyjaciele, a ja mam najlepszych przyjaciół na świecie. Kilkadziesiąt minut i dwa wina później siedzieliśmy na podłodze w salonie oglądając pierwszy sezon Gry o Tron. Nie jest to mój ulubiony serial, ale po alkoholu jakoś wchodzi.
-Chciałbym mieć taki tron w domu – powiedział Mario
-Po moim trupie – zaśmiała się Ann – znając Ciebie to postawisz go w sypialni
-Nie – zaprzeczył – w salonie
-Nie pasuję nam do salonu – oburzyła się blondynka
-Ale ja chcę ! – powiedział jak małe dziecko
-Ja Ci kupię Mario – zapewniłam go – poczekaj do ślubu
-Poważnie ?
-Jasne – wybełkotałam – taki w odpowiednich wymiarach
-That’s my girl! – zawołał tak jak wcześniej jego narzeczona
-It’s me! – wyszczerzyłam zęby w uśmiechu
-Będziemy się chyba zbierać – spojrzał na zegarek – jest późno, a ja mam jutro trening
-Oczywiście, dziękuję, że spędziliście ze mną cały dzień
-Świetnie się bawiliśmy – cmoknął mnie w policzek – dasz sobie radę ?
-Tak – przewróciłam oczami – bez stresu
-Chodź skarbie, zbieramy się – pomógł się podnieść blondynce – przyda Ci się odpoczynek
-Masz rację – uśmiechnęła się – jestem padnięta
Odprowadziłam ich do drzwi i poczekałam, aż się ubiorą, jednak zanim wyszli to Mario odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem.
-Pamiętaj, żeby zamknąć drzwi, a jakby coś się działo to dzwoń
-Oczywiście tato – zaśmiałam się
-Trzymaj się mała!
-Pa! – pomachałam im, po czym zamknęłam za nimi drzwi
Gasząc po drodze światła udałam się prosto na górę. Mi też przyda się odpoczynek. I sen. Dużo snu.

*****
Pisałam Wam kiedyś, że przejechałam się na pewnych osobach. I myślę, że znowu nadchodzi ten moment, że kolejną osobę będę musiała usunąć ze swojego środowiska. Tym razem ze środowiska Bloggera ...