piątek, 24 lutego 2017

29.

[Emily]
W moim brzuchu wirowało stado motyli, które nie uspokoiły się, ani trochę nawet, gdy Marco przestał mnie całować. Odsunął się nieznacznie, oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął się szeroko.
-Kocham Cię - szepnęłam 
-Wiem - odparł wesoło, a gdy dźgnęłam go palcem w brzuch to się roześmiał - i ja też Cię kocham
-Obiecaj mi, że teraz już będzie dobrze - poprosiłam
-Będzie lepiej - powiedział czule i pogładził mnie po plecach - obiecuję
-Nie tak to miało wyglądać - zaśmiałam się, po krótkiej chwili ciszy - wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej
-Nie chciałaś pokłócić się przy moich rodzicach? - zażartował, na co przewróciłam oczami
-Teraz już zdecydowanie mają o czym gadać - westchnęłam 
-Chcemy tam wracać? - obejrzał się przez ramię, w kierunku domu swoich rodziców
-Niekoniecznie - uśmiechnęłam się delikatnie 
-To dobrze - puścił mi oczko - bo w najbliższym czasie nie zamierzam się Tobą z nikim dzielić
-Masz jakiś inny plan, co będziemy robić? 
-Bardzo chętnie zaszyję się z Tobą u siebie i odetnę nas od świata - cmoknął mnie w czoło - co Ty na to?
Do siebie ... czyli do swojego mieszkania? Do mieszkania, w którym jeszcze do niedawna mieszkał ze swoją narzeczoną? Kobietą, które mnie nienawidzi i próbowała nam obojgu zrujnować życie? Czy byłabym w stanie to znieść? Gotować w tej samej kuchni, jeść przy tym samym stole, kąpać się w tej samej łazience i ... spać w tym samym łóżku? W łóżku, które przez długi czas dzielił z inną kobietą. Nie. Nie mogłabym tego znieść. To byłby cios prosto w serce. Nie potrafię tam jechać i po prostu udawać, że nie wiem, kto wcześniej tam bywał. Codziennie.
-Emi? - uniósł delikatnie moją brodę i spojrzał mi w oczy - wszystko w porządku?
-Nie chcę jechać do Twojego mieszkania - jęknęłam - przepraszam, ale chodzi o to, że mieszkałeś tam z ...
-Rozumiem - odchrząknął, przerywając mi - co powiesz na domek nad jeziorem?
-Nasz domek? - upewniłam się
-Tak, nasz domek - przytaknął - będziemy tam sami, będziemy mieli ciszę i spokój. Może nawet stracimy zasięg
-Brzmi fantastycznie - powiedziałam podekscytowana - tylko muszę wziąć kilka rzeczy z domu 
-W porządku. Podrzucę Cię i sam pojadę do siebie na chwilę - złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę domu rodziców
-Ale nie wystawisz mnie, prawda? - spytałam cicho, jak mała, zagubiona dziewczynka 
-Słucham? - obejrzał się na mnie, ale gdy zobaczył moją minę to zatrzymał się gwałtownie - o co chodzi?
-Boję się, że znikniesz - wyznałam - a ja znowu będę sama
-Emily - założył mi kosmyk włosów za ucho - nie zamierzam Cię wystawiać. Ani teraz, ani nigdy więcej. Obiecuję, przysięgam, że nie będziesz sama. Masz mnie. Zawsze. Kocham Cię i zamierzam Ci to udowadniać, każdego dnia do końca życia
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia, po czym przytuliłam się do niego mocno, wplatając palce w jego blond włosy. Piłkarz objął mnie mocniej, przyciągając mnie bliżej do siebie i delikatnie pocałował mnie w szyję. 
-Nigdy w nas nie wątp - wyszeptał do mojego ucha - jesteśmy dla siebie stworzeni 
-Dobrze - bąknęłam zawstydzona swoim zachowaniem - to teraz idziemy po Twój samochód, potem zgarniamy swoje rzeczy i jedziemy nad jezioro?
-Dokładnie tak - uśmiechnął się 
-Chcemy komuś o tym powiedzieć?
-Nie - zaśmiał się - nigdy w życiu 
-Zamkniesz mnie w wieży i ukryjesz przed światem? - zażartowałam 
-W złotej wieży ze złotym księciem - wsunął dłoń w tylną kieszeń moich jeansowych spodenek 
Kilkanaście minut później byliśmy już w drodze do mojego rodzinnego domu. Słuchaliśmy radia, podczas gdy nasze telefony nie przestawały dzwonić. W końcu nasi przyjaciele postanowili sprawdzić jak potoczyły się nasze losy, po opuszczeniu domu państwa Reus. Marco oczywiście nie wytrzymał długo i wyłączył swojego iPhone'a. Ja natomiast obracałam swój telefon w dłoniach i co chwila zerkałam, na zmieniające się imię na wyświetlaczu. 
-Po prostu zrób to samo - westchnął - dobrze wiesz, że nie przestaną dzwonić, dopóki nie odbierzesz
-Musimy być pod telefonem. W razie, gdyby coś się stało - nieudolnie próbowałam go przekonać
-Nie będziesz wiedziała, czy coś się stało, jeśli i tak nie zamierzasz odebrać - położył dłoń na moim nagim kolanie i wystukiwał palcami rytm piosenki, lecącej w radiu 
-Hmm ... to prawda - skrzywiłam się - to jednak wyłączę. Chyba sobie bez nas poradzą
-Zuch dziewczyna - uśmiechnął się 
-To się obróci przeciwko nam - zachichotałam
-Trudno - przewrócił oczami - jesteśmy dorośli i będziemy robić, co nam się podoba
-A kto jeszcze ma klucze? Bo obawiam się, że mogą się szybko domyślić, gdzie jesteśmy
-Jeśli są chociaż trochę rozsądni to nie przyjadą - odparł nonszalancko - a oboje dobrze wiemy, że są
-Są równie ciekawscy, co rozsądni - zaśmiałam się
Gdy blondyn zaparkował przed moim domem, to cmoknęłam go szybko w policzek, ostatni raz upewniłam się, że po mnie wróci, po czym pobiegłam do domu. Z wejściem do środka, poczekałam, aż samochód mojego ... hmm ... Marco zniknął mi z pola widzenia. W końcu otworzyłam drzwi i od razu skierowałam swoje kroki na górę do sypialni. Do niewielkiej torby wrzuciłam trochę ubrać, kosmetyków i różnych, innych potrzebnych rzeczy. Na chwilę usiadłam na łóżku i cofnęłam się myślami o kilkadziesiąt minut. Deklaracje Marco wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale też wzruszenie. Nie spodziewałam się, że dzisiejszy dzień będzie taki ... pełen wrażeń. Wybiegając z domu państwa Reus, nie myślałam o konsekwencjach swoich słów. Po prostu byłam wściekła i zraniona i za wszelką cenę chciałam udowodnić Marco jak bardzo się myli. A potem marzyłam już, tylko o tym, żeby uciec gdzieś daleko i zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że piłkarz za mną pobiegnie i wyzna mi miłość. A może gdzieś głęboko w podświadomości właśnie tego pragnęłam? Słowa Marco rozjaśniły wszystko dookoła i sprawiły, że było dobrze. Bardzo dobrze. Idealnie. 
-Emily! - z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego ukochanego
-Na górze! - zawołałam, podnosząc się gwałtownie 
-Czekam na Ciebie i czekam, a Ty się nie pojawiasz - wszedł do mojej sypialni, a ja skupiłam się na jego zmieonych ubraniach
-Przepraszam - bąknęłam - zamyśliłam się i kompletnie straciłam poczucie czasu
-W porządku. Gotowa?
-Tak, możemy jechać - wzięłam swoją torbę, którą on szybko przechwycił - przebrałeś się
-Jakoś miałem dość garnituru - zaśmiał się, łapiąc mnie za rękę 
Wyszliśmy na zewnątrz, zamknęłam za nami drzwi i po chwili siedzieliśmy już w sportowym aucie blondyna. Nie minęło nawet kilkanaście minut podróży, gdy usłyszałam znajomą piosenkę. "I won't give up" utwór, który śpiewa Jason Mraz to jeden z moich ulubionych utworów. Mimowolnie zaczęłam śpiewać, od czasu do czasu zerkając na Marco, który uśmiechał się pod nosem. 
-"I won't give up on us
Even if the skies get rough
I'm giving you all my love
I'm still looking up"
-Oto i ona. Moja prywatna piosenkarka - powiedział piłkarz, gdy tylko skończyłam śpiewać - uwielbiam Twój głos, wiesz?
-Nawet jak fałszuję?
-Nawet jak fałszujesz - zaśmiał się wesoło - chociaż wcale tego nie robić
-Sprawdzałam Cię - zachichotałam, uderzając go lekko w ramię 
-Zdałem?
-Powiedzmy - puściłam mu oczko - nie powinniśmy zrobić jakiś zakupów?
-Pewnie tak, bo raczej nie znajdziemy dużo jedzenia - podrapał się po brodzie - nie pomyślałem o tym
-Zatrzymaj się w jakimś sklepie, kupimy coś na szybko i będzie z głowy 
-Tak jest, proszę Pani - spojrzał na mnie rozbawiony, a ja uśmiechnęłam się szeroko 
-Byłeś tam od zimy? - spytałam zaciekawiona - no wiesz ... od kiedy ostatnim razem byliśmy tam we dwoje 
-Mówisz o tych lutowych, dniach, kiedy się na mnie rzuciłaś? - zażartował, na co pacnęłam go delikatnie w głowę - nie byłem. Jakoś się nie złożyło 
-Ty mnie wtedy pocałowałeś - prychnęłam
-Z tego co pamiętam, to było trochę inaczej - upierał się przy swoich 
-Ty mnie pocałowałeś i Ty mnie odepchnąłeś Marco - stwierdziłam gorzko - oboje dobrze wiemy, że tak właśnie było 
Cholera. Mogłam sobie darować, ale zanim zdążyłam się zastanowić nad swoimi słowami, to już je wypowiedziałam. Już chciałam przeprosić, ale blondyn odezwał się pierwszy.
-Byłem idiotą. I przepraszam Cię za to - westchnął ciężko - zwodziłem Cię i robiłem różne głupie rzeczy. Nie wiedziałem jak mam Ci powiedzieć, że dalej Cię kocham. Wydawało mi się, że jesteś szczęśliwa z Theo, a potem jak się rozstaliście to zaczęłaś się dziwnie zachowywać. Teraz już wiem, że chodziło o tę sytuację z Caroline. Trochę nam zajęło powiedzenie sobie prosto w oczy prawdy, co?
-Tak - przyznałam mu racje - i dużo w tym mojej winy. Wiedziałam, że Cię kocham i pewnie dużo wcześniej powiedziałabym Ci co czuję, ale ciągle coś się komplikowało. Najpierw okazało się, że jestem w ciąży, potem Theo był o Ciebie zazdrosny, poroniłam, odrzuciłeś mnie - przerwałam, żeby pozbierać myśli - mogłabym tak wymieniać i wymieniać 
-Dlaczego wtedy wyjechałaś?
-Kiedy? - zmarszczyłam brwi 
-Po walentynkach. Do Seattle - sprecyzował - dlaczego wtedy wybrałaś jego?
-Marco ja nie wybrałam wtedy jego. Wybrałam Ciebie  - jęknęłam, a on spojrzał na mnie zaskoczony, po czym zjechał na pobocze
-Mów dalej - poprosił, obracając się w moją stronę
-Nie złapałam Cię pod operą i w sumie nie miałam pewności, że to Ty. Miałam jednak nadzieję, chciałam Ci wyznać co czuję, ale musiałam być fair, wobec Theo. Poleciałam tam, żeby z nim porozmawiać. Już pierwszego wieczoru powiedziałam mu, że kocham Ciebie i rozstaliśmy się w przyjaźni. Zostałam dłużej, bo chciałam odpocząć, odetchnąć i zebrać myśli. Prosto z lotniska pojechałam do Ciebie, bo chciałam Ci wreszcie powiedzieć co czuję, a Ty ...
-A ja oświadczyłem się Caro - warknął, uderzając w kierownicę - strasznie wtedy spieprzyłem, co?
-Miałeś prawo pomyśleć, że ... no wiesz, że wybrałam Theo - złapałam go za rękę i spojrzałam mu o oczy - wiele razy chciałam Ci powiedzieć co czuję, ale Caro zaczęła mną manipulować i w końcu tego nie zrobiłam
-Wtedy na urodzinach mojej mamy mnie okłamałaś. Dlatego, że przyszła Caro?
-Tak - kiwnęłam głową - byłam gotowa, żeby wszystko Ci powiedzieć, ale wtedy ona się pojawiła i spanikowałam. Przepraszam. Wiem jak bardzo Cię wtedy zraniłam. Nawet nie wiesz jak ważne było dla mnie to, że oświadczyłeś się jej dlatego, że myślałeś, że Cię odrzuciłam
-Chodź tutaj - pociągnął mnie tak, że po chwili znalazłam się na jego kolanach i w jego ramionach - przepraszam, że tak długo się docieraliśmy
-Ja też przepraszam - oparłam czoło o jego ramię - cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy
-Kocham Cię - pocałował mnie w szyję - zawsze Cię kochałem
-Kocham Cię - szepnęłam - i zawsze będę Cię kochać
-Żadnych kłamstw i tajemnic. Już nigdy 
-Obiecuję - uśmiechnęłam się delikatnie - będę szczera do bólu 
-Oczywiście, że będziesz - zaśmiał się
-Marco, czy możemy być razem? - spytałam niepewnie - co jeśli Caro się o tym dowie i złoży apelacje? Co jeśli wtedy przegrasz i ...
-Emily - przerwał mi, zanim zdążyłam się rozkręcić i odsunął mnie od siebie, na tyle, żeby spojrzeć mi w oczy - to czy jestem z Tobą, czy nie ... nie ma dla sądu żadnego znaczenia. Nie tego dotyczyła rozprawa. A żadne z nas nie skłamało w zeznaniach. No prawie - roześmiał się - nie byliśmy razem dzisiaj rano. Wszystko stało się już po rozprawie i nie ma wpływu na apelacje sądu. Szczerze mówiąc, cokolwiek teraz zrobi Carolinie, nie zmieni to wyroku. Nie przejmuj się tym, dobrze?
-Dobrze - przytaknęłam 
-Zresztą nie dam im nas rozdzielić - pocałował mnie w czoło 
-Na to liczę - pocałowałam go w policzek
-Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, czy możemy już jechać? 
-Nie - pokiwałam przecząco głową - a Ty chcesz mi coś jeszcze powiedzieć?
-Zupełnie nic - pogładził mnie po policzku - no może tylko, że bardzo Cię kocham
Uśmiechnęłam się szeroko, po czym pocałowałam go namiętnie, chcąc w ten sposób powiedzieć mu, że ja też go kocham. Cholernie mocno. I teraz będę mogła mu to mówić cały czas, będę mogła go całować, przytulać i patrzeć na niego bez skrępowania. Bo jest mój. Kilka minut później wróciłam na swoje miejsce, a Marco z powrotem ruszył w stronę naszego domku nad jeziorem. Pod drodze zrobiliśmy szybkie zakupy i jak byliśmy na miejscu, to powoli się ściemniało. Mężczyzna zabrał nasze rzeczy do środka, do swojej sypialni, a ja rozpakowałam zakupy i zabrałam się za przygotowywanie kolacji.
-Pięknie pachnie - przytulił mnie od tylu i oparł brodę o moje ramie
-To tylko kurczak z warzywami - roześmiałam się, obracając się w jego stronę
-Nie ważne - pochylił się, żeby mnie pocałować 
-Yhmm - zarzuciłam mu ręce na szyję, a on sprawnie mnie podniósł i posadził na blacie 
-W zasadzie nie jestem głody - wyłączył sprzęt do gotowania na parze, po czym znowu mnie podniósł i skierował się w stronę schodów
Pisnęłam cicho, gdy ścisnął moje pośladki, a potem, gdy rzucił mnie na łóżko. To łóżko, w którym pierwszy raz się kochaliśmy. Dawno, dawno temu. 

piątek, 17 lutego 2017

28.

[Emily]
-Ty mi dziękujesz? - spytałam patrząc na niego z niedowierzaniem
-No wiesz - uśmiechnął się - za wszystko. Za to, że zeznawałaś i tak o mnie walczyłaś. Nie musiałaś tego robić
-Oczywiście, że musiałam - oburzyłam się - to w końcu moja wina
-Em nie mów tak - mruknął - to nigdy nie była Twoja wina
-Z mojego powodu pokłóciłeś się z Caroline - upierałam się przy swoim - a ona zrobiła to co zrobiła
-Jest nienormalna i dlatego to zrobiła - bąknął - zresztą Tobie też się oberwało
-Dałam radę - machnęłam ręką, patrząc pod nogi
-Emily - złapał mnie za łokieć, żebym się zatrzymała i stanął przede mną, tak że mogłam wpatrywać się w czubki jego eleganckich butów - proszę, spójrz na mnie
Jego głos był błagalny, ale ja nie byłam w stanie na niego patrzeć. Bałam się tego co zobaczę w jego oczach i co mogę od niego usłyszeć. Nie chciałam, żeby obwiniał się za to, co Caroline ze mną robiła.
-Uparta jak zawsze, co? - uniósł moją brodę palcami i patrzyłam teraz prosto w jego hipnotyzujące oczy - dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
-Co miałam Ci powiedzieć? - jęknęłam - sama na początku się nie zorientowałam o co jej chodzi, a potem było już za późno. Wpadłam w jej sidła i dałam sobą manipulować jak małe dziecko. Chciałam, żebyś był szczęśliwy, a ona dawała Ci szczęście
-Ty - powiedział cicho
-Co ja? - zmarszczyłam brwi
-Ty dawałaś mi szczęście - wyjaśnił
-Och - czułam, że policzki mi się czerwienią
-Caroline była tylko złudną nadzieją szczęścia, po tym jak straciłem Ciebie
-Wiesz, że nie miałam o tym pojęcia, cały czas wydawało mi się, że między Wami układa się dobrze. Potem Caro zaczęła szaleć i na weselu pokazała swoją prawdziwą twarz. Zrozum, że ja nie chciałam rozbijać Waszego związku. Byłam pewna, że będziecie mieć dziecko, a wiem jak bardzo kochasz dzieci
-Dowiedziałem się, że jest bezpłodna całkiem niedawno. Na początku myślałem, że mi powie, ale ona uparcie milczała, więc zacząłem coraz częściej mówić o dzieciach. Nic nie sprawiło, że chciała mi powiedzieć, podłapywała moje tematy i rozmawialiśmy jakby wszystko było okej
-Ale nie było - dokończyłam za niego, na co on kiwnął głową
-Wtedy po poprawinach wpadłem w szał, miałem ochotę rozwalić wszystko dookoła, a to wszystko była wina Caroline. Była akurat pod ręką, więc mogłem się na niej wyżyć. Krzyczałem, rozbijałem rzeczy, które miałem pod ręką i cieszyłem się, że mówiła mi wszystko szczerze, bo się mnie bała. Zachowałem się jak pieprzony drań i chyba nigdy o tym nie zapomnę, ale wtedy nie myślałem do końca racjonalnie i …
-Marco - przerwałam mu - byłeś zły i zraniony. Miałeś prawo do takiego zachowania. Nie skrzywdziłeś jej, nie podniosłeś na nią ręki, po prostu dałeś się ponieść emocjom. To się zdarza
-Mi się zdarzyło pierwszy raz
-I na pewno ostatni - posłałam mu pocieszający uśmiech - nie zaręczaj się tym proszę
-Skoro prosisz - zaśmiał się, siadając na ławce, więc ja zrobiłam to samo - chyba czas zmienić temat, co?
-Zdecydowanie - zachichotałam
-Co robisz w sobotę?
-Nie mam żadnych planów - wzruszyłam ramionami - a dlaczego pytasz?
-Bo już masz plany - spojrzał na mnie zadowolony
-Mogę chociaż wiedzieć jakie? - uniosłam pytająco jedną brew
-Zabieram Cię do opery, na naszą spóźnioną, walentynkową randkę
-Czyli przyznajesz się, że to Ty? - błysnęłam uśmiechem - a gdzie kwiaty i liściki?
-Nie mogłem się już dłużej ukrywać - pogładził mnie po policzku - chcesz kwiatów i liścików?
-Możliwe - wzruszyłam ramionami
-To będziesz miała kwiaty i liściki - uśmiechnął się
Spojrzałam na niego spod swoich długich, starannie wytuszowanych rzęs. Mogłabym całymi dniami podziwiać jego uśmiech, delikatne dołeczki i błyszczące oczy. Zawsze jak na niego patrzyłam to miałam ochotę się uśmiechać, śmiać, a nawet rzucić się na niego. Teraz mogłam się tylko uśmiechnąć lub zaśmiać, bo rzucanie się na niego w miejscu publicznym byłoby dość niezręczne.
-Jak było na Barbados? - spytał w końcu
-Bardzo dobrze - posłałam mu uśmiech, cofając się o kilka dni - tam jest naprawdę fantastycznie
-Ale musiałaś wrócić wcześniej
-Nie szkodzi. Wystarczająco odpoczęłam i odetchnęłam od tego wszystkiego
-Może i tak, ale znowu to wszystko na nas spadło - mruknął - czujesz się tak wspaniale jak tam?
-Nie - pokiwałam przecząco głową - ale nie mamy na to wpływu
-Zaraz wracam do treningów - westchnął - może skoczę, gdzieś na weekend
-A jak Ty się czujesz Marco? - spytałam w końcu, o to co mocno mnie dręczyło
-Zdezorientowany - wzruszył ramionami - ale też szczęśliwy, że to wszystko się już skończyło i jest w porządku
-Nie powinnam pytać jak było w areszcie, prawda?
-Nie powinnaś - mruknął - ale i tak zapytasz, co?
-Tak, może kiedyś spytam - poklepałam go po ramieniu - ale teraz bardzo chętnie przejdę się dalej. Jak się na to zapatrujesz?
-Dobry pomysł - poczekał, aż wstanę i wtedy on również wstał - wybierzesz się ze mną do moich rodziców, prawda?
-Nie planowałam tego - odparłam zgodnie z prawdą
-Dlaczego? - skrzywił się
-Powinniście być sami i spędzić trochę czasu razem, po tym co się stało
-Ann i Mario też na pewno będą - uśmiechnął się, chcąc mnie przekonać - nie daj się prosić
-W porządku, ale muszę się przebrać - roześmiałam się - jest mi za gorąco w tych eleganckich ciuchach
-Tak, ja też powinienem - spojrzał na siebie, po czym zdjął krawat i rozpiął górny guzik białej koszuli - od razu lepiej
-Ściągaj marynarkę Reus - puściłam mu oczko, a gdy wykonał moje polecenie to uśmiechnęłam się szeroko i podwinęłam rękawy od jego koszuli - a teraz chodźmy do mnie
-Po tym jak mnie rozebrałaś, brzmi to całkiem dwuznacznie - spojrzał na mnie rozbawiony
-Głodnemu chleb na myśli - bąknęłam - muszę zmienić buty, na jakieś wygodniejsze
-Chcesz, żebym Cię poniósł?
Myślałam, że żartuje, ale patrzył na mnie tak poważnie, że było to po prostu niemożliwe. Uśmiechnęłam się jak mała dziewczynka, po czym niepewnie kiwnęłam głową. Piłkarz zaśmiał się wesoło, stanął do mnie tyłem i pochylił się, abym mogła wskoczyć mu na plecy.
-Ale jesteś ciężka - jęknął żartobliwie
-A Ty jesteś subtelny - zachichotałam - a po za tym wcale nie jestem ciężka
-Masz rację, nie jesteś
-Bardzo lubię, gdy się pan ze mną zgadza, panie Reus - wyszeptałam mu do ucha
-Panno Brown, odnoszę wrażenie, że pani ze mną flirtuje
-Bo jest pan bardzo inteligentny, panie Reus - przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać - jedziemy autobusem?
-Yhmm - kiwnął głową - mój samochód jest u rodziców
-To przynajmniej będziesz miał czym wrócić do domu i przy okazji odwieźć mnie - wplotłam palce w jego blond włosy - cieszysz się, co?
-No jasne - na przystanku odstawił mnie na ziemię, a chwilę później podjechał nasz autobus
-Ludzie zaraz oszaleją z radości - szepnęłam do niego - a te dziewczyny padną na zawał
-Zazdrosna? - uśmiechnął się
-Chciałbyś - dźgnęłam go w brzuch, uśmiechając się jak wariatka - pewnie podejdą do Ciebie za chwilę. Albo wysiądą na tym samym przystanku co my
-A ja myślę, ale nie podejdą - wzruszył ramionami - tylko zrobią mi milion zdjęć z ukrycia
-To prawda - zaśmiałam się - ale starają się być subtelne
-Starają się - objął mnie i położył głowę na moim ramieniu - może zaprosimy Twoich rodziców i Annie na obiad?
-Rodzice podobno mają już plany na dziś, a Annie pewnie już tam jest. Chyba nie myślisz, że Twoi rodzice dali jej tak po prostu wyjść z sądu?
-Masz rację - przesunął dłoń z moich pleców na biodro, tak że spokojnie mógł muskać palcami moją pupę
-Jak zawsze – wtuliłam się w niego – chyba nie znikniesz szybko z pierwszych stron gazet. Tylko nagłówki się zmienią
-Teraz szczególnie mi to nie przeszkadza - odparł lekko – kto by się przejmował takimi duperelami?
Kilka przystanków później wysiedliśmy z zatłoczonego autobusu, Marco znowu postanowił mnie nieść i powoli zmierzaliśmy do mojego domu rodzinnego. Na podjeździe nie było samochodu rodziców, więc szybko zorientowałam się, że będziemy z blondynem sami. O cholera.
-Chcesz coś do picia? – spytałam wchodząc do środka
-Nie dziękuję. Przebierz się tylko i lecimy
-Okej – uśmiechnęłam się, zdejmując szpilki – będę za pięć minut
-Bez pośpiechu – machnął ręką – mamy jeszcze trochę czasu
Mimo zapewnień piłkarza, pobiegłam szybko do siebie do sypialni, rozebrałam się i weszłam w bieliźnie do garderoby. Założyłam jeansowe, krótkie i lekko postrzępione spodenki, czarną koszulkę na ramiączka, z głębszym dekoltem i wzięłam do ręki szarą marynarkę i biało-czarne wzory. Zamiast szpilek, które zostały na dole, założyłam czarne balerinki i byłam gotowa. Jeszcze tylko psiknęłam się perfumami, przeczesałam palcami włosy i zeszłam na dół. Na szafce w przedpokoju stała moja mała, czarna torebka Chanel na złotym łańcuszku, więc z dużej torby przełożyłam do niej najważniejsze rzeczy.
-Możemy iść – uśmiechnęłam się – jestem gotowa
-Panie przodem – przepuścił mnie w drzwiach
-Nie jesteś dżentelmenem, jeśli przepuszczasz mnie w drzwiach, żeby popatrzeć na mój tyłek – zachichotałam
-Pudło – zaśmiał się, by po chwili coś dodać – podziwiałem Twoje nogi
-Przynajmniej jesteś szczery – przewróciłam oczami – ale to i tak nie czyni z Ciebie dżentelmena
-No cóż – przyglądał mi się, jak zamykałam drzwi – zazwyczaj nim jestem, ale dzisiaj Twoje nogi wybiły mi z głowy wszystkie dżentelmeńskie nawyki
-Więc podziwiasz tylko moje nogi? – uniosłam pytająco jedną brew
-Nie tylko – uśmiechnął się
-A co jeszcze? – ciągnęłam go za język, chociaż wiedziałam, że za wiele to mi nie powie
-Dowiesz się ... niedługo – złapał mnie za dłoń, idąc w stronę przystanku autobusowego
-Powiesz mi czy ... – zawahałam się, ale tylko na chwilę – czy pokażesz?
-A co byś wolała? – spytał z magicznym błyskiem w oku
-Domyśl się – przygryzłam dolną wargę – chyba umiesz czytać w myślach, co?
-W Twoich zawsze – puścił mi oczko
Na początku chciałam puścić jego dłoń, ale na przystanku i tak nikogo nie było, więc nie mógłby nas zobaczyć. A nawet jeśli to co by się stało? Oboje jesteśmy wolni i możemy robić co nam się żywnie podoba. Chociaż dopiero co zeznałam w sądzie, że nic oprócz przyjaźni nie łączy mnie z Marco, a teraz paraduję z nim za rękę po mieście i nie staram się tego ukrywać. Co jeśli Caroline odwoła się od wyroku i jakimś cudem wygra? Nie. To chyba niemożliwe. Nie po zeznaniach sąsiadki piłkarza.
-Zaraz mózg Ci zacznie parować – zażartował – co się dzieje?
-Nic – wzruszyłam ramionami – takie tam lekkie przemyślenia
-Emi – spojrzał mi w oczy – jeśli myślisz, o dzisiejszym dniu i o Caroline to po prostu przestań. Było minęło
-Łatwo Ci mówić – szepnęłam, chociaż to nie była prawda
-Nie skarbie, nie jest łatwo – przyciągnął mnie do siebie i pocałował czubek mojej głowy – ale nie możemy ciągle żyć przeszłością, bo to przeszłość i nie da rady jej zmienić. Skupmy się na teraźniejszości i przyszłości
-Chyba jestem w stanie to zrobić – wysiliłam się na uśmiech
Kilkadziesiąt minut później dotarliśmy wreszcie do domu państwa Reus, gdzie wszyscy już na nas czekali. Mama Marco podała obiad na tarasie, żeby dzieci mogły spokojnie bawić się w ogrodzie, a dorośli wdychać świeże, letnie, lipcowe powietrze. Usiedliśmy przy stole obok siebie, a wszyscy dookoła patrzyli na nas z niecierpliwością. Nie miałam pojęcia o co im może chodzić, ale później się domyśliłam. Czekali, aż ich poinformujemy, że jesteśmy razem. Ups. Nic bardziej mylnego moi drodzy.
-Nic się nie stało – zaśmiałam się, nalewając sobie wody – byliśmy na spacerze, porozmawialiśmy i jesteśmy tutaj ...
-Możecie przestać się tak gapić – dokończył za mnie blondyn
-Myśleliśmy, że ... – zaczęła Mela – no wiecie ...
-Nie ważne – odchrząknęła pani domu – podam obiad, bo na pewno wszyscy jesteśmy głodni
-Fantastyczny pomysł – uśmiechnął się Marco – a ja przywitam się z Nico
Blondyn nie zdążył nawet odejść kilku metrów, gdy moja najlepsza przyjaciółka usiadła na jego miejscu i zaczęła nawijać jak szalona.
-Byłam pewna, że wyznacie sobie miłość i padniecie w ramiona. Czekaliśmy na Was jak na szpilkach, a Wy mówicie, że nic się nie stało?! Emily!
-Myślę, że potrzebujemy jeszcze trochę czasu – skrzywiłam się – a w sobotę idziemy do opery
-Dopiero w sobotę? – jęknęła
-Ann on dopiero co uwolnił się od swojej szalonej ex
-To nic nie zmienia – przewróciła oczami
-Porozmawiajmy o tym innym razem – cmoknęłam ją w policzek – opowiedz mi lepiej jak podróż poślubna
-Przecież dobrze wiesz – uśmiechnęła się szeroko
-Chcę usłyszeć więcej pikantnych szczegółów – zachichotałam
Kilka minut później mama Marco podała obiad, więc wszyscy usiedliśmy do stołu. Nico siedział naprzeciwko nas i ciągle robił śmieszne miny do swojego wujka, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Uwielbiam tego chłopca. Jest cudowny. I jest oczkiem w głowie swojego chrzestnego. Po ogromnym i pysznym obiedzie, przyszedł czas na deser. Byłam pewna, że nie dam rady już nic więcej zjeść. Myliłam się. Desery pani Reus są jedyne w swoim rodziaju. Pyszne. Idealne. Razem z Ann, Annie i siostrami Reus posprzątałyśmy po obiedzie, po czym znowu siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy na różne tematy. Głównie te zabawne. Śmiałam się właśnie z kolejnego dowcipu taty Marco, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz iPhone’a, a potem na blondyna.
-Theo – szepnęłam
Podniosłam się z miejsca, odeszłam kawałek od stołu i dopiero wtedy odebrałam połączenie.
-Witaj Emily
-Cześć Theo – uśmiechnęłam się
-Jak sprawy z Marco?
-Powoli – westchnęłam
-A w sądzie? Czytałem newsy, że wszystko się wyjaśniło i już jest okej
-Tak. Na szczęście wszyscy skończyło się dobrze
-Teraz bez żadnych przeszkód, możecie być razem
-Chciałabym, ale wydaje mi się, że on potrzebuje czasu
-Emily on może myśleć to samo o Tobie
-Wiem – skrzywiłam się
-Chcę, żebyś była z nim wreszcie szczęśliwa. Działaj i walcz o niego. To miłość Twojego życia
-Dobrze, proszę pana – zaśmiałam się – a co u Ciebie?
-Jestem w Londynie. Przyjechałem na kilka dni, żeby odpocząć
-Koniec z pracoholizmem? – zachichotałam wesoło
-Staram się – wybuchł śmiechem – a Ty nie masz ochoty wybrać się do Anglii ?
-Dopiero co wróciłam z wakacjii. Co prawda byłam krócej, niż zakładałam, ale trochę odpoczęłam
-Zajrzyj w kalendarz i może uda Ci się wyrwać. Chętnie się z Tobą spotkam
-Och, ja też – uśmiechnęłam się – stęskniłam się za Tobą. To do kiedy zostajesz w Londynie?
-Na pewno do końca tygodnia, ale szczerze mówiąc ... – przerwał na chwilę - ... szczerze mówiąc chyba zostanę tu jeszcze na następny tydzień
-O! To by mi odpowiadało – odparłam zadowolona – wiesz ... mam już plany na weekend, ale potem nic jeszcze nie planowałam
-W takim razie przemyśl to, zdzwonimy się i coś ustalimy. Bardziej szczegółowo
-Jasne – usłyszałam w tle głos jego mamy, więc domyśliłam się, że to koniec rozmowy
-Muszę kończyć – westchnął – obowiązki syna wzywają
-Leć – zaśmiałam się – i pozdrów rodziców
-Oczywiście. Trzymaj się Emily
-Ty również, Theo – rozłączyłam się
Stałam i patrzyłam na swój telefon przez, który przed chwilą rozmawiałam z Theo. Wiele się zmieniło. Doceniam fakt, że mimo rozstania wciąż potrafimy ze sobą rozmawiać. To wiele dla mnie znaczy. Nawet się przyjaźnimy. Nie sądziłam, że może do tego dojść, w końcu mógłby być na mnie wściekły. Niecały rok. Niecały rok temu przyjechałam do Dortmundu. Wystarczyło tylko tyle, żeby moje życie znowu obróciło się o 180 stopni. Czy gdybyśmy się tu nie przeprowadzili to nadal bylibyśmy razem ? Sama nie wiem. W końcu to życie i wszystko może się zdarzyć. Chyba nie ma co gdybać. Czasu nie cofnę. W sumie mogłabym się z nim spotkać. Na co dzień mieszka w Seattle, ale teraz jest u rodziców w Londynie. A ja dawno nie piłam kawy ... w Londynie.

[Marco]
Rozmowy przy stole ucichły i wszyscy skupieni byli na Emily. Ja sam patrzyłem na nią zafascynowany. Myślałem, że szybko skończy rozmowę ze swoim byłym facetem i do nas wróci, ale ona stała nieruchomo i patrzyła na swój telefon. Byłem bardzo ciekawy o czym myśli. Może usłyszała od niego, że wciąż ją kocha i teraz nie wie co ma z tym zrobić. Nie. Ona jest moja. Im dłużej stała, tym ja gorzej się czułem. Nie mogę pozwolić, żeby była nieszczęśliwa. A najwidoczniej teraz, tutaj tak właśnie jest. Sam nie wierzyłem w jakim kierunku brnęły moje myśli, ale nic nie mogłem na to poradzić. Wstałem powoli i ruszyłem w jej stronę.
-Jak chcesz to jedź do niego
-Słucham ? - podniosła na mnie wzrok
-Powiedziałem ...
-Wiem co powiedziałeś - machnęła lekceważąco ręką - nie rozumiem tylko dlaczego
-Obserwuje Cię Emily i mam wrażenie, że nie chcesz tu być
-Bo rozmawiałam z Theo ? - prychnęła - dorośli ludzie dzwonią do siebie od czasu do czasu, Marco
-Od dłuższej chwili stoisz i patrzysz na swój telefon. O czym myślisz ? Dalej go kochasz ?
-Czy gdybym go kochała to przyszłabym tu z Tobą?!
-Nie wiem - wzruszyłem ramionami - bywasz nieprzewidywalna
Spojrzała na mnie zdumiona, a ja pożałowałem swoich słów. Zerknąłem kątem oka na swoją rodzine i przyjaciół. Wszyscy na nas patrzyli. Czy my jesteśmy kurwa jakimiś aktorami i właśnie trwa przedstawienie ?! Nie !
-Skoro bywam nieprzewidywalna to trzeba było mnie nie zapraszać
-Przepraszam Em, chodziło mi o to, że ...
-Jestem tu, bo kocham Ciebie, a nie Theo czy Matta czy kogokolwiek innego ! Tylko Ciebie ! Przyjechałam, bo uwielbiam Twoją rodzine ! Przyjechałam, bo miałam nadzieje, że coś się między nami zmieni ! Jak widzę, bardzo się myliłam. A szkoda. Powinieneś czasem pomysleć nad tym co mówisz, bo najwidoczniej tego nie robisz ! Dorośnij Marco, bo Twoja zazdrość jest śmieszna i szczeniacka jednocześnie ! Nawet nie wiem co do mnie czujesz! Nie masz prawa być zazdrosnym o kogokolwiek! - powiedziała prawie na jednym wdechu, a zaraz potem odwróciła się i wybiegła
Zaskoczyła mnie. Nie byłem w stanie ruszyć się z miejsca. Czy ona przed chwilą powiedziała, że mnie kocha ? Nareszcie ! Spojrzałem na miejsce, w którym przed chwilą stała. Chciałem się uśmiechnąć, ale nie potrafiłem. Uciekła.
-Na co czekasz Marco ?! - warknęła Melanie - biegnij za nią zanim znowu zniknie na trzy lata czy na Bóg wie ile !
Miała racje. Czym prędzej ruszyłem w stronę wyjścia. Wybiegłem z domu, rozejrzałem się, ale nigdzie jej nie widziałem. Cholera Emi, gdzie się podziałałaś ?! Wytężyłem wzrok i wtedy ją ujrzałem. Była już prawie na końcu ulicy. Nie zastanawiając się nad niczym ruszyłem w jej stronę. Biegłem coraz szybciej byleby ją tylko dogonić.
-Emily - złapałem ją za rękę
-Puść mnie Marco - próbowała się wyrwać
-Nie - powiedziałem stanowczo stając przed nią
-Czego ode mnie chcesz ?!
-Ciebie. Chce Ciebie
Podniosła na mnie wzrok i dopiero teraz zauważyłem drobne łzy, które bardzo powoli spływały po jej cudownej twarzy. O nie. Nie powinna przeze mnie płakać. Nienawidzę patrzeć na jej łzy.
-Nie płacz - kciukiem otarłem jedną z łez - proszę
-Mam dość tego Marco - westchnęła - mam tego dość
-O czym Ty mówisz ?
-Powrót tutaj był błędem. Nie powinno mnie tutaj być
-Emily co chcesz zrobić ? - spytałem przerażony
-Nie wiem – wzruszyła ramionami odsuwając się ode mnie
-Posłuchaj - złapałem ją z powrotem za ramiona i spojrzałem jej w oczy - kocham Cię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Chce przy Tobie zasypiać i się przy Tobie budzi. Chce wracać do domu i mieć Cie przy sobie. Chce Cię wreszcie poślubić, a potem chce mieć z Tobą gromadkę dzieci. Chce dawać Ci szczęście, kochać Cię, pocieszać, ochraniać. Chce być jedynym facetem w Twoim życiu. Chce, żebyś mnie kochała i, żebyś za kilka lat wiedziała, że było warto. Chce Ciebie Emily. W całości. Jesteś idealna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Jesteś jedyną kobietą na tej planecie, która mnie uszczęśliwia. Nie chce nikogo innego. Chce Ciebie. Na zawsze.
-Och Marco - zakryła usta dłonią wybuchając głośnym płaczem, a zaraz potem rzuciła mi się w ramiona - ja też Cię kocham. Najbardziej na świecie !
-Jesteś moja - szepnąłem jej do ucha - od zawsze ...
-... na zawsze - dokończyła
Odsunąłem ją od siebie, delikatnie wziąłem jej twarz w swoje dłonie, a potem ją pocałowałem. Czule, delikatnie i słodko. Tak jakby to był nasz pierwszy pocałunek. Pierwszy pocałunek nowego początku.

piątek, 27 stycznia 2017

27.

[Emily]
Byłam tak zestresowana, że jeszcze chwila, a zaczęłabym obgryzać paznokcie, żeby tylko się czymś zająć. Stałam przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie. Założyłam czarne, eleganckie spodnie, białą bluzkę w czarne paski i białą marynarkę, a do tego czarne szpilki i duża torba. Wyglądałam ładnie, elegancko i poważnie. To dobrze. Powinnam zrobić przed sądem jak najlepsze wrażenie. Od soboty przygotowywałam się mentalnie na przesłuchanie, ale nie do końca byłam pewna czego mam się spodziewać. Bałam się, że coś pójdzie nie tak, że adwokat Caroline zagoni mnie w kozi róg i wszystko spieprzę. Na to nie mogłam sobie pozwolić.
-Emily - głos mojej siostry wyrwał mnie z zadumy - taksówka właśnie podjechała
-Dzięki, już idę - uśmiechnęłam się blado
-Jak się czujesz?
-W porządku - wzruszyłam ramionami, wrzucając do torebki ostatnie potrzebne rzeczy
-Postanowiłam, że przyjadę do sądu - poinformowała mnie, gdy schodziłyśmy po schodach - na salę nie wejdę, ale poczekam na korytarzu
-Tylko zmarnujesz czas - skrzywiłam się
-Mam go wystarczająco dużo, żebym mogła go trochę - zażartowała - przyjadę jak rozprawa już się zacznie, dobrze?
-Dobrze - wyszeptałam przytulając ją - dziękuję
-Trzymaj się Em - posłała mi troskliwe spojrzenie, a ja kiwnęłam głową i wyszłam z domu
Poprosiłam taksówkarza, żeby zawiózł mnie na ulicę równoległą do tej, na której mieści się sąd. Chciałam się jeszcze przejść i trochę odetchnąć lipcowym powietrzem. Moje obcasy stukały cicho o chodnik, gdy żwawo szłam do celu. Mijając kiosk zauważyłam kątem oka zdjęcia Marco. Zatrzymałam się, aby lepiej się przyjrzeć i moim oczom ukazały się nagłówki chyba wszystkich możliwych gazet. Przerażona podeszłam bliżej. 

“ZNANY PIŁKARZ DAMSKIM BOKSEREM!” 
“MARCO R. STANIE PRZED SĄDEM!” 
“ZNANY, UWIELBIANY … SADYSTA?” 
“MARCO R. ZNĘCAŁ SIĘ NAD SWOJĄ DZIEWCZYNĄ!”
“CO DALEJ Z KARIERĄ DAMSKIEGO BOKSERA?” 
“CZY MARCO R. BĘDZIE MIAŁ JESZCZE SZANSĘ SKRZYWDZIĆ KOLEJNE KOBIETY?” 
“CO WSTĄPIŁO W GWIAZDĘ BORUSSII DORTMUND?”

Krew mnie zalewała, gdy to wszystko czytałam. Miałam ochotę wykupić wszystko i sprzedać, ale to nie jedyny kiosk w tym mieście, w tym kraju, na tym kontynencie. Miałam wrażenie, że cały świat już wie o tych absurdalnych oskarżenia Caroline. Czy o to jej właśnie chodziło? O zrujnowanie życia Marco? Miałam ochotę wydrapać jej oczy, a nasiliło się to jeszcze bardziej, gdy tylko zobaczyłam ją na korytarzu sądu. Wyglądała strasznie, wciąż nosiła na sobie ślady pobicia. Ale ja jej nie współczułam. Nie mogłam. Minęłam ją bez słowa, kierując się w stronę prawnika. Obok niego stały siostry oraz rodzice Marco, jednak jego nigdzie nie było.

-Gdzie jest Marco?
-Już na sali - wyjaśniła pani Reus - cieszę się, że tu jesteś Emily
-Nie mogłabym być nigdzie indziej - uśmiechnęłam się blado
-Chodźmy na salę, zaraz się zacznie - powiedział Richard, ale ja się zawahałam
-Gdzie Ann i Mario?
-Zaraz tutaj będą, nie panikuj - najstarsza z dzieci państwa Reus objęła mnie i razem weszłyśmy na salę
Wtedy go zobaczyłam. Siedział przybity na ławie oskarżonych i wpatrywał się w swoje spięte kajdankami nadgarstki. Chciałam do niego podejść, ale jego siostra mnie powstrzymała.
-Teraz nie powinnaś do niego iść - westchnęła - poczekaj do końca rozprawy
-Łatwo powiedzieć - mruknęłam, ale posłusznie usiadłam na swoim miejscu
Kilkanaście minut później na sali byli już wszyscy, wszedł sędzia i rozprawa się rozpoczęła. Siedziałam między Yvonne, a Ann, które starały się dawać mi otuchy, ale niewiele to pomagało. Blondyn zobaczył mnie bardzo szybko, ale tak szybko jak mnie zauważył tak szybko odwrócił wzrok. Żadnego uśmiechu, żadnego dłuższego spojrzenia. Jakbym była my totalnie obojętna. Zdawałam sobie sprawę, że nie chciał nic komplikować, tym bardziej, że wszyscy na niego patrzyli, ale jakaś część mnie była urażona. Z przerażeniem słuchałam zeznań Caroline, a potem Marco. Zupełnie się rozbiegały i choć wierzyłam w niewinność Marco, to wiedziałam, że sąd ma słowo przeciwko słowu i będzie ciężko wygrać. Bez jednoznacznych dowodów się nie uda. Cholera.
-Britta Hackenberg - usłyszeliśmy wszyscy, a ja rozejrzałam się nerwowo
Z jednego z ostatnich rzędów wstała niezbyt wysoka, szczupła blondynka. Sztuczne piersi rozsadzały za małą, białą koszulkę, a czarna spódniczka była tak krótka i obcisła, że aż zrobiło mi się słabo. Ja wszystko rozumiem, ale żeby ubrać się tak do sądu? Poważnie? Z tego całego zamyślenia ominęłam moment, gdy kobieta się przedstawiała i ocknęłam się dopiero jak zaczęła odpowiadać na pytania sędziego.
-Kim pani jest dla oskarżonego?
-Jestem najbliższą przyjaciółką jego byłej narzeczonej - powiedziała zerkając na Marco morderczym wzrokiem
-Jak długo go pani zna?
-Od kiedy spotka się z Caroline, czyli trochę ponad dwa lata
-Co może nam pani powiedzieć o wydarzeniach z 28 czerwca bieżącego roku?
-Caroline zadzwoniła do mnie około piętnastej, żeby porozmawiać o weselu i poprawinach, gdy nagle usłyszałam jak Marco wrzeszczy na Caroline. Dosłownie wrzeszczał. Słyszałam jak mówiła do niego, żeby się uspokoił, a potem telefon upadł na podłogę i połączenie się urwało. Dzwoniłam jeszcze kilka razy, ale to nic nie dało. Kilka godzin później przyszła do mnie zapłakana i pobita, była tak przerażona, że nawet nie dała się dotknąć. Nie wiedziałam co mam robić, dopiero w poniedziałek rano udało mi się ją namówić na obdukcję i to, żeby poszła na policje
-Czy pani Bohs wskazała pana Reusa jako jedynego sprawcę?
-Tak
-Rozumiem - kiwnął głową, po czym oddał głos adwokatowi Caroline
-Czy pani Bohs kiedykolwiek skarżyła się na swojego narzeczonego?
-Czasami się kłócili, ale nie chciała o tym za dużo rozmawiać
-Czy pan Reus był agresywny wobec pani Bohs?
-Mówiła, że boi się go, gdy się kłócą - powiedziała drżącym głosem, a ja omal nie przewróciłam oczami - zdarzało się, że po kłótniach nie chciała się ze mną widywać albo ubierała się tak, żeby zakryć jak najwięcej ciała
-Dziękuję, nie mam więcej pytać - spojrzałam zdezorientowana na Ann, a ona wzruszyła ramionami
Gdy Richard podniósł się z miejsca i zapiął marynarkę na jeden guzik to nie spuszczałam go z wzroku. Pewnie podszedł bliżej przyjaciółki Caroline, po czym spojrzał na nią zimnym wzrokiem.
-Czy kiedykolwiek była pani bezpośrednim świadkiem kłótni między panią Bohs, a panem Reusem?
-Nie
-A może pani wskazać datę kiedy ostatni raz się pokłócili? Oczywiście w przybliżeniu - uśmiechnął się drwiąco
-Ja … ja … - rozejrzała się po sali - nie pamiętam
-Dobrze. Czy kiedykolwiek oprócz dwudziestego ósmego czerwca widziała pani ślady pobicia na ciele pani Bohs?
-Nie - przełknęła ciężko ślinę
-To może chociaż pani o nich słyszała?
-Caroline nie mówiła mi o takich rzeczach - wyjąkała
-Ale mówiła pani, że jesteście najbliższymi przyjaciółkami
-Tak - kiwnęła głową - ale nawet najbliższe przyjaciółki nie rozmawiają o takich rzeczach
-O której godzinie dokładnie zjawiła się u pani pokrzywdzona? - spytał zerkając na Marco
-Dokładnie nie jestem pewna, ale było już ciemno - skrzywiła się - tak, na pewno było ciemno
-Wobec tego musiało to być około godziny dwudziestej drugiej - spojrzał na sędziego, a potem na swojego przeciwnika - czy od godziny piętnastej do dwudziestej drugiej kontaktowała się z panią pani przyjaciółka?
-Nie - pokiwała przecząco głową
-Dziękuję. Nie mam więcej pytań - wrócił zadowolony na swoje miejsce, a ja uśmiechnęłam się szeroko
-Może pani wrócić na swoje miejsce - westchnął sędzia
-Emily Brown - usłyszałam i poczułam, że serce bije mi jeszcze szybciej
-Dasz radę - szepnęła Ann - będzie dobrze
Podeszłam do pulpitu, oparła dłonie na barierkach i spojrzałam na sędziego. Obowiązkowo spytał mnie o najważniejsze dane osobowe, a ja odpowiedziałam bez zająknięcia.
-Kim jest pani dla oskarżonego?
-Byliśmy zaręczeni, a teraz się przyjaźnimy
-Jak długo go pani zna?
-Kilkanaście lat, poznaliśmy się w szkole podstawowej
-A jak długo byliście parą?
-Sześć lat - odparłam pewnie
-Czy może pani powiedzieć cokolwiek o wydarzeniach z dwudziestego ósmego czerwca?
-Nie, nie było mnie wtedy w kraju - westchnęłam - ale dzień wcześniej na weselu Ann-Kathrin i Mario Gotze, pani Bohs mi groziła
-Pani Bohs czyli pokrzywdzona? - upewnił się, a ja kiwnęłam głową
-Tak - potwierdziłam jeszcze, zerkając na Caro, która usiłowała zabić mnie wzrokiem
-Proszę nam o tym opowiedzieć
Wzięłam głęboki oddech, po czym zaczęłam mówić. Wszystko to uzupełniało i potwierdzało część zeznań Marco, który bez żadnych skrupułów przyznał przed sądem, że pokłócił się z Caroline z mojego powodu i przyznał, że była to poważna kłótnia, która wbrew zeznaniom jego byłej narzeczonej, nie skończyła się pobiciem.
-Dziękuję bardzo. Czy obrońcy mają jakieś pytania?
Pierwszy “zaatakował mnie” adwokat Marco, z czego bardzo się cieszyłam.
-Czy w trakcie trwania pani związku z oskarżonym, bała się go pani?
-Nie
-Czy był wobec pani agresywny?
-Nie
-Czy kiedykolwiek podniósł na panią rękę?
-Nie
-A czy którakolwiek z wymienionych przeze mnie rzeczy ma miejsce teraz?
-Nie - pokręciłam przecząco głową
-Czy przyjaźniła się pani z panią Bohs?
-Kilka razy się spotkałyśmy, ale trudno to nazwać przyjaźnią
-Czy pani Bohs panią manipulowała?
-Tak
-W jaki sposób? - wtrącił sędzia
-Wmawiała mi, że jest moją przyjaciółką, że mi ufa, że zdaje sobie sprawę, że nie mam zamiaru odbić jej narzeczonego. Dopiero jak się postawiłam to zmieniła nastawienie o zaczęła mi grozić
-Czy pani zdaniem pan Reus byłby zdolny, żeby uderzyć panią Bohs?
-Nie. Marco nie uderzyłby ani mnie, ani Caroline, ani żadnej innej kobiety
-Dziękuję, nie mam więcej pytań
-Ja za to mam kilka - uśmiechnął się prawnik Caro, a ja miałam ochotę mu przywalić - jak długo nie widziała się pani z panem Reusem?
-Ponad 3 lata - odparłam
-A jak dużo czasu od pani powrotu do Niemiec spędziliście razem?
-Dość sporo - powiedziałam zgodnie z prawdą, na co on nieznacznie zmarszczył brwi, jakby spodziewał się innej odpowiedzi
-Ile z tego czasu spędziliście sami?
-Większość
-Kłóciliście się? - spytał po dłuższej chwili milczenia
-Nie, czasem zdarzały się drobne sprzeczki, ale były nieistotne
-Czego dotyczyły?
-Tego czy powinnam pić alkohol po poronieniu - przełknęłam ciężko ślinę - albo czy iść na spacer rano czy wieczorem
-Czy pan Reus zdradzał panią Bohs z panią?
-Pocałowaliśmy się, ale to nic nie znaczyło - westchnęłam - oboje byliśmy pod wpływem alkoholu
-Czy oskarżony nadużywa alkoholu?
Brawo Emily.
-Nie. Jest sportowcem i nie pije często
-Jest pani pewna?
-Tak, znam go
-Przed chwilą powiedziała pani, że byliście pod wpływem alkoholu - przypomniał mi, a ja omal nie przewróciłam oczami
-Panu nigdy nie zdarzyło się napić alkoholu?
-Ja tu jestem od zadawania pytań - warknął
-To było po tym jak straciłam swoje dziecko. Byłam załamana i zrozpaczona, chciałam topić smutki w alkoholu. Pierwszego dnia piłam sama, a Marco dopilnował, żebym wzięła leki i poszła spać - mówiłam zastanawiając się po co to opowiadam - kilka dni później był mecz. Wypiliśmy po jednym piwie, a w przypływie emocji,po wygranym meczu się pocałowaliśmy. To trwało zaledwie kilka sekund
Prawnik Caroline nie wydawał się przekonany, ale sędzia na którego spojrzałam patrzył na mnie z podziwem. Serio? Jestem szczera i mówię prawdę. To chyba normalne.
-Dobrze - odchrząknął - dlaczego rozstała się pani z oskarżonym?
-Przez nieporozumienie
-A mimo wszystko uciekła pani do Londynu
-Nie uciekłam, tylko wyjechałam - uśmiechnęłam się słodko precyzując jego wypowiedź
-Czy oskarżony chciał panią zmusić do ślubu?
-Nie
-Czy Marco Reus znęcał się nad panią psychicznie?
-Nie - skrzywiłam się
-A może bił panią? Katował? Gwałcił? - spytał ostro, wpatrując się we mnie tak intensywnie, że aż się wzdrygnęła
-Nie - prawie pisnęłam - nic z tych rzeczy
-Kłóciliście się będąc parą?
-Oczywiście, że czasem się kłóciliśmy, jak to w związku. Raz jest lepiej, a raz gorzej
-Jak poważne były to kłótnie?
-Nie były zbyt poważne. Może raz czy dwa zdarzyło się, że było poważnie
-Co to znaczy?
-To znaczy, że prawie się rozstawaliśmy, ale byliśmy dzieciakami i takie rzeczy były normalne
-Jak często się kłóciliście? - spytał, a ja zastanawiałam się, po cholerę wałkuje temat kłótni
-To znaczy? - dopytałam
-Ile razy w tygodniu?
-Interesuje też pana jak często uprawialiśmy seks? - zapytałam zirytowana, a kilka osób na sali parsknęło śmiechem
-Panno Brown - powiedział oburzony sędzia, ale w oczach błyszczało rozbawienie - następnym razem będę musiał ukarać panią grzywną
-Przepraszam - mruknęłam i spojrzałam na adwokata “pokrzywdzonej” - myślę, że sprzeczaliśmy się może kilka razy w miesiącu. O to na co idziemy do kina, u kogo nocujemy, czy w jakiej knajpie jemy obiad
-Nie mam więcej pytań - bąknął
-Może pani wrócić na swoje miejsce - uśmiechnął się sędzia
Zadowolona wróciłam na swoje miejsce, a moja przyjaciółka posłała mi szeroki uśmiech.
-Byłaś świetna mała - szepnął Mario
-Dziękuję - odetchnęłam z ulgą, że już po wszystkim
-Marco będzie Ci za to mocno dziękował - zachichotała modelka
-O ile to coś dało - mruknęłam
-Zalazłaś za skórę Caro i jej prawnikowi. Jestem z Ciebie dumna
-To nie było takie łatwe - wypuściłam ze świstem powietrze - czasem byłam poważnie przerażona, że powiedziałam za dużo
-Mówiłaś prawdę i niczego nie pominęłaś. To się chwali
Kolejni świadkowie zeznawali na korzyść Marco, ale to wciąż były tylko poboczne zeznania. Nic co mogłoby poważnie konkurować z obdukcją i zeznaniami Caroline. Co chwila na nią zerkałam i choć nie wyglądała na taką pewną siebie jak na początku, to widziałam też, że nie zamierza się poddawać. Cholera. Mijały sekundy, minuty, godziny, a sprawa wciąż tkwiła w martwym punkcie. Traciłam powoli nadzieję, gdy nagle telefon zawibrował mi w torebce. Szybko rozejrzałam się po sali, ale nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Dyskretnie wyjęłam smartfona i przeczytałam wiadomość od mojej siostry, która sprawiła, że poziom nadziei w moim organizmie powiększył się dziesięciokrotnie.
“Em jakaś kobieta chodzi po korytarzu i twierdzi, że musi zeznawać, bo wszystko wie, ale ochrona nie chce jej wpuścić. Wydaje się cholernie wiarygodna i zmartwiona.”
“Zaraz coś wymyślę. Nie pozwól jej wyjść.”
Podałam telefon z otwartymi wiadomościami do Melanie, a ona podała go Richardowi. Kiwnął głową na znak zrozumienia, po czym przerwał świadkowi, zwracając się do sędziego.
-Wysoki Sądzie wnoszę o piętnaście minut przerwy. Pojawiły się nowe dowody w sprawie i chciałbym je sprawdzić, zanim zaprezentuje je tutaj na sali - usłyszeliśmy wszyscy i modliłam się, żeby sędzia się zgodził
-Dobrze. Piętnaście minut i ani chwili dłużej - odparł
Gdy tylko sędzia opuścił salę rozpraw to prawnik piłkarza wybiegł z sali. Chciałam iść za nim, ale powstrzymał mnie Mario. Może to i lepiej. Przez cały kwadrans przerwy, ani na moment nie wyszłam na korytarz i co chwila zerkałam na Marco, który udając niewzruszonego siedział wyprostowany na krześle i wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Caroline natomiast tak się zestresowała, że nerwowo wykręcała palce i patrzyła wszędzie, nawet na mnie. Jej zdenerwowanie, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że bezczelnie kłamała z tymi oskarżeniami. Miałam, tylko nadzieję, że ta kobieta ma coś sensownego do powiedzenia i to pomoże. W niej ostatnia nadzieja nas wszystkich. Po wyznaczonym czasie wszyscy znowu zebrali się w sali, adwokat porozmawiał z sędzią i swoim przeciwnikiem, po czym kobieta została wezwana na świadka. Niepewnie podeszła do pulpitu, przedstawiła się i zaczęła mówić. A ja zbierałam szczękę z podłogi.
-Kim jest dla pani oskarżony? - czyli standardowe pytanie na sam początek
-Jest moim sąsiadem
-Jak długo się znacie?
-Oficjalnie się nie poznaliśmy - odchrząknęła - ale znam z widzenia jego i jego narzeczoną. Czasem na siebie wpadaliśmy i wymieniliśmy kurtuazyjne powitania
-Rozumiem. Co może nam pani powiedzieć o wydarzeniach z dwudziestego ósmego czerwca?
-Tego dnia jakoś po południu usłyszałam krzyki z mieszkania pana Reusa. Bardzo mocno kłócił się ze swoją narzeczoną, co nigdy wcześniej się nie zdarzało. Kilka razy usłyszałam huk, jakby coś upadło na ziemię i się rozbiło. Akurat, gdy miałam iść ze swoim synkiem i psem na spacer, żeby nie słuchać tych krzyków to pan Marco wyszedł wściekły z mieszkania i trzasnął drzwiami. Po chwili za nim wybiegła pani Caroline, płakała i błagał, żeby jej nie zostawiał, bo ona tak strasznie go kocha. Nie zauważyła mnie, gdy stałam na schodach i czekałam, aż wejdzie do mieszkania. Zrobiła to po kilku minutach i wtedy na korytarzu zapanowała cisza. Nie chciałam o tym zbytnio rozmyślać i wyszłam na spacer. Gdy dwie godziny później wracałam do mieszkania, to razem ze mną do budynku wszedł jakiś mężczyzna. Wysiadł na piętrze państwa Reus, a następnie skierował swojego kroki do ich mieszkania. Zanim drzwi windy się zamknęły to usłyszałam jeszcze jak pani Caroline mówiła do niego, żeby uderzył ją mocno, bo to musi wyglądać jak napaść. Szczerze mówiąc nie wzięłam jej słów na poważnie. W poniedziałek wyjechałam na wakacje i dopiero dzisiaj dowiedziałam się o oskarżeniach i rozprawie. Jestem pewna, że to nie pan Marco Reus pobił panią Caroline Bohs. Ręczę za to głową - zakończyła, a ja patrzyłam zdumiona to na Marco, to na sędziego i Caroline
-Dziękujemy, proszę usiąść
-Zaraz, a pytania? - spytał adwokat Caro
-Myślę, że tutaj niepotrzebne są pytania, bo wszystko jest jasne. Udamy się teraz na naradę, a po powrocie nastąpi odczytanie wyroku i jego uzasadnienia
Tak mocno zaciskałam kciuki, że paznokcie wbijały mi się w dłonie, ale starałam się nie zwracać uwagi na ból jaki mi towarzyszył. Wszyscy bardzo się stresowaliśmy, chociaż po takich zeznaniach nie może być źle. Po prostu nie może.
-Sąd uznaje oskarżonego Marco Reusa za uniewinnionego od zarzucanego mu czyny - usłyszałam i uśmiechnęłam się tak szeroko, że aż zdrętwiała mi szczęka, a to co dalej mówił sędzia już do mnie nie trafiało
Nawet nie pamiętałam jak wszystko się zakończyło, ale wiedziałam, że Marco podziękował swojemu prawnikowi, a zaraz potem rzuciłam mu się w ramiona. Nic mnie nie interesowało. Ani to, że wszyscy na nas patrzą, ani to że wczepiłam się w niego jak mała, bezbronna dziewczynka w swojego misia, ani nawet to, że nie wiedzieć kiedy zaczęłam płakać. Makijaż, który spływały razem z moimi łzami zatrzymywał się na śnieżnobiałej koszuli blondyna, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało, bo trzymał mnie mocno w swoich silnych ramionach.
-Nie płacz - szepnął mi do ucha - gdzie jest ta silna i odważna dziewczyna, która pyskowała adwokatowi?
-Poszła na spacer - pociągnęłam nosem, patrząc na niego niepewnie, a on roześmiał się wesoło
-To może jej poszukamy? - zaproponował
-Bardzo chętnie - uśmiechnęłam się delikatnie
Blondyn wyciągnął z kieszeni chusteczkę, otarł nią moje łzy, po czym spojrzał na swoją rodzinę i przyjaciół, którzy stali kilka kroków za nami.
-Zabiorę Emily na spacer. Spotkajmy się u Was w domu za dwie godziny. Mamo możesz zrobić obiad? - błysnął uśmiechem - jestem strasznie głodny
Opuściliśmy budynek sądu tylnym wejściem i udaliśmy się na krótki spacer. Przez chwilę oboje milczeliśmy nie wiedząc co należy powiedzieć.
-Dziękuję - odparł po chwili

piątek, 20 stycznia 2017

26.

[Emily]
Byłam w raju. Już po kilku dniach spędzonych na Barbadosie czułam się fantastycznie, a co dopiero po prawie dwóch tygodniach. Codziennie robiłam mnóstwo rzeczy, czasem biegałam, pływałam, opalałam się, czy zwiedzałam, najwięcej zwiedzałam. Było tak pięknie, że każdego dnia coraz bardziej zachwycałam się widokami, między innymi, dlatego właśnie wstawałam z samego dnia. Nie chciałam tracić chwil, w tak idealnym miejscu. Miałam wolne nie tylko od Dortmundu, złych myśli i całej tej sztywnej atmosfery, ale też od telefonu, internetu, ludzi. Chociaż oczywiście nie od wszystkich. Miałam kontakt z mamą - musiałam się jej meldować, z Ann - ja meldowałam się jej, a ona mnie, z Annie - poznała na weselu państwa Gotze faceta, o którym koniecznie musiała mnie informować, czasem też z Amą - jej sielankowe, rodzinne życie nie zmierza, ani w stronę końca, ani rutyny. Moi przyjaciele załatwili mi najlepszy hotel w całej okolicy, który zapewne kosztował więcej niż byłam sobie w stanie wyobrazić, ale szybko udało mi się przyzwyczaić i chyba jak wrócę do Niemiec, to zaproszę ich na wielką, pyszną kolację. Dni mijały mi szybko i choć czasem po całym dniu padałam spać w opakowaniu, to moje myśli wciąż okupował Marco, pojawiała się w nich również jego szanowna narzeczona. Zastanawiałam się, jak bardzo ucieszył się z wiadomości, że zostanie ojcem, czy przyspieszył decyzję o ślubie, a także wyobrażałam go sobie w roli taty. Byłby i będzie najlepszym tatą na świecie. Wiem to. I żałuję, że to nie moich dzieci będzie ojcem. Kilka minut po przebudzeniu usłyszałam pukanie do drzwi, co było dość dziwne, bo nie zamawiałam obsługi hotelowej, ani nic w tym rodzaju. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam otworzyć. Mogłabym spodziewać się, każdego. Każdego oprócz niej.
-Yvonne - wykrztusiłam, po kilkunastu sekundach
-Mogę wejść Emily? - uśmiechnęła się delikatnie, a ja wciąż oszołomiona kiwnęłam głową
-Co Ty tu robisz?
-Przyjechałam po Ciebie, muszę Ci coś powiedzieć, a potem musimy wracać do Dortmundu - powiedziała cicho
Cholera. Czy coś się stało?
-O co chodzi? - przełknęłam ciężko ślinę
-O Marco
Widziałam jak kobieta usiadła na fotelu, więc ja usadowiłam się na łóżku. Cały czas jej się przyglądałam, usiłując wyczytać coś z jej twarzy. Niestety najwidoczniej nie potrafię robić takich rzeczy.
-On chciał tu do Ciebie przyjechać - odparła w końcu - ale nie może
-Nie musisz mi tłumaczyć - powiedziałam cierpko - wszystko rozumiem
-Ma zakaz opuszczania miasta, więc tym bardziej nie może wsiąść w samolot i lecieć na Barbados
Zaraz. Moment. Jaki zakaz?!
-Yvonne ja nic nie rozumiem - pokręciłam z niedowierzaniem głową
-Rozumiem, że przez ostatnie dwa tygodnie nie odpalałaś internetu?
-Nie - odparłam nieco ze wstydem
-Wszystko Ci powiem, tylko mi nie przerywaj, dobrze? - spytała, a gdy kiwnęłam głową, na znak zrozumienia to zaczęła mówić dalej - zaraz po poprawinach Marco pokłócił się z Caroline w efekcie czego się rozstali i wyrzucił ją z domu. Kilka dni później został zatrzymany na czterdzieści osiem godzin, bo Caro oskarżyła go o napaść. Ktoś ją pobił i ona utrzymuje, że to Marco, a prokurator jest jej niestety bardzo przychylny. Rozprawa miała się odbyć na początku września, ale przesunęli ją na najbliższy poniedziałek. Emily musisz wrócić do Dortmundu, on Cię teraz potrzebuje
Kłótnia. Rozstanie. Napaść. Areszt. Rozprawa. W głowie mi się kręciło od tego wszystkiego, oczy wypełniły się łzami, które powoli spływały po policzkach i nie byłam w stanie nic powiedzieć.
-Czy on może pójść do więzienia? - szepnęłam
-Nie wiem - westchnęła nieco mniej roztrzęsiona niż ja
-Przecież on nigdy nie uderzyłby kobiety, to niemożliwe, żeby zrobił cokolwiek Caroline - powiedziałam płaczliwie - ona ma w ogóle jakiekolwiek dowody?
-Obdukcje i świadka, ale nie bezpośredniego
-Kto to jest?
-Jej przyjaciółka - mruknęła, a ja omal nie przewróciłam oczami
-Jak on się czuje?
-Trzyma się - wzruszyła ramionami - szukał Cię, naprawdę chciał się z Tobą spotkać albo chociaż skontaktować
Boże. Gdybym tylko nie wyjechała. Dlaczego wyjechałam? Cholera.
-Hej mała - pobiegła do mnie i mnie przytuliła, a ja dopiero zdałam sobie sprawę jak mocno płakałam - już jest w porządku. Nie płacz proszę, zobaczysz, że wszystko się ułoży i będziemy się z tego śmiali. Musimy go najpierw wyrwać ze szponów Caro i jej głupich pomysłów
-Muszę go zobaczyć - pociągnęłam nosem
-Do rozprawy jest w areszcie - pogładziła moje włosy - boją się, że wykręci jakiś numer
-Prawnik? - spytałam wtulając się w nią
-Klubowy - wyjaśniła - obiecał go z tego wyciągnąć
-W porządku - pokiwałam głową - boję się o niego
-Ja też się boję, to mój młodszy braciszek, ale jest niewinny i nie pozwolę, żeby Caroline zrujnowała mu życie
Siedziałyśmy wtulone w siebie, ale tylko ja płakałam i pozwalałam kobiecie, żeby mnie pocieszała. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Jaką trzeba być osobą, żeby w ramach zemsty oskarżyć kogoś o napaść? I kto w ogóle ją pobił? Sama sobie, przecież tego nie zrobiła.
-Gdybym wiedziała wcześniej to bym już dawno wróciła - jęknęłam
-Nie chcieliśmy Cię martwić. Marco nie chciał
-A co mnie obchodzi, czego on by chciał? - bąknęłam, a ona się uśmiechnęła - tu chodzi o niego, a nie o mnie
-Em nie mam pojęcia czym kierował się mój brat, ale najpierw kazał Cię znaleźć, a jak wiedział już gdzie jesteś to kazał się z Tobą nie kontaktować. Powiedział, że potrzebujesz odpoczynku i na razie nie ma powodu,żeby Cię denerwować
Czyli sam też nie chciał się ze mną kontaktować.
-A gdy przesunęli rozprawę to poprosił, żebyście mnie ściągnęli? - spytałam z nadzieją, ale kobieta pokręciła przecząco głową
-Nie wie, że tu jestem. On chce pokazać wszystkim, że jest twardy i da sobie radę, ale ja go znam i doskonale wiem, że jest przerażony i będzie potrzebował wsparcia. Ty będziesz dla niego najlepszym wsparciem
-Jasne - przełknęłam ciężko ślinę - powinnam się spakować. Kiedy wracamy?
-Za kilka godzin mamy samolot
-Dobrze - kiwnęłam głową, wstając z łóżka
Wyciągnęłam walizki spod łóżka, otworzyłam szafę i przyglądałam się swoim ubraniom. Na początek wyjęłam sobie czystą bieliznę, szarą koszulkę z krótkim rękawem i kolorowym napisem oraz czarne szorty.
-Wezmę szybki prysznic - zakomunikowałam
-Pewnie, leć - machnęła ręką
W ciągu kilkudziesięciu minut wykąpałam się, ubrałam i związałam mokre włosy w luźnego koka. Przy okazji spakowałam wszystkie kosmetyki do kosmetyczki, wyszłam z łazienki, a tam przeżyłam kolejny szok. Wszystkie moje rzeczy leżały złożone w walizce, a Yvonne rozmawiała z kimś przyciszonym głosem przez telefon. Po cichu, żeby jej nie przeszkadzać dopakowałam bagaż, postawiłam go przy drzwiach i spakowałam jeszcze walizkę podręczną.
-Dziękuję - powiedziałam, gdy odłożyłam telefon - nie musiałaś tego robić
-Chciałam - uśmiechnęła się - lepiej się czujesz?
-Jako tako - wzruszyłam ramionami - ale z Marco pewnie jest gorzej
-Em on się boi, jest przerażony i załamany. To wszystko prawda, ale dużo bardziej bał się o Ciebie i myślę, że wciąż się martwi
-O mnie? - zmarszczyłam brwi, niewiele z tego rozumiejąc
-On Ci to wyjaśni, ja nie wiem wszystkiego - spojrzała na mnie przepraszająco - tylko się nie obwiniaj, dobrze? Caroline jest niezrównoważona psychicznie i coś jej odbiło
Doskonale o tym wiem. Tylko … co z ich dzieckiem?
-Zdążyłam zauważyć - skrzywiłam się, nie wypowiadając na głos pytania, które mnie męczyło
-Jesteś już gotowa? Wymeldujemy Cię, zjemy śniadanie i będziemy się zbierać na lotnisko
-Pewnie, możemy iść
Ostatni raz upewniłam się, że wszystko mam, założyłam białe Converse i zgarniając wcześniej swoje walizki, wyszłam z pokoju hotelowego. Kobieta szła koło mnie, jedynie z dużą torbą na ramieniu, a ja zastanawiałam się, czemu zgodziła się tu po mnie przyjechać. Mia jest jeszcze taka malutka. Czy kiedyś już rozstawały się na długo?
-Wystarczyło zadzwonić i bym wróciła. Nie musiałaś przylatywać
-Musieliśmy mieć pewność, że jesteś cała i wrócisz bezpiecznie
-Ann i Mario są już w Dortmundzie?
-Tak, wrócili wczoraj
-Okej - uśmiechnęłam się blado, wchodząc do windy - to dobrze
Kilka minut później wymeldowałam się z pokoju, a siostrze piłkarza udało się przekonać menadżera hotelu, że to wyjątkowa sytuacja i, żeby zwrócili nam część pieniędzy. Dzięki niech państwo Gotze odzyskali nieco ponad połowę kwoty. Lepsze to niż nic.
-Co byś chciała zjeść? Ja jestem tak głodna, że zjadłabym konia z kopytami - powiedziała rozglądając się po sali
-W zasadzie to …
-Tylko nie mów, że nie jesteś głodna - przerwała mi idąc do stolika
-W porządku. Weź mi cokolwiek - machnęłam ręką - popilnuję rzeczy
-Okej - uśmiechnęła się szeroko, idąc w stronę bufetu śniadaniowego
Nie minęło nawet dziesięć minut, a kobieta przyszła z pełnymi jedzenia talerzami. Omal nie dostałam zawału na ten widok.
-Yvonne, nie zjemy tego - prawie pisnęłam - oszalałaś?!
-Bez przesady. Damy radę - zachichotała, a ja zastanawiałam się skąd nagle ma taki dobry humor
-Yhmm - sięgnęłam po filiżankę i upiłam łyk kawy
-Czy można rozmawiać na poważne tematy przy śniadaniu?
-Dlaczego pytasz?
-Bo chcę z Tobą pogadać
-Nawet wiem o czym - mruknęłam
-Wiem, że wszyscy wtrącamy się w Wasze sprawy i pewnie macie już dość, ale cholera Wy nie możecie się dogadać. Z czego to wynika?
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - po prostu to tak samo wychodzi
-Gdybyście byli ze sobą szczerzy to pewnie byłoby inaczej - zasugerowała
-A skąd wiesz, że nie jesteśmy? - uśmiechnęłam się delikatnie
-Bo widzę jak na siebie patrzcie, a do tego widzę jak się zachowujecie. Jedno wyklucza drugie
-Yvonne posłuchaj - zaczęłam - to skomplikowane. Wiem, że Wy uważacie, że tak nie jest, ale to moje życie. Moje i Marco. Skoro mamy problem z dogadaniem się to znaczy, że dla nas nie jest to takie proste. W ostatnim czasie wydarzyło się tak wiele, że straciłam już rachubę, teraz chciałam spróbować i znowu się nie udało. Nie mam siły na to, muszę wyluzować, ale jak widzisz ktoś tam ja górze nie chce mi na to pozwolić
-Co to znaczy? - zmarszczyła brwi
-To znaczy, że mimo krótkiego odpoczynku znowu coś zwaliło mi się na głowę, ale nie to jest teraz najważniejsze. Teraz muszę pomóc Twojemu bratu i go wspierać, a potem oboje będziemy potrzebowali przerwy
-Emily - położyła głowę na stole - jaką przerwę? Ile chcesz mieć lat jak wreszcie szczerze pogadacie? Osiemdziesiąt?
Zaśmiałam się, ale zaraz znowu spoważniałam.
-Nie zamierzam robić sobie przerwy z Twoim bratem, ani się od niego odsuwać. Naprawdę. Ale nie chcę nic przyspieszać, ani spowalniać. Chcę pozwolić, żeby moje życie toczyło się swoim rytmem, w takim tempie jakim powinno. Chciałabym odzyskać spokój i poczucie bezpieczeństwa.
-To brzmi rozsądnie - przyznała mi rację - ale Marco nie jest cierpliwym człowiekiem
-Wiem - roześmiałam się kolejny raz - nie zamierzam go na siłę powstrzymywać
-Alleluja! - uniosła ręce do góry, a ja przewróciłam oczami - wreszcie stanie się cud
-Najpierw niech stanie się cud i Caroline się ogarnie - westchnęłam - albo stanę przed sądem z tymi samymi zarzutami co Marco
-Chciałabym zobaczyć jak spuszczasz jej łomot - szepnęła konspiracyjnie - poważnie. Nawet bym Ci pomogła
-Pewnie nie tylko Ty - zażartowałam
-Kochasz mojego brata - powiedziała po minutach milczenia, a ja kiwnęłam głową - nigdy nie przestałaś go kochać
-Byłam głupia, że od niego odeszłam. Nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę o tym myśleć
-On każdego dnia obwinia się, że pozwolił Ci odejść. No i za to, że do tego dopuścił
-Teraz wiem, że to nie była jego wina - skrzywiłam się - ale czułam się taka skrzywdzona, że nie mogłam przestać go obwiniać
-Mama od początku mówiła, że jesteście dla siebie stworzeni. A potem się rozstaliście i nikt nie mógł w to uwierzyć. To było takie nierealne - pokręciła z niedowierzaniem głową - jego świat totalnie się zmienił
-A ja nagle wróciłam i znowu wywróciłam wszystko do góry nogami
-Nie - uśmiechnęła się - sprawiłaś, że wszystko wróciło na swoje miejsce
Wzruszenie ścisnęło mnie za serce, ale nie mogłam się znowu rozpłakać.
-Zawsze należałaś do naszej rodziny - spojrzała na mnie z siostrzaną miłością - i to się nigdy nie zmieni
-Byłam pewna, że będziecie mnie nienawidzili - szepnęłam - a potem jakimś cudem Mela się ze mną skontaktowała i była taka cudowna. Wiedziałam, że chcecie być neutralne, ale przez chwilę mogłam wierzyć, że jesteście po mojej stronie i mnie rozumiecie
-Byłyśmy neutralne, bo nie mogłybyśmy wybrać między Tobą, a Marco. Nie zmieni to jednak faktu, że rozumiałyśmy Ciebie i jego też. Postąpiliście pochopnie. Oboje. Byliście młodzi i w głębi serca przerażeni ślubem, to się zdarza
-Już wiem, czemu jesteś psychologiem - uśmiechnęłam się, a ona zachichotała - możesz kontynuować, jeśli chcesz. Uwielbiam Cię słuchać
-Minęło wystarczająco dużo czasu, żebyście pozbyli się poczucia winy i przestali żyć przeszłością, a skupili się na tym co jest teraz. Nie wierz w to co mówią ludzie. Wina nigdy nie leży po jednej stronie, a Ci którzy tak twierdzą, nie chcą się przyznać do błędu
-Poważnie? - zmarszczyłam nos patrząc na nią - a co gdy jedna osoba zdradza? Albo co w przypadku przemocy domowej?
-Em przemoc domowa to zupełnie co innego - skrzywiła się - nie wrzucamy wszystkiego do jednego worka
-Przepraszam - uśmiechnęłam się przepraszająco - ale co ze zdradą?
-Osoba szczęśliwa i spełniona nie zdradza - upiła łyk zielonej herbaty - ja tak uważam
-Masz rację - kiwnęłam głową
Ja zdradziłam Theo. Marco zdradził Caroline. Z mojej strony to było świadome i dobrowolne. I Yvonne miała rację. Gdybym była szczęśliwa i spełniona to bym tego nie zrobiła, ale nie byłam. Czegoś mi brakowało. Kogoś.


Przeklęłam w duchu korki i taksówkę, którą jechałam. Nienawidzę się spóźniać, ale oczywiście kogo to obchodzi? Gdy wreszcie dojechałam na miejsce to szybko zapłaciłam kierowcy, po czym wręcz wbiegłam do budynku. Mało kto pracuje w sobotę, ale prawnik Marco miał zapewne jeszcze sporo roboty przed poniedziałkową rozprawą. Trener umówił mnie na spotkanie z klubowym adwokatem, ale nie chciałam iść sama, więc ubłagałam Melanie, żeby wybrała się ze mną. I to ja oczywiście byłam spóźniona. Cholera.
-Bardzo przepraszam za spóźnienie - jęknęłam wchodząc do gabinetu - straszne korki na mieście
-Nic się nie stało - uśmiechnął się mężczyzna w średnim wieku
-Emily Brown - wyciągnęłam do niego swoją drżącą ręką - proszę mi mówić po imieniu
-Richard Hubauer - uścisnął moją dłoń i wskazał krzesło obok siostry blondyna - proszę usiąść
-Dziękuję bardzo
Opadłam na krzesło, przywitałam się z kobietą i spojrzałam wyczekująco na prawnika.
-Melanie mówiła mi, że jesteś dla Marco jak rodzina i nie muszę mieć przed Tobą tajemnic
-Cóż … przyjaźnimy się - odchrząknęłam - martwię się o niego
-W porządku. Jak wiesz Marco jest oskarżony o napad - kiwnęłam głową, więc kontynuował - pani Bohs ma dowody na potwierdzenie swojego oskarżenia. Poddała się bardzo szczegółowej obdukcji, złożyła zeznania przeciwko Marco i ma świadka, który widział ją po rzekomym zdarzeniu
-Dobrze, ale nie ma świadka, który widział jak Marco ją bił - przerwałam mu - słowo przeciwko słowu
-Nie ma też świadka, który potwierdziły, że gdy Marco wychodził z mieszkania, to jego narzeczona była cała i zdrowa
-Była narzeczona - skorygowała go Mela
-W takim razie, czy to co Caro ma przeciwko Marco wystarczy, żeby go skazać? - przełknęłam ciężko ślinę - a jeśli tak to co mu grozi?
-To zależy od sądu. Może być to kara grzywny, kara ograniczonej wolności, a w najgorszym wypadku kara pozbawienia wolności
-Na ile?
-Maksymalnie do roku - spojrzał na mnie - ale nie dopuszczę do tego
-Skoro może dostać, tylko grzywnę to po cholerę zatrzymali go w areszcie do czasu rozprawy?
-Prokurator tak postanowił - wzruszył ramionami - zdaje się, że jeśli chodzi o przemoc wobec kobiet to jest bezwzględny
-Fajnie, że Marco musi cierpieć przez to, że Caroline jest taka głupia - powiedziałam gorzko
-Richardzie - zaczęła Melanie - Emily chciałaby być na rozprawie
-Oczywiście, wpiszę ją na listę - potarł dłonią kark - ale szczerze mówiąc myślałem o czymś jeszcze
-Tak? - zmrużyłam oczy
-Słyszałem, że byłaś narzeczoną Marco, byliście razem dość długo, prawda?
-No tak - przytaknęłam zawstydzona
-Chciałbym, żebyś zeznawała. Znasz go. Mogłabyś powiedzieć jaki był kiedyś i jak Cię traktował
-To było zbyt dawno, żeby sąd wziął to pod uwagę - skrzywiłam się - ktoś jeszcze że zeznaje?
-Kilka osób - uśmiechnął się i ja zrobiłam to samo - psycholog klubowy, którego opinia sprzed kilku tygodni jest już w aktach, trenerzy, kilku zawodników, osoby z najbliższego otoczenia. Nawet kilku sąsiadów
-Ale nikt nic nie widział - westchnęłam - czy to pomoże?
-Nawet jeśli nie będziemy mieli dowodu, że Caroline kłamie to udowodnimy, że Marco nigdy nie był agresywny i sąd będzie łagodniejszy
-Jest niewielka szansa, że zostanie uniewinniony, tak?
-Walczymy do ostatniego gwizdka - posłał mi pocieszające spojrzenie - obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy
-A jakby ona się przyznała przed sądem do kłamstwa? - spytałam tracąc nadzieję
-Skoro do tej pory nie zmieniła zeznań, to w poniedziałek też tego nie zrobi - odchylił się na krześle
-A gdyby tak jakoś ją przekonać? Porozmawiać z nią? - zasugerowałam
-Absolutnie nie Emily! Nawet nie próbuj się z nią kontaktować
-Richard ma rację - poparła go moja niedoszła szwagierka - możesz zaszkodzić nie tylko Marco, ale też sobie
-To co mam siedzieć z założonymi rękami i czekać na wyrok?
-Na razie tak
-Na razie? - prawie pisnęłam - po jutrze jest rozprawa, która można zniszczyć mu reputację
-Nie było jeszcze rozprawy, a brukowce już o nim mówią - jęknęła jego siostra - to chyba numer jeden w Niemczech teraz
-Caroline zapłaci za to co zrobiła - mruknęłam
-Emily wiem, że to nie jest łatwe, ale powstrzymaj się od jakichkolwiek zbędnych ruchów. Może omówimy Twoje zeznania?
-A co tu trzeba omawiać? - zmarszczyłam brwi - powiem prawdę
-Sąd i adwokat Caro mogą Cię pytać o dość nieprzyjemne rzeczy
-Jaki na przykład?
-Czy Marco kiedykolwiek Cię uderzył, czy był agresywny, czy się go bałaś - zerknął na mnie, po czym skupił się na notatkach - za te pytania dam sobie uciąć rękę
-Na każde z tych pytań odpowiedź brzmi nie - bąknęłam - wszyscy o tym wiedzą
-Jaka jest opinia psychologa? - spytała cicho Melanie
-Pozytywna. Nie potwierdza żadnych zarzutów Caroline
-A tego biegłego?
-Biegłego psychologa? - spytałam z niedowierzaniem
-Prokurator wysłał Marco na badania, bo jak twierdził psycholog klubowy mógłby być nieprofesjonalnie nastawiony, a po za tym jego opinia jest sprzed kilku tygodni - westchnął prawnik - ale nie znam wyników. Wszyscy dowiemy się w poniedziałek
-O której jest rozprawa?
-O dziesiątej
-Wiadomo jak długo może potrwać?
-To zależy - wzruszył ramionami - mam nadzieję, że nie. No i dobrze by było, gdyby wyrok zapadł od razu
-Jeśli coś pójdzie nie tak to będziesz się odwoływał?
-Oczywiście - prychnął,po czym dodał na rozluźnienie atmosfery - ja nie przegrywam
-To chyba oczywiste - uśmiechnęłam się szeroko - czy jest coś jeszcze do omówienia?
-Nie, ale przygotuj się, że mogą Cię maglować w poniedziałek
-Jasne, ale spokojnie. Łatwo się nie dam - zachichotałam wstając z miejsca, więc on zrobił to samo i zapiął swoją marynarkę
-Do zobaczenia - uścisnął moją dłoń, po czym w ten sam sposób pożegnał się z Melanie
-Do zobaczenia - westchnęłam wychodząc
Gdy stałyśmy na ulicy to wygładziłam swoją śliwkową sukienkę i spojrzałam na mamę Niko.
-Dobrze, że już jesteś - przytuliła mnie mocno
-Ciebie też dobrze widzieć - objęłam ją - wyskoczymy na jakąś kawę?
-Bardzo chętnie! - uśmiechnęła się - muszę ochłonąć
-Dlaczego muszę być na liście, żeby wejść na rozprawę? - spytałam, gdy szłyśmy w stronę kawiarni
-To ma być rozprawa zamknięta, nie chcemy żeby reporterzy mogli na nią wejść. Nigdy nie wiadomo, co takiego Caroline by chciała powiedzieć publicznie
-No tak - przewróciłam oczami - rozumiem
-Jak było na wakacjach?
-Bardzo przyjemnie, trochę sobie odpoczęłam
-Pięknie się opaliłaś - spojrzała na mnie rozmarzona - chociaż Ty po prostu masz idealną karnacje
-Nie prawda - zaśmiałam się - w zimę mogę być blada jak ściana
-W porównaniu z Marco to zawsze wyglądasz na opaloną - zażartowała
-Ale on dużo szybciej łapie słońce i też opala się na brązowo. U niego dłużej się to utrzymuje - przepuściłam ją w drzwiach
-Chyba tylko ja w tej rodzinie opalam się na czerwono - odwróciła się, żebym zobaczyła jej naburmuszoną minę, a ja wybuchłam śmiechem
-Dzień dobry, co sobie pani życzy? - spytał uprzejmie facet na kasie
-Dzień dobry, poproszę latte z syropem karmelowym - uśmiechnęłam się szukając w torbie portfela
Mela oparła się o ladę tuż koło mnie i w spokoju studiowała menu, po czym o dziwo zamówiła zieloną herbatę. Zdezorientowana zmarszczyłam brwi, ale gdy zwróciła na mnie uwagę to uśmiechnęłam się szeroko.

piątek, 13 stycznia 2017

25.

[Marco]
-CO TY DO JASNEJ CHOLERY ODPIERDALASZ? - ryknąłem tak głośno, że na pewno cały apartamentowiec mnie usłyszał, a Caroline spojrzała na mnie ze strachem, upuszczając na ziemię telefon
-Marco - szepnęła podrywając się z kanapy
Byłem wściekły. Nie, wróć. Ja byłem wkurwiony. Złość krążyła w moich żyłach z prędkością światła. Miałem ochotę coś rozwalić albo wyżyć się na kimś. Najbliżej była Caroline i to jej się oberwie. Zresztą jak najbardziej słusznie.
-Ja Ci to wytłumaczę - zrobiła krok w moją stronę, ale kiwnąłem głową, żeby się nie ruszała
-Co chcesz mi kurwa wytłumaczyć?! - zawołałem - wszystko słyszałem!
-To nie tak - jęknęła, a ja zaśmiałam się głośno i ironiczne
-Nie kompromituj się bardziej - warknąłem, a ona się wzdrygnęła słysząc mój ostry ton - co jej zrobiłaś Caroline?
Kobieta nic nie odpowiedziała, więc uderzyłem mocno w ścianę robiąc w niej wgniecenie i wrzeszcząc wniebogłosy.
-CO JEJ KURWA ZROBIŁAŚ?!
-Chciałam, tylko żeby ona wreszcie się od Ciebie odczepiła - w końcu wyjąkała przestraszona
-A zapytałaś mnie, czy tego chcę? - syknąłem, a po jej policzkach poleciały łzy
-Marco ona jest nikim. Nie powinna się dla nas liczyć. Jesteśmy razem, kochamy się. Ona chce to zniszczyć! - jęczała próbując się do mnie zbliżyć
-Nic nie wiesz Caroline - powiedziałem przerażająco cicho - a teraz powiesz mi wszystko co zrobiłaś, żeby Emily się ode mnie odczepiła
-A co jeśli Ci nie powiem? - szepnęła
-To wtedy zapytam jej. Zastanów się, którą wersję powinienem usłyszeć
I tak usłyszę obie. A potem Cię zabiję Caroline Bohs.
-Zaprzyjaźniłam się z nią, żeby ją zmanipulować, a ona dała się omotać jak dziecko - mówiła szybko i czasem niewyraźnie - wmawiałam jej, że jej ufam, że wiem, że ona Cię już nie kocha i mówiłam jak bardzo nie chciałabym Cię stracić. A ona coraz bardziej się od Ciebie odsuwała
Ja pierdole.
-Jesteś nienormalna Caroline - warknąłem patrząc prosto w jej przerażone oczy
-Robiłam to dla nas! - zawołała - jesteś dla mnie wszystkim Marco! Bałam się, że Cię stracę!
I słusznie.
-Bardzo słusznie się bałaś - rozejrzałam się po mieszkaniu, mając nadzieję, że to mnie uspokoi, ale tak się nie stało
Zresztą jeszcze nie skończyłem.
-Groziłaś jej - zrobiłem kilka kroków w jej stronę, a ona stała w miejscu i się we mnie wpatrywała
-Musiałam mieć pewność, że będzie się trzymała od Ciebie z daleka - powiedziała płaczliwym tonem - ona nam zagrażała Marco!
-Co jej powiedziałaś? - złapałem ją za ramiona i lekko potrząsnąłem, ale ona nawet nie próbowała się wyrwać
-Że jak się do Ciebie zbliży to ją tak bardzo upokorzę, że będzie miała ochotę umrzeć
Jezus Maria. Co za popierdolona suka. Teraz to dopiero mnie wkurwiła.
-KURWA CAROLINE! - ryknąłem tak głośno jak na początku, a ona momentalnie ode mnie odskoczyła - JESTEŚ POPIEPRZONA!
Odwróciłem się gwałtownie i ręką zrzuciłem wszystko co stało na kominku. Ramki ze zdjęciami, ozdoby, wazon z kwiatami. Wszystko rozbiło się o podłogę z głośnym hukiem.
-Sprawiło Ci to przyjemność?! - krzyknąłem, ale ona uparcie milczała - no powiedz mi kurwa! Sprawiło Ci to przyjemność?! Cieszyłaś się, że ona się Ciebie boi?!
Minęło kilkanaście sekund, aż wreszcie blondynka ku mojemu przerażeniu kiwnęła głową, odpowiadając tym samym twierdząco na moje pytanie. Czułem, że ziemia osuwa się spod moich nóg, ale nie dałem tego po sobie poznać, tylko zacisnąłem mocniej pięści i kolejny raz uderzyłem w ścianę, przeklinając przy tym głośno.
-A wiesz co sprawiło mi przyjemność w ostatnim czasie? - spojrzałem na nią twardo, a ona pokiwała przecząco głową - zdradzanie Cię Caroline. Sprawiło mi to cholerną, pieprzoną przyjemność i satysfakcję. Całowałam się z Emily bez żadnych wyrzutów sukienka i żałuję, że nie pozwalałem sobie na to częściej. Robiliśmy to nawet na oczach moich rodziców, a oni byli zadowoleni jak nigdy. Wszyscy to przed Tobą ukrywaliśmy i to właśnie sprawiło mi przyjemność
Z każdym moim słowem kobieta wzdrygała się coraz bardziej, a po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Nawet nie było mi przykro. Zasłużyła sobie na to. Tylko, że ja jeszcze nie skończyłem. Najlepsze i najbardziej bolesne zostawiłem sobie na koniec. I choć dziwiłem się, że fakt, iż ją ranię nie powoduje u mnie wyrzutów sumienia to nie mogłem się powstrzymać przed rzucenie prawdziwej bomby. Tej, która zrani ją doszczętnie.
-Powiedziałaś Emily, że jesteś w ciąży - spojrzałem na nią niezadowolony - dlaczego ją okłamałaś?
-Nie okłamałam jej - odparła cichutko unikając mojego wzroku
-Tak? - uniosłem pytająco jedną brew
-Tak - przełknęła ciężko ślinę
Zostawiając ją samą, zapłakaną na samym środku salonu, ruszyłem do naszej łazienki. Z jednej z szafek wyjąłem test ciążowy, który był już zapewne dawno przeterminowany, a następnie wróciłem do swojej narzeczonej.
-Udowodnij mi - rzuciłem jej pudełko, a ono upadło tuż przed jej nogami
-Marco - jęknęła, a z jej oczu poleciały kolejne łzy
-Nie jesteś w ciąży Caroline - warknąłem
Gdy nic nie powiedziała, to ja wziąłem głęboki oddech, a potem patrząc jej w oczy wypowiedziałem dziewięć słów, które wywołały u niej jeszcze większą histerie.
-Nie jesteś w ciąży Caroline, bo jesteś kurwa BEZPŁODNA! - zawołałem podkreślając ostatnie słowo, a ona zrobiła kilka kroków w tył, wpadając na kanapę - zaskoczona? Myślałaś, że nie wiem, co? Zamierzałaś mi o tym w ogóle powiedzieć?! Jesteśmy kurwa zaręczeni! Jak mogłaś to przede mną ukrywać?! Miałem prawo wiedzieć takie rzeczy! Doskonale wiesz, że pragnę być ojcem Caroline!
-Skąd o tym wiesz? - wyszeptała krzywiąc się
-Twoja lekarka się wygadała jak ostatnio odbierałem Twoje wyniki badań. Mówiła jak bardzo jej przykro, że nie możemy mieć swoich dzieci, ale zawsze możemy spróbować adopcji - pokręciłem z niedowierzaniem głową - wiesz jaki byłem zdezorientowany?
-Marco … - zaczęła, ale po chwili przerwała zanosząc się płaczem
-Ja już skończyłem Caroline - przeczesałem palcami włosy - mam tego dość. Zmieniłaś się i nie wiem kim kurwa jesteś. Wiem, tylko że już z nami skończyłem
-Nie! - pisnęła ruszając w moją stronę - proszę Cię nie! Marco ja Cię kocham!
-Ale. Ja. Nie. Kocham. Ciebie - wysyczałem przez zaciśnięte zęby
-Poczekaj - złapała mnie za rękę - obiecałeś, że mnie nie zostawisz
-Widocznie nie potrafię dotrzymać słowa - wyrwałem się, zmierzając do przedpokoju, ale po kilku krokach się zatrzymałem i odwróciłem, żeby na nią spojrzeć - jak wrócę tu jutro to ma tu nie być Ciebie i Twoich rzeczy
-Wyrzucasz mnie? - jej oczy rozszerzyły się z zaskoczenia
-Tak. Wynoś się z mojego życia i mojego mieszkania - idąc dalej zrzuciłem z komody cholernie brzydki wazon, który rozbił się na ziemię
-To był prezent od mojej mamy - warknęła
-Możesz ze sobą zabrać to co zostało - powiedziałem obojętnie – pierścionek też możesz sobie zatrzymać
Założyłem kurtkę, wróciłem się do kuchni po telefon i kluczyki do samochodu, po czym wyszedłem z mieszkania głośno trzaskając drzwiami. I wreszcie czułem się wolny. Nic już się nie liczyło oprócz rozmowy z panną Brown. A na pewno nie liczyła się Caroline, która wyszła za mną na klatkę schodową i wolała moje imię. Siedząc w samochodzie w podziemnym parkingu, próbowałem się chociaż trochę uspokoić. Nie ma żadnej możliwości, żebym pojechał w takim stanie do Emi i z nią rozmawiał. Tym bardziej, jeśli źle się czuje. Rozchorowała się? Zatruła? Skoro mieszka z rodzicami to na pewno ma wspaniałą opiekę. Dojazd do jej domu rodzinnego zajął mi zaledwie kwadrans. Wysiadłem z samochodu, podszedłem do furtki, którą otworzyłem od środka jak kiedyś i zatrzymałem się przed drzwiami. O dziwo trzęsły mi się ręce. Taki stary jestem, a taki głupi, że boję się zwykłej rozmowy. Dla odwagi wziąłem kilka głębokich, uspokajających oddechów. I dopiero wtedy zapukałem. Słyszałem kroki po drugiej stronie i za chwilę drzwi uchyliły się. Wyjrzała zza nich mama szatynki.
-Marco, witaj - uśmiechnęła się pani Brown - co Cię do nas sprowadza?
-Przyszedłem do Emily, podobno źle się czuła i dlatego nie było jej na poprawinach. Chciałem sprawdzić czy wszystko u niej w porządku - mimo, że to niegrzeczne to włożyłem ręce do kieszeni
-Emily nie ma - wydała się zmartwiona i obudził się we mnie jakiś instynkt - wyjechała nad ranem
-Wyjechała? - spytałem, czując, że nie mogę oddychać
-Ann i Mario wykupili jej wakacje - posłała mi przepraszający uśmiech
-Dokąd poleciała?
-Niestety nie chciała mi powiedzieć - wzruszyła ramionami - przykro mi
-Mimo wszystko dziękuję - chwyciłem ją za dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek - spróbuję się czegoś dowiedzieć
-Powodzenia - pomachała mi, gdy wsiadłem do samochodu
-KURWA! - ryknąłem uderzając w kierownicę
Odpaliłem silnik i jadąc przed siebie wykręciłem numer do mojego przyjaciela, a zaraz potem do jego żony. Żadne z nich nie odebrało, ale spodziewałem się, że tak będzie. W końcu są w samolocie na wysokości około dziesięciu tysięcy metrów i lecą na swoje wymarzone wakacje. A może Emily poleciała z nimi? Nie. Jej mama powiedziała, że poleciała rano, czyli pewnie zaraz po weselu. A państwo młodzi wyjechali po poprawinach. Cholera.
-Myśl Marco - powiedziałem do siebie w myślach
Kilkadziesiąt minut później byłem już na lotnisku i usiłowałem zbajerować jedną z pracownic.
-Naprawdę muszę się dowiedzieć, którym samolotem leciała Emily Brown - powiedziałem patrząc jej w oczy - to niesamowicie ważne
-Nie mogę udzielić panu takich informacji - skrzywiła się nieznacznie - bardzo mi przykro
-A może mi pani chociaż powiedzieć, czy ona w ogóle wsiadła do tego samolotu? Albo o której odleciała? – szukałem na siłę jakichkolwiek informacji
-Chwileczkę - wystukała coś w komputer, po czym spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach - tak, wsiadła. Została wpisana jako pasażerka samolotu, informacja ta pojawia się w systemie tuż przed startowaniem
-Cholera - westchnąłem - a ma bilet powrotny?
-Tak, ma – uśmiechnęła się
-Na kiedy? - spytałem uwodzicielsko
-Za dużo chciałby pan wiedzieć - roześmiała się
-Błagam panią - pochyliłem się w jej stronę i spojrzałem błagalnie w jej niebieskie oczy - muszę to wiedzieć . Naprawdę muszę
-Za miesiąc - opuściła w końcu- ale nie mogę panu podać szczegółów. I tak już nagięłam dla pana przepisy. Bardzo mi przykro
-Chociaż tyle - pocałowałem ją przelotnie w policzek, na co się zarumieniła – dziękuję bardzo!
-Powodzenia! - zawołała za mną
Skończyły mi się pomysły. Jedyne co mogłem zrobić to czekać, aż państwo Gotze wylądują i będę mógł się z nimi skontaktować. A na razie przenocuję w ich domu, dali mi klucze, żebym podlewał ukochane kwiaty Ann, więc raczej się nie obrażą, jak spędzę tam noc. Jutro natomiast wrócę do pustego mieszkania, przyniosę swoje rzeczy do sypialni gościnnej i będę się obijał, rozmyślając o tym, gdzie może być Emily i próbując się z nią skontaktować. Może do niej polecę? Muszę tylko wiedzieć, gdzie jest.


Minęły trzy dni, a jedyna wiadomość jaką dostałem od mojego przyjaciela to: “Dolecieliśmy bezpiecznie. Wyłączamy telefony, więc pisz maile jakby coś się działo - co wieczór będziemy sprawdzać. A&M. Ps. Nie mogę powiedzieć Ci nic co jest związane z Emily. Przepraszam”
No i super. Dzięki Ci przyjacielu. Siedziałem w salonie na kanapie, czytając jakąś sportową gazetę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłem się z miejsca i ruszyłem, żeby otworzyć. Na szczęście Caroline wyprowadziła się z mojego mieszkania, tak jak jej kazałem. Przy okazji posprzątała wszystkie szkody, które wyrządziłem. Miło z jej strony. Otworzyłem drzwi i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu stała za nimi policja.
-Dzień dobry, czy coś się stało?
-Marco Reus? - spytał jeden z policjantów lustrując mnie wzrokiem
-Tak, to ja - przytaknąłem
-Jest pan zatrzymany pod zarzutem napaści na panią Caroline Bohs - zakuli mnie brutalnie w kajdanki, zanim zdążyłem się w ogóle odezwać
Że co kurwa? Napaść? Czy ona oszalała?!
-To jakaś pomyłka! - zawołałem
-Wszystkie wyjaśnienia będzie mógł pan wygłosić na komisariacie - warknął policjant, ciągnąc mnie w stronę windy
-Mogliby panowie zamknąć chociaż moje mieszkanie? - spytałem zirytowany
-To nie należy do naszych obowiązków
Zajebiście .
Chyba jednak ktoś nade mną czuwa, bo na zewnątrz zobaczyłem mojego przyjaciela - Marcela, który omal nie dostał zawału na mój widok.
-Marcel! Zamknij moje mieszkanie i zadzwoń do Melanie! - zawołałem zanim wsadzili mnie do radiowozu
-W porządku, ale co się stało? – spytał kompletnie zdezorientowany
-Caroline oskarżyła mnie o napaść - zdążyłem powiedzieć, a później policjant zatrzasnął mi drzwi przed nosem
Widziałem przez okno, że Marcelowi wyszły ze zdziwienia wyszły na wierzch, ale zaraz się opamiętał i wyciągnął z kieszeni telefon. Zadzwoni do Melanie. To dobrze. Przez całą drogę siedziałem cicho i zastanawiałem się o co chodzi. Czemu do cholery oskarżyła mnie o napaść. Słaba zemsta za rozstanie i wrzucenie jej z domu. Ja pierdole. Jak rozejdzie się plotka, że napadłem na własną narzeczoną to prasa zje mnie żywcem. Będę z tym walczył przez kilka miesięcy. To zapewne odbije się na mojej karierze i grze. O cholera. A co jeśli będą chcieli mnie postawić przed sądem i wsadzą mnie do więzienia? Nie kurwa. Mam za dobrych prawników z klubu. Caroline przegra. I ostro tego pożałuje. Gdy tylko dojechaliśmy na komisariat, to policjanci zaprowadzili mnie na przesłuchanie do jakiegoś nowego policjanta. Na początku wyglądał na miłego, ale potem domyśliłem się, że nie jest po mojej stronie, ani nawet nie próbował być. Mówiłem mu po kolei co się działo u mnie w mieszkaniu w niedziele, opowiedziałem mu o kłótni, o tym co zrobiła Caro i o tym jak wrzuciłem ją z domu. On w zamian spytał, czy to właśnie dlatego się na nią rzuciłem, a gdy zaprzeczyłem to pokazał mi jej zdjęcia. Na większości z nich były zbliżenia na siniaki i zadrapania na jej ciele oraz inne okaleczenia. Jedno z nich przedstawiało jej prawie poobijaną twarz, drugie posiniaczone ramiona, a trzecie ręce. Jej prawy nadgarstek pokryty był całą masą siniaków, które powstały pewnie, gdy ktoś mocno ją za niego trzymał. Ale to nie byłem ja. Cholera jasna. To nie ja ją tak załatwiłem. Dlaczego mnie oskarżyła?! Dlaczego chce się na mnie zemścić rujnując mi życie? Czy nie wystarczy jej to co zrobiła Emily? Jezu, co się stało z kobietą, którą poznałem dwa lata temu i w której się zakochałem?
-Zatrzymamy pana na 48 godzin - powiedział w końcu - będzie pan miał czas, żeby przemyśleć swoje zeznania, a prokurator zadecyduje co dalej
-Czy mogę zadzwonić? - spytałem cicho
-Tylko jedno połączenie - skierował w moją stronę telefon - dwie minuty
Tylko chwilę zajęło mi podjęcie decyzji do kogo zadzwonię.
-Klopp - usłyszałem głos trenera
-Trenerze potrzebuję prawnika - powiedziałem szybko - może mi pan pomóc?
-Oczywiście. Co się stało? - spytał zaniepokojony - z czyjego numeru dzwonisz?
-Z komisariatu - westchnąłem - Caroline oskarżyła mnie o napaść
-O napaść? - spytał z niedowierzaniem
-Tak - przytaknąłem - zamykają mnie na czterdzieści osiem godzin
-Niczym się nie martw. Wyciągniemy Cię z tego
-Dzięki - mruknąłem
-Koniec czas - odparł funkcjonariusz, zabierając mi słuchawkę
-Co teraz? - przełknąłem ciężko ślinę
-Zostanie pan zabrany do celi - uśmiechnął się ironicznie, a ja przełknąłem go w duchu
Na korytarzu zobaczyłem mojego przyjaciela i siostrę. Kobieta rzuciła mi się na szyję, przytulając mnie mocno.
-Czemu to zrobiła? - spytała idąc za mną
-Rozstaliśmy się i wyrzuciłem ją z domu
-Wszystko będzie dobrze Marco - wyszeptała mi szybko do ucha - obiecuję
-Musisz skontaktować się z Mario - poprosiłem - napisz do niego maila
-W porządku, zajmę się tym - kiwnęła głową
-Spróbuj się dowiedzieć, gdzie jest Emily!
-Yhmm. Zatrzymują Cię?
-Na czterdzieści osiem godzin - warknąłem - porozmawiaj z trenerem, on załatwi prawnika
-Dobrze. Trzymaj się - poklepała mnie po ramieniu - i niczym się nie przejmuj!
Chciałbym, ale niestety tylko tak łatwo jest to powiedzieć. Nie martw się. Trzy słowa, które powinny dawać nadzieje, że wszystko jest albo będzie dobrze. Mi nie dają. Nienawidzę bezczynności, a siedzenie bez powodu przez dwie doby w brudnej, małej celi jest cholerną bezczynnością. To wszystko do mnie nie trafia. Miałem milion pytań i niewiadomych w głowie. Po pierwsze kto pobił Caroline, po drugie czemu jest taka głupia, że oskarżyła właśnie mnie. Przecież prędzej czy później wyjdzie na jaw, że to nie ja jestem sprawcą. A co jeśli nie wyjdzie? Cholera. Pierwszy raz od dawna bałem się jak cholera i nie miałem pojęcia, czego się spodziewać. Martwiłem się też o Em. Nie mam pojęcia, gdzie jest, co robi i kiedy dokładnie wraca. Nie miałem szansy, żeby powiedzieć jej, że rozstałem się z Caroline i ona wcale nie spodziewa się mojego dziecka. Teraz powoli wszystko układało się w całość. Wiedziałem, co kierowało moją byłą narzeczoną, że tak mnie unikała i nie mogła zdobyć się na szczerą rozmowę ze mną. Dzięki Caro.
*****
Piątek 13 ... jak widać okazał się pechowy :D chociaż nie planowałam tego rozdziału pod tę datę xd zostawiam Was z nieco innym Marco niż do tej pory;) tak przy okazji ... serio myślałyście, że będzie tak łatwo? o co to to nie! 
Buziaki!
ps. Bye Caroline!