piątek, 21 lipca 2017

37.

[Emily]
Rzuciłam swoje rzeczy na podłogę, oparłam się o drzwi wejściowe, zamykając oczy i wypuściłam ze świstem powietrze. Musiałam się uspokoić, potrzebowałam chwili, żeby złapać oddech. Kilka minut później pozbierałam swoje rzeczy i ruszyłam w głąb domu. W jadalni natrafiłam na moich rodziców i Annie, jedzących obiad. Poczułam ścisk w żołądku i ciche burczenie, ale nie miałam ochoty nic jeść.
-Wcześnie wróciłaś, kochanie - uśmiechnął się do mnie tata - siadaj do stołu i zjedz z nami obiad
-Nie jestem głodna - skłamałam
-Wszystko w porządku, Em? - Annie spojrzała na mnie z wahaniem
-Jestem zmęczona, pójdę się położyć - wzruszyłam ramionami
-Jesteś chora? - zmartwiła się moja rodzicielka
-Pokłóciłam się z Marco - mruknęłam
Nie czekając na odpowiedź, zmusiłam się do odejścia. Szybkim krokiem weszłam po schodach i zamknęłam się w swojej sypialni. Upewniłam się, że drzwi są zamknięte na klucz. Chciałam być sama. Rozebrałam się do bielizny, wyciągnęłam spod poduszki koszulkę Marco i założyłam ją. Leżąc w łóżku, otulona kołdrą i zapachem mojego ukochanego, pozwoliłam sobie na płacz. Łzy spływały po moich policzkach, rozmazując starannie zrobiony rano makijaż. Tak bardzo chciałabym, żeby ten wieczór inaczej się skończył. Nie miałam ochoty słuchać, jak moja siostra próbuje przekonać mnie do rozmowy, więc sięgnęłam po swój telefon i słuchawki. Odpaliłam aplikację Spotify, miałam tam kilka playlist na różne nastroje. Włączyłam najsmutniejszą z nich, zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby muzyka mnie pochłonęła. Dzisiejsza kłótnia bardzo mnie zaskoczył, ani przez chwilę się jej nie spodziewałam. A później było już za późno. Nie mogłam pogodzić się z tym, jak zachował się Marco i jak mnie potraktował. Czy jego zazdrość mogła wynikać z braku zaufania? Czy dałam mu do zrozumienia, że powinien być zazdrosny? Czy to w ogóle była moja wina? Myśli przelatywały mi przez głowę z prędkością światła, jedna za drugą. Oczywiście, że żaden związek nie jest idealny i w każdym zdarzają się kłótnie. Jednak miałam cichutką, malutką nadzieję, że my potrafimy tak dobrze się dogadać, żeby obyło się bez kłótni. Byłam naiwna. Sygnał przychodzącej wiadomości przerwał moje rozmyślania. Wstrzymałam oddech, myśląc o blondynie jako o nadawcy. Przeliczyłam się. Sms był od Ann, która jakimś cudem wiedziała już co się dzieje. Nie byłam tylko pewna skąd.
“Chcesz porozmawiać o tej kłótni?”
“Nie, chyba nie” 
“Na pewno? Na mnie zawsze możesz liczyć!”
“Wiem i bardzo Ci dziękuję. Teraz chcę być po prostu sama”
“Och. Jasne. Powiesz mi chociaż o co poszło?”
“Sama nie wiem. To trochę skomplikowane. Skąd w ogóle wiesz?”
“Annie do mnie dzwoniła”
“Hmm…”
“Em? Wszystko się wyjaśni, to tylko drobna kłótnia. Zdarza się w najlepszym związku”
“Tak, wiem. Muszę to na spokojnie przetrawić”
“Marco się odzywał?”
“Nie”
“Odezwie się. Zobaczysz”
Długo wpatrywałam się w te trzy słowa. Chciałabym, żeby Ann miała rację. Nie odpisując, odłożyłam telefon na bok i z powrotem zatraciłam się w muzyce. Mijały kolejne minuty, piosenki, myśli, a ja wciąż byłam w punkcie wyjścia. Nie doszłam do żadnych sensownych wniosków. I miałam wrażenie, że nie ruszę z miejsca dopóki nie wyjaśnię sobie wszystkiego ze swoim ukochanym. Na nieszczęście dla mnie, byłam tchórzem i bałam się zrobić pierwszy krok. Bałam się, że odtrąci mnie, bo sam nie jest jeszcze w nastroju do rozmów. Tego bym nie zniosła. Czas leciał tak szybko, że nawet nie zauważyłam, że się ściemniło. Byłam głodna. Chciało mi się siku. Dochodziła już dwunasta w nocy, więc wstałam z łóżka i po cichu wyszłam z pokoju. Nie słyszałam żadnych odgłosów, co oznaczało, że moi rodzice siedzą już w swojej sypialni. Siostra pewnie gdzieś wyszła albo też siedzi u siebie. Zeszłam na dół, gdzie najpierw skorzystałam z toalety, a następnie dorwałam się do lodówki. Znalazłam w niej resztki sałatki i makaron z serem. Pozwoliłam sobie na zjedzenie obydwu potraw i znowu przemknęłam do swojej sypialni. Tym razem nie zamykałam drzwi na klucz, nie czułam już takiej potrzeby. Najwcześniej rano ktoś do mnie zajrzy, a wtedy będę miała za mało czasu na rozmowę, bo będę się śpieszyć do pracy. W najlepszym wypadku, jak ktoś tu zajrzy to będę już w pracy. Uciekam przed własną rodziną, to straszne. Jednak pytania, które mogą paść z ich strony, nie są spełnieniem moich marzeń. Wystarczy, że rozmyślanie o kłótni boli, a rozmawianie z kimś pośrednim, to jak rozgrzebywanie ran. Na nowo zaczęłam płakać, szloch rozniósł się po całej sypialni, łzy spływały po policzkach. Powinnam wziąć się w garść, zamiast rozpaczać z takiego powodu. Skuliłam się w kłębek, objęłam mocno poduszkę, pozwalając aby moje łzy się na niej zatrzymywały. Drzwi się otworzyły i ktoś wszedł do środka, ale nawet się nie obejrzałam.
-Chcę być sama - pociągnęłam nosem
Byłam pewna, że ktokolwiek to był, odpuścił, ponieważ drzwi z powrotem się zamknęły. Jednak materac ugiął się pod ciężarem drugiej osoby i w ułamku sekundy znalazłam się w objęciach Marco. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami, a on otarł moje łzy i pozwolił, żebym się w niego wtuliła.
-Musimy o tym porozmawiać - szepnęłam, nie przestając płakać
-Wiem - pocałował mnie w głowę
Udało mi się uspokoić po kilkunastu minutach. Mój ukochany przez cały czas trzymał mnie ciasno w swoich ramionach, głaskał po plecach i pozwalał mi się wypłakać.
-Zachowałem się jak palant - powiedział po chwili
-Zachowałeś się jak palant - potwierdziłam
-Przepraszam - westchnął - zraniłem Cię. Naprawdę tego nie chciałem i gdybym tylko mógł cofnąć czas to bym tego nie zrobił. Znowu przeze mnie płaczesz, nie powinno tak być. Przepraszam, skarbie
-Nienawidzę się z Tobą kłócić - odparłam cicho
-Ja też tego nienawidzę - mruknął
Nie wyjaśniliśmy sobie nic i było mi przykro z tego powodu. Na szczęście piłkarz zaczął mówić, a raczej się tłumaczyć.
-Sam nie wiem co we mnie wstąpiło, może byłem zmęczony całym dniem i nie panowałem nad sobą. Wiem, że nie miałem prawa się na Tobie odgrywać i oskarżać Cię. Bardzo tego żałuję. Chodzi o to, że jestem o Ciebie cholernie zazdrosny, jestem zazdrosny o każdego faceta, który się koło Ciebie kręci. Kocham Cię, ufam Ci, szanuję Cię. Skarbie, wielbię ziemię po której stąpasz. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałbym być jedynym facetem w Twoim życiu. Jedynym, który o Ciebie dba. Jedynym, który pilnuje, żeby nic Ci się nie stało. Jedynym, który się troszczy, żebyś nie zapominała o posiłkach. Jedynym, który zawsze Cię wysłucha. Jedynym, który zawsze Cię pocieszy. Jedynym, którego będziesz kochała. Chcę być Twoim jedynym, w każdym aspekcie życia - przerwał na chwilę - obiecuję, że zrobię wszystko, żeby na to zasłużyć i nie będę się na Tobie odgrywał. Nigdy. Nie będę Cię ranił. Nigdy nie zrobię tego umyślnie. Wybaczysz mi, Emi? Wybaczysz mi, że zachowałem się jak dupek?
-Jak mogłabym Ci nie wybaczyć? - pocałowałam go w brodę - przecież Cię kocham
-Nawet jak zachowuje się jak dupek? - spytał żartobliwym głosem
-Nawet jak zachowujesz się jak dupek - zachichotałam
-To dobrze - uśmiechnął się delikatnie
-Jesteś moim jedynym, Marco - spojrzałam mu w oczy - już na zawsze nim będziesz. Nie zapominaj o tym
-Kocham Cię
-Ja też Cię kocham
Blondyn pochylił się, żeby mnie pocałować, a ja wplotłam palce w jego farbowane włosy. Czule musnął moje wargi, po czym pogłębił pocałunek, wsuwając język w moje usta. Jęknęłam, oddając się tej przyjemności. Przesunęłam paznokciami po jego karku, za co zostałam nagrodzona cichym westchnieniem.
-Jak się tu znalazłeś? - wyszeptałam w jego usta
-Annie mnie wpuściła
-Nie mogłeś poczekać do rana?
-Chciałem poczekać - pocałował mnie w ramię - ale nie mogłem czekać, skoro Ty tu płakałaś
-Nie miałeś pewności, że płaczę - zmarszczyłam brwi
-Zanim Twoja siostra mnie wpuściła, to zadzwoniła do mnie i kazała mi ruszyć do Ciebie dupę
-Zdrajczyni - roześmiałam się
-Zniszczyłem nam cały wieczór - westchnął - a zapowiadał się naprawdę dobrze
-Odbijemy sobie - przeczesałam palcami jego włosy
-Jeszcze dużo wieczorów przed nami, co?
-Pewnie - zachichotałam - tak samo jak kłótni
-Nie damy rady ich uniknąć?
-Niczego bardziej nie pragnę - wtuliłam się w niego - ale obawiam się, że to niemożliwe
-Byłem dzisiaj w naszym mieszkaniu - powiedział cicho - całkiem dobrze im idzie, ale nie są pewni, czy wyrobią się do końca roku
-Jak to? - wyjąkałam - przecież mieli to zrobić w góra dwa miesiące!
-To samo im powiedziałem, ale podobno wszystko jest bardziej skomplikowane niż im się na początku wydawało
-Wybraliśmy ich, bo byli najlepsi. Teraz się okazuje, że to bullshit
-Są najlepsi, dokładnie to sprawdziliśmy – cmoknął mnie w ramię – i dlatego powinniśmy im zaufać
-Mieliśmy plany, Marco. Do końca stycznia mieliśmy uwinąć się z remontem, żebyśmy mogli wprowadzić się na przełomie lutego i marca. Teraz wszystko się przesunie i wprowadzimy się pewnie dopiero w maju
-Wprowadzimy się tak jak planowaliśmy – pocieszył mnie – nie musimy czekać, aż całe mieszkanie będzie gotowe. Możemy się wprowadzić i wykańczać je, już w nim mieszkając
-I przez kilka miesięcy będziemy się męczyć z kartonami i innymi duperelami – skrzywiłam się – nienawidzę tego
-Jakoś sobie poradzimy – wzruszył ramionami – to nie będzie trwało wiecznie
-Mam nadzieję – zachichotałam
-A po za tym nie potrzebujemy dużo do szczęścia – wymruczał, bawiąc się moimi włosami – wystarczy nam sypialnia, kuchnia i łazienka
-Jesteś pewien, że to nam wystarczy? – uniosłam pytająco jedną brew
-Zapomniałem, że Ty potrzebujesz jeszcze garderoby – zażartował, na co dźgnęłam go w bok
-Myślałam raczej o salonie i jadalni – przewróciłam oczami – bo dam sobie rękę uciąć, że będą nas wszyscy odwiedzać jak tylko się przeprowadzimy
-No to ich nie wpuścimy – zaśmiał się – albo przyjmiemy ich w kuchni
-Co chcesz zrobić ze swoim mieszkaniem?
-Jeszcze o tym nie myślałem – przyznał – pewnie je sprzedam
-Nie będzie Ci go szkoda?
-Absolutnie nie – pokręcił przecząco głową 
-Jeśli chcesz je sprzedać, to powinieneś niedługo je wystawić – palcem rysowałam szlaczki na jego brzuchu – i zastanów się, co chcesz zabrać do naszego mieszkania
-Tylko ubrania i osobiste rzeczy, reszta zostaje
-Ale jak to? – wyjąkałam
-Zaczynamy od nowa, więc urządzamy wszystko od nowa – pocałował mnie w czoło – nie potrzebuję rzeczy, któcych używałem z Caro
-Chcesz wszystko zostawić? – spytałam jeszcze raz – sprzedać umeblowane mieszkanie ze wszystkim?
-Dokładnie to chcę zrobić
-Powinieneś ogłosić to na swoim fanpage’u – zaśmiałam się – to będzie prawdziwy hit! Każdy będzie chciał kupić to mieszkanie. Nie mówiąc już o fankach, które przyjdą tylko po co, żeby chociaż przez chwilę poleżeć w Twoim łóżku
-Bardzo zabawne – prychnął
-Mówię poważnie! – zachichotałam – najbardziej pożądane mieszkanie w Dortmundzie
-Dobrze się bawisz, co? – spojrzał na mnie rozbawiony
-Wspaniale! – uśmiechnęłam się szeroko – a tak poważnie to myślę, że zamiast sprzedawać, powinieneś wynająć to mieszkanie. Wtedy będziesz mógł zostawić je całkowicie umeblowane i możesz sporo zarobić. Na dłuższą metę pewnie więcej niż na sprzedaży
-Ja nie potrzebuję dodatkowo zarabiać pieniędzy
-Wiem – kiwnęłam głową – to tylko pomysł. Zresztą możesz te pieniędze przeznaczyć na jakiś cel
-Charytatywny?
-Na przykład – przytaknęłam – albo zrobić z tego lokatę czy cokolwiek innego. Wiesz ... pieniądze na przyszłość albo coś na czarną godzinę. Trzeba to przemyśleć
-Pieniądze, które nasze dziecko dostanie na 18 urodziny – uśmiechnął się
-Taka góra pieniędzy rozpuściłaby nam dziecko do szpiku kości! – pokręciłam z niedowierzaniem głową – zresztą, jeśli będziemy mieli więcej niż jedno dziecko to będzie bardzo nie fair, żeby tylko pierwsze dostało taki prezent na 18 urodziny
-To prawda – skrzywił się nieznacznie – możemy zrobić z tego kilka funduszy, dla każdego z dzieci
-Mimo wszystko uważam, że to kiepski pomysł – upierałam się przy swoim – gdybyś dostał tyle pieniędzy na początek dorosłego życia, to co byś z nimi zrobił?
-Pewnie bym je wydał – roześmiał się – jakieś szybkie auto czy inne drogie zabawki
-No właśnie – westchnęłam – my wiemy jak trudno zarabia się pieniądze, ale jakbyśmy je dostali tak po prostu bez żadnej pracy to nie szanowalibyśmy ich
-Jak zwykle masz rację, skarbie – pogładził mnie po policzku – na szczęście mamy jeszcze mnóstwo czasu na zastanowienie
-Czasu z pewnością mamy mnóstwo – uśmiechnęłam się
-Nie chcę nic mówić – zerknął na zegarek – ale jest już prawie trzecia w nocy, a oboje musimy rano wstać
-Trzecia? – jęknęłam
-Yhmm – pokiwał twierdząco głową
-Jutrzejszy dzień będzie trudny – wypuściłam ze świstem powietrze, wygrzebując się z łóżka – muszę jeszcze zmyć makijaż i umyć zęby. Zostaniesz, prawda?
-Nie mam przy sobie żadnych rzeczy
-Zostań, proszę – spojrzałam na niego błagalnie – jest za późno, żebyś jechał do domu
-W porządku – posłał mi delikatny uśmiech – użyczysz mi swojej szczoteczki?
-To bardzo niehigieniczne – zbeształam to
-I tak wymieniamy się regularnie bakteriami, które mamy w ustach – zaśmiał się, rozbierając się do bokserek
-Musisz być cicho, jak będziemy szli do łazienki – posłałam mu mordercze spojrzenie – i ani mi się waż mnie szczypać, czy klepać po pupie
-Czuję się jak dzieciak, który jest tu po kryjomu – przewrócił oczami – a Twoja siostra wie, że tu jestem. Rodzice pewnie też. Jakbyś jeszcze nie zauważyła, to często tu bywam
-Nie bądź taki mądry, Marco – bąknęłam
-Będę się zachowywał, obiecuję – objął mnie, układając głowę na moim ramieniu – swoją drogą, zapomniałem Ci powiedzieć, ale masz piękną piżamę
-Założyłam ją, gdy wróciłam do domu – spojrzałam na koszulkę piłkarza, którą miałam na sobie – pachnie Tobą
-Będę częściej podrzucał Ci swoje koszulki – pocałował mnie w czoło
Po cichu przeszliśmy do łazienki, gdzie zmyłam makijaż i oboje umyliśmy zęby moją szczoteczką. Związałam jeszcze włosy w dobieranego warkocza, po czym wróciliśmy do mojej sypialni. Marco ułożył się wygodnie na łóżku, a ja ustawiłam mnóstwo budzików, zasłoniłam zasłony i dopiero do niego dołączyłam. Wtuliłam się w niego, oplatając jego ciało jak bluszcz i układając głowę na jego sercu tak, aby jego bicie mnie uśpiło.
-Kocham Cię – wyszeptałam, tuż przed zaśnięciem – dobranoc, kochanie
-Ja też Cię kocham – usłyszałam w odpowiedzi – śpij dobrze, skarbie

piątek, 14 lipca 2017

36.

[Emily] 
Wraz z nadejściem września, nadeszła smutna, jesienna rzeczywistość z mnóstwem obowiązków. Zarówno zawodowych jak i prywatnych. Skończyło się lato, skończyła się sielanka. Jeśli narzekałam, że mamy dla siebie z Marco za mało czasu, to byłam głupia. Teraz widujemy się na tyle rzadko, że nie mogę się już doczekać, aż zamieszkamy razem. Mimo wielu projektów zawodowych, staram się poświęcić czas na zaprojektowanie naszego mieszkania, żeby tylko wszystko przyśpieszyć. Niestety remont, który miał się zacząć na początku sierpnia, zaczął się kilka dni temu, a ekipa na wstępie ostrzegła nas, że wszystko może się przedłużyć. Wymyśliliśmy sobie zmiany, to teraz mam za swoje!
Obudziłam się kilka minut po szóstej, odsłoniłam zasłony, żeby wpadło trochę słońca do pomieszczenia i po cichu zeszłam do kuchni, żeby napić się kawy. W domu było bardzo cicho, co oznaczało, że wszyscy domownicy jeszcze śpią na górze. Z kubkiem gorącej, mocnej kawy wróciłam do swojej sypialni, aby przygotować się do pracy. Zgarnęłam z garderoby bieliznę i szlafrok, po czym udałam się do łazienki. Szybko się wykąpałam, nasmarowałam ciało balsamem, założyłam bieliznę, a mokre włosy owinęłam ręcznikiem. Suszarkę i lokówkę miałam u siebie, więc ogarnęłam po sobie łazienkę i wyszłam. Miałam jeszcze trochę czasu, więc nie śpiesząc się wysuszyłam włosy, wmasowałam w nie olejek, następnie zakręciłam delikatne loki. Z makijażem też nie szalałam, postawiłam raczej na naturalność. Wytuszowałam jedynie rzęsy, nałożyłam odrobinę podkładu i pomalowałam usta beżową pomadką. Miałam już iść do garderoby, aby wybrać sobie coś do ubrania, ale wtedy właśnie mój telefon oznajmił nadejście wiadomości. Sięgnęłam po niego, a na twarzy pojawił mi się szeroki uśmiech. I pomyśleć, że to tylko dlatego, iż wiadomość była od mojego ukochanego.
“Dzisiaj mam później trening. Z chęcią zawiozę Cię do pracy, co Ty na to? x.” 
“Jestem na tak!!! x.” 
“Będę po Ciebie o 8:15. x.” 
“Już się nie mogę doczekać. x.” 
Wciąż zadowolona i uśmiechnięta, odłożyłam telefon na blat toaletki, po czym ruszyłam do garderoby. Dzisiaj miałam luźniejszy dzień, więc postanowiłam ubrać się również nieco luźniej niż zwykle. Założyłam ciemne jeansy, z małymi dziurami na kolanach, niebieską koszulę z rękawem ¾, której tył sięgał mi poniżej kolan, a przód kończył się nieco poniżej bioder. Do tego dobrałam czarne szpilki na wysokim obcasie i dużą torbę, w tym samym kolorze, do której wrzuciłam całe mnóstwo potrzebnych mi rzeczy. Do przyjazdu Marco miałam jeszcze ponad pół godziny, więc zostawiłam torbę i buty w sypialni, a sama zeszłam do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie i przy okazji odnieść pusty kubek po kawie.
-Dzień dobry - uśmiechnęła się moja siostra
-Dzień dobry - odwzajemniłam jej uśmiech - co tak wcześnie na nogach?
-Jakoś nie mogłam spać - mruknęła
-Urlop Ci nie służy - szturchnęłam ją w biodro, sięgając po talerz
-Daj spokój - mruknęła - co to za przyjemność, jak zmuszają Cię do wolnego
-Gdybyś wykorzystywała dni wolne jak każdy normalny człowiek, a nie zostawiała to na później, to nie musiałabyś teraz siedzieć w domu
-Mądrala - przewróciła oczami, na co się zaśmiałam
-Poczęstuję się Twoimi tostami - oznajmiłam - trochę się śpieszę
-Jasne, bierz - machnęła ręką w kierunku tostera - zrobię sobie nowe
-Dzięki - cmoknęłam ją w policzek
Nałożyłam sobie tosty na talerz, położyłam na nie po plasterku sera i usiadłam przy stole, żeby w spokoju zjeść.
-O której masz autobus?
-Marco zawozi mnie do pracy - uśmiechnęłam się delikatnie - ma dzisiaj późniejszy trening
-Tylko nie spóźnij się do tej pracy - zażartowała
-Postaram się - zachichotałam - chociaż może być ciężko
-W sobotę znowu jest mecz?
-Nie, dopiero w przyszłym tygodniu - westchnęłam - chcesz się ze mną wybrać?
-Czemu nie - wzruszyła ramionami
Zjadłam śniadanie, rozmawiając jednocześnie ze swoją starszą siostrą, a gdy pakowałam naczynia do zmywarki, to w pomieszczeniu pojawiła się nasza rodzicielska. Zamieniłam z nią dosłownie kilka słów, ale ponieważ czas mocno mi się skurczył, to pobiegłam na górę, aby umyć zęby. Poprawiłam jeszcze szminkę, zgarnęłam swoje rzeczy z sypialni i byłam gotowa. W przedpokoju założyłam szpilki i w ostatniej chwili chwyciłam skórzaną kurtkę. Popołudniu jak będę wracała z pracy, może być chłodno.
-Wychodzę! - zawołałam - miłego dnia!
Przed domem stał sportowy samochód blondyna, więc szybko wsiadłam na miejsce pasażera i pochyliłam się w stronę kierowcy, aby go pocałować.
-Dzień dobry, skarbie - posłał mi swój uroczy uśmiech
-Dzień dobry - oparłam głowę o jego ramię - stęskniłam się za Tobą
-Ja też się stęskniłem - westchnął, całując mnie w głowę - wszystko w porządku?
-Pewnie - wysiliłam się na uśmiech, odsuwając się od niego - jedźmy, bo jeszcze oboje się spóźnimy
-O której dzisiaj kończysz? - spytał, odpalając auto
-Myślę, że uda mi się wyrwać koło czwartej - zerknęłam na zegarek - dzisiaj mam luźniejszy dzień
-Mogę Cię odebrać i skoczymy na jakiś obiad
-Obiad brzmi super. Dam Ci znać, jak będę kończyła - posłałam mu uśmiech
-W porządku - położył mi dłoń na kolanie i wsunął palce w dziurę w jeansach, tak że mógł dotykać mojej nagiej skóry - po treningu wpadnę do naszego mieszkania i sprawdzę jak ekipa sobie radzi
-Tylko bądź miły - poprosiłam
-Zobaczymy - zaśmiał się - jak trzeba będzie, to dam im popalić. Płacę, wymagam
-Masz rację - kiwnęłam głową - ja wybiorę się tam jutro w trakcie lunchu
-A kiedy coś zjesz? - uniósł pytająco jedną brew
-Pewnie w drodze - wzruszyłam ramionami
-Emi, nie możesz jeść w biegu - powiedział zmartwiony - to niezdrowe
-Od czasu do czasu nic mi nie będzie - zapewniłam go - możesz być spokojny
-Byłbym spokojniejszy, gdyby to Ci się nie zdarzało
-Wiem - pogładziłam go po karku - postaram się, żeby zdarzało mi się to jak najrzadziej
-To dobrze - zerknął na mnie kątem oka
-Rozmawiałeś ostatnio z Melanie? - spytałam zmieniając temat, a gdy kiwnął głową to zadałam kolejne pytanie - jak ona się czuje?
-Coraz lepiej, powoli ustępują jej mdłości
-Muszę się z nią umówić, jak tylko znajdę trochę czasu
-Na pewno się ucieszy - odparł, podjeżdżając pod miejsce mojej pracy
-Nie chcę się żegnać - mruknęłam
-Wiem, ja też - pogładził mnie po policzku - zobaczymy się za kilka godzin
-Kocham Cię
-Ja też Cię kocham, myszko - pocałował mnie w skroń, a potem w usta - myśl o mnie
-Cały dzień - obiecałam - Ty też o mnie myśl
-Zawsze - uśmiechnął się
Ostatni raz pocałowałam mojego ukochanego, po czym zabrałam swoje rzeczy i wysiadłam z samochodu. Do dziewiątej było jeszcze kilka minut, więc nie śpieszyłam się z wejściem do budynku. Zamiast tego pomachałam jeszcze Marco na pożegnanie i przez chwilę patrzyłam jak odjeżdża.
-Dzień dobry, Emily - usłyszałam radosny głos sekretarki - Camilli, jak tylko weszłam do środka
-Dzień dobry, Cam - posłałam jej uśmiech
-Widziałam, że ktoś Cię przywiózł. Facet?
-Tak - kiwnęłam głową, nie wdając się w szczegóły
-Musisz nam go kiedyś przedstawić - uśmiechnęła się szeroko
-Kiedyś - zachichotałam
-Chcesz go przed nami ukrywać? - zawołała za mną, gdy szłam do swojego biurka
-Możliwe - odwróciłam się do niej i puściłam jej oczko
-Jest, aż taki dobry czy taki beznadziejny? - zażartowała
-To pierwsze! - zaśmiałam się
-Musisz mi opowiedzieć wszystko na lunchu!
Wybuchłam śmiechem, nie odpowiedziałam już nic, tylko ruszyłam do swojego biurka, które znajdowało się w open space. Większość ludzi, dopiero się schodziło, ale ja nie zwracałam na nich uwagi. Od razu zabrałam się za swoją robotę, żeby tylko udało mi się wcześniej wyjść i spędzić trochę czasu ze swoim facetem. Ostatnio zajmujemy się projektowaniem wnętrza hotelu, który powstanie nad jednym z jezior w okolicy Dortmundu. Będzie to bardzo nowoczesny budynek z mnóstwem atrakcji dla ludzi w każdym wieku.
-Em - zaczepiła mnie koleżanka z biurka obok, pokazując mi dwie podobne do siebie próbki kolorów - który Twoim zdaniem jest lepszy?
-To jest do lobby? - dopytałam, na co przytaknęła - zdecydowanie ten, który trzymasz w lewej ręce
-Właśnie tak czułam - cmoknęła z uznaniem - wielkie dzięki
-Do usług - uśmiechnęłam się
Wróciłam do swojej pracy, dłubiąc w programie do projektowania wnętrz i co chwila zerkając do wzorników, które zawalały moje biurko. Hotel ma 3 piętra, a każde z nich ma wyglądać nieco inaczej, choć wciąż pasować ma do reszty. Oznacza to, że musimy zrobić trzy różne projekty korytarzy, sypialni i łazienek tak, aby zmiany były widoczne, ale nie znaczące. Wydaje się proste? Wcale takie nie jest. Niestety. Do tego mamy do zaprojektowania cały parter, a także podziemie, które przeznaczone będzie do imprez. Głównie dla młodych ludzi. Gdy uda nam się wreszcie skończyć naszą pracę i wszystkie projekty zostaną zaakceptowane, to wtedy do akcji wkroczą architekci krajobrazu. Cały wielki teren, na razie pusty zmienić się ma w piękny ogród z miejscami do odpoczynku, kilkoma pomostami, prywatną plażą i wieloma innymi atrakcjami. Jak wszystko będzie gotowe, za jakieś dwa może trzy lata, to zabiorę tam Marco. Mam nadzieję, że mu się spodoba, kiedyś, jak to zobaczy. Czas leciał jak szalony, wypełniony robotą i, ani się obejrzałam, a nadszedł czas na lunch. Udało mi się wymigać, od wspólnego posiłku z Cam, która za wszelką cenę chciałaby dowiedzieć się czegoś o mężczyźnie, z którym się spotykam. A ja na razie nie czuję potrzeby ogłaszać światu, że moim ukochanym jest Marco Reus. Skoro media dają nam jeszcze spokój, to chcę żeby to trwało jak najdłużej.
-Myślałam, że w końcu coś zjesz, ale coś nie możesz się oderwać od tego biurka - usłyszałam za sobą głos mojego kolegi
-Faktycznie - zachichotałam, patrząc na zegarek - trudno, wyjdę wcześniej i wtedy coś zjem
-Dzisiaj tak, czy siak możesz wyjść wcześniej - postawił na moim biurku miskę z sałatką - zjadaj i nie gadaj
-Dziękuję, Paul - westchnęłam z wdzięcznością
-Na zdrowie - mrugnął do mnie, odchodząc
Zrobiłam sobie krótką przerwę, zjadłam ze smakiem sałatkę grecką, po czym wyrzuciłam do śmieci plastikową miskę oraz widelec.


Kilka minut przed czwartą udało mi się wyjść z pracy. Niektórzy jeszcze siedzieli i pracowali nad swoimi projektami, a niektórzy wyrobili się wcześniej i tak jak ja mogli sobie pozwolić na wcześniejszy fajrant. Przed budynkiem zauważyłam samochód piłkarza, a on sam stał oparty o drzwi pasażera. Gdy tylko mnie wypatrzył, otworzył je z szelmowskim uśmiechem, delikatnie opierając się o nie opierając.
-Dobrze panią widzieć, panno Brown
-I vice versa, panie Reus - uśmiechnęłam się
-Cześć, kochanie - wymruczał prosto w moje usta, jak zarzuciłam mu ręce na szyję i przytuliłam się do niego - byłaś grzeczna?
-Jak zwykle - zachichotałam rozbawiona
-Zwykle nie jesteś grzeczna - kąsnął mnie w ucho
-Przestań - jęknęłam - jesteśmy na parkingu, ktoś może nas zobaczyć
-Wstydzisz się mnie? - uniósł pytająco jedną brew
-Nie, nigdy w życiu - dałam mu szybkiego buziaka - ale nie ogłaszam całemu światu, że jesteśmy razem, bo nie potrzebujemy niepotrzebnego zainteresowania
-Masz rację - kiwnął głową, po czym wskazał na wnętrze auta - wsiadasz?
-A mam inne wyjście?
-Zawsze mogę Cię wsadzić - stwierdził, wzruszając lekko ramionami
-Wsadzić możesz później - puściłam mu zalotnie oczko i usiadłam na miejscu pasażera, a on stał oszołomiony, choć też rozbawiony moimi słowami
-Zrobię to - odparł w końcu
Zamknął moje drzwi, obszedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy, od razu odpalając silnik.
-Od kiedy zrobiła się pani taka wyuzdana, panno Brown?
-Wyuzdana? Kochanie, wyuzdana to ja dopiero będę - przygryzłam wargę
-Nie wiem, co w Ciebie wstąpiło, ale bardzo mi się podoba - pogładził mnie po udzie
-To z tęsknoty
-Czyli musisz się za mną trochę stęsknić i wtedy taka się stajesz - zażartował - czemu wcześniej mi tego nie mówiłaś?
-Wcześniej tego nie wiedziałam - zaśmiałam się
-Cóż - odchrząknął - dobrze, że to w końcu wyszło na jaw
-Lepiej prędzej niż później - położyłam swoją dłoń na jego i splotłam nasze palce
-Gdzie masz ochotę zjeść obiad?
-Obojętnie mi - wzruszyłam ramionami - wybierz coś
-Może ta nowa włoska knajpka? -zaproponował - podobno jest całkiem niezła
-Niech będzie, sprawdźmy jak jest - uśmiechnęłam się - może nawet skuszę się na małą pizzę. Na lunch Grecja, na obiad Włochy. Może na kolację Francja albo Hiszpania? A może Japonia?
-Na kolacje będzie to samo co na deser
-A co będzie na deser? - zachichotałam
-Ty - założył okulary przeciwsłoneczne i uśmiechnął się szeroko, zwiększając jednocześnie prędkość
-To groźba czy obietnica? - zmrużyłam oczy
-Jedno i drugie - oderwał wzrok od drogi, żeby na chwilę na mnie spojrzeć
-Czy będę rano obolała? - spytałam żartobliwie - bo od rana powinnam być na nogach, a nie wiem czy będę w stanie chodzić
-Możliwe, że przez noc byś się zregenerowała, ale ponieważ zamierzam mieć Cię też na śniadanie - ścisnął moje udo - to obawiam się, że musisz wziąć chorobowe
Wybuchłam szczerym, radosnym śmiechem, po czym klepnęłam go w ramię i pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Co takiego greckiego jadłaś dziś na lunch?
-Paul przyniósł mi sałatkę grecką - bąknęłam - nic wielkiego
-Paul? - spytał z zaciekawieniem, ale wyczułam w jego głosie nutkę zazdrości
-Kolega z pracy - sprecyzowałam, chociaż zapewne nie było to konieczne
-Czemu to właśnie on przyniósł Ci coś do zjedzenia? - zadał kolejne pytanie, mocniej ściskając kierownicę
-Zauważył, że straciłam poczucie czasu i nie wyszłam na lunch - wyjaśniłam spokojnie
-Emily, wydawało mi się, że rozmawialiśmy o tym rano - mruknął, jakby obrażony - czemu zapomniałaś o lunch?
-Straciłam poczucie czasu - powtórzyłam rozdrażniona, że nie do końca mnie słucha
-I ten cały gość się Tobą opiekuje? - rzucił z pogardą
-O czym Ty w ogóle mówisz? – odparowałam zła - to była zwykła, koleżeńska przysługa! Każdy mógłby być na jego miejscu!
-Jakoś żadna koleżanka nie przyniosła Ci sałatki, tylko właśnie on! - warknął
-Przecież o to nie prosiłam! - przewróciłam oczami
Blondyn prychnął coś pod nosem, co jeszcze bardziej mnie rozjuszyło. Cudowne popołudnie i cudownej atmosferze.
-Marco, możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi? Nie rozumiem tej całej afery - wbiłam w niego wściekłe spojrzenie - tutaj nie chodzi o lunch, co? Ty po prostu jesteś zazdrosny! - podczas, gdy on w ogóle na mnie nie patrzył, ja wciąż mu się przyglądałam - jesteś wściekły, że pracuje z facetami i się z nimi dogaduje? Cóż, to nie mój problem
-To nie mój problem - przedrzeźniał mnie
Westchnęłam ciężko, chowając twarz w dłoniach. Jakim cudem tak zepsuliśmy atmosferę? Było tak miło, byliśmy wyluzowani i swobodni. Teraz czuję, że oboje stąpamy po kruchym lodzie. A ja boję się wpaść do lodowatej wody. Boję się, że utonę. Znowu.
-Odwieź mnie do domu - poprosiłam - ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi, a ja nie mam siły na dyskusje. Porozmawiajmy o tym jutro, jak oboje ochłoniemy
-Mieliśmy jechać na obiad - spojrzał na mnie
-Nie lubię jeść w nieprzyjemnej atmosferze - bąknęłam
-W porządku, porozmawiamy jutro … - przeczesał palcami włosy - albo innym razem
Pokiwałam twierdząco głową, błagając w myślach samą siebie, żeby się nie rozpłakać. Dlaczego ta drobna sprzeczki tak mnie załamała? Przecież kiedyś musiało to nastąpić. Pierwsza sprzeczka, która nie skończyła się buziakiem i śmiechem po kilku minutach. Cholera. Po kilkunastu minutach Reus zatrzymał się przed moim rodzinnym domem.
-Cześć - wysiliłam się na uśmiech
-Cześć - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, który odwrócił po kilkunastu sekundach Wysiadłam, trzaskając lekko drzwiami i ruszyłam do środka, nie oglądając się za siebie.

piątek, 9 czerwca 2017

35.

[Emily]
Uśmiechnięta i zadowolona wyszłam z apartamentowca, kierując się do stojącego niedaleko wejścia czarnego, sportowego samochodu. Mój ukochany stał oparty o drzwi pasażera i obserwował każdy mój krok, a ja rumieniłam się jak nastolatka pod jego spojrzeniem.
-Stęskniłeś się, co? - zażartowałam stając niecały metr przed nim
-Żebyś wiedziała - posłał mi swój pewny siebie uśmiech
-Ja też tęskniłam - powoli pokonałam ostatnią dzielącą nas odległość, a Marco wykorzystał to i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie
-Nie mogłem przestać o Tobie myśleć - pogładził mnie po policzku
-To dlatego, że Cię obgadywałyśmy - roześmiałam się
-Niczego innego nie mogłem się spodziewać - zawtórował mi
-Masz pozdrowienia od Amy
-Bardzo dziękuję. Co u nich? - spytał otwierając mi drzwi od samochodu
-Dobrze, ale powoli planują życiowe zmiany
-Zabrzmiało poważnie - ściszył radio, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać
-Tak jest - przeczesałam palcami włosy - myślą o przeprowadzce, ale też o powiększeniu rodziny
-Faktycznie życiowe zmiany - kiwnął głową - trzymam za nich kciuki
-Ja też - uśmiechnęłam się - Oli o Ciebie pytała, była rozżalona, że jej nie odwiedziłeś
-Następnym razem wybierzemy się do nich razem - położył dłoń na moim kolanie
-Z jakiej okazji Twoja mama robi taki wielki obiad dla wszystkich?
-Nie mam bladego pojęcia, tylko mnie zaprosiła i powiedziała, że mam Cię koniecznie przywieźć. Nie chciała powiedzieć o co chodzi
-Och - westchnęłam - to dowiemy się dopiero na miejscu
-Dokładnie tak - mruknął
-A jak tata? Załatwiliście wszystko?
-Mniej więcej - zachichotał
-Mniej, czy więcej? - rozbawiona uniosłam pytająco jedną brew
-Mniej - odparł nieco zażenowany, ale ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu - Twój śmiech łamie mi serce
-Powinieneś się cieszyć, że potrafisz mnie rozśmieszyć - wytknęłam mu żartobliwie
-Kochanie ja doskonale zdaję sobie sprawę, że potrafię Cię rozśmieszyć - przerwał, aby na mnie zerknąć - na wiele innych sposobów
-No tak, jak mogłam o tym zapomnieć - pokazałam mu język, czym mocno go rozbawiłam
-Nie natknęłaś się na nowych lokatorów swojego mieszkania?
-Nie, a nawet jeśli bym się na nich natknęła, to pewnie bym ich nie poznała. Widziałam ich tylko raz i to było dawno temu
-Myślałem, że będziesz je chciała sprawdzić, tak jak sprawdziłaś nasze mieszkanie
-Nasze mieszkanie znaczyło dla mnie dużo więcej - przypomniałam mu
-Wiem - kiwnął głową
Dojechaliśmy na miejsce, a przed domem państwa Reus stały już samochody, co oznaczało, że Melanie i Yvonne są już na miejscu.
-Twoi dziadkowie też mieli być? - zmarszczyłam brwi, usiłując sobie przypomnieć
-Mama nic nie wspominała - wzruszył ramionami - ale jak widać, również się pojawili
-Ciekawe co się dzieje
-Nie tylko Ty chciałabyś wiedzieć
Blondyn zaparkował przed bramą, zabraliśmy swoje rzeczy i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę domu. Zanim jednak doszliśmy do drzwi, to usłyszeliśmy śmiech dochodzący zza domu. No tak, siedzą na ogrodzie i korzystają z letniej pogody.
-Dzień dobry - powiedzieliśmy równocześnie
-Jesteście nareszcie
-Nie spóźniliśmy się - piłkarz zerknął na zegarek - nawet jesteśmy przed czasem
-Siadajcie gołąbeczki - zarządziła starsza z sióstr Reus
-Przywitam się z moim chrześniakiem - szepnął mi do ucha, kiwając głową w stronę trampoliny, na której skakał Nico
-Jasne - uśmiechnęłam się
Gdy blondyn poszedł do swojego siostrzeńca, ja przywitałam się ze wszystkimi obecnymi przy stole, a następnie zajęłam jedno z dwóch wolnych miejsc.
-Marco wspominał, że byłaś dzisiaj u swojej przyjaciółki - zaczęła pani domu
-Tak - kiwnęłam głową - dawno się nie widziałyśmy
-Dobra, to teraz się przyznajcie co jest grane - zanim pani Reus zdążyła powiedzieć coś jeszcze, to wrócił Marco i zaskoczył nas wszystkich swoją bezpośredniością
-A co ma być grane synku? Zaprosiłam swoje dzieci na obiad i i dziwo wszystkie znalazły dla mnie czas
-Zawsze znajdujemy dla Ciebie czas - posłał jej swój najpiękniejszy uśmiech - po prostu zapraszasz nas w weekendy
-Zmieniam przyzwyczajenia - zażartowała
-Nico, chodź tutaj do mnie, synku - zawołała Mela - musisz umyć rączki i będziemy jedli obiad
-Ale ja nie jestem jeszcze głodny - jęknął rozglądając się, aż jego wzrok zatrzymał się na mnie - cześć ciociu
-Cześć chłopaku - uśmiechnęłam się - dostanę jakiegoś buziaka na powitanie?
Radośnie kiwnął głową i podbiegł do mnie, żeby dać mi słodkiego buziaka w policzek, jednocześnie zarzucając mi ręce na szyję.
-A teraz biegnij do łazienki, żeby umyć rączki - szepnęłam mu do ucha
Kilka minut wszyscy siedzieliśmy już przy stole, który aż uginał się od nadmiaru jedzenia. Nałożyłam sobie na talerz po trochu wszystkiego, a Marco nalał mi wody do szklanki. Sam też zrezygnował z wina, ponieważ jest kierowcą. Zresztą chyba większość zrezygnowała z picia alkoholu. Może oprócz rodziców i dziadków Reus. Cóż, najwidoczniej zamierzających wrócić do domu taksówką albo będą tu nocować.
-Kiedy zobaczymy Wasze mieszkanie?
-Raczej nie prędko - westchnęłam - chcemy trochę pozmieniać
-Dokładnie, będziemy wyburzać ścianę w kuchni i łączyć pomieszczenia na górze - wyjaśnił blondyn - na razie musicie uzbroić się w cierpliwość
-Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to od nowego roku będziemy mogli zacząć się urządzać i powoli wprowadzać
-Niecałe pół roku to niezbyt dużo czasu na tak wielki remont - zauważyła Melanie
-Wystarczająco - uspokoił ją jej brat - zresztą na pewno nie uda nam się wprowadzić w styczniu. Myśleliśmy raczej o końcu lutego, początku marca
-To i tak szybko, chyba już się nie możecie doczekać wspólnego mieszkania, co?
-Zdecydowanie - przytaknął
-Czekaliśmy tyle lat to poczekamy jeszcze trochę - uśmiechnęłam się - byle nie za długo
-Zawsze wiedziałam, że do siebie wrócicie - podsumowała babcia Reus
-I jak zawsze miałaś rację, babciu - zaśmiała się Yvonne
-Nie tak zawsze - bąknął żartobliwie mąż staruszki, na co wszyscy się roześmialiśmy
Dokończyliśmy jeść obiad w wyśmienitych humorach, oczywiście skusiliśmy się jeszcze na deser, a następnie razem z siostrami mojego ukochanego posprzątałam ze stołu.
-Poradziłabym sobie, dziewczynki. Nie musiałyście się tak starać
-Przygotowałaś cały obiad sama, mamo, więc my po nim posprzątałyśmy. Nie ma o czym gadać
-Następnym razem to my z chłopakami sprzątamy - zaśmiał się Marco
-I bardzo dobrze - zachichotałam
-Trzymam Cię za słowo - mama pogroziła mu palcem
Mia śpiąca do tej pory w wózku, obudziła się i zaczęła głośno płakać, a Yvonne poderwała się z miejsca i ruszyła ją uspokoić. Mimowolnie uświadomiłam sobie, że gdybym nie straciła swojego dziecka to ono byłoby już ze mną. Odruchowo położyłam sobie dłoń na płaskim brzuchu, co bardzo szybko zauważył piłkarz. Nakrył swoją dłonią moją dłoń i splótł nasze palce razem, po czym pochylił się, żeby szepnąć mi do ucha.
-Nie myśl o tym, mała - pocałował mnie w głowę - wszystko będzie dobrze
-Wiem - szepnęłam - tylko byłabym już mamą
-Jeszcze nią będziesz, zobaczysz - wolną ręką pogładził mnie po plecach - staraj się o tym za dużo nie myśleć
-Och jak ona urosła! - usłyszałam głos Meli, więc podniosłam wzrok i zobaczyłam siostrzenicę Marco
-Jest śliczna - odchrząknęłam - rośnie jak na drożdżach
-To prawda - przytaknęła jej mama - nie mogę się na nią napatrzeć, każdego dnia widzę jak bardzo się zmienia
-Należy się cieszyć każdą chwilą spędzoną z dzieckiem - podsumowała pani Reus
-Ani się obejrzysz, a Mia będzie taka duża jak Nico. Zobaczysz! - zaśmiała się Melanie, kiwając siostrze palcem przed nosem
-Nico jest jeszcze małym chłopcem, prawda? - najstarsza z rodzeństwa zaczęła droczyć się ze swoim siostrzeńcem, a ten posłał jej urażone spojrzenie
-Nie jestem mały, ciociu! - zawołał wyrzucając ręce w górę - jeszcze trochę i będę tak duży jak wujek Marco i będę grał w piłkę tak jak on!
-Rośnie mi konkurencja - odparł rozbawiony blondyn - to może zrobimy mały trening, co Ty na to duży chłopaku?
-Tak! Chodźmy! - w ciągu kilku sekund znalazł się obok nas i złapał Marco za rękę, ciągnąc go w stronę trawnika
Po chwili cała męska część rodziny zajmowała się grą w piłkę, a ja wraz z żeńską częścią siedziałam przy stole i oddawałam się przyjemnej konwersacji. Kilkadziesiąt minut później chłopcy zmęczeni wrócili do stołu i każdy z nich złapał za szklankę. Każdy oprócz Marco.
-Mógłbyś chociaż udawać, że się zmęczyłeś - szepnęłam
-Przecież oni i tak znają prawdę - wzruszył ramionami - to jak dobry wstęp do treningu
-I ani trochę się nie zmęczyłeś? - zmrużyłam oczy - ani troszeczkę?
-Możliwe, że miałem drobną zadyszkę - przyznał - ale minęła
-Hmm - uśmiechnęłam się, kładąc głowę na jego ramieniu
-O czym rozmawiałyście? - spytał muskając ustami moje czoło
-Tak ogólnie - mruknęłam - babskie tematy, nic ciekawego
Marco zamilkł na chwilę, a zanim znów zdążył się odezwać, to Mela i jej mąż wstali ze swoich miejsc i kobieta odchrząknęła, chcąc zwrócić naszą uwagę.
-Korzystając z okazji, że jesteśmy tu wszyscy, chcieliśmy Wam powiedzieć, że jestem w ciąży - uśmiechnęła się szeroko - to już ósmy tydzień
W ciągu kilku sekund wszyscy poderwali się, żeby zacząć im gratulować i wyściskać ich jak najmocniej. Ja będąc w lekkim szoku, po tym co usłyszałam, nie ruszyłam się nawet na milimetr.
-Skarbie, chcesz wyjść na chwilę, żeby to przetrawić? - usłyszałam cichy głos blondyna, ale pokręciłam przecząco głową
-Musimy im pogratulować - przełknęłam ślinę
-Nie musisz tego robić teraz, jeśli nie czujesz się na siłach. Melanie zrozumie
-To będzie niegrzeczne - skrzywiłam się - nic mi nie jest. Naprawdę
Nie czekając na mojego ukochanego odsunęłam krzesło i wstałam, kierując się w stronę siostry piłkarza, która właśnie wyswobodziła się z objęć swojej babci.
-Mela - przytuliłam ją mocno - gratulacje! Bardzo się cieszę!
-Widziałam Twoją minę - szepnęła - powinnam Cię wcześniej uprzedzić, przepraszam
-Daj spokój - westchnęłam - nic mi nie jest, po prostu mnie zaskoczyłaś i to wszystko. Naprawdę się cieszę, a Ty i Marco przesadzacie
-Mój brat się o Ciebie martwi, pozwól mu na to - poprosiła - jesteś dla niego wszystkim
-On jest dla mnie wszystkim - odsunęłam się od niej, żeby spojrzeć jej w oczy - możesz być o nas spokojna, wszystko będzie już dobrze
-Wiem - kiwnęła głową
Kątem oka widziałam, że Marco skończył już rozmawiać ze swoim szwagrem, więc puściłam jego siostrę i pozwoliłam mu wreszcie się do niej dostać. Sama wróciłam na swoje miejsce, dopiłam wodę, którą miałam w szklance, a do pustego do tej pory kieliszka nalałam odrobinę wina.
-Nic nie mów - ostrzegłam blondyna, gdy tylko do mnie dołączył i dostrzegł kieliszek w mojej dłoni
-Pozwól mi się tylko upewnić, że wszystko jest w porządku
-Wszystko jest w porządku - zapewniłam - po prostu dzisiejszy dzień jest pełen niespodzianek i przyszłych matek. Muszę to jakoś przetrawić
-Dobrze - usiadłszy na swoim miejscu, objął mnie ramieniem - rozumiem
-Melanie, ułatwiłam Ci tym obiadem sprawę, co? - zażartowała pani Reus - a Ty mnie nawet nie uprzedziłaś!
-Przepraszam mamo - roześmiała się - chciałam Wam zrobić niespodziankę
-Zrobiłaś, oj zrobiłaś - uśmiechnęła się
-A jak Nico na to zareagował? - spytała najstarsza z rodzeństwa
-Ucieszył się, już się nie może doczekać kolejnego członka rodziny
-Pewnie ma nadzieję, że to będzie brat - powiedział Marco
-To prawda, najbardziej chciałby mieć brata - pogładziła się po brzuchu - ale na pewno ucieszy się też z siostry
-Przepraszam - westchnęłam zerkając na wibrujący telefon - zaraz wracam
Zanim odebrałam, to przeszłam na przód domu i usiadłam na schodkach prowadzących do drzwi wejściowych.
-Cześć Ann - odparłam entuzjastycznie
-No nareszcie odebrałaś - bąknęła
-Bez przesady - zaśmiałam się - przecież codziennie mamy nawet mały kontakt
-Wiem, ale to za mało! Musimy się wreszcie zobaczyć! - jęknęła - co robicie zakochańce?
-Jesteśmy u rodziców Marco, ale pewnie niedługo się zbieramy
-To wpadajcie od razu do nas. Proszę!
-Marco wspominał coś o weekendzie …
-Nie! Przywiedźcie dzisiaj - przerwała mi
-Ann od rana jestem na nogach, a poza tym to był długi dzień. To nie może poczekać?
-Stęskniłam się za Tobą, zresztą chcemy Wam coś powiedzieć. Nie daj się prosić
-Tylko nie mów, że jesteś w ciąży - jęknęłam - albo że podjęliście decyzję i zaczęliście się starać o dziecko
-Co? - roześmiała się wesoło - kto jest w ciąży?
-Ama stara się o drugie dziecko, Melanie jest w ciąży - westchnęłam - oczywiście cieszę się ich szczęściem, ale to dziwne. A na dodatek za każdym razem jak pojawia się temat dziecka lub ciąży, to Marco chucha i dmucha jakbym była ze szkła
-Szykuje się wielki baby boom - odchrząknęła - Marco się martwi, bo Cię kocha i stara się na Ciebie uważać, po Waszej ostatniej rozmowie. Jeśli Ci to przeszkadza, to może mu powiedz
-Nie przeszkadza mi to, a przynajmniej nie cały czas. Wiem, że się martwi i staram się go uspokajać, ale czasem …
-Czasem ma powody do zmartwień? - spytała
-Tak - mimo, iż nie mogła tego zobaczyć, to i tak kiwnęłam głową - dzisiaj sobie uświadomiłam, że gdybym nie poroniła, to byłabym już mamą. Zabolało
-Wiem, zawsze będzie bolało, ale z czasem coraz mniej, aż w końcu nie będzie to uciążliwy ból. Czas leczy rany - uspokoiła mnie - dodatkowo wydaje mi się, że jak urodzisz dziecko, to będzie najpiękniejsza chwila Twojego życia i ona ukoi, każdy Twój ból
-O ile w ogóle kiedykolwiek urodzę - bąknęłam
-Emily Brown, zabraniam Ci tak mówić! - warknęła - wpadnijcie dzisiaj to wybiję Ci te głupoty z głowy
-Wpadniemy - obiecałam - ale nic mi nie będziesz wybijała
-Zobaczymy - zachichotała - o której będziecie?
-Sama nie wiem - zerknęłam na zegarek - za dwie godziny albo trochę później
-Okej, to daj znać jak będziecie w drodze
-Pewnie, odezwę się - rozejrzałam się po ogrodzie - a teraz kończę, bo na pewno wszyscy się zastanawiają, czemu zniknęłam na tak długo
-Marco pewnie odchodzi od zmysłów - zażartowała, na co przewróciłam oczami - pozdrów go
-Ty pozdrów Mario. Do zobaczenia - rozłączyłam się
Wstałam ze schodów, otrzepałam spódnice i już miałam wrócić do wszystkich, gdy zza rogu wyszedł na mnie Marco.
-Już myślałem, że uciekłaś - pogładził mnie po policzku
-Rozmawiałam z Ann - posłałam mu słodki uśmiech - przepraszam
-Nie ma sprawy - zaśmiał się - co ustaliłyście?
-Obiecałam jej, że do nich dzisiaj wpadniemy 

-Jeszcze? - potarł dłonią kark
-Yhmm - kiwnęłam głową
-Będzie ciekawie - cmoknął mnie w czoło - chodźmy, mama podała jeszcze ciasto i owoce
-Już nie mam miejsca na nic - poklepałam się po brzuchu - zaraz mi spódnica pęknie na szwie
-Z pewnością - spojrzał na mnie rozbawiony
-Twoja koszulka też jakoś bardziej opięta się zrobiła - zażartowałam, chcąc mu lekko dogryźć
-Doigrasz się wreszcie! - rzucił groźnie, robiąc krok w moją stronę
-Nie Marco, poczekaj chwilę - wyciągnęłam ręce w jego kierunku, żeby go powstrzymać, ale niewiele mi to pomogło, bo blondyn w ciągu kilkunastu sekund przerzucił mnie sobie przez ramię - Marco!
-Radzę nie kopać, bo wszyscy zobaczą jaką masz bieliznę
-Puść mnie! - piszczałam i śmiałam się jednocześnie
-Bardzo przepraszamy - powiedział, gdy znaleźliśmy się na tarasie - muszę załatwić kilka rzeczy z moją dziewczyną
-Marco - syknęłam
-Dosłownie kwadrans - kompletnie mnie ignorując, znowu zwrócił się do swojej rodziny
Zostałam wniesiona do domu, gdzie piłkarz od razu skierował się na piętro i zaniósł mnie prosto do swojej sypialni.
-Hmm … chcesz mnie tu ukarać? - przygryzłam wargę, gdy postawił mnie na podłodze
-Możliwe - uśmiechnął się - odwróć się
Posłusznie stanęłam tyłem do niego, a on objął mnie i … o zgrozo zaczął mnie łaskotać. Chciałam się wyrwać, ale on wcale nie chciał mi na to pozwolić. Piszczałam, krzyczałam i śmiałam się na zmianę, a on był nieugięty.
-Jesteś. Takim. Dupkiem! - ledwo z siebie wykrztusiłam wykrztusiłam
-Też Cię kocham - pocałował mnie w szyję, po czym przestał mnie łaskotać.

piątek, 12 maja 2017

34.

[Emily]
Siedziałam przy stole w domu moich rodziców i piłam spokojnie kawę, podczas gdy moja rodzicielka przygotowywała śniadanie. Świeżo umyte i wysuszone włosy związane miałam w koka, a ubrana byłam wciąż w piżamę i szlafrok.
-Masz jakieś plany na dziś, Emily? - zapytała głośno - widzisz się dzisiaj z Marco?
-Jeszcze nie wiem. Zostało mi kilka dni, zanim zacznę pracę i chyba nadrobię zaległości towarzyskie - wypiłam ostatni łyk kawy i odstawiłam kubek na stół - czemu pytasz?
-Z ciekawości - wzruszyła ramionami - omlet dla Ciebie już gotowy
-Okej - odchrząknęłam, idąc do niej po talerz - dziękuję
-Znaleźliście już ekipę do remontu? - spytała siadając naprzeciw mnie
-Jeszcze nie - skrzywiłam się - ale cały czas szukamy
-To dobrze, jakbyście potrzebowali pomocy to zawsze możecie na mnie liczyć
-Wiem - uśmiechnęłam się - i jestem Ci za to wdzięczna. To co, mogę tu jeszcze trochę pomieszkać?
-Tak długo jak będziesz chciała - roześmiała się - to zawsze będzie Twój dom
Kiwnęłam głową, ale nie zdążyłam nic powiedzieć, bo dołączyli do nas tata i Annie. Posłałam siostrze promienny uśmiech, a ona usiadła obok mnie.
-Naprawdę czuję się, jakbyśmy cofnęły się w czasie - szepnęła mi do ucha - rodzinne śniadanie, pogawędki, jeszcze tylko bra…
-W towarzystwie się nie szepcze - przerwał jej tata, na co ona przewróciła oczami
-Widzisz się dzisiaj z Marco?
-Jeszcze nie wiem - zachichotałam - i mama zapytała o to samo
-Jesteśmy ciekawe jak Wam się układa
-W porządku, nie musicie się martwić
-Jesteś szczęśliwa, Emily - stwierdziła zadowolona
-Oczywiście, że jestem szczęśliwa - podniosłam się z miejsca, zbierając brudne naczynia po swoim śniadaniu - kocham go i wreszcie nie muszę tego ukrywać
-Nawet nie powinnaś - usłyszałam znajomy głos
-Co Ty tu robisz? - uśmiechnęłam się szeroko
-Wpadłem na kawę - kiwnął głową, żeby przywitać się z moją rodziną i podszedł do mnie, żeby mnie pocałować - dzień dobry
-Dzień dobry
-Jesteś głodny Marco?
-Nie dziękuję - posłał mojej mamie delikatny uśmiech
-W takim razie zrobię Ci tylko kawę
-Siedź mamo - machnęłam ręką - ja mu zrobię
Zapakowałam naczynia do zmywarki, po czym wyjęłam z szafki kubek, aby zrobić w nim kawę dla mojego faceta.
-Będziesz tak codziennie wpadał bez uprzedzenia na kawę? - uniosłam pytająco jedną brew
-Jeśli będę wpadał codziennie to nie będę musiał Cię uprzedzać, bo będziesz wiedziała, że wpadnę - puścił mi oczko
-Mądrala - szturchnęłam go - dużo masz czasu?
-Pewnie - zerknął na zegarek, tuż przed tym jak podałam mu kubek z gorącą kawą
-To chodźmy na górę, muszę się ogarnąć - złapałam jego dłoń, ciągnąc go za sobą
-Drzwi otwarte - zażartował mój tata, jak wchodziliśmy już po schodach, a ja poczułam, że się rumienię
-Bardzo śmieszne - mruknęłam, pod nosem
Marco wszedł pierwszy do mojej sypialni, a ja zamykając drzwi za nami, pozwoliłam im trzasnąć, żeby wszyscy na dole to usłyszeli.
-Żałuję, że nie chciałaś u mnie nocować - blondyn objął mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu
-Hmm … ja też żałuję - uśmiechnęłam się - ale Ty też mogłeś tu nocować
-Wiem - pocałował mnie w szyję - mogłem się na to zdecydować
-Trochę po fakcie pan do tego dojrzał, panie Reus - powoli obróciłam się w jego ramionach i pogładziłam go po policzku - ale już niedługo będziesz miał mnie co noc w swoim łóżku
-Naszym łóżku - poprawił mnie, uśmiechając się delikatnie
-Jak dużo słyszałeś na dole?
-Wystarczająco - pochylił się i mnie pocałował - ja też Cię kocham
-I nie będziesz tego ukrywał?
-Nigdy w życiu - przesunął palcem, po mojej dolnej wardze - co dzisiaj planujesz robić?
-Muszę się trochę poudzielać towarzysko. Chyba odwiedzę Amę. A Ty, co będziesz dzisiaj robił?
-Miałem nadzieję, że spędzę dzień z moją dziewczyną, ale skoro ona ma plany beze mnie, to będę musiał coś wykombinować - uśmiechnął się
-Możemy się zobaczyć później albo możesz się wybrać ze mną, ale …
-Ale musicie pogadać. Rozumiem - kiwnął głową - zobaczymy się później
Odsunęłam się od niego i odeszłam w stronę garderoby, a on w tym czasie rozsiadł się na moim łóżku. Przeglądałam ubrania na wieszakach i nie mogłam się zdecydować co założyć. Norma. W końcu założyłam czarną bluzkę hiszpankę i obcisłą jeansową spódnice, a do tego czarne sandałki na obcasie i małą torebkę na ramię.
-Zamierzasz tak wyjść na miasto? - spytał blondyn, gdy wróciłam do sypialni i usiadłam przy toaletce - w dodatku beze mnie
-Coś jest nie tak? - uśmiechnęłam się do jego odbicia w lustrze
-Wszystko - zlustrował mnie wzrokiem, na co posłałam mu mordercze spojrzenie - oczywiście skarbie wyglądasz niesamowicie, ale cholera, będę cały dzień myślał tylko o tym, że inni faceci będą się na Ciebie gapić
-Nikt się nie będzie na mnie gapił - zachichotałam - a po za tym nawet jeśli, to tego nie zauważę. Pamiętaj, że jestem zajęta i tylko mój facet mnie interesuje
-Całe szczęście - zaśmiał się – daj mi znać jak będziesz już wolna to po Ciebie przyjadę i zabiorę Cię do siebie albo przyjedziemy tutaj
-Okej – puściłam mu oczko, malując rzęsy
-Mario ciągle mi suszy głowę, że mamy się spotkać we czwórkę. Pewnie Ann go nęka – powiedział po chwili milczenia – może umówimy się z nimi na piątek? Co Ty na to?
-Pewnie, bardzo chętnie. Do mnie też Ann ciągle pisze, może mają nam coś do powiedzenia
-Możliwe – sięgnął po książkę, która leżała na moim stoliku nocnym – zaczęłaś już czytać?
-Jeszcze nie – roześmiałam się – zacznę jak będę miała trochę czasu i chęci, a na razie nie mam ani jednego, ani drugiego
Blondyn kiwnął głową, a ja skończyłam się malować, po czym rozpuściłam włosy, rozczesałam je i delikatnie zakręciłam przy pomocy lokówki. Psiknęłam się perfumami i sięgnęłam po srebrną bransoletkę.
-Mógłbyś? – podałam ją piłkarzowi, siadając obok
-Pewnie – uśmiechnęłam się, zapinając mi biżuterię na prawym nadgarstku
-Dziękuję – pogładziłam go po policzku i pocałowałam czule w usta
-Zawsze do usług – przyciągnął mnie tak, że usiadłam mu na kolanach
-Takie poranki będziemy mieli codziennie?
-Nawet lepsze – trącił nosem mój nos – poranny sex jest lepszy niż kawa
-Hmm ... – wymruczałam uśmiechając się szeroko – czyli nie będę piła rano kawy?
-Dopiero w południe – zażartował
-Brzmi obiecująco – przeczesałam palcami jego idealnie ułożoną fryzurę
-Jesteś gotowa?
-Tak – kiwnęłam głową – wezmę tylko torebkę i lecimy, dobrze?
-Oczywiście – podniósł się z łóżka, otrzepał spodnie i zerknął na telefon – skoczę na chwilę do rodziców
-Coś się stało?
-Nie, tata prosi, żebym mu z czymś pomógł. Szybko to ogarnę – machnął ręką
-W porządku - zabrałam swoje rzeczy, złapałam go za dłoń i pociągnęłam w stronę wyjścia - chodź mój szoferze
-Bardzo śmieszne – prychnął – założę się, że wszyscy będą Ci zazdrościć takiego szofera
-A niech zazdroszczą – uśmiechnęłam się – tylko tyle im zostało, bo cóż ... nie lubię się dzielić
-Ja też tego nie lubię – cmoknął mnie w czoło – i nigdy w życiu nie zamierzam się Tobą dzielić. Z nikim. Chyba, że ... – przerwał, a ja obejrzałam się, dostrzegając na jego twarzy zmieszanie
-Chyba, że co? – uniosłam pytająco jedną brew, na co on pokiwał przecząco głową, dając mi do zrozumienia, że to nic ważnego – no dalej, powiedz mi
-Chyba, że z naszymi dziećmi - westchnął – przepraszam
-Nie przepraszaj – przewróciłam oczami – to nie jest temat tabu
-Wiem, ale nie czujesz się z tym najlepiej i ...
-Jestem w porządku – uśmiechnęłam się delikatnie – nie traktuj mnie jakbym była porcelanową laleczką, o którą trzeba dbać
-Jesteś moją silną, wspaniałą kobietą, o którą zamierzam dbać do końca moich chwil
-Dostanę cukrzycy przez Ciebie – zażartowałam, a on zaśmiał się głośno
Zeszliśmy na dół, gdzie pożegnaliśmy się z moimi rodzicami i wyszliśmy z domu. Mój wspaniały mężczyzna otworzył przede mną drzwi od samochodu, pomógł mi wsiąść, po czym ruszył na swoje miejsce.
-Kojarzysz tę cukiernię niedaleko mieszkania Amy?
-Pewnie - kiwnął głową, zerkając na mnie kątem oka
-To podrzuć mnie tam, dobrze? Kupię coś dobrego i mogę się potem przejść
-Mogę na Ciebie poczekać, mam czas - położył dłoń na moim nagim kolanie
-Jeśli chcesz - nakryłam jego dłoń swoją i splotłam nasze palce ze sobą
Wolną ręką wyjęłam z torebki telefon, weszłam w wiadomości i zaczęłam pisać do mojej przyjaciółki.

“Rób kawę, będę u Ciebie za dwadzieścia minut :)”
“Och! Co za niespodzianka :D czekam z niecierpliwością i … kawą”
Uśmiechnęłam się odkładając iPhone na miejsce, jednocześnie podgłośniając muzykę lecącą w radiu.
-Rozmawiałaś ostatnio z Theo? - spytał po dłuższej chwili ciszy
-Nie zazdrośniku - zaśmiałam się - nie rozmawiałam z nim od ostatniego obiadu u Twoich rodziców i … dnia Twojej rozprawy
-Mówiłaś coś, że chciałaś się z nim spotkać i lecieć do Londynu
-Tak, ale spotkamy się innym razem. Jak widzisz jestem w Dortmundzie i na razie nigdzie się nie wybieram
-Jeśli będziesz chciała to w wolnym czasie możemy jechać do niego razem
-Pomyślę o tym - zachichotałam - ale nie wiem, czy to dobry pomysł
-Boisz się, że się pozabijamy? - uśmiechnął się szeroko, na co przewróciłam oczami
-Nawet jak nie mów - zbeształam go - po prostu myślę, że byłoby to bardzo niezręczne, dla nas wszystkich
-Wiem - westchnął - trochę zamieszaliśmy każdemu w życiu
-A najbardziej sobie - bawiłam się swoimi palcami - ale mam wrażenie, że zaczynamy od nowa
-Bo zaczynamy od nowa, tylko korzystamy ze starych fundamentów - zaparkował pod cukiernią, a ja posłałam mu uśmiech - kupić Ci coś?
-Nie dziękuję - poklepał się po umięśnionym brzuchu - muszę dbać o linię
-Już prawie po wakacjach, można przestawić się na zimową figurę - cmoknęłam go w policzek - będę za kilka minut
-Nie spiesz się - machnął ręką, gdy już wysiadałam
Szybko weszłam do cukierni, gdzie nie było żadnej kolejki, rozejrzałam się i wybrałam kilka rzeczy. Z myślą o mnie, o Amie, a także o Oli, która uwielbia słodycze. Starsza ekspedientka zapakowana wszystko do dwóch siatek, zapłaciłam kartą i życząc jej miłego dnia opuściłam sklep. Gdy z powrotem wsiadłam do samochodu, to mój ukochany rozmawiał przez telefon. Z krótkiej rozmowy wywnioskowałam, że jego rozmówcą był jego tata.
-Jednak się spieszysz, co?
-Nie - zmarszczył brwi - tata chciał mi wytłumaczyć co się stało, żebym mógł to sobie wyobrazić, zanim przyjadę i pomyśleć jak to naprawić
-Praktycznie - zachichotałam pod nosem - zrozumiałeś coś? Wiesz już jak to naprawić?
-Nie mam bladego pojęcia - odchrząknął - ale myślę, że to nic skomplikowanego
-Tylko nic nie zepsuj - puściłam mu oczko
-Postaram się - zakrył niewielki uśmiech wskazującym palcem prawej dłoni
Kilka minut później dojechaliśmy pod apartamentowiec, w którym kiedyś mieszkałam, pożegnałam się z Marco czułym buziakiem i ruszyłam do środka. O dziwo pamiętałam jeszcze kod do wejścia, więc skorzystałam z niego, aby nie ganiać Amy do domofonu.
-Ciocia! - drzwi otworzyła mi córka państwa Walker, rzucając się na mnie z głośnym piskiem
-Cześć śliczna dziewczynko - pocałowałam ją w czoło - chyba urosłaś, co?
-Tak - pokiwała energicznie główką
W kuchni Ama przygotowywała dla nas kawę, więc podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno, odstawiając ciasta na blat.
-Nareszcie się pofatygowałaś - zażartowała
-Doczekałaś się - zachichotałam
-Cała promieniejesz, związek Ci służy - uśmiechnęła się, odsuwając się ode mnie
-Jestem szczęśliwa - wzruszyłam skromnie ramionami, a żeby zmienić temat wskazałam na pudełka z cukierni - przyniosłam coś słodkiego, do kawy
-Rozpieszczasz nas Emily - usłyszałam męski głos
-Przejrzałeś mnie Brian - uśmiechnęłam się - dobrze Cię widzieć
-I wzajemnie - pocałował mnie w policzek - załapiemy się z Oli na ciasto? Obiecuję, że potem zabiorę ją na spacer
-Wystarczy dla każdego - oznajmiłam wesoło
Usiedliśmy w piątkę przy stole i każdy z nas nałożył sobie ulubione ciasto. Oli nawijała o swoich wakacjach u dziadków, a Brian i Ama próbowali jej przerywać.
-Dlaczego nie zabrałaś wujka Marco? - z ust dziewczynki padło wreszcie pytanie skierowane do mnie
-Hmm … - udałam, że zastanawiam się nad odpowiedzią - był niegrzeczny
-Ciociu! - roześmiała się - pytam bardzo poważnie
-No skoro bardzo poważnie, to Marco pojechał do swojego taty, żeby mu w czymś pomóc - potargałam ją po włosach - ale późnej po mnie przyjedzie
-To dobrze - pokiwała głową na znak zrozumienia - bardzo mi się podoba Twój strój
-Dziękuję - uśmiechnęłam się szeroko - mi bardzo podoba się Twoja sukienka, sama chciałabym taką mieć
-Były tylko dla dzieci - skrzywiła się
-Dobrze kochanie, idź zakładaj buty, bo idziemy na spacer - powiedział w końcu były żołnierz
-Czemu? - jęknęła - chcę tu zostać!
-Mama i ciocia chcą porozmawiać, musimy dać im trochę czasu
-Ale jak wrócimy to ciocia tu będzie?
-Będę, obiecuję - potwierdziłam
-No dobra - dała mi szybkiego całusa w policzek i ruszyła do przedpokoju, żeby się ubrać
-Bawcie się dobrze! - zawołała za nimi Ama, po czym obie usłyszałyśmy dźwięk zamykanych drzwi
-Teraz musisz mi wszystko opowiedzieć, bo nie poznałam wszystkich szczegółów od Ann - spojrzała na mnie wyczekująco, a ja zaśmiałam się głośno
-Myślę, że znasz wszystkie szczegóły, ale w porządku … - zaczęłam opowiadać, przerywając co kilka chwil, aby odpowiedzieć na jej pytania lub rozwinąć coś jeszcze bardziej
-Nie można było tak od razu? – westchnęła, gdy skończyłam mówić
-Uwierz mi, chciałabym, żebyśmy załatwili to już dawno temu – upiłam łyk kawy – ale jak widać, co się odwlecze to nie uciecze
-To prawda – uśmiechnęła się
-Powiedz mi lepiej jak Wam się układa – zachęciłam ją – jest jak w raju, czy jeszcze lepiej?
-Jest cudownie, układa się i coraz częściej myślimy o zmianach – odruchowo obracała obrączkę na palcu – wiesz ... dom z ogródkiem na przedmieściach, rodzeństwo dla Oli, jakiś zwierzak – na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech
-Mieszkanie w centrum jest super sprawą, ale dom z ogródkiem to marzenie każdej rodziny
-Wy nie chcieliście kupić domu?
-Od razu myśleliśmy o mieszkaniu, na razie nigdzie nam się nie śpieszy, nie zakładamy rodziny, nie potrzebujemy domu
-Ale chcecie go mieć w przyszłości
-Jasne, że tak – kiwnęłam głową – ale omijanie pewnych etapów to byłoby za szybko. Chcemy, a przynajmniej ja chcę iść po kolei, nasze mieszkanie i tak jest duże jak na naszą dwójkę. Zresztą nawet nie wiem jak się z nim mieszkać, robię to pierwszy raz w życiu
-Faktycznie – zaśmiała się – ale to już na zawsze, prawda?
-Zdecydowanie, definitywnie na zawsze – przeczesałam palcami włosy – i prędzej czy później będziemy wchodzili na poważniejsze etapy związku, ale teraz to nie jest dla nas, aż tak istotne. Oboje z Marco zdajemy sobie sprawę, że teraz już nie ma odwrotu
-Czasem trzeba dojrzeć do pewnych spraw, po prostu Wam zajęło to trochę więcej czasu
-Masz racje – przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać – to co z tym rodzeństwem dla Oli?
-Dopiero niedawno poruszyliśmy ten temat, ale myślę, że niedługo przejdziemy do działania
-I bardzo dobrze! Już się nie mogę doczekać, aż zostanę ciocią kolejny raz
-Tak szybko to się nie wydarzy – zaśmiała się – ale na pewno będziesz jedną z pierwszych, które się dowiedzą
-No ja myślę – zachichotałam – a co u Matta?
-Powoli do przodu – wysiliła się na uśmiech – od czasu do czasu się z kimś spotyka, ale raczej nie na poważnie
-Strasznie mi głupio, że między nami się potoczyło tak jak się potoczyło – skrzywiłam się
-Em to nie była Twoja wina, zawsze kochałaś Marco – powiedziała na pocieszenie – nikt nie ma Ci tego za złe, a mój brat rozumie całą tę sytuację. Chociaż przez chwilę myślałam, że zostaniesz moją szwagierką
-To byłoby coś! – roześmiałam się
-Cieszę się, że jesteś ze swoją pierwszą i prawdziwą miłością, nawet jeśli mój ukochany brat miał przez to złamane serce
-Och mam nadzieję, że nie złamane, tylko lekko poobijane – westchnęłam – naprawdę nie chciałam go zranić, to wszystko mnie przerastało i sama nie wiedziałam co robię
-Wylizał się, spokojnie – uśmiechnęła się – jak zawsze zresztą
Rozmawiałyśmy jeszcze przez kilkadziesiąt minut, aż w końcu do domu wrócili Brian i Olivia, która kolejny raz zagadała nas wszystkich swoimi dziecięcymi, radosnymi opowieściami. Telefon zawirował na stolę, więc sięgnęłam po niego i odczytałam wiadomość od mojego blondyna.
„Obiad u moich rodziców? Będą wszyscy ... x.”
„Bardzo chętnie, już się nie mogę doczekać :) x.”
„Będę po Ciebie za godzinę, pasuje? x.”
„Pewnie, do zobaczenia <3 x.”

piątek, 14 kwietnia 2017

33.

[Emily] 
Kilka godzin później siedziałam na kanapie w mieszkaniu Marco i trzymałam w rękach wszystkie dokumenty, które potwierdzały, że oficjalnie jesteśmy właścicielami mieszkania. Byłam pewna, że formalności zajmą kilka dni, ale blondyn wykorzystał wszystkie swoje kontakty i załatwiliśmy to dzisiaj. Cieszyłam się jak dziecko, bo teraz mamy już swój kąt i możemy się nim zająć, żeby jak najszybciej się tam wprowadzić. Chciałabym, żeby udało nam się to jeszcze w tym roku. Piłkarz przepadł gdzieś w sklepie, więc sięgnęłam po swojego laptopa, włączyłam go i odpaliłam program do profesjonalnego projektowania wnętrz. Wprowadziłam wszystkie dane na temat mieszkania, które dostaliśmy wraz z dokumentami i po chwili mogłam już pracować. Zaczęłam od parteru, gdzie chciałam usunąć jedną ścianę, tak żeby kuchnia była otwarta na część jadalną i salon, przez co do mieszkania wpadłoby jeszcze więcej światła. Oprócz tego nic innego nie przychodziło mi do głowy. Zabrałam się za kolejne poprawki, a gdy już kończyłam, to usłyszałam, że drzwi od mieszkania się otwierają.
-Kupiłem szampana. Skusisz się? - zawołał z kuchni
-Pewnie - uśmiechnęłam się, chociaż nie mógł tego zobaczyć
-Zahaczyłem też po sushi na kolację - odparł dołączając do mnie - mam nadzieję, że nie nudziłaś się tu sama
-Nie - odchrząknęłam - ale na noc chciałabym wrócić do domu, jeśli nie masz nic przeciwko
-Em, możesz spać w sypialni gościnnej - westchnął, a ja się skrzywiłam myśląc o tym, że w ogóle to zaproponował
-A Ty zajmiesz swoje łóżko, co? - mruknęłam urażona, wyobrażając sobie jak leżymy w dwóch różnych łóżkach, ale pod jednym dachem
-Jeśli mówisz o łóżku, którym spałem z Caroline, to muszę Cię rozczarować - uśmiechnął się delikatnie, za co miałam ochotę go uderzyć - nie śpię tam od kiedy się z nią rozstałem, a Ty wyjechałaś
-Nie rozumiem - pokręciłam przecząco głową, kompletnie zdezorientowana
-Moja sypialnia jest teraz w sypialni gościnnej - pochylił się, żeby szepnąć mi to do ucha - więc możesz spokojnie tu nocować. A jeśli naprawdę chcesz wrócić do domu, to możemy jechać już teraz i tam wypić szampana
-W porządku, zostanę - posłałam mu wymuszony uśmiech - w końcu musimy pogadać
Marco kiwnął głową, po czym odsunął się ode mnie, sięgnął po butelkę szampana i w kilka minut ją otworzył. Nalał nam trunku do kieliszków, podał mi jeden, a ja z szerokim i szczerym uśmiechem go przyjęłam.
-Co robiłaś, gdy mnie nie było?
-Zajęłam się projektowaniem naszego mieszkania - wskazałam głową otwartego laptopa - chcesz zobaczyć?
-Pewnie, jestem ciekaw co wymyśliłaś - przyciągnął mnie do siebie i wziął do ręki laptopa - niech Pani tłumaczy, Panno Brown
-Na razie zajęłam się, tylko stanem deweloperskim i częściowym rozmieszczeniem pomieszczeń - wcisnęłam kilka klawiszy i naszym oczom ukazał się plan pierwszego poziomu - tutaj, w przedpokoju mamy dużo miejsca, ale niczego nie chciałabym zmieniać, bo moglibyśmy spokojnie wstawić tu dużą szafę i miejsce do siedzenia
-Mhmm - wymruczał, głaszcząc moje nagie ramię
-W kuchni możemy zburzyć tę ścianę - wskazałam palcem, starając się nie zwracać uwagi na jego rozpraszające zachowanie - i wtedy mamy kuchnię otwartą na część jadalną i salon. Dzięki temu mamy więcej światła wpadającego od balkonu i większą przestrzeń
-I co dalej? - zabrał mi z dłoni kieliszek i odstawił go na stolik do kawy, po czym znowu zaczął mnie dotykać
-Drań - bąknęłam, ale musiał to usłyszeć, bo parsknął śmiechem - dalej w korytarzu mamy kilka pomieszczeń. Tu mamy łazienkę, ale dalej musimy coś wymyślić. Jeśli nie masz nic przeciwko, to tutaj chciałabym, żeby był mój gabinet
-Pewnie - uśmiechnął się - wszystko czego pragniesz
-Nie mam pojęcia co dalej - roześmiałam się - jak sądzisz?
-Tutaj moglibyśmy zrobić siłownię - wskazał na pomieszczenie na końcu korytarza - jest sporo miejsca, na kilka przydatnych sprzętów
-Sąsiadom z dołu nie będzie to przeszkadzało?
-Nie powinno - przeczesał palcami włosy - a z tego co wiem, to na razie nie ma tam żadnych sąsiadów
-Masz rację - uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił i opuścił jedno z ramiączek mojej sukienki
-Coś jeszcze?
-Jeszcze jeden pokój - westchnęłam - myślałam, o sypialni gościnnej
-Dobry pomysł, wtedy jeden z pokoi na górze, moglibyśmy zagospodarować na garderobę
-No właśnie - zachichotałam - przyda nam się
-Przejdźmy do piętra - poprosił
-Jasne - posłałam mu swój najsłodszy uśmiech - tutaj mamy dwa pomieszczenia, w których nie trzeba nic zmienić i możemy tu zrobić sypialnie gościnne, a tutaj łazienkę na gości
-Fantastyczny pomysł - powiedział ochryple, a ja poczułam ciarki na plecach
-Na końcu korytarza - wskazałam palcem - jest największe pomieszczenie, więc tutaj zrobiłabym naszą sypialnie, a pokój obok moglibyśmy przeznaczyć na garderobę. Wtedy zrobilibyśmy tutaj przejście, a drzwi od strony korytarza by zniknęły
-To samo z drugą łazienką? - spytał całując moją szyję, a ja tylko kiwnęłam głową na znak potwierdzenia - czyli ta część będzie tylko nasza
-Myślę, że świetnie to podsumowałeś - zachichotałam
-A co będzie tutaj? - pokazał na pomieszczenie pomiędzy “naszą częścią”, a częścią dla gości
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - nie wiem, czy potrzebujemy więcej pokoi gościnnych
-Tutaj możemy zrobić pokój dla dziecka - trącił nosem moje ramię
-Jasne - wykrztusiłam - pokój dla dziecka
Odstawiłam laptopa na stolik, a zamiast niego wzięłam do ręki kieliszek i opróżniłam go prawie za jednym razem. Nie zdążyłam pokazać jeszcze Marco małej pralni, na którą znalazłam idealne miejsce w naszym mieszkaniu. Ale przyszedł czas, żebyśmy porozmawiali, cały dzień starałam się odwlekać to w czasie, ale nie mogłam tego ciągle robić.
-Porozmawiajmy - spojrzałam wreszcie na przyglądającego mi się piłkarza
-Jesteś gotowa? - w jego oczach widziałam łagodność i troskę, która chwytała mnie za serce
-Tak - usiadłam po turecku, przodem do niego i zaczęłam bawić się palcami - mam zacząć od początku?
-Poproszę - posłał mi zachęcający uśmiech, za który byłam mu bardzo wdzięczna
-Jak byłyśmy na śniadaniu z Ann, to zaczęłyśmy rozmawiać o przyszłości i o naszych planach. I o dziecku.- spojrzałam na niego niepewnie - Zawsze chciałam mieć rodzinę i dzieci i chciałam być z Tobą. Dom z ogródkiem, duży pies i dzieci biegające po trawie. Marzyłam o tym od kiedy nasz związek wkroczył w poważny etap. A potem się rozstaliśmy i wszystko się trochę zmieniło. Zresztą tu nie chodzi o to, co było wtedy. Po prostu jak zaszłam w ciążę to byłam przerażona, naprawdę przerażona. Nie byłam pewna jak to wszystko dalej będzie, co będzie ze mną i Theo i co będzie z Tobą i ze mną. Byłam zagubiona, ale ta ciąża … to dziecko, uświadomiłam sobie, że to najlepsze co mogło mi się przytrafić. Wiedziałam, że będę je kochała bezinteresownie i bezwarunkowo do końca życia. Nawet jeśli zostałabym samotną matką albo nie byłabym szczęśliwa z Theo, to nadal miałabym kogoś kto by mnie kochał. Zawsze. I nagle wszystko pękło jak bańka mydlana - westchnęłam ciężko - resztę historii już znasz. Dzisiaj jak Ann zapytała mnie czy chcę mieć dziecko, to nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Kocham Cię, chcę być z Tobą i chcę założyć z Tobą rodzinę, ale się boję. Boję się, że znowu coś pójdzie nie tak, a ja kolejny raz stracę ciążę. Nasze dziecko. Albo, że coś jest nie w porządku z moim ciałem i nie będę mogła nigdy więcej urodzić. Nie wiem, czy jestem na tyle silna, żeby ciągle próbować i przegrywać. A najbardziej na świecie boję się, że Cię stracę, bo nie będziesz już chciał ze mną być. Wiem, że chcesz być ojcem i chcesz mieć rodzinę, dzieci. Co jeśli ja nie będę mogła Ci tego dać? Zostawisz mnie, a ja nie dam sobie bez Ciebie rady. Nie mogę stracić Cię kolejny raz - przełknęłam łzy, które spływały po mojej twarzy jak szalone i nie spuszczałam wzroku z blondyna, który nie odezwał się, ani słowem - Marco? Powiesz coś?
-Co mam powiedzieć? - podniósł na mnie wzrok
-Powiedz cokolwiek – wyszeptałam
-Zaskoczyłaś mnie – przyznał – i nie za bardzo wiem, co mam powiedzieć, bo potwierdziłaś wszystkie moje obawy, Em. Miałem nadzieję, że może się mylę, że coś mi się wydaję, ale nie myliłem się i martwi mnie to
Jakie obawy? Co go martwi? Czułam, że serce pęka mi na milion drobnych kawałeczków, a z oczu wypływa jeszcze więcej łez. Obraz Marco rozmazywał mi się na tyle, że nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy, ani tego co wyrażają jego oczy.
-Przepraszam – otarłam twarz dłońmi, wstałam z kanapy i minęłam go, kierując się w stronę przedpokoju
-Gdzie idziesz?
-Wracam do domu – wzruszyłam ramionami, czując, że wszystko co wydawało mi się idealne, może się skończyć szybciej niż ktokolwiek mógł zakładać
-Emily – szedł za mną krok w krok, aż dotarłam do drzwi wejściowych, których nie dał mi nawet otworzyć – nie skończyliśmy jeszcze rozmawiać. Nie chcę, żebyś wychodziła. Daj mi dokończyć, nie wygłupiaj się. Proszę
-A co chcesz dokończyć? – spojrzałam na niego
-Kochanie – wytarł kolejną porcję łez toczącą się po moich policzkach – nie skończyłem mówić. Ty powiedziałaś wszystko co chciałaś, ale ja jeszcze nie. Nie pozwolę Ci teraz wyjść. Nie w takim stanie i nie, kiedy nie wiesz o co naprawdę mi chodziło
-To mi wytłumacz – pociągnęłam nosem, na co on przyciągnął mnie do siebie i przytulił mnie mocno
-Musisz przestać płakać, skarbie. Nie ma powodu do płaczu – pocałował mnie w głowę – wróćmy na kanapę i daj mi sobie to wszystko wytłumaczyć
-Dobrze – pokiwałam głową
Wróciliśmy do salonu, gdzie blondyn posadził mnie na swoich kolanach i objął mnie mocno. Oparłam czoło o jego ramię, po twarzy wciąż spływały mi łzy, ale starałam się chociaż trochę uspokoić. Zanim piłkarz zaczął mówić, to minęło kilka, naprawdę długich minut.
-Chciałem z Tobą porozmawiać, ale nie sądziłem, że to co Ty mi powiesz, będzie się bezpośrednio łączyło z tym co ja muszę Ci powiedzieć. Kocham Cię Emily, zawsze Cię kochałem, zawsze byłaś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie. I kiedyś o tym wiedziałaś, byłaś tego pewna, a teraz zwątpiłaś. Zauważyłem to jak tylko udało nam się dojść do porozumienia, ale uznałem, że to chwilowe, więc nie chciałem zawracać Ci głowy. Może się nie mylę, może to chwilowe – westchnął, gładząc mnie po plecach i mówiąc mi prosto do ucha – Ty cały czas myślisz, że Cię zostawię, że odejdę, że zniknę. Boisz się ze mną kłócić, dyskutować, boisz się, że nie będę przy Tobie jak masz zły humor. Emi zawsze byłaś taka silna, niezależna, a teraz jesteś niepewna. Nie chcę, żebyś taka przeze mnie była. Zrozum, że ja nigdzie się nie wybieram. Już nigdy. Cokolwiek by się nie działo, ja nigdzie nie odejdę, nigdy Cię nie zostawię, nie zniknę. Będę z Tobą zawsze. I nic tego nie zmieni. Przysięgam. Za długo czekałem na to, żeby Cię odzyskać i do końca życia będę pluł sobie w brodę, że Cię wtedy nie zatrzymałem. Ale wyszło jak wyszło i jest tak jak jest. Teraz jesteśmy razem, niedługo będzie razem mieszkać i będziemy rodziną. Em, my już jesteśmy rodziną. My. Ty i ja. Oczywiście, że chcę mieć dzieci, chcę mieć je z Tobą, bo to moje marzenie. Ale jeśli z jakiegoś powodu nam się nie uda, to nie zamierzam Cię z tym zostawiać. To Ty jesteś moim największym marzeniem, miłością mojego życia, moim powietrzem. Dzieci zawsze możemy adoptować, a jeśli nie to będziemy mieli duży dom z ogromnym ogrodem i wielkiego psa. I będziemy szczęśliwi. Dopóki mamy siebie, to jest w porządku. Nie jestem z Tobą dla dzieci, które możesz mi kiedyś dać. Jestem z Tobą, bo nie wyobrażam sobie, żebym miał zestarzeć się z kimkolwiek innym. Nigdy w nas nie wątp, we mnie, w siebie. Wiem, że byłem dupkiem, ale udowodnię Ci, że warto spróbować ze mną jeszcze raz – skubnął czubek mojego ucha, a ja się uśmiechnęłam – i obiecuję, że nie zostawię Cię, nawet jak będziesz mnie o to prosiła. Emi?
Osunęłam się od niego na tyle, żebym mogła patrzeć na jego niesamowicie piękną twarz. Na jego delikatny, chłopięcy, błyszczące oczy, malinowe usta i w końcu zmierzwione, jasne włosy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana i nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa.Kolejny raz powiedział coś, co chwyciło mnie za serce, wzruszyło, a także wycisnęło ze mnie kolejną porcję łez. Wysiliłam się na uśmiech, co spowodowało, że Marco uśmiechnął się jeszcze szerzej i przekrzywił delikatnie głowę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Mam nadzieję, że te łzy są częścią cholernie dobrego płaczu – odparł, a ja zachichotałam
-Tak, to cholernie dobry płacz – wtuliłam się w niego z powrotem – myślisz, że kiedyś uodpornię się na Twoje gadki i nie będę płakała jak bóbr?
-Powinienem powiedzieć, że tak, ale cholera ... mam nadzieję, że nie – zaśmiał się – tylko ja doprowadzam Cię do cholernie dobrego płaczu
-To prawda – uśmiechnęłam się w jego ramię
-Obiecasz mi, że przestaniesz się tak o nas zamartwiać? – spytał cicho
-Obiecuję – zamknęłam oczy, rozkoszując się jego zapachem – chyba nie mam się czym martwić, prawda?
-Nie, nie masz – cmoknął mnie w ramię – strasznie mnie dzisiaj zmartwiłaś Em, nie możesz się ode mnie odsuwać, tylko dlatego, że nie masz humoru i boisz się mojej reakcji. Zawsze stanę po Twojej stronie
-Wiem, spanikowałam i teraz jest mi głupio
-Cieszę się, że mi wszystko powiedziałaś – odsunął mnie od siebie i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, to mnie pocałował – kocham Cię
-Ja też Cię kocham – uśmiechnęłam się szeroko
-Jesteś śliczna, wiesz? – pogładził mnie po policzku – najpiękniejsza kobieta na świecie
-Szczególnie teraz, gdy jestem spuchnięta po płaczu i pewnie spłynął mi cały makijaż – zaśmiałam się, a on pokręcił z niedowierzaniem głową – ale mimo wszystko dziękuję za komplment
Kilka minut później zeszłam z kolan piłkarza, usiadłam obok i sięgnęłam po swój kieliszek, do którego mój ukochany dolał szampana.
-Czas na kolację – sięgnął po pudełka z sushi – mam nadzieję, że jesteś głodna
-Jak wilk – zachichotałam
-Proszę – podał mi jedno z pudełek i do tego pałeczki – Mario mi wspominał, że kiedyś robiliście sushi we trójkę, w Twoim mieszkaniu
-Tak, po wyjeździe Theo – kiwnęłam głową na znak potwierdzenia – strasznie dużo tego wyszło. A do tego zrobiliśmy suflety czekoladowe i ... wypiliśmy trochę wina
-O tym też słyszałem – zaśmiał się
-Mario wszystko Ci mówił – przewrócilłam oczami – chyba dam mu popalić
-Coś tam udawało mi się od niego wyciągać, ale nie zawsze chciał mi coś powiedzieć
-A mówił Ci, że wtedy odwiedziła mnie Caroline? – uniosłam pytająco jedną brew, a on spojrzał na mnie zaskoczony
-Wtedy jak robiliśmy sushi, ale nie została długo. Chyba nie spodziewała się, że ktoś u mnie będzie
-Nic mi nie mówiła – zmarszczył brwi
-Tak myślałam – mruknęłam
Zjedliśmy w ciszy, ale co jakiś czas zerkaliśmy na siebie i posyłaliśmy sobie delikatne uśmiechy. Miałam wrażenie, że za każdym razem jak na mnie patrzył, to rumieniłam się jak nastolatka, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.
-Dziękuję, było pyszne – odstawiłam pudełko na stolik do kawy, a on po chwili zrobił to samo – pójdę chyba pod prysznic
-Mogę iść z Tobą?
-Nie dzisiaj – przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać – marzę tylko o tym, żeby zaraz znaleźć się w łóżku, a obawiam się, że jak się zgodzę, to za szybko się tam nie znajdę
-Masz rację – zaśmiał się – to leć, a ja tu posprzątam
-Pożyczę od Ciebie coś do spania – zakomunikowałam idąc korytarzem, w stronę sypialni
-Rzeczy są w garderobie, więc musisz wejść do mojej starej sypialni – odchrząknął – i możesz skorzystać z tamtej łazienki. Jest większa
-Jasne – kiwnęłam głową – niedługo będę
Najpierw udałam się do łazienki, gdzie rozebrałam się i od razu weszłam pod prysznic. Zmyłam do końca makijaż, ciesząc się, że nie był specjalnie mocy, umyłam włosy i namydliłam szybko całe ciało żelem pod prysznic, który należał do Marco. Na szczęście nie było żadnych kosmetyków, które sugerowałby niedawną obecność Caro. Chociaż miało to swoje minusy, a na przykład brak dobrego szamponu, czy odżywki. Trudno. Jeśli chcę tu bywać, to muszę przynieść coś swojego. Owinęłam się ogromnym ręcznikiem i przeczesałam palcami mokre włosy. Podsuszyłam je tylko trochę, żeby nie ciekła z nich woda, a później związałam je w luźnego koka. W samym ręczniku opuściłam łazienkę i dopiero rozejrzałam się po sypialni, która kiedyś była sypialnią mojego ukochanego ... i jego byłej narzeczonej. Na obu szafkach nocnych stały zdjęcia, więc szybko domyśliłam się, po której stronie sypiał Marco, a po której Caroline. Po jej stronie stało ich wspólne zdjęcie, na widok którego poczułam ucisk w żołądku. Po jego stronie było zdjęcie rodzinne. Dziadkowie, rodzice, Mela i Yvonne z rodzinami i Marco. Uśmiechnęłam się, gdy uświadomiłam sobie, że na tym zdjęciu jest sam, a wygląda na dość niedawno robione. W końcu skończyłam się rozglądać i szybkim krokiem udałam się do garderoby. Zgarnęłam z półki jedną z koszulek, która zakrywała mi pupę, a z szuflady wyjęłam bokserki. Były na mnie trochę za duże, ale nie powinny mi spaść, ani zsunąć się w nocy. Zadowolona rozwiesiłam mokry ręcznik na grzejniku w łazience, po czym ruszyłam do salonu, do mojego faceta.
-Hej – objęłam go od tyłu, przytulając się do jego pleców
-Hej – uśmiechnął się, obracając się przodem do mnie – ładne wdzianko
-Pożyczyłam od całkiem fajnego faceta – zachichotałam
-Ach tak – przejechał dłonią na skraj koszulki, po czym włożył rękę pod spód – cholera ... Ty masz na sobie moją bieliznę
-Yhmm – uśmiechnęłam się
-Do. Łóżka – klepnął mnie w tyłek, a ja się zaśmiałam