piątek, 12 maja 2017

34.

[Emily]
Siedziałam przy stole w domu moich rodziców i piłam spokojnie kawę, podczas gdy moja rodzicielka przygotowywała śniadanie. Świeżo umyte i wysuszone włosy związane miałam w koka, a ubrana byłam wciąż w piżamę i szlafrok.
-Masz jakieś plany na dziś, Emily? - zapytała głośno - widzisz się dzisiaj z Marco?
-Jeszcze nie wiem. Zostało mi kilka dni, zanim zacznę pracę i chyba nadrobię zaległości towarzyskie - wypiłam ostatni łyk kawy i odstawiłam kubek na stół - czemu pytasz?
-Z ciekawości - wzruszyła ramionami - omlet dla Ciebie już gotowy
-Okej - odchrząknęłam, idąc do niej po talerz - dziękuję
-Znaleźliście już ekipę do remontu? - spytała siadając naprzeciw mnie
-Jeszcze nie - skrzywiłam się - ale cały czas szukamy
-To dobrze, jakbyście potrzebowali pomocy to zawsze możecie na mnie liczyć
-Wiem - uśmiechnęłam się - i jestem Ci za to wdzięczna. To co, mogę tu jeszcze trochę pomieszkać?
-Tak długo jak będziesz chciała - roześmiała się - to zawsze będzie Twój dom
Kiwnęłam głową, ale nie zdążyłam nic powiedzieć, bo dołączyli do nas tata i Annie. Posłałam siostrze promienny uśmiech, a ona usiadła obok mnie.
-Naprawdę czuję się, jakbyśmy cofnęły się w czasie - szepnęła mi do ucha - rodzinne śniadanie, pogawędki, jeszcze tylko bra…
-W towarzystwie się nie szepcze - przerwał jej tata, na co ona przewróciła oczami
-Widzisz się dzisiaj z Marco?
-Jeszcze nie wiem - zachichotałam - i mama zapytała o to samo
-Jesteśmy ciekawe jak Wam się układa
-W porządku, nie musicie się martwić
-Jesteś szczęśliwa, Emily - stwierdziła zadowolona
-Oczywiście, że jestem szczęśliwa - podniosłam się z miejsca, zbierając brudne naczynia po swoim śniadaniu - kocham go i wreszcie nie muszę tego ukrywać
-Nawet nie powinnaś - usłyszałam znajomy głos
-Co Ty tu robisz? - uśmiechnęłam się szeroko
-Wpadłem na kawę - kiwnął głową, żeby przywitać się z moją rodziną i podszedł do mnie, żeby mnie pocałować - dzień dobry
-Dzień dobry
-Jesteś głodny Marco?
-Nie dziękuję - posłał mojej mamie delikatny uśmiech
-W takim razie zrobię Ci tylko kawę
-Siedź mamo - machnęłam ręką - ja mu zrobię
Zapakowałam naczynia do zmywarki, po czym wyjęłam z szafki kubek, aby zrobić w nim kawę dla mojego faceta.
-Będziesz tak codziennie wpadał bez uprzedzenia na kawę? - uniosłam pytająco jedną brew
-Jeśli będę wpadał codziennie to nie będę musiał Cię uprzedzać, bo będziesz wiedziała, że wpadnę - puścił mi oczko
-Mądrala - szturchnęłam go - dużo masz czasu?
-Pewnie - zerknął na zegarek, tuż przed tym jak podałam mu kubek z gorącą kawą
-To chodźmy na górę, muszę się ogarnąć - złapałam jego dłoń, ciągnąc go za sobą
-Drzwi otwarte - zażartował mój tata, jak wchodziliśmy już po schodach, a ja poczułam, że się rumienię
-Bardzo śmieszne - mruknęłam, pod nosem
Marco wszedł pierwszy do mojej sypialni, a ja zamykając drzwi za nami, pozwoliłam im trzasnąć, żeby wszyscy na dole to usłyszeli.
-Żałuję, że nie chciałaś u mnie nocować - blondyn objął mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu
-Hmm … ja też żałuję - uśmiechnęłam się - ale Ty też mogłeś tu nocować
-Wiem - pocałował mnie w szyję - mogłem się na to zdecydować
-Trochę po fakcie pan do tego dojrzał, panie Reus - powoli obróciłam się w jego ramionach i pogładziłam go po policzku - ale już niedługo będziesz miał mnie co noc w swoim łóżku
-Naszym łóżku - poprawił mnie, uśmiechając się delikatnie
-Jak dużo słyszałeś na dole?
-Wystarczająco - pochylił się i mnie pocałował - ja też Cię kocham
-I nie będziesz tego ukrywał?
-Nigdy w życiu - przesunął palcem, po mojej dolnej wardze - co dzisiaj planujesz robić?
-Muszę się trochę poudzielać towarzysko. Chyba odwiedzę Amę. A Ty, co będziesz dzisiaj robił?
-Miałem nadzieję, że spędzę dzień z moją dziewczyną, ale skoro ona ma plany beze mnie, to będę musiał coś wykombinować - uśmiechnął się
-Możemy się zobaczyć później albo możesz się wybrać ze mną, ale …
-Ale musicie pogadać. Rozumiem - kiwnął głową - zobaczymy się później
Odsunęłam się od niego i odeszłam w stronę garderoby, a on w tym czasie rozsiadł się na moim łóżku. Przeglądałam ubrania na wieszakach i nie mogłam się zdecydować co założyć. Norma. W końcu założyłam czarną bluzkę hiszpankę i obcisłą jeansową spódnice, a do tego czarne sandałki na obcasie i małą torebkę na ramię.
-Zamierzasz tak wyjść na miasto? - spytał blondyn, gdy wróciłam do sypialni i usiadłam przy toaletce - w dodatku beze mnie
-Coś jest nie tak? - uśmiechnęłam się do jego odbicia w lustrze
-Wszystko - zlustrował mnie wzrokiem, na co posłałam mu mordercze spojrzenie - oczywiście skarbie wyglądasz niesamowicie, ale cholera, będę cały dzień myślał tylko o tym, że inni faceci będą się na Ciebie gapić
-Nikt się nie będzie na mnie gapił - zachichotałam - a po za tym nawet jeśli, to tego nie zauważę. Pamiętaj, że jestem zajęta i tylko mój facet mnie interesuje
-Całe szczęście - zaśmiał się – daj mi znać jak będziesz już wolna to po Ciebie przyjadę i zabiorę Cię do siebie albo przyjedziemy tutaj
-Okej – puściłam mu oczko, malując rzęsy
-Mario ciągle mi suszy głowę, że mamy się spotkać we czwórkę. Pewnie Ann go nęka – powiedział po chwili milczenia – może umówimy się z nimi na piątek? Co Ty na to?
-Pewnie, bardzo chętnie. Do mnie też Ann ciągle pisze, może mają nam coś do powiedzenia
-Możliwe – sięgnął po książkę, która leżała na moim stoliku nocnym – zaczęłaś już czytać?
-Jeszcze nie – roześmiałam się – zacznę jak będę miała trochę czasu i chęci, a na razie nie mam ani jednego, ani drugiego
Blondyn kiwnął głową, a ja skończyłam się malować, po czym rozpuściłam włosy, rozczesałam je i delikatnie zakręciłam przy pomocy lokówki. Psiknęłam się perfumami i sięgnęłam po srebrną bransoletkę.
-Mógłbyś? – podałam ją piłkarzowi, siadając obok
-Pewnie – uśmiechnęłam się, zapinając mi biżuterię na prawym nadgarstku
-Dziękuję – pogładziłam go po policzku i pocałowałam czule w usta
-Zawsze do usług – przyciągnął mnie tak, że usiadłam mu na kolanach
-Takie poranki będziemy mieli codziennie?
-Nawet lepsze – trącił nosem mój nos – poranny sex jest lepszy niż kawa
-Hmm ... – wymruczałam uśmiechając się szeroko – czyli nie będę piła rano kawy?
-Dopiero w południe – zażartował
-Brzmi obiecująco – przeczesałam palcami jego idealnie ułożoną fryzurę
-Jesteś gotowa?
-Tak – kiwnęłam głową – wezmę tylko torebkę i lecimy, dobrze?
-Oczywiście – podniósł się z łóżka, otrzepał spodnie i zerknął na telefon – skoczę na chwilę do rodziców
-Coś się stało?
-Nie, tata prosi, żebym mu z czymś pomógł. Szybko to ogarnę – machnął ręką
-W porządku - zabrałam swoje rzeczy, złapałam go za dłoń i pociągnęłam w stronę wyjścia - chodź mój szoferze
-Bardzo śmieszne – prychnął – założę się, że wszyscy będą Ci zazdrościć takiego szofera
-A niech zazdroszczą – uśmiechnęłam się – tylko tyle im zostało, bo cóż ... nie lubię się dzielić
-Ja też tego nie lubię – cmoknął mnie w czoło – i nigdy w życiu nie zamierzam się Tobą dzielić. Z nikim. Chyba, że ... – przerwał, a ja obejrzałam się, dostrzegając na jego twarzy zmieszanie
-Chyba, że co? – uniosłam pytająco jedną brew, na co on pokiwał przecząco głową, dając mi do zrozumienia, że to nic ważnego – no dalej, powiedz mi
-Chyba, że z naszymi dziećmi - westchnął – przepraszam
-Nie przepraszaj – przewróciłam oczami – to nie jest temat tabu
-Wiem, ale nie czujesz się z tym najlepiej i ...
-Jestem w porządku – uśmiechnęłam się delikatnie – nie traktuj mnie jakbym była porcelanową laleczką, o którą trzeba dbać
-Jesteś moją silną, wspaniałą kobietą, o którą zamierzam dbać do końca moich chwil
-Dostanę cukrzycy przez Ciebie – zażartowałam, a on zaśmiał się głośno
Zeszliśmy na dół, gdzie pożegnaliśmy się z moimi rodzicami i wyszliśmy z domu. Mój wspaniały mężczyzna otworzył przede mną drzwi od samochodu, pomógł mi wsiąść, po czym ruszył na swoje miejsce.
-Kojarzysz tę cukiernię niedaleko mieszkania Amy?
-Pewnie - kiwnął głową, zerkając na mnie kątem oka
-To podrzuć mnie tam, dobrze? Kupię coś dobrego i mogę się potem przejść
-Mogę na Ciebie poczekać, mam czas - położył dłoń na moim nagim kolanie
-Jeśli chcesz - nakryłam jego dłoń swoją i splotłam nasze palce ze sobą
Wolną ręką wyjęłam z torebki telefon, weszłam w wiadomości i zaczęłam pisać do mojej przyjaciółki.

“Rób kawę, będę u Ciebie za dwadzieścia minut :)”
“Och! Co za niespodzianka :D czekam z niecierpliwością i … kawą”
Uśmiechnęłam się odkładając iPhone na miejsce, jednocześnie podgłośniając muzykę lecącą w radiu.
-Rozmawiałaś ostatnio z Theo? - spytał po dłuższej chwili ciszy
-Nie zazdrośniku - zaśmiałam się - nie rozmawiałam z nim od ostatniego obiadu u Twoich rodziców i … dnia Twojej rozprawy
-Mówiłaś coś, że chciałaś się z nim spotkać i lecieć do Londynu
-Tak, ale spotkamy się innym razem. Jak widzisz jestem w Dortmundzie i na razie nigdzie się nie wybieram
-Jeśli będziesz chciała to w wolnym czasie możemy jechać do niego razem
-Pomyślę o tym - zachichotałam - ale nie wiem, czy to dobry pomysł
-Boisz się, że się pozabijamy? - uśmiechnął się szeroko, na co przewróciłam oczami
-Nawet jak nie mów - zbeształam go - po prostu myślę, że byłoby to bardzo niezręczne, dla nas wszystkich
-Wiem - westchnął - trochę zamieszaliśmy każdemu w życiu
-A najbardziej sobie - bawiłam się swoimi palcami - ale mam wrażenie, że zaczynamy od nowa
-Bo zaczynamy od nowa, tylko korzystamy ze starych fundamentów - zaparkował pod cukiernią, a ja posłałam mu uśmiech - kupić Ci coś?
-Nie dziękuję - poklepał się po umięśnionym brzuchu - muszę dbać o linię
-Już prawie po wakacjach, można przestawić się na zimową figurę - cmoknęłam go w policzek - będę za kilka minut
-Nie spiesz się - machnął ręką, gdy już wysiadałam
Szybko weszłam do cukierni, gdzie nie było żadnej kolejki, rozejrzałam się i wybrałam kilka rzeczy. Z myślą o mnie, o Amie, a także o Oli, która uwielbia słodycze. Starsza ekspedientka zapakowana wszystko do dwóch siatek, zapłaciłam kartą i życząc jej miłego dnia opuściłam sklep. Gdy z powrotem wsiadłam do samochodu, to mój ukochany rozmawiał przez telefon. Z krótkiej rozmowy wywnioskowałam, że jego rozmówcą był jego tata.
-Jednak się spieszysz, co?
-Nie - zmarszczył brwi - tata chciał mi wytłumaczyć co się stało, żebym mógł to sobie wyobrazić, zanim przyjadę i pomyśleć jak to naprawić
-Praktycznie - zachichotałam pod nosem - zrozumiałeś coś? Wiesz już jak to naprawić?
-Nie mam bladego pojęcia - odchrząknął - ale myślę, że to nic skomplikowanego
-Tylko nic nie zepsuj - puściłam mu oczko
-Postaram się - zakrył niewielki uśmiech wskazującym palcem prawej dłoni
Kilka minut później dojechaliśmy pod apartamentowiec, w którym kiedyś mieszkałam, pożegnałam się z Marco czułym buziakiem i ruszyłam do środka. O dziwo pamiętałam jeszcze kod do wejścia, więc skorzystałam z niego, aby nie ganiać Amy do domofonu.
-Ciocia! - drzwi otworzyła mi córka państwa Walker, rzucając się na mnie z głośnym piskiem
-Cześć śliczna dziewczynko - pocałowałam ją w czoło - chyba urosłaś, co?
-Tak - pokiwała energicznie główką
W kuchni Ama przygotowywała dla nas kawę, więc podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno, odstawiając ciasta na blat.
-Nareszcie się pofatygowałaś - zażartowała
-Doczekałaś się - zachichotałam
-Cała promieniejesz, związek Ci służy - uśmiechnęła się, odsuwając się ode mnie
-Jestem szczęśliwa - wzruszyłam skromnie ramionami, a żeby zmienić temat wskazałam na pudełka z cukierni - przyniosłam coś słodkiego, do kawy
-Rozpieszczasz nas Emily - usłyszałam męski głos
-Przejrzałeś mnie Brian - uśmiechnęłam się - dobrze Cię widzieć
-I wzajemnie - pocałował mnie w policzek - załapiemy się z Oli na ciasto? Obiecuję, że potem zabiorę ją na spacer
-Wystarczy dla każdego - oznajmiłam wesoło
Usiedliśmy w piątkę przy stole i każdy z nas nałożył sobie ulubione ciasto. Oli nawijała o swoich wakacjach u dziadków, a Brian i Ama próbowali jej przerywać.
-Dlaczego nie zabrałaś wujka Marco? - z ust dziewczynki padło wreszcie pytanie skierowane do mnie
-Hmm … - udałam, że zastanawiam się nad odpowiedzią - był niegrzeczny
-Ciociu! - roześmiała się - pytam bardzo poważnie
-No skoro bardzo poważnie, to Marco pojechał do swojego taty, żeby mu w czymś pomóc - potargałam ją po włosach - ale późnej po mnie przyjedzie
-To dobrze - pokiwała głową na znak zrozumienia - bardzo mi się podoba Twój strój
-Dziękuję - uśmiechnęłam się szeroko - mi bardzo podoba się Twoja sukienka, sama chciałabym taką mieć
-Były tylko dla dzieci - skrzywiła się
-Dobrze kochanie, idź zakładaj buty, bo idziemy na spacer - powiedział w końcu były żołnierz
-Czemu? - jęknęła - chcę tu zostać!
-Mama i ciocia chcą porozmawiać, musimy dać im trochę czasu
-Ale jak wrócimy to ciocia tu będzie?
-Będę, obiecuję - potwierdziłam
-No dobra - dała mi szybkiego całusa w policzek i ruszyła do przedpokoju, żeby się ubrać
-Bawcie się dobrze! - zawołała za nimi Ama, po czym obie usłyszałyśmy dźwięk zamykanych drzwi
-Teraz musisz mi wszystko opowiedzieć, bo nie poznałam wszystkich szczegółów od Ann - spojrzała na mnie wyczekująco, a ja zaśmiałam się głośno
-Myślę, że znasz wszystkie szczegóły, ale w porządku … - zaczęłam opowiadać, przerywając co kilka chwil, aby odpowiedzieć na jej pytania lub rozwinąć coś jeszcze bardziej
-Nie można było tak od razu? – westchnęła, gdy skończyłam mówić
-Uwierz mi, chciałabym, żebyśmy załatwili to już dawno temu – upiłam łyk kawy – ale jak widać, co się odwlecze to nie uciecze
-To prawda – uśmiechnęła się
-Powiedz mi lepiej jak Wam się układa – zachęciłam ją – jest jak w raju, czy jeszcze lepiej?
-Jest cudownie, układa się i coraz częściej myślimy o zmianach – odruchowo obracała obrączkę na palcu – wiesz ... dom z ogródkiem na przedmieściach, rodzeństwo dla Oli, jakiś zwierzak – na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech
-Mieszkanie w centrum jest super sprawą, ale dom z ogródkiem to marzenie każdej rodziny
-Wy nie chcieliście kupić domu?
-Od razu myśleliśmy o mieszkaniu, na razie nigdzie nam się nie śpieszy, nie zakładamy rodziny, nie potrzebujemy domu
-Ale chcecie go mieć w przyszłości
-Jasne, że tak – kiwnęłam głową – ale omijanie pewnych etapów to byłoby za szybko. Chcemy, a przynajmniej ja chcę iść po kolei, nasze mieszkanie i tak jest duże jak na naszą dwójkę. Zresztą nawet nie wiem jak się z nim mieszkać, robię to pierwszy raz w życiu
-Faktycznie – zaśmiała się – ale to już na zawsze, prawda?
-Zdecydowanie, definitywnie na zawsze – przeczesałam palcami włosy – i prędzej czy później będziemy wchodzili na poważniejsze etapy związku, ale teraz to nie jest dla nas, aż tak istotne. Oboje z Marco zdajemy sobie sprawę, że teraz już nie ma odwrotu
-Czasem trzeba dojrzeć do pewnych spraw, po prostu Wam zajęło to trochę więcej czasu
-Masz racje – przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać – to co z tym rodzeństwem dla Oli?
-Dopiero niedawno poruszyliśmy ten temat, ale myślę, że niedługo przejdziemy do działania
-I bardzo dobrze! Już się nie mogę doczekać, aż zostanę ciocią kolejny raz
-Tak szybko to się nie wydarzy – zaśmiała się – ale na pewno będziesz jedną z pierwszych, które się dowiedzą
-No ja myślę – zachichotałam – a co u Matta?
-Powoli do przodu – wysiliła się na uśmiech – od czasu do czasu się z kimś spotyka, ale raczej nie na poważnie
-Strasznie mi głupio, że między nami się potoczyło tak jak się potoczyło – skrzywiłam się
-Em to nie była Twoja wina, zawsze kochałaś Marco – powiedziała na pocieszenie – nikt nie ma Ci tego za złe, a mój brat rozumie całą tę sytuację. Chociaż przez chwilę myślałam, że zostaniesz moją szwagierką
-To byłoby coś! – roześmiałam się
-Cieszę się, że jesteś ze swoją pierwszą i prawdziwą miłością, nawet jeśli mój ukochany brat miał przez to złamane serce
-Och mam nadzieję, że nie złamane, tylko lekko poobijane – westchnęłam – naprawdę nie chciałam go zranić, to wszystko mnie przerastało i sama nie wiedziałam co robię
-Wylizał się, spokojnie – uśmiechnęła się – jak zawsze zresztą
Rozmawiałyśmy jeszcze przez kilkadziesiąt minut, aż w końcu do domu wrócili Brian i Olivia, która kolejny raz zagadała nas wszystkich swoimi dziecięcymi, radosnymi opowieściami. Telefon zawirował na stolę, więc sięgnęłam po niego i odczytałam wiadomość od mojego blondyna.
„Obiad u moich rodziców? Będą wszyscy ... x.”
„Bardzo chętnie, już się nie mogę doczekać :) x.”
„Będę po Ciebie za godzinę, pasuje? x.”
„Pewnie, do zobaczenia <3 x.”

piątek, 14 kwietnia 2017

33.

[Emily] 
Kilka godzin później siedziałam na kanapie w mieszkaniu Marco i trzymałam w rękach wszystkie dokumenty, które potwierdzały, że oficjalnie jesteśmy właścicielami mieszkania. Byłam pewna, że formalności zajmą kilka dni, ale blondyn wykorzystał wszystkie swoje kontakty i załatwiliśmy to dzisiaj. Cieszyłam się jak dziecko, bo teraz mamy już swój kąt i możemy się nim zająć, żeby jak najszybciej się tam wprowadzić. Chciałabym, żeby udało nam się to jeszcze w tym roku. Piłkarz przepadł gdzieś w sklepie, więc sięgnęłam po swojego laptopa, włączyłam go i odpaliłam program do profesjonalnego projektowania wnętrz. Wprowadziłam wszystkie dane na temat mieszkania, które dostaliśmy wraz z dokumentami i po chwili mogłam już pracować. Zaczęłam od parteru, gdzie chciałam usunąć jedną ścianę, tak żeby kuchnia była otwarta na część jadalną i salon, przez co do mieszkania wpadłoby jeszcze więcej światła. Oprócz tego nic innego nie przychodziło mi do głowy. Zabrałam się za kolejne poprawki, a gdy już kończyłam, to usłyszałam, że drzwi od mieszkania się otwierają.
-Kupiłem szampana. Skusisz się? - zawołał z kuchni
-Pewnie - uśmiechnęłam się, chociaż nie mógł tego zobaczyć
-Zahaczyłem też po sushi na kolację - odparł dołączając do mnie - mam nadzieję, że nie nudziłaś się tu sama
-Nie - odchrząknęłam - ale na noc chciałabym wrócić do domu, jeśli nie masz nic przeciwko
-Em, możesz spać w sypialni gościnnej - westchnął, a ja się skrzywiłam myśląc o tym, że w ogóle to zaproponował
-A Ty zajmiesz swoje łóżko, co? - mruknęłam urażona, wyobrażając sobie jak leżymy w dwóch różnych łóżkach, ale pod jednym dachem
-Jeśli mówisz o łóżku, którym spałem z Caroline, to muszę Cię rozczarować - uśmiechnął się delikatnie, za co miałam ochotę go uderzyć - nie śpię tam od kiedy się z nią rozstałem, a Ty wyjechałaś
-Nie rozumiem - pokręciłam przecząco głową, kompletnie zdezorientowana
-Moja sypialnia jest teraz w sypialni gościnnej - pochylił się, żeby szepnąć mi to do ucha - więc możesz spokojnie tu nocować. A jeśli naprawdę chcesz wrócić do domu, to możemy jechać już teraz i tam wypić szampana
-W porządku, zostanę - posłałam mu wymuszony uśmiech - w końcu musimy pogadać
Marco kiwnął głową, po czym odsunął się ode mnie, sięgnął po butelkę szampana i w kilka minut ją otworzył. Nalał nam trunku do kieliszków, podał mi jeden, a ja z szerokim i szczerym uśmiechem go przyjęłam.
-Co robiłaś, gdy mnie nie było?
-Zajęłam się projektowaniem naszego mieszkania - wskazałam głową otwartego laptopa - chcesz zobaczyć?
-Pewnie, jestem ciekaw co wymyśliłaś - przyciągnął mnie do siebie i wziął do ręki laptopa - niech Pani tłumaczy, Panno Brown
-Na razie zajęłam się, tylko stanem deweloperskim i częściowym rozmieszczeniem pomieszczeń - wcisnęłam kilka klawiszy i naszym oczom ukazał się plan pierwszego poziomu - tutaj, w przedpokoju mamy dużo miejsca, ale niczego nie chciałabym zmieniać, bo moglibyśmy spokojnie wstawić tu dużą szafę i miejsce do siedzenia
-Mhmm - wymruczał, głaszcząc moje nagie ramię
-W kuchni możemy zburzyć tę ścianę - wskazałam palcem, starając się nie zwracać uwagi na jego rozpraszające zachowanie - i wtedy mamy kuchnię otwartą na część jadalną i salon. Dzięki temu mamy więcej światła wpadającego od balkonu i większą przestrzeń
-I co dalej? - zabrał mi z dłoni kieliszek i odstawił go na stolik do kawy, po czym znowu zaczął mnie dotykać
-Drań - bąknęłam, ale musiał to usłyszeć, bo parsknął śmiechem - dalej w korytarzu mamy kilka pomieszczeń. Tu mamy łazienkę, ale dalej musimy coś wymyślić. Jeśli nie masz nic przeciwko, to tutaj chciałabym, żeby był mój gabinet
-Pewnie - uśmiechnął się - wszystko czego pragniesz
-Nie mam pojęcia co dalej - roześmiałam się - jak sądzisz?
-Tutaj moglibyśmy zrobić siłownię - wskazał na pomieszczenie na końcu korytarza - jest sporo miejsca, na kilka przydatnych sprzętów
-Sąsiadom z dołu nie będzie to przeszkadzało?
-Nie powinno - przeczesał palcami włosy - a z tego co wiem, to na razie nie ma tam żadnych sąsiadów
-Masz rację - uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił i opuścił jedno z ramiączek mojej sukienki
-Coś jeszcze?
-Jeszcze jeden pokój - westchnęłam - myślałam, o sypialni gościnnej
-Dobry pomysł, wtedy jeden z pokoi na górze, moglibyśmy zagospodarować na garderobę
-No właśnie - zachichotałam - przyda nam się
-Przejdźmy do piętra - poprosił
-Jasne - posłałam mu swój najsłodszy uśmiech - tutaj mamy dwa pomieszczenia, w których nie trzeba nic zmienić i możemy tu zrobić sypialnie gościnne, a tutaj łazienkę na gości
-Fantastyczny pomysł - powiedział ochryple, a ja poczułam ciarki na plecach
-Na końcu korytarza - wskazałam palcem - jest największe pomieszczenie, więc tutaj zrobiłabym naszą sypialnie, a pokój obok moglibyśmy przeznaczyć na garderobę. Wtedy zrobilibyśmy tutaj przejście, a drzwi od strony korytarza by zniknęły
-To samo z drugą łazienką? - spytał całując moją szyję, a ja tylko kiwnęłam głową na znak potwierdzenia - czyli ta część będzie tylko nasza
-Myślę, że świetnie to podsumowałeś - zachichotałam
-A co będzie tutaj? - pokazał na pomieszczenie pomiędzy “naszą częścią”, a częścią dla gości
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - nie wiem, czy potrzebujemy więcej pokoi gościnnych
-Tutaj możemy zrobić pokój dla dziecka - trącił nosem moje ramię
-Jasne - wykrztusiłam - pokój dla dziecka
Odstawiłam laptopa na stolik, a zamiast niego wzięłam do ręki kieliszek i opróżniłam go prawie za jednym razem. Nie zdążyłam pokazać jeszcze Marco małej pralni, na którą znalazłam idealne miejsce w naszym mieszkaniu. Ale przyszedł czas, żebyśmy porozmawiali, cały dzień starałam się odwlekać to w czasie, ale nie mogłam tego ciągle robić.
-Porozmawiajmy - spojrzałam wreszcie na przyglądającego mi się piłkarza
-Jesteś gotowa? - w jego oczach widziałam łagodność i troskę, która chwytała mnie za serce
-Tak - usiadłam po turecku, przodem do niego i zaczęłam bawić się palcami - mam zacząć od początku?
-Poproszę - posłał mi zachęcający uśmiech, za który byłam mu bardzo wdzięczna
-Jak byłyśmy na śniadaniu z Ann, to zaczęłyśmy rozmawiać o przyszłości i o naszych planach. I o dziecku.- spojrzałam na niego niepewnie - Zawsze chciałam mieć rodzinę i dzieci i chciałam być z Tobą. Dom z ogródkiem, duży pies i dzieci biegające po trawie. Marzyłam o tym od kiedy nasz związek wkroczył w poważny etap. A potem się rozstaliśmy i wszystko się trochę zmieniło. Zresztą tu nie chodzi o to, co było wtedy. Po prostu jak zaszłam w ciążę to byłam przerażona, naprawdę przerażona. Nie byłam pewna jak to wszystko dalej będzie, co będzie ze mną i Theo i co będzie z Tobą i ze mną. Byłam zagubiona, ale ta ciąża … to dziecko, uświadomiłam sobie, że to najlepsze co mogło mi się przytrafić. Wiedziałam, że będę je kochała bezinteresownie i bezwarunkowo do końca życia. Nawet jeśli zostałabym samotną matką albo nie byłabym szczęśliwa z Theo, to nadal miałabym kogoś kto by mnie kochał. Zawsze. I nagle wszystko pękło jak bańka mydlana - westchnęłam ciężko - resztę historii już znasz. Dzisiaj jak Ann zapytała mnie czy chcę mieć dziecko, to nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Kocham Cię, chcę być z Tobą i chcę założyć z Tobą rodzinę, ale się boję. Boję się, że znowu coś pójdzie nie tak, a ja kolejny raz stracę ciążę. Nasze dziecko. Albo, że coś jest nie w porządku z moim ciałem i nie będę mogła nigdy więcej urodzić. Nie wiem, czy jestem na tyle silna, żeby ciągle próbować i przegrywać. A najbardziej na świecie boję się, że Cię stracę, bo nie będziesz już chciał ze mną być. Wiem, że chcesz być ojcem i chcesz mieć rodzinę, dzieci. Co jeśli ja nie będę mogła Ci tego dać? Zostawisz mnie, a ja nie dam sobie bez Ciebie rady. Nie mogę stracić Cię kolejny raz - przełknęłam łzy, które spływały po mojej twarzy jak szalone i nie spuszczałam wzroku z blondyna, który nie odezwał się, ani słowem - Marco? Powiesz coś?
-Co mam powiedzieć? - podniósł na mnie wzrok
-Powiedz cokolwiek – wyszeptałam
-Zaskoczyłaś mnie – przyznał – i nie za bardzo wiem, co mam powiedzieć, bo potwierdziłaś wszystkie moje obawy, Em. Miałem nadzieję, że może się mylę, że coś mi się wydaję, ale nie myliłem się i martwi mnie to
Jakie obawy? Co go martwi? Czułam, że serce pęka mi na milion drobnych kawałeczków, a z oczu wypływa jeszcze więcej łez. Obraz Marco rozmazywał mi się na tyle, że nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy, ani tego co wyrażają jego oczy.
-Przepraszam – otarłam twarz dłońmi, wstałam z kanapy i minęłam go, kierując się w stronę przedpokoju
-Gdzie idziesz?
-Wracam do domu – wzruszyłam ramionami, czując, że wszystko co wydawało mi się idealne, może się skończyć szybciej niż ktokolwiek mógł zakładać
-Emily – szedł za mną krok w krok, aż dotarłam do drzwi wejściowych, których nie dał mi nawet otworzyć – nie skończyliśmy jeszcze rozmawiać. Nie chcę, żebyś wychodziła. Daj mi dokończyć, nie wygłupiaj się. Proszę
-A co chcesz dokończyć? – spojrzałam na niego
-Kochanie – wytarł kolejną porcję łez toczącą się po moich policzkach – nie skończyłem mówić. Ty powiedziałaś wszystko co chciałaś, ale ja jeszcze nie. Nie pozwolę Ci teraz wyjść. Nie w takim stanie i nie, kiedy nie wiesz o co naprawdę mi chodziło
-To mi wytłumacz – pociągnęłam nosem, na co on przyciągnął mnie do siebie i przytulił mnie mocno
-Musisz przestać płakać, skarbie. Nie ma powodu do płaczu – pocałował mnie w głowę – wróćmy na kanapę i daj mi sobie to wszystko wytłumaczyć
-Dobrze – pokiwałam głową
Wróciliśmy do salonu, gdzie blondyn posadził mnie na swoich kolanach i objął mnie mocno. Oparłam czoło o jego ramię, po twarzy wciąż spływały mi łzy, ale starałam się chociaż trochę uspokoić. Zanim piłkarz zaczął mówić, to minęło kilka, naprawdę długich minut.
-Chciałem z Tobą porozmawiać, ale nie sądziłem, że to co Ty mi powiesz, będzie się bezpośrednio łączyło z tym co ja muszę Ci powiedzieć. Kocham Cię Emily, zawsze Cię kochałem, zawsze byłaś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie. I kiedyś o tym wiedziałaś, byłaś tego pewna, a teraz zwątpiłaś. Zauważyłem to jak tylko udało nam się dojść do porozumienia, ale uznałem, że to chwilowe, więc nie chciałem zawracać Ci głowy. Może się nie mylę, może to chwilowe – westchnął, gładząc mnie po plecach i mówiąc mi prosto do ucha – Ty cały czas myślisz, że Cię zostawię, że odejdę, że zniknę. Boisz się ze mną kłócić, dyskutować, boisz się, że nie będę przy Tobie jak masz zły humor. Emi zawsze byłaś taka silna, niezależna, a teraz jesteś niepewna. Nie chcę, żebyś taka przeze mnie była. Zrozum, że ja nigdzie się nie wybieram. Już nigdy. Cokolwiek by się nie działo, ja nigdzie nie odejdę, nigdy Cię nie zostawię, nie zniknę. Będę z Tobą zawsze. I nic tego nie zmieni. Przysięgam. Za długo czekałem na to, żeby Cię odzyskać i do końca życia będę pluł sobie w brodę, że Cię wtedy nie zatrzymałem. Ale wyszło jak wyszło i jest tak jak jest. Teraz jesteśmy razem, niedługo będzie razem mieszkać i będziemy rodziną. Em, my już jesteśmy rodziną. My. Ty i ja. Oczywiście, że chcę mieć dzieci, chcę mieć je z Tobą, bo to moje marzenie. Ale jeśli z jakiegoś powodu nam się nie uda, to nie zamierzam Cię z tym zostawiać. To Ty jesteś moim największym marzeniem, miłością mojego życia, moim powietrzem. Dzieci zawsze możemy adoptować, a jeśli nie to będziemy mieli duży dom z ogromnym ogrodem i wielkiego psa. I będziemy szczęśliwi. Dopóki mamy siebie, to jest w porządku. Nie jestem z Tobą dla dzieci, które możesz mi kiedyś dać. Jestem z Tobą, bo nie wyobrażam sobie, żebym miał zestarzeć się z kimkolwiek innym. Nigdy w nas nie wątp, we mnie, w siebie. Wiem, że byłem dupkiem, ale udowodnię Ci, że warto spróbować ze mną jeszcze raz – skubnął czubek mojego ucha, a ja się uśmiechnęłam – i obiecuję, że nie zostawię Cię, nawet jak będziesz mnie o to prosiła. Emi?
Osunęłam się od niego na tyle, żebym mogła patrzeć na jego niesamowicie piękną twarz. Na jego delikatny, chłopięcy, błyszczące oczy, malinowe usta i w końcu zmierzwione, jasne włosy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana i nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa.Kolejny raz powiedział coś, co chwyciło mnie za serce, wzruszyło, a także wycisnęło ze mnie kolejną porcję łez. Wysiliłam się na uśmiech, co spowodowało, że Marco uśmiechnął się jeszcze szerzej i przekrzywił delikatnie głowę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Mam nadzieję, że te łzy są częścią cholernie dobrego płaczu – odparł, a ja zachichotałam
-Tak, to cholernie dobry płacz – wtuliłam się w niego z powrotem – myślisz, że kiedyś uodpornię się na Twoje gadki i nie będę płakała jak bóbr?
-Powinienem powiedzieć, że tak, ale cholera ... mam nadzieję, że nie – zaśmiał się – tylko ja doprowadzam Cię do cholernie dobrego płaczu
-To prawda – uśmiechnęłam się w jego ramię
-Obiecasz mi, że przestaniesz się tak o nas zamartwiać? – spytał cicho
-Obiecuję – zamknęłam oczy, rozkoszując się jego zapachem – chyba nie mam się czym martwić, prawda?
-Nie, nie masz – cmoknął mnie w ramię – strasznie mnie dzisiaj zmartwiłaś Em, nie możesz się ode mnie odsuwać, tylko dlatego, że nie masz humoru i boisz się mojej reakcji. Zawsze stanę po Twojej stronie
-Wiem, spanikowałam i teraz jest mi głupio
-Cieszę się, że mi wszystko powiedziałaś – odsunął mnie od siebie i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, to mnie pocałował – kocham Cię
-Ja też Cię kocham – uśmiechnęłam się szeroko
-Jesteś śliczna, wiesz? – pogładził mnie po policzku – najpiękniejsza kobieta na świecie
-Szczególnie teraz, gdy jestem spuchnięta po płaczu i pewnie spłynął mi cały makijaż – zaśmiałam się, a on pokręcił z niedowierzaniem głową – ale mimo wszystko dziękuję za komplment
Kilka minut później zeszłam z kolan piłkarza, usiadłam obok i sięgnęłam po swój kieliszek, do którego mój ukochany dolał szampana.
-Czas na kolację – sięgnął po pudełka z sushi – mam nadzieję, że jesteś głodna
-Jak wilk – zachichotałam
-Proszę – podał mi jedno z pudełek i do tego pałeczki – Mario mi wspominał, że kiedyś robiliście sushi we trójkę, w Twoim mieszkaniu
-Tak, po wyjeździe Theo – kiwnęłam głową na znak potwierdzenia – strasznie dużo tego wyszło. A do tego zrobiliśmy suflety czekoladowe i ... wypiliśmy trochę wina
-O tym też słyszałem – zaśmiał się
-Mario wszystko Ci mówił – przewrócilłam oczami – chyba dam mu popalić
-Coś tam udawało mi się od niego wyciągać, ale nie zawsze chciał mi coś powiedzieć
-A mówił Ci, że wtedy odwiedziła mnie Caroline? – uniosłam pytająco jedną brew, a on spojrzał na mnie zaskoczony
-Wtedy jak robiliśmy sushi, ale nie została długo. Chyba nie spodziewała się, że ktoś u mnie będzie
-Nic mi nie mówiła – zmarszczył brwi
-Tak myślałam – mruknęłam
Zjedliśmy w ciszy, ale co jakiś czas zerkaliśmy na siebie i posyłaliśmy sobie delikatne uśmiechy. Miałam wrażenie, że za każdym razem jak na mnie patrzył, to rumieniłam się jak nastolatka, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.
-Dziękuję, było pyszne – odstawiłam pudełko na stolik do kawy, a on po chwili zrobił to samo – pójdę chyba pod prysznic
-Mogę iść z Tobą?
-Nie dzisiaj – przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać – marzę tylko o tym, żeby zaraz znaleźć się w łóżku, a obawiam się, że jak się zgodzę, to za szybko się tam nie znajdę
-Masz rację – zaśmiał się – to leć, a ja tu posprzątam
-Pożyczę od Ciebie coś do spania – zakomunikowałam idąc korytarzem, w stronę sypialni
-Rzeczy są w garderobie, więc musisz wejść do mojej starej sypialni – odchrząknął – i możesz skorzystać z tamtej łazienki. Jest większa
-Jasne – kiwnęłam głową – niedługo będę
Najpierw udałam się do łazienki, gdzie rozebrałam się i od razu weszłam pod prysznic. Zmyłam do końca makijaż, ciesząc się, że nie był specjalnie mocy, umyłam włosy i namydliłam szybko całe ciało żelem pod prysznic, który należał do Marco. Na szczęście nie było żadnych kosmetyków, które sugerowałby niedawną obecność Caro. Chociaż miało to swoje minusy, a na przykład brak dobrego szamponu, czy odżywki. Trudno. Jeśli chcę tu bywać, to muszę przynieść coś swojego. Owinęłam się ogromnym ręcznikiem i przeczesałam palcami mokre włosy. Podsuszyłam je tylko trochę, żeby nie ciekła z nich woda, a później związałam je w luźnego koka. W samym ręczniku opuściłam łazienkę i dopiero rozejrzałam się po sypialni, która kiedyś była sypialnią mojego ukochanego ... i jego byłej narzeczonej. Na obu szafkach nocnych stały zdjęcia, więc szybko domyśliłam się, po której stronie sypiał Marco, a po której Caroline. Po jej stronie stało ich wspólne zdjęcie, na widok którego poczułam ucisk w żołądku. Po jego stronie było zdjęcie rodzinne. Dziadkowie, rodzice, Mela i Yvonne z rodzinami i Marco. Uśmiechnęłam się, gdy uświadomiłam sobie, że na tym zdjęciu jest sam, a wygląda na dość niedawno robione. W końcu skończyłam się rozglądać i szybkim krokiem udałam się do garderoby. Zgarnęłam z półki jedną z koszulek, która zakrywała mi pupę, a z szuflady wyjęłam bokserki. Były na mnie trochę za duże, ale nie powinny mi spaść, ani zsunąć się w nocy. Zadowolona rozwiesiłam mokry ręcznik na grzejniku w łazience, po czym ruszyłam do salonu, do mojego faceta.
-Hej – objęłam go od tyłu, przytulając się do jego pleców
-Hej – uśmiechnął się, obracając się przodem do mnie – ładne wdzianko
-Pożyczyłam od całkiem fajnego faceta – zachichotałam
-Ach tak – przejechał dłonią na skraj koszulki, po czym włożył rękę pod spód – cholera ... Ty masz na sobie moją bieliznę
-Yhmm – uśmiechnęłam się
-Do. Łóżka – klepnął mnie w tyłek, a ja się zaśmiałam

piątek, 31 marca 2017

32.

[Emily]
Do domy wróciliśmy w niedzielę wieczorem, czyli wczoraj. Ku wielkiej radości naszych bliskich, oficjalnie ogłosiliśmy, że jesteśmy w związku i planujemy razem zamieszkać, w naszym, wspólnym mieszkaniu. Oczywiście od razu pojawiły się pytania, o ślub i dzieci, ale przecież my nawet nie jesteśmy zaręczeni! Dopiero co udało nam się dogadać i wyznać nasze uczucia, a wszyscy dookoła chcą, żebyśmy jeszcze bardziej wszystko przyspieszali. Ja chcę, żeby wszystko było w swoim czasie, bez presji i nacisków. Jeśli Marco będzie chciał mi się kiedyś oświadczyć, to na pewno to zrobi, a ja z radością, kolejny razem powiem “tak”. I tym razem wszystko się uda. Zostanę Panią Reus i będę to ogłaszać całemu światu. A potem zostanę Mamą. I wreszcie będziemy rodziną. Wszystko będzie na swoim miejscu
-Halo? - odebrałam połączenie, od mojej przyjaciółki
-Cześć - powiedziała radośnie - wstałaś już?
-Tak, właśnie się maluję - zerknęłam na swoje odbicie w lustrze
-Fantastycznie! Może skoczymy na jakieś śniadanko?
-Pewnie - uśmiechnęłam się - ale o 12 idziemy z Marco oglądać mieszkania
-W porządku, jest jeszcze mnóstwo czasu. Przyjadę po Ciebie za pół godziny, wyrobisz się?
-Bez problemu - zachichotałam - do zobaczenia!
-Do zobaczenia! - poczekałam, aż się rozłączy, po czym wsunęłam telefon do kieszeni szlafroka
Dokończyłam robić delikatny makijaż, rozplątałam włosy, które w nocy miałam związane w warkocza i teraz były pięknie pofalowane i psiknęłam się jeszcze ulubionymi perfumami. Na zewnątrz było bardzo gorąco, więc założyłam szarą, długą, obcisłą sukienkę, z rozcięciem na nodze i wyciętymi plecami, a do tego białe Conversy i skromny naszyjnik. Do średniej, czarnej torby wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy i kurtkę jeansową, gdybym późno wracała, a zrobiłoby się już chłodno. Teraz to różnie bywa wieczorami. Zdążyłam jeszcze umyć szybko zęby, po czym musiałam już wychodzić, bo Pani Gotze pojechała pod dom.
-Nie wiem, kiedy będę! - zawołałam do domowników i wyszłam na zewnątrz, nie czekając na odpowiedź
Przeszłam przez podwórko, otworzyłam furtkę i po kilku minutach siedziałam już w samochodzie, na miejscu pasażera.
-Dzień dobry - cmoknęłam blondynkę w policzek, na co uśmiechnęła się szeroko
-Dzień dobry, ślicznie wyglądasz
-Normalnie - zaśmiałam się, patrząc na siebie
-Służy Ci bycie kobietą Marco Reusa - mrugnęła do mnie zadowolona
-A co takiego się we mnie zmieniło od czasu, gdy nią nie byłam? - uniosłam pytająco jedną brew
-Byłaś piękna, ale teraz jesteś kwitnąca. Bije od Ciebie niesamowity blask, cieszą Ci się oczy i cały czas masz na twarzy delikatny uśmiech. Uwielbiam Cię w takim wydaniu
-Trochę przesadzasz - machnęłam ręką - ale niech Ci będzie
-Jedziemy na smoothie bowls?
-Bardzo chętnie - ściszyłam nieco radio, żebyśmy mogły spokojnie rozmawiać
-To opowiadaj mi wszystko od początku! - zarządziła - chcę znać, absolutnie wszystkie szczegóły
-Nie ma dużo do opowiadania - skłamałam - po tym jak się pokłóciliśmy, to wybiegł za mną i powiedział mi, że mnie kocha i wszystko. Wróciliśmy do siebie
-Wiesz … - zaczęła rozbawiona - to nie są wszystkie szczegóły. Co dokładnie Ci powiedział?
-Że mnie kocha, że jestem najważniejszą kobietą w jego życiu, że chcę założyć ze mną rodzinę i tak dalej - spojrzałam na swoje niepomalowane paznokcie - przez niego stałam się taka płaczliwa
-Dlaczego? - roześmiała się
-Ciągle mówi mi takie cudowne rzeczy, że od razu się wzruszam i płaczę
-Marco romantyk - zachichotała - cieszę się, że wreszcie poszliście po rozum do głowy i jesteście szczęśliwi
-Tak, jesteśmy - potwierdziłam - teraz nie pozwolę, żeby coś się spieprzyło
-Nie spieprzy się - odparła pocieszającym głosem - jesteście dla siebie stworzeni
-A jak Pani układa w małżeństwie, Pani Gotze? - postanowiłam zmienić temat
-Och, jest cudownie - powiedziała taka rozmarzona, że aż zachichotałam - niby nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko
-Teraz jesteście jednością, na dobre i na złe - zdążyłam powiedzieć i modelka zaparkowała pod restauracją
-Wiem i to jest fantastyczne! Ciągle myślę o naszym ślubie i jakbym mogła to odtwarzałabym ten dzień w kółko! Musicie z Marco szybko brać ślub! Na pewno nie pożałujecie
-Ann my dopiero od kilku dni jesteśmy razem. Nie staniemy od razu przed ołtarzem - przewróciłam oczami - wszystko w swoim czasie
-No wiem - jęknęła - ale pamiętaj, że nie jesteście młodsi!
-Pamiętam, spokojnie - przepuściłam ją w drzwiach, a sama weszłam zaraz za nią
-Gdzie siadamy?
-Obojętnie, tam gdzie jest miejsce
Zajęłyśmy wolny, dwuosobowy stolik, kelner podał nam menu i ulotnił się na chwilę.
-Wszystko wydaje się takie pyszne - westchnęła - jak zwykle nie mogę się zdecydować
-Weź wszystko - zachichotałam - możesz sobie na to pozwolić
-Yhmm - wywróciła z rozbawieniem oczami
Kilka razy przeczytałam niewielką kartę potraw, aż w końcu się zdecydowałam i odłożyłam ją na stolik, odchylając się na oparcie krzesła.
-Czy mogę przyjąć zamówienie? - uśmiechnął się do nas młody mężczyzna, w stroju kelnera
-Pewnie - kiwnęłam głową - ja poproszę choco bowl i zieloną herbatę
-A ja acai bowl i latte
-Oczywiście - zanotował wszystko na karteczce, zabrał od nas menu i odszedł
Spojrzałam na blondynkę, która uśmiechała się szeroko, przez co sama nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Nawet nie wiedziałam, z czego się cieszymy. Ze wspólnego śniadania? Z kelnera?
-Jesteście pewni, że chcecie kupić mieszkanie, a nie dom?
-Nie myśleliśmy o domu - przyznałam
-Dlaczego? Skoro chcecie być rodziną, to musicie myśleć przyszłościowo
-Ann, póki co wystarczy nam mieszkanie. Może kiedyś będziemy chcieli się przeprowadzić, ale na razie nie potrzebujemy domu
-Rozumiem - mruknęła - ale zawsze wyobrażałam Was sobie w domu z ogródkiem
-I bardzo dobrze - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej - bo zawsze marzyłam o dużym domu z ogródkiem. Wiesz, mój duży pies musi mieć miejsce, żeby się wybiegać
-Na razie na horyzoncie, ani domu, ani psa. Jedynie Marco - zażartowała, a ja roześmiała się tak głośno, że kilka osób się na nas spojrzało
-Ups - zakryłam usta dłonią - to Twoja wina!
-Oj tam! - machnęła ręką, cicho chichocząc
-Pani Gotze, a kiedy na świat przyjdzie mój chrześniak lub chrześnica?
-Nie prędko - bąknęła - nie chcemy się spieszyć. Zresztą, może jestem egoistką, ale nie chcę jeszcze kończyć kariery
-Nie jesteś egoistką - złapałam ją za rękę, którą trzymała na stoliku - widocznie nie jesteś jeszcze gotowa, żeby tak wiele poświęcić
-Chcę mieć dzieci, chcę mieć je z Mario, z moim mężem - spuściła wzrok - ale nie chcę mieć ich już teraz. Ciągle coś się dzieje, ciągle jesteśmy w rozjazdach, ciągle się mijamy. Jeszcze tylu rzeczy nie zrobiliśmy tylko my. Tylko nasza dwójka
-Mario Cię kocha i na pewno to rozumie. A poza tym jest młodszy od Ciebie i możliwe, że też nie jest gotowy. Dziecko to wielka radość i szczęście, ale też wielka odpowiedzialność. Wszystko się zmieni
-A Ty? Chciałabyś mieć teraz dziecko?
-Teraz? - spytałam zamyślona - nie wiem. Nie. Jeszcze nie
-Boisz się?
-Jak cholera - przyznałam - boję się, że nigdy nie urodzę dziecka i zawiodę wszystkich dookoła
-Nie możesz tak myśleć - zbeształa mnie - przecież nie masz problemów. Będziesz mogła zajść w ciążę i urodzić
-Tak twierdzą lekarze - westchnęłam - ale co jeśli za każdym razem coś się będzie działo? Co jeśli …
-Przestań - przerwała mi - nic się nie stanie. Nie myśl teraz o tym
-Nie wiem, czy Marco będzie chciał ze mną być, jeśli nie będziemy mieć dzieci - wypuściłam ze świstem powietrze - wiem, że on marzy o byciu ojcem i ja też chcę mieć dzieci, ale jeśli coś pójdzie nie tak. Kolejny raz, to nie wiem, czy będę w stanie próbować znowu
-Emily, przepraszam, że o to zapytałam. Nie mówiłaś mi wcześniej co czujesz, myślałam, że może już to wszystko jakoś przetrawiłaś - skrzywiła się - ale wiem, że nie masz powodu do zmartwień. Marco Cię kocha, jesteś dla niego najważniejsza i on będzie z Tobą zawsze. Zawsze, rozumiesz? - popatrzyła na mnie z wyczekiwaniem i kontynuowała, dopiero gdy delikatnie skinęłam głową - jeśli nie będziecie mieć swojego dziecka, to zawsze możecie je adoptować
Chciałam coś powiedzieć, ale nagle kelner przyniósł nasze zamówienie, a mój telefon oznajmił nadejście nowej wiadomości. Podziękowałyśmy za śniadanie, które moja przyjaciółka od razu zaczęła konsumować, a ja wygrzebałam telefon z torebki. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Marco. Akurat teraz. Cholera.

“Dzień dobry skarbie, o której mam po Ciebie przyjechać? Kocham, Marco”

“Jestem na śniadaniu z Ann, spotkajmy się na miejscu”
Moja wiadomość, aż emanowała chłodem, ale nie mogłam się zmusić do napisania czegokolwiek innego. Dobry, sielankowy nastrój ulotnił się tak szybko, że nawet nie zdążyłam się zorientować.
-Jedz Em - zachęciła mnie blondynka - jest naprawdę pyszne
-Chyba nie jestem głodna - wysiliłam się na uśmiech i upiłam łyk gorącej herbaty
-Musisz jeść - westchnęła, patrząc na mnie smutnym wzrokiem - przepraszam, że przeze mnie masz teraz taki podły nastrój
-Przepraszam, że zrujnowałam nam poranek - mruknęłam
-Ze mną jest wszystko w porządku, chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie
-Nic mi nie będzie - zapewniłam ją, odczytując wiadomość od piłkarza

“Przyjadę po Ciebie. Gdzie jesteście?”
“Nie musisz, dam sobie radę”
“Emily, powiedz mi gdzie jesteście albo zadzwonię do Ann i ona mi powie”
“Juice Press People*”
“Będę tam za kwadrans”
-Marco będzie tu za chwilę - jęknęłam chowając twarz w dłoniach - i co ja mu teraz powiem?
-Cholera Em, nie możecie się przeze mnie pokłócić. Powiedz mu prawdę, nie możesz kłamać. On będzie wiedział, że coś jest nie tak
-Już wie - podałam jej telefon, a ona szybko przeczytała wszystkie sms, marszcząc brwi
-Każdy może mieć zły dzień, on zrozumie. Nie zbywaj go, musicie być szczerzy
Momentalnie przypomniałam sobie słowa Marco sprzed tygodnia: “Żadnych kłamstwa i tajemnic. Już nigdy.”. Obiecałam mu to. Obiecałam, że będę szczera do bólu.
-Zacznij w końcu jeść - poprosiła pani Gotze
-Yhmm - sięgnęłam po łyżkę i zaczęłam powoli jeść
Usłyszałam dźwięk dzwonka, który oznajmił, że ktoś wszedł do środka i automatycznie się odwróciłam. Marco wszedł do środka, ubrany w krótkie, jeansowe spodenki, szary t-shirt i białe, sportowe buty. Na głowie miał czapkę z daszkiem, a na oczach okulary przeciwsłoneczne, które zdjął, gdy szukał mnie wzrokiem. Z daleka widziałam, że jest zdenerwowany, spięty, ale też niepewny. I to wszystko z mojego powodu. Poczułam, że ból chwyta mnie za serce i robi mi się gorąco, czy słabo, tak jakbym miała zaraz zemdleć. Piłkarz spokojnym krokiem, ruszył w moim kierunku, uśmiechnął się delikatnie i stanął w końcu przy naszym stoliku. Najpierw przywitał się z Ann, która szepnęła mu coś do ucha, na co kiwnął głową i dopiero spojrzał na mnie.
-Cześć skarbie - pocałował mnie w czoło i usiadł obok mnie
-Hej - odparłam cicho
-Powiesz mi co się stało? - pogładził mnie czule po policzku - widzę, że coś jest nie tak
-Nie teraz - westchnęłam, dopijając herbatę - zbieramy się?
-Najpierw zjedz - wskazał na moje ledwo tknięte śniadanie
-Zjem później, teraz nie jestem głodna - spojrzałam morderczym wzrokiem na blondynkę, żeby się nie odzywała
-Emily, nie mam pojęcia co się stało, ani o co chodzi, ale przysięgam, że się dowiem. Wczoraj wieczorem było wszystko w porządku, co się stało teraz? - wyszeptał mi do ucha, po czym odsunął się, żeby spojrzeć mi w oczy - cokolwiek się stało, musisz jeść. Jesteś strasznie blada
Nie miałam pojęcia, jak mam mu odmówić, skoro patrzył na mnie zmartwiony i wściekły jednocześnie.
-Dobrze - kiwnęłam głową, biorąc miskę do ręki, a on nieco się rozluźnił
-Jak się masz Marco? - uśmiechnęła się nasza przyjaciółka - opaliłeś się
-W porządku, dzięki - zaśmiał się - mieliśmy ładną pogodę i korzystaliśmy. A Ty jak się miewasz?
-U mnie też w porządku - zachichotała, po czym przeniosła na mnie zmartwione spojrzenie - oprócz tego, że z samego rana zepsułam humor Twojej dziewczynie
-Ann - rzuciłam ostrzegawczo - przestań
-Co się tu dzieje? - spytał w końcu Reus
-To nic takiego - położyłam mu dłoń na ramieniu - obiecuję, że wszystko Ci opowiem, ale nie tutaj i nie teraz. Proszę
-Żadnych kłamstw i tajemnic, pamiętasz? - spojrzał mi w oczy - obiecałaś mi
-Pamiętam - przygryzłam wargę, żeby się nie rozpłakać - wyjdźmy stąd i porozmawiajmy
-Najpierw dokończ śniadanie - założył mi kosmyk włosów za ucho - a ja pójdę uregulować Wasz rachunek
-Same możemy za siebie zapłacić - zaprotestowała Ann
-Nie kłóć się - puścił jej oczko - bo powiem Twojemu mężowi
-Ależ się boję - zaśmiała się odrzucając głowę do tyłu
Szybko dokończyłam jeść śniadanie, odsunęłam od siebie miskę i razem z modelką wstałyśmy od stolika. Marco dołączył do nas przy drzwiach, gdzie objął mnie w talii i delikatnie pocałował mnie w szyję.
-Dobrze misiaczki - zaczęła blondynka - lecę do domu, a Wy jedźcie kupić sobie wspaniałe mieszkanie
-Pozdrów Mario - cmoknęłam ją w policzek
-Wpadnijcie do nas wieczorem, jeśli będziecie mieli ochotę - przytuliła jeszcze na pożegnanie Marco, po czym nam pomachała i odeszła w stronę swojego samochodu
-Jesteś na mnie bardzo zły?
-Martwię się o Ciebie - objął mnie mocniej, prowadząc mnie do swojego sportowego samochodu - i nie wiem co mam myśleć
-Rano było w porządku, po prostu podczas rozmowy z Ann zeszłyśmy na niewłaściwy tor i straciłam humor, a potem Ty napisałeś i …
-W porządku - westchnął - chcesz żebyśmy omówili to teraz czy może później?
-Później - zatrzymałam się, a on razem ze mną - kocham Cię
-Kochasz mnie? - uśmiechnął się, pochylając się nade mną
-Kocham Cię - zarzuciłam mu ręce na szyję, a następnie go pocałowałam
-Ja też Cię kocham - wymruczał prosto w moje usta
-Obiecasz mi coś?
-Zależy co to takiego - odchrząknął, idąc dalej, tylko tym razem trzymał mnie za rękę
-Nie złość się na mnie, po tym co Ci powiem - poprosiłam - boję się, że Cię zranię, a bardzo bym tego nie chciała
-Mogę Ci obiecać, że zanim zareaguję to przetrawię Twoje słowa i dam Ci dokończyć - cmoknął mnie w skroń - a po za tym, nie mogę się na Ciebie długo złościć
-Sprawdźmy te mieszkania i kupmy coś ładnego - uśmiechnęłam się, chcąc ukryć zdenerwowanie
-Tak, świetny pomysł - odwzajemnił mój uśmiech
Pocałowałam go jeszcze raz, gdy pomagał mi wsiąść do samochodu, a potem przez całą drogę na osiedle Phoenix See przyglądałam mu się zadowolona. Był mój. I nie stracę go. Powiem mu prawdę, o tym co czuję i o czym rozmawiałam z Ann. A on … on mnie nie zostawi. Bo mnie kocha.
-Nie odfruwaj mi, mała - położył mi dłoń na udzie, a ja splotłam nasze dłonie
-Przepraszam, zamyśliłam się - przeczesałam palcami włosy - dzisiaj jestem nie do zniesienia, co?
-Nie mów tak - pokręcił przecząco głową - dziś wieczorem nie pójdziemy do Ann i Mario
-Dlaczego?
-Obawiam się, że będę musiał Ci coś wyjaśnić, a Ty będziesz musiała mnie wysłuchać - bąknął, a ja omal nie dostałam zawału
-A czy to jest ważne?
-Tak - kiwnął głową - tylko nie panikuj, proszę
Łatwo powiedzieć. Ostatnio ciągle mam w głowie najczarniejsze scenariusze. Boję się, że Marco mnie zostawi, że zrobię coś nie tak albo, że mu się znudzę. I nie powinnam tak myśleć, bo wiem, że mnie kocha, a ja kocham jego, ale się boję. To taki wewnętrzny niepokój. Najgorsze jest to, że jeśli mu to powiem, to go zranię. Kolejny raz. Ile razy to zniesie? Ile razy mi na to pozwoli?
-Na żywo prezentuje się jeszcze lepiej, niż na zdjęciach - powiedział parkując, przed okazałym apartamentowcem - jak Ci się podoba?
-Podoba mi się - pociągnęłam za klamkę, a następnie wysiadłam z auta
Okolica jest wspaniała. Zawsze mi się tu podobało. Chciałabym tu mieszkać.
-Nie chcesz, żebym był dżentelmenem, co? - objął mnie od tyłu i roześmiał się, a ja cicho zachichotałam
-Podziwiałam okolice - wyjaśniłam, uznając to za dobrą formę “przeprosin”
-Panie Reus - podeszła do nas wysoka, młoda kobieta z czarnymi włosami i uroczym uśmiechem - byliśmy umówieni. Nazywam się Sylvia Kerrington, jestem właścicielką biura nieruchomości, które współpracuje z firmą deweloperską. Pokażę Panu mieszkania, które Pana interesują
Myślałam, że kobieta zwróci w końcu na mnie uwagę, ale była tak zapatrzona w mojego faceta, że nie spojrzała w moją stronę nawet, gdy parsknęłam śmiechem. Marco nie był tak rozbawiony jak ja, raczej zirytowany. Mocniej ścisnął moją dłoń, pocałował mnie w policzek i spojrzał na agentkę nieruchomości. Chyba dopiero zorientowała się, że nie jest sam.
-Emily Brown - wyciągnęłam dłoń w jej kierunku - miło mi Panią poznać Pani Kerrington
-Och, oczywiście. Mnie również jest miło - wykrztusiła - zapraszam do środka. Jakie dokładnie interesują Państwa mieszkania? Raczej te mniejsze czy większe? Mają państwa preferencje co do piętra? Ilość pomieszczeń?
-Największe - warknął Marco - na wyższych piętrach, z widokiem na jezioro, ilość pomieszczeń nie gra roli, jeśli mieszkanie będzie wystarczająco dużo
-Oczywiście - spuściła wzrok i zaczęła przeglądać swoje dokumenty - pierwsze mieszkanie, które chciałabym Państwu pokazać znajduje się na 5 piętrze, ma powierzchnię 220 metrów kwadratowych i częściowy widok na jezioro
-Cudownie - uśmiechnęłam się, chcąc dodać jej otuchy
Oglądaliśmy kolejne mieszkania, ale żadne nie skradło naszego serca. Jedne były za małe, inne na złym piętrze, a jeszcze inne miały zły widok. Zostało nam przedostatnie piętro i ostatnie mieszkanie i już szczerze mówiąc traciłam nadzieję. Marco był niezbyt miły dla Sylvii, przez co mocno ją krępował. W końcu postanowiłam zareagować. Gdy kobieta szła przed nami, to pociągnęłam blondyna za koszulkę, a gdy się zatrzymał, to stanęłam przed nim z groźną miną.
-Musisz w końcu przestać - westchnęłam - bądź dla niej miły, chociaż przez chwilę. To jej praca
-Co jest jej pracą? To, że Cię olała?
-Była po prostu Tobą oczarowana, ale teraz się poprawiła. Przecież nic wielkiego się nie stało, nie jestem zła, ani nic w tym rodzaju. Rozbawiła mnie
-A mnie nie - bąknął
-Przestań - zachichotałam, dotykając jego policzka - bądź miły. Zrób to dla mnie, proszę
-W porządku - wypuścił ze świstem powietrze - ale jak znowu coś zrobi to już nie zamierzam być miły. Niech skupi się na pracy i będzie profesjonalna
-Dziękuję - stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta - to nasza ostatnia szansa, jeśli chcemy mieszkać w tym budynku
-Są jeszcze dwa inne - przewrócił oczami
-Ale ten jest najładniejszy - jęknęłam
Dogoniliśmy Panią Kerrington, która czekała już na nas pod drzwiami, z numerem 32. Gdy nas zobaczyła to uśmiechnęła się z ulgą, przekręciła zamek w drzwiach i wpuściła nas do środka, nawijając o mieszkaniu. Ja jej jednak nie słuchałam, chodziłam jak zaczarowana i rozglądałam się dookoła. Agentka oprowadziła nas po wszystkich pomieszczeniach, po piętrze, pokazała balkony, omówiła większość technicznych spraw. Nie wszystkie słowa do mnie trafiały, ale widziałam, że Marco z uwagą ich słucha. Najwyżej on mi później wszystko przekaże.
-Budynek ma kształt bryły, przez co większa część mieszkania i cały balkon wychodzą na jezioro. Jeśli Państwo chcą, to mogą Państwo wyjść na zewnątrz i porozmawiać. Może podjęli już Państwo jakąś decyzję - dotarły do mnie jej ostatni słowa, ale nic nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową na znak zrozumienia
-Zaraz damy Pani znać - uśmiechnął się piłkarz
Mężczyzna otworzył przede mną przesuwane drzwi tarasowe, a gdy oboje byliśmy już na zewnątrz to zamknął je delikatnie.
-To mieszkanie mi się podoba - wyznałam - naprawdę mi się podoba. Moglibyśmy wprowadzić trochę zmian, ale większość mi się podoba. Jest ogromne, ale jak je urządzimy i wyremontujemy to będzie idealne
-Chcesz je kupić?
-Tylko jeśli Ty też tego chcesz - pozwoliłam się objąć - to ma być nasze wspólne mieszkanie. Oboje musimy je lubić
-Ja chcę tego samego co Ty - pocałował mnie w szyję - i też jestem zdania, że to mieszkanie jest dla nas idealne. Mielibyśmy miejsce dla ewentualnych gości czy dziecka
Dziecka.
-Tak - przytaknęłam - kupmy je. Nasze nowe, wspólne mieszkanie
-Nasz nowy początek - pocałował mnie, przypierając mnie do szklanej barierki
*****
* Juice Press People - POLECAM!!! <3 

piątek, 24 marca 2017

31.

[Emily]
Obudziły mnie promienie letniego słońca, wpadające przez ogromne okno prosto do sypialni. Otworzyłam zaspane oczy, przeciągnęłam się i rozejrzałam po pustej sypialni. Mój wzrok zatrzymał się na zegarku, który pokazywał, że jest już prawie dziesiąta. Marco pewnie wstał już jakiś czas temu i nie chciał mnie budzić. Leniwie podniosłam się z łóżka, stanęłam przy oknie i wtedy go zobaczyłam. Siedział na pomoście w samych bokserkach, a po chwili wstał i wskoczył do wody. Postanowiłam, że do niego dołączę, więc szybko przebrałam się w czarny, prosty kostium, założyłam na niego luźną sukienkę i związałam włosy w luźnego koka. Zgarnęłam jeszcze ręcznik, po czym wyszłam z domu przez drzwi tarasowe i skierowałam swoje kroki w stronę jeziora.
-Dzień dobry - powiedziałam podchodząc bliżej
-Dzień dobry, skarbie - uśmiechnął się z wody
-Mogę do Ciebie dołączyć?
-Zapraszam - odparł zachęcająco, kiwając przy tym głową
Odłożyłam ręcznik na leżak, rozebrałam się i zadowolona wskoczyłam do wody. Zimnej wody!
-Zimna! - pisnęłam, a on się roześmiał - kiedyś była cieplejsza
-Na pewno nie - podpłynął do mnie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję i objęłam go nogami w pasie - dobrze Cię mieć od rana w ramionach
-Od kilku dni masz mnie codziennie - potarłam swoim nosem o jego, na co się uśmiechnął - nie znudziłam Ci się jeszcze?
-Nigdy mi się nie znudzisz - cmoknął mnie w usta - jak się spało?
-Dobrze - wzruszyłam ramionami - ale zdecydowanie wolę się budzić, gdy jesteś obok mnie
-Wiem, przepraszam - skrzywił się nieznacznie - nie obudziłem Cię, bo zbyt słodko spałaś
-I chciałeś popływać sam w jeziorze - zażartowałam, dźgając go palcem w twardy brzuch
-Właśnie tak - przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował mnie w szyję - jadłaś coś?
-Jeszcze nie - pokiwałam przecząco głową - ale chyba nie jestem na razie głodna
-Nie przekonuje mnie to specjalnie - westchnął
-Popływajmy chwilę, a później wrócę do domu i zjem coś - przeczesałam palcami, jego jasne włosy - co Pan na to, Panie Reus?
-Może być - delikatnie odstawił mnie w miejsce, gdzie miałam grunt, a za chwilę ode mnie odpłynął
Zachichotałam cicho, poprawiłam kostium, po czym sama zanurzyłam się w wodzie i zaczęłam płynąć. Uwielbiam pływać. Jezioro jest czyste, przyjemne, a w dodatku w tym miejscu puste. Większość turystów jest po drugiej stronie, a tutaj jest cisza i spokój. Z tego wszystkiego nawet nie zorientowałam się jak daleko odpłynęłam. Złapałam kilka oddechów, a następnie znowu się zanurzyłam, tym razem żeby wrócić bliżej pomostu i Marco.
-Już Ci cieplej? - nagle wynurzył się tuż za mną, jak tylko się zatrzymałam i przestraszył mnie nie na żarty
-Marco - zbeształam go - nie możesz tak robić
-Jak robić? - uśmiechnął się pod nosem
-Tak mnie straszyć - mruknęłam
-Nie chciałem tego - pocałował mnie w głowę - to jak?
-Z czym? - zmarszczyłam brwi
-Pytałem, czy już jest Ci cieplej?
-Tak - pokiwałam twierdząco głową, odwracając się w jego stronę - już się przyzwyczaiłam
-A zgłodniałaś? - położył dłoń na mojej talii
-Nie - pokręciłam przecząco głową - ale skoro obiecałam, to chodźmy coś zjeść
-Kocham Cię, piękna kobieto - pocałował mnie czule, a ja rozpłynęłam się w środku jak czekolada
-Kocham Cię, przystojny mężczyzno - uśmiechnęłam się - naprawdę bardzo Cię kocham
-Jestem tu. Cały Twój - wziął mnie na ręce, wrócił do pomostu i mnie na nim posadził, po czym pocałował moje udo - a Ty jesteś tu cała moja i … cała mokra
-Zboczeniec - kopnęłam delikatnie jego bark, a on posłał mi rozbawione spojrzenie i pokręcił z niedowierzaniem głową
-Doigrasz się kiedyś - pogroził mi palcem wskazującym
-Obiecanki cacanki - pokazałam mu język
Piłkarz wyszedł z wody, usiadł obok mnie, a ja się do niego przytuliłam.
-Trochę się już opaliłeś - wskazałam na jego brzuch
-Wciąż mi dużo do Ciebie brakuje - pogładził moje ramię
-Ja byłam jeszcze na Barbados - przypomniałam mu
Chwilę siedzieliśmy jeszcze, mocząc nogi w wodzie, aż w końcu podnieśliśmy się z miejsca i odziani jedynie w kostiumy wróciliśmy do domu. Na drewnianej podłodze zostały ślady naszych mokrych stóp, ale żadne z nas specjalnie się tym nie przejęło.
-Na co masz ochotę? - spytał zaglądając do lodówki
-Obojętnie mi - westchnęłam siadając na blacie - może najpierw kawa?
-Sok - wyjął dzbanek i mi go podał, a ja wyjęłam ze zmywarki szklankę - naleśniki?
-Chcesz, żebym się roztyła? - zażartowałam
-Pewnie - roześmiał się - ja dalej Cię będę kochał, a przynajmniej pozbędę się konkurencji
-Bardzo sprytne posunięcie - prychnęłam - naleśniki mogą być, ale z owocami
-Okej, jak sobie życzysz - uśmiechnął się
-Dużo zostało nam jedzenia?
-Trochę - zamknął lodówkę, po wyjęciu wszystkich składników - będziemy musieli to zabrać do Dortmundu
-Fantastycznie - jęknęłam - zabierzesz to do siebie, bo u mnie w domu zawsze jest pełna lodówka
-Dziwnie będzie spać bez Ciebie - stanął pomiędzy moimi nogami, a ja się do niego przytuliłam
-Możesz czasem wpadać do mnie - uśmiechnęłam się pod nosem - a po za tym jak kupimy mieszkanie, to za kilka miesięcy będziesz miał mnie na co dzień
-Już nie mogę się doczekać - odparł swoim seksownie zachrypniętym głosem
-Wyjeżdżamy jutro rano?
-Jeśli chcesz, to możemy zostać jeszcze na dwa dni - pogładził mnie po plecach
-Ale mieliśmy iść jutro wieczorem do opery - przypomniałam mu
-Tak wiem. Możemy zmienić rezerwacje biletów na przyszły tydzień - założył mi kosmyk, mokrych włosów za ucho - chyba, że bardzo chcesz iść jutro
-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - może faktycznie przełóżmy to, a jeszcze dwa dni tu zostaniemy
-Okej, potem zmienię rezerwacje - pocałował mnie w czoło
-Nie jesteś zły? - spytałam, unosząc pytająco jedną brew
-Nigdy w życiu - uśmiechnął się - ważne, że spędzimy wieczór razem. Tutaj czy w operze, to nie jest ważne
-Masz rację - rozpromieniłam się - to co z tym śniadaniem
-Się robi - odsunął się ode mnie, po to, żeby zaczął gotować, a ja siedziałam na blacie, beztrosko machałam nogami i przyglądałam mu się - fajny widok, co?
-Mój ulubiony - wymruczałam zadowolona
-I niech tak lepiej zostanie - spojrzał na mnie przez ramię i puścił mi oczko
-Dobrze, panie Reus – zachichotałam
Kilka minut później kuchni wypełniła się zapachem pysznych, świeżych naleśników, a mi aż ciekła ślinka. Nie mogłam się doczekać, kiedy ich spróbuję. Marco przygotował dla mnie naleśniki z nutellą, truskawkami, malinami i borówkami. A dla siebie z jogurtem i tymi samymi owocami.
-Chcę takie codziennie – jęknęłam przeżuwając kawałek
-Ja robię śniadania, ale Ty musisz zajmować się kolacjami
-Okej, kolacje są moje – uśmiechnęłam się szeroko
-A obiady możemy jeść na mieście – zaśmiał się
-Ewentualnie u rodziców – pokazałam u język – założę się, że bardzo się ucieszą
-Tak, to prawda
-Wiesz co – odsunęłam od siebie talerz – jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że zamieszkamy razem dopiero za jakiś czas. Nawet jeszcze nie kupiliśmy tego mieszkania, niewiadomo ile potrwają wszystkie formalności i czy w ogóle to mieszkanie nam się spodoba. A remont może potrwać kilka miesięcy albo się przedłużyć i będziemy w tym tkwić strasznie długo
-Kochanie, musisz przestać – westchnął – poważnie musisz przestać być taką pesymistką, bo inaczej będę musiał Ci zrobić jakąś kurację optymistyczną
-Kurację optymistyczną? – uniosłam pytająco jedną brew
-Tak – zaśmiał się
-A na czym będzie ona polegała? – pochyliłam się nad stołem, uśmiechając się wesoło
-Jeszcze nie wiem – machnął ręką – ale na pewno wymyślę coś stosownego
-Może wezmę pod uwagę tę kurację. Tak profilaktycznie – mrugnęłam do niego
-Dobry pomysł – posłał mi delikatny uśmiech – a co do Twoich wątpliwości, to zapewniam Cię, że damy sobie ze wszystkim radę. Kilka lat żyliśmy osobno i nic nam nie było, a teraz to tylko kilka miesięcy
-Wtedy byliśmy dzieciakami – przypomniałam mu
-A masz jakiś lepszy pomysł? – spytał zaciekawiony
-Nie – skrzywiłam się – u Ciebie mogę bywać, ale nie chcę tam nocować, ani mieszkać. Hotel odpada, bo to tylko niepotrzebny wydatek, a Twoja przeprowadzka do moich rodziców byłaby niezręczna. Nie chcę, żebyś poczuł się urażony, ale byłoby nam ciasno, zero prywatności, a po za tym jesteś przyzwyczajony do większych przestrzeni dla siebie
-Masz rację – odchrząknął – tylko, że ja też nie mam pomysłów. Możemy wprowadzić się do mieszkania, jak tylko ogarniemy podstawowy remont, ale spanie na materacu i urządzanie się powoli będzie na dłuższą metę męczące
-Okej, musimy to przetrwać – jęknęłam
-Chyba, że ... – przerwał, aby się rozejrzeć – jest jeszcze jedna opcja
-Tak?
-Możemy zamieszkać tutaj na czas remontu. Razem
-Nie – pokręciłam przecząco głową – nie możemy
-Dlaczego? Uwielbiasz ten dom Em
-Oczywiście, że tak, ale stąd do Dortmundu jedzie się około godziny! Nie możesz tracić tyle czasu na dojazd rano na trening, a potem, żeby wrócić tu z powrotem – powiedziałam piskliwym głosem
-Ty też musiałabyś dojeżdżać do pracy do Dortmundu
-Owszem, ale ja nie jestem sportowcem i nie potrzebuję, aż tyle odpoczynku
-Skarbie, nie martw się tylko o mnie. Dojazdy nie są takie straszne, czasem po mieście tyle jeździmy. Chodzi o to, że będziemy daleko od rodziny i znajomych?
-Nie, nie chodzi o to – przewróciłam oczami – naprawdę chodzi mi o dojazdy. Ja mam do pracy na 9, więc dla mnie to nie problem, ale jak Ty musisz czasem dojechać na trening na 7, to pomyśl o której musiałbyś wstawać, żeby zdążyć! W końcu miałbyś dość i odbiłoby się to na nas
-Emily zapamiętaj sobie raz na zawsze, że moje zmęczenie i samopoczucie nie odbije się na nas i naszym związku – mruknął urażony – jestem przyzwyczajony do życia w biegu. Jeśli drobne utrudnienia mają być ceną tego, że codziennie będę miał Cię blisko siebie, to kompletnie mi to nie przeszkadza
-Ale mi to przeszkadza – westchnęłam – możesz mnie mieć codziennie blisko, nawet jeśli będziemy mieszkać osobno. Przynajmniej będziemy się wysypiać i będziemy na miejscu
-Okej – ustąpił – jeśli tak wolisz, to w porządku. Po prostu chciałem podrzucić jakiś pomysł
-Możemy tu przyjeżdżać na niektóre weekendy. Naprawdę lubię ten dom i lubię tu przebywać. Możemy wrócić do niektórych starych nawyków
-Pewnie, możemy – wstał i zebrał nasze talerze, a ja jęknęłam cicho i położyłam głowę na stole – idziemy na zewnątrz?
-Yhmm – mruknęłam
-Nie chcę się kłócić – poczułam jego ciepły oddech na szyi, a po chwili dotyk jego ust – i nie gniewam się. Pewnie masz racje, co do tego wszystkiego. Musisz po prostu pamiętać, że cholernie za Tobą szaleję i dla Ciebie jestem w stanie zrobić wszystko. Nawet jeśli codziennie musiałbym dojeżdżać na treningi po kilka godzin
-Wiem wiem – podniosłam na niego wzrok – ale ja nie chcę tego wykorzystywać. Nie chcę, żebyś zadowalał mnie kosztem siebie. Tak nie będziesz szczęśliwy
-Jeśli Ty jesteś szczęśliwa, to ja też jestem – pogładził mnie po policzku – w poniedziałek obejrzymy mieszkania, zdecydujemy się na to, które najbardziej będzie nam się podobało i od razu je kupimy. Tu nie potrzeba wielkich formalności, pamiętaj, że nie musimy się martwić kredytem, ani niczym takim
-Pamiętam – roześmiałam się – ale chcę się dołożyć do tego mieszkania
-Jeszcze o tym porozmawiamy – przewrócił oczami – a jak tylko kupimy mieszkanie to zaprojektujesz nam wnętrze i zaczniemy remont. Pasuje?
-Pasuje – kiwnęłam głową
-To uśmiechnij się, myśl pozytywnie i chodź ze mną na pomost – dał mi pstryczka w nos, a ja nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie uśmiechnąć
-Chodźmy – przytuliłam się do niego – złapiemy jeszcze trochę słońca i naładujemy baterie
-I pozytywne myśli – pocałował mnie w czoło
-Tak, to też – zachichotałam
Z powrotem wyszliśmy na zewnątrz, skierowaliśmy swoje kroki na pomost, gdzie Marco od razu wskoczył do wody, a ja dla odmiany położyłam się na jednym z leżaków. Co prawda nie musiałam się specjalnie wystawiać na słońce, bo byłam już wystarczająco opalona. I pewnie będę opalona do połowy jesieni, a może opalenizna wytrzyma do zimy? Byłoby super!
-Pewnie mnie zabijesz, jak się na Ciebie położę, co? – usłyszałam nad sobą i automatycznie otworzyłam oczy – jestem taki mokry
-Nawet nie próbuj! – wyciągnęłam rękę, żeby go powstrzymać
Blondyn uśmiechnął się jak mały chłopiec tuż przed tym jak próbuje coś nabroić i w jednej chwili pochylił się nade mną i zaczął strzepywać wodę z włosów na mój brzuch. A ja zaczęłam piszczeć i tak się wiercić, że aż spadłam z leżaka i obiłam sobie cały bok i ... pupę. Jak na złość piłkarz zaczął się śmiać.
-Jesteś okropny – warknęłam – to wszystko przez Ciebie!
-Chodź tutaj – wyciągnął dłoń w moim kierunku, żeby mi pomóc
-Przez Ciebie będę cała poobijana – bąknęłam, wstając przy jego pomocy
-Nie chciałem, przepraszam – pocałował mnie w nos – później Cię wymasuję
-Siniaków się nie masuje – zrobiłam naburmuszoną minę, a on zaśmiał się jeszcze głośniej – idź stąd!
-Moja kobieta jest agresywna – klepnął mnie w pośladek, oczywiście ten, na który upadłam
-Zabiję. Cię. – zagroziłam – Ty lepiej nie zasypiaj w nocy, bo możesz się już nie obudzić
-Grozisz mi? – błysnął uśmiechem
-Tak – zbliżyłam się do niego z bojową miną, a on wykorzystał ten moment i mnie pocałował – czasem mnie denerwujesz, wiesz?
-Skarbie, gdybym Cię nie denerwował, to Twoje życie byłoby nudne – odparł jak zwykle pewny siebie
-Kocham Cię – szepnęłam przytulając się do niego
-Ja też Cię kocham – pocałował mnie w czubek głowy
Chwilę staliśmy przytuleni do siebie, aż w końcu wzięłam głęboki wdech i używając całej swojej siły spróbowałam odepchnąć od siebie Marco, tak żeby wpadł do wody. Oczywiście, nie do końca to przemyślałam i skończyło się na tym, że w wodzie wylądowałam ja. Mój ukochany natomiast stał na pomoście i aż zginał się ze śmiechu. To zdecydowanie ostatni śmiech jego życia.
-Nie mogłeś już wpaść do tej wody ? – jęknęłam – ja spadłam przez Ciebie na twardy pomost!
-Sama spadłaś, ja Ci nie pomagałem – prychnął
-Kłamca – zmrużyłam oczy, usiłując wygrzebać się z powrotem na pomost, nie używając przy tym drabinki – weź mi pomóż, a nie tylko się śmiejesz!
-Boję się, że jak podam Ci rękę to mnie wciągniesz do jeziora – usiadł na leżaku i patrzył na mnie rozbawiony
-Panie Reus, zachowuje się Pan bardzo niestosownie – udało mi się w końcu wyjść z zimnej wody – i muszę się w końcu na Panu zemścić
-A co Pani planuje, panno Brown? – uśmiechnął się
-Jeszcze nie wiem – podeszłam do niego i zanim zdążył zareagować to na nim usiadłam
-Cholera – zaśmiał się – zdążyłem trochę wyschnąć!
-To trudno – położyłam się na nim tak, że schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi
-Skarbie – położył dłoń na moich plecach – jesteś jeszcze na mnie zła?
-Oczywiście, że tak – zażartowałam
-A jak mogę Cię poprosić? – przesunął dłonie na moje pośladki, a ja aż przygryzłam wargę, żeby się nie uśmiechnąć
-Na pewno coś wymyślisz – zachichotałam jak nastolatka
Przez kilka godzin na zamianę leżeliśmy na leżaczkach i kąpaliśmy się w jeziorze. W końcu postanowiliśmy wrócić do domu, gdzie najpierw wzięliśmy wspólny prysznic, a następnie przygotowaliśmy jakiś szybki obiad. Pogoda na zewnątrz była fantastyczna, ale zazwyczaj tak jest na przełomie. Żeby jak najbardziej z tego skorzystać to późnym popołudniem wybraliśmy się na długi spacer. I nikt nam nie przeszkadzał, nikt nas nie zaczepiał. Mogliśmy bez skrępowania okazywać sobie czułości i nie martwiliśmy się paparazzi. Na nasze szczęście nikt jeszcze nie wyśledził, że blondyn ma swój dom nad jeziorem, a skoro będziemy tu teraz częściej bywać to całkiem dobra wiadomość.